"Nie mogę powiedzieć Ci prawdy" - Lauren Barnholdt


Znacie powiedzenie, że kłamstwo ma krótkie nogi? I że prawda zawsze wyjdzie na jaw? Na pewno tak. Jednak nie znam chyba człowieka, który nigdy w życiu nie skłamał. Jednak dopóki są to drobne kłamstewka, które nikomu nie szkodzą, to nic złego się nie dzieje. Czasami nawet może takie drobne kłamstewko uratować sytuację. Ale podkreślam – DROBNE.

Kelsey została wyrzucona ze swojej poprzedniej szkoły, straciła kontakt z dawnymi przyjaciółmi. Jednak w nowym liceum ma okazję zabłysnąć na nowo i udowodnić wszystkim, w tym samej sobie, że jest idealną córką, uczennicą, przyjaciółką. Isaac został również wyrzucony ze szkoły, nawet z kilku. Jednak mając ojca senatora, wiele uchodzi mi na sucho. Jednakże szkoła Concordia Public może być jego ostatnią szansą, dlatego nie może sobie pozwolić na żaden błąd. Między tą dwójką początkowa ogromna niechęć z czasem przemienia się w fascynację, jednak jest coś, co może zrujnować ich relację – prawda.

Zazwyczaj nie sięgam po książki obyczajowe o licealistach, ponieważ nie czuję się w tej tematyce za dobrze. Jednak uważam, że czasem warto coś takiego przeczytać, aby zapoznać się z innym gatunkiem oraz trochę oderwać się od tego, co czytamy na co dzień. Czasami warto przeczytać książkę o zwykłym, codziennym życiu nastolatków i ich problemach, bo dzięki temu możemy sami przeżyć w pewnym sensie katharsis i się oczyścić.

„Nie mogę powiedzieć Ci prawdy” wydaje się być naprawdę intrygującym tytułem. Już czytając ten tytuł zastanawiamy się o jaką prawdę chodzi? Cóż to za tajemnice, których główni bohaterowie nie mogą ze sobą podzielić? Niestety, nie dowiadujemy się tego od razu. Wręcz przeciwnie – tajemnice ciągną się przez całą powieść, a pytań jest coraz więcej. Gdy już myślimy, że dowiedzieliśmy się całej prawdy, okazuje się, że to nie o to chodziło. Dlatego właśnie książka cały czas trzyma w napięciu – nasza ciekawość bierze górę i czytamy, czytamy, byle tylko dowiedzieć się, o co chodzi i cóż to za tajemne sekrety.

Dwójka głównych bohaterów jest w sumie przedstawiona w sposób bardzo dobry, podobnie jak bohaterowie drugoplanowi. Jednakże całość skupia się przede wszystkim na Kelsey i Isaacu. Kelsey odebrałam jako dziewczynę nieco zagubioną w sobie, która stara się mieć wszystko pod kontrolą, wszystko chce robić sama – jakby chciała na siłę udowodnić całemu światu, że potrafi i jest najlepsza. Isaac sprawia wrażenie Bad boy’a, jednak przy bliższym poznaniu widzimy, że potrafi być człowiekiem czułym i wrażliwym. Ogólnie niektórzy bohaterowie są po prostu stereotypowi – znajdziemy tutaj zadufaną w sobie jędzę szkolną, nowo poznaną przyjaciółkę z rozterkami, starą przyjaciółkę, która powoli przestaje utrzymywać kontakt z główną bohaterką.

Co do pomysłu – nie jest aż tak oryginalny, jak mógłby być. Jest to zwykła opowieść o nastolatkach i ich „wielkich” problemach. Napisana jest bardzo prostym językiem, czasami miałam wrażenie, że zbyt prostym. Niektóre dialogi wydały mi się po prostu płytkie, żałosne i pozbawione głębi. Zawiodłam się także trochę poznając tę prawdę, wokół której kręci się cała książka. Liczyłam na jakiś szok i wbicie w fotel, a okazało się, że nie było to nic szczególnego – ot takie rozterki nastoletniej dziewczyny. Chociaż kto wie, może znajdą się osoby, które to faktycznie ruszy głębiej, może ja się do takich nie zaliczam.

Podsumowując, powieść Lauren Barnholdt jest prostą lekturą, którą czyta się bardzo szybko – idealna na nudne jesienno-zimowe wieczory, kiedy człowiek chce się oderwać od problemów, rozluźnić i zrelaksować. Nie należy do książek trudnych w odbiorze, a rosnąca ciekawość sprawia, że chce się czytać do samego końca. Jednak uważam, że nie jest to historia, którą będzie się długo pamiętać.


 Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu:


A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...