Czy kochaliście
kiedyś tak mocno, że byliście w stanie za drugą osobę oddać życie? Czy w ogóle
możliwe jest bycie razem, kiedy los stawia wam na drodze same przeszkody? Gdy
już myślicie, że wszystko się udało, okazuję się, że się myliliście, a los z
Was zakpił. A dodatkowo ma to wpływ na wiele innych rzeczy niż mogłoby się
wydawać, jednym słowem – bardzo kiepska sytuacja. A Wy nadal chcecie walczyć o
swoją miłość i ukochaną osobę…
Potomkini Garet James
przysięgła chronić świat przed złem i strzec równowagi między śmiertelnikami a
nieśmiertelnymi. Pech chciał, że zakochała się w przystojnym wampirze – Willu
Hughesie, podobnie jak jej przodkini. Już raz powstrzymała świat przed zagładą,
teraz jednak musi ocalić swoje uczucie. Will wyrusza do Letniej Krainy, ponieważ
wierzy, że uda mu się zdjąć klątwę nieśmiertelności. Garet podąża za ukochanym
i po drodze spotyka wiele intrygujących istot. Jedne są jej przychylne, drugie
mniej, ale Garet nie odpuści i zrobi wszystko, aby odnaleźć ukochanego wampira.
„Strażniczka” to
druga część trylogii napisanej przez małżeństwo, których pseudonimem literackim
jest właśnie nazwisko Lee Carroll. Pierwsza część – „Królestwo czarnego
łabędzia” – była moim zdaniem na swój sposób interesująca i czytało mi się ją
całkiem przyjemnie. Byłam ciekawa jak dalej potoczą się losy Garet, dlatego też
sięgnęłam po tom drugi. Z tym niestety było już trochę gorzej.
Mamy tutaj dwa
rodzaje narracji – pierwszoosobową z punktu widzenia Garet oraz trzecio osobową.
Ten drugi rodzaj narracji występuje w rozdziałach, kiedy wraz z Willem cofamy
się o 400 lat do czasów jego śmiertelnej jeszcze młodości. Rozdziały te
przeplatają się z czasami teraźniejszymi, czyli tymi, w których to Garet podąża
tropem ukochanego. Historia Willa naprawdę przypadła mi do gustu i mnie
zaciekawiła. Czytało mi się to znacznie lepiej niż perypetie Garet, które
czasami mnie męczyły. Sama nie wiem dlaczego, ale chyba właśnie to jest powodem
tego, że nieco mnie ta książka nużyła. Dobrze, więc, że została wprowadzona
przeszłość Willa, to nieco mnie ożywiało.
Momentami miałam
wrażenie, że autorzy chcieli napisać bardzo dobrą książkę, niemal idealną, i
niestety przedobrzyli. Przeważającą większość książki stanowią opisy miejsc,
sytuacji czy przemyśleń, dialogów jest naprawdę niewiele. Bywa to momentami
nużące. Fakty, szczegółowe i dopracowane opisy są potrzebne, ale mam wrażenie,
że w tej książce było tego za dużo. Brakowało mi dialogów, które są także
potrzebne, bo potrafią równie wiele rzeczy przekazać. Momentami te wszystkie
rozważania Garet były po prostu męczące, zapewne, dlatego nie czytałam tej
książki jednym tchem, tylko odkładałam, co jakiś czas. Plus z tych opisów jest
taki, że dobrze poznajemy świat powieści, wszelkie miejsca i charakter
bohaterów.
Widać tutaj kunszt
pisarski – język może i nie jest skomplikowany, ale sprawia wrażenie bardzo
dojrzałego, momentami wyniosłego i głębokiego. W tej książce nie znajdziemy
poczucia humoru czy śmiesznych wypowiedzi, wszystko jest raczej bardzo poważne.
Wydawałoby się więc, że będzie to poruszająca opowieść o miłości. I faktycznie,
jeśli chodzi o historię, która toczyła się 400 lat wcześniej, mogę przyznać, że
jest to piękna i zarazem smutna opowieść o miłości, jednak, co się tyczy tej
teraźniejszej to mam poważne wątpliwości – odczułam to, że jest ona sztuczna i
przesłodzona. Wiele razy myślałam, że odłożę tę książkę i do niej nie wrócę,
ale dobrnęłam do końca, ponieważ zdarzały się fragmenty, które mnie wciągały.
Myślałam także, że nie sięgnę po trzecią część trylogii, ale zakończenie trochę
mnie do tego przekonuje. Zobaczymy jak będzie.
Ogółem pomysł sam w
sobie jest ciekawy i interesujący. Spotykamy intrygujące postacie z drugiego
świata, który został nam bardzo wyraźnie przedstawiony. Na okładce znajdziemy
informację, że jest to Urban fantasy, ale ja bardziej zakwalifikowałabym to do
paranormal romance. Książka ma i plusy i minusy, czasami bywa ciężka i nużąca,
ale da się przebrnąć. Czy ją przeczytacie – decyzję pozostawiam Wam. Nie chcę
nikogo zmuszać ani polecać, ponieważ wiem, że może się nie spodobać przez te
elementy, które mnie drażniły.