Każdy potrzebuje
czasami chwili wytchnienia, bo nie można stale żyć pod wpływem adrenaliny. Po
ciężkich przeżyciach należy nam się odpoczynek i spokój. Czas na regenerację
sił i poukładanie sobie wszystkiego. Szkoda tylko, że los nie zawsze jest dla
nas taki łaskawy i rzuca nam kolejne kłody pod nogi. Z czasem coraz większe…
Do Domu Nocy spokój
zagościł tylko pozornie. Stabilizacja nie jest pisana młodym adeptom i
wampirom. Neferet stale knuje intrygi, a jej sprzymierzeńcem zostało najgorsze
z tego, co mogło zostać. Dodatkowo zaczyna panować coraz większy chaos, gdyż w
Domu Nocy zaczynają gościć ludzie – oczywiście z intencji Neferet. Zoey znowu
ma mnóstwo rzeczy na głowie – musi uporać się ze śmiercią bliskich osób, z
kłótniami przyjaciół no i z najgorszym wrogiem, jakim jest Neferet. Jej uwagę
przyciąga nowy chłopak – Aurox, który służy jej największej rywalce. Jednak tak
naprawdę kryje się w nim coś znacznie więcej. Jednak czy Zoey odkryje co?
To już 9 część Domu
Nocy. Do tej pory pamiętam jak parę lat temu sięgnęłam po pierwszą część.
Pamiętam początki Zoey i jej przyjaciół w szkole, brak poważnych problemów i
przyjazną Najwyższą Kapłankę. Wszystko było proste, życie płynęło swoim rytmem.
Niesamowite jak wiele się zmieniło.
Myślę, że coraz
częściej można zauważyć zmiany zachodzące w bohaterach – nie tylko w samej
Zoey, która powoli dorasta i przestaje się zachowywać jak niedojrzała
nastolatka, a bardziej przypomina najwyższą kapłankę. Widać, że Stevie Rae
zdobywa pewność siebie, a Neferet jest coraz bardziej okrutna i nieobliczalna.
Mimo tego, że jest tutaj naprawdę mnóstwo bohaterów, to nie sposób się w nich
pogubić – poznajemy punkt widzenia wielu z nich, poprzez narrację. Tym razem
mamy narrację prowadzoną również przez Auroxa, Lenobię i Smoka. Najbardziej
zaintrygowała mnie Lenobia, od początku było w niej coś fascynującego, a teraz
poznałam ją lepiej, z czego się bardzo cieszę. Równie dobrym pomysłem jest
motyw Auroxa, jestem ogromnie ciekawa tego, jak potoczą się dalej jego losy.
Zdecydowanie ta część
wprowadza nieco zamieszania, odpowiada na wiele pytań z poprzednich części, ale
pojawiają się również nowe, na które mam nadzieję poznamy odpowiedzi w
kolejnych częściach. W „Przeznaczonej” przyjaciele stają się wrogami, wrogowie
przyjaciółmi, nie mamy pewności, co jeszcze nas czeka. Książka zdecydowanie
trzyma w napięciu i wzbudza ciekawość, czyta się przyjemnie i miło – tym razem
nawet nie było aż tylu kolokwializmów, które mogłyby kłuć w oczy. Myślę, że
fani serii będą zadowoleni, a co do antyfanów… ich chyba nie ma co przekonywać.
:) Mnie się osobiście ta część bardzo podobała i nie mogę się już doczekać
kolejnych!
Za książkę serdecznie dziękuję:
___________________________________________________________________________
Dobra, myślę nad konkursem i nic nie mogę wymyślić, ale obiecuję, że takowy będzie, jeszcze w tym roku!
Muszę się tylko jakoś zebrać w sobie, a jest ciężko, bo nie mam czasu ; p Na chwilę obecną biochemia zwładnęła moim życiem.
Aaa i podzielę się z Wami nutką, która mi się niesamowicie wkręciła :)
Dobra, myślę nad konkursem i nic nie mogę wymyślić, ale obiecuję, że takowy będzie, jeszcze w tym roku!
Muszę się tylko jakoś zebrać w sobie, a jest ciężko, bo nie mam czasu ; p Na chwilę obecną biochemia zwładnęła moim życiem.
Aaa i podzielę się z Wami nutką, która mi się niesamowicie wkręciła :)