Życie zawsze płata
nam figle. Jedne figle są małe, drugie są ogromne i przerażające. Takie to już
koleje naszego losu i nic z tym nie zrobimy. Chociaż? Czy da się oszukać
przeznaczenie? Czy coś takiego jak przeznaczenie w ogóle istnieje? Może jednak
warto spróbować zawalczyć, zwłaszcza jeżeli ten duży figiel spotyka osobę,
która znaczy dla nas wszystko.
W miasteczku Mercy
Falls rozpoczyna się wiosna. Temperatura powoli wzrasta, śnieg topnieje,
pojawiają się pierwsze kwiaty. Sam jest człowiekiem i w końcu może być z Grace.
Jednakże z jego dziewczyną zaczynają się dziać dziwne rzeczy – ciągły ból
głowy, gorączka. A na dodatek rodzice Grace przypomnieli sobie, że mają córkę i
próbują nadrobić stracone lata opieki rodzicielskiej, tylko że nie za dobrze im
idzie. Próbują bowiem rozdzielić parę zakochanych. Dodatkowo po zimie zjawia
się nowy wilk – Cole, o tajemniczej przeszłości.
„Niepokój” to druga
część bestsellerowej książki „Drżenie”. Nie pobiła swoje poprzedniczki, nadal
uważam, że „Drżenie” samo w sobie miało urok i pamiętam, że po skończeniu go
nie chciałam kontynuacji. Dla mnie było idealnie. Dlatego do tej pory mam
mieszane uczucia co do drugiej części. Z jednej strony cieszę się, że ją
przeczytałam, a z drugiej dalej uważam, że samo „Drżenie” było naprawdę cudowną
historią.
Narracja
pierwszoosobowa, tym razem z punktu widzenia aż 4 bohaterów – Grace, Sama,
Isabel i Cole’a. Cieszę się, że autorka wprowadziła nowy wątek – Isabel i
Cole’a, ponieważ dodaje to książce pewnej świeżości. Poza miłością dwójki głównych
bohaterów mamy nowy wątek, który jest na swój sposób ciekawy i wciągający. Daje
chwilę wytchnienia od problemów Grace i Sama, przenosi nas w troszeczkę inną
problematykę – radzenia sobie z własnym życiem, pragnieniami i problemami. Cole
jest dosyć złożoną postacią, widzimy w nim chęć zatracenia się i to, że jest mu
strasznie trudno. Isabel natomiast jest silną osobowością, która stara się mu
pomóc, ale myślę, że w głębi duszy sama ma swoje problemy i cierpi. Sam i Grace
są przykładową parą zakochanych nastolatków, chodzą na randki, cierpią przez
to, że jej rodzice chcą ich rozdzielić. Niektórym może się to wydać troszeczkę
nudne.
Akcja w sumie toczy
się bardzo umiarkowanie, czasem nawet nieco za wolno jak na mój gust. Myślałam,
że będzie tutaj nieco więcej napięcia, a dostałam je dopiero na koniec książki,
gdzie cała sytuacja osiągnęła apogeum. Na pewno zakończenie sprawia, że chcemy
sięgnąć po kolejną i już ostatnią część. Wzbudza ono w nas po prostu ciekawość
i dręczy nas pytanie „Co będzie dalej? Uda się?”… i tak naprawdę nie mamy
pewności co do zakończenia całej historii. Liczyłam także na nieco większą
dawkę emocji, „Drżenie” niesamowicie mnie poruszyło, ta część nieco mniej.
Dopiero na ostatniej stronie łezka zakręciła się w oku.
W każdym bądź razie
bardzo podoba mi się styl pisania autorki – jest prosty i przyjemny, idealny
dla młodzieży. Sprawia on, że książkę czyta się bardzo szybko, a poza tym
wszystko jest na swój sposób wciągające. Mimo tego, że zdarzały się momenty,
które mnie nieco nużyły (raz nawet przysnęłam), to całość posiada jakiś urok i
magię, które wciągają nas do Mercy Falls i każą zżyć się z bohaterami. Właśnie
dlatego chcemy czytać dalej – czujemy się częścią tej opowieści.
Po następną część i
tak sięgnę, bo jestem ciekawa jak ta historia się zakończy. Poza tym naprawdę
lubię tą serię, mimo że zdarzają się w niej gorsze momenty. Całość oceniam jako
bardzo dobrą, poza tym drobne minusy są naprawdę niczym w porównaniu do
niektórych pięknych i wzruszających wypowiedzi i sytuacji.
_____________________________________________________________
Byłam dzisiaj w Katowicach na targach książki i jestem zawiedziona. Bardzo mało wystawców,
bardzo mało książek, nic ciekawego się nie działo... najlepsza z tego wszystkiego była babeczka czekoladowa, którą zjadłam. No i bardzo miła pani z wydawnictwa Dreams. Liczyłam jednak na coś większego i lepszego jeśli mam być szczera. Kupiłam w sumie tylko "Heretycką królową" i "Frankenstein'a".
Byłam dzisiaj w Katowicach na targach książki i jestem zawiedziona. Bardzo mało wystawców,
bardzo mało książek, nic ciekawego się nie działo... najlepsza z tego wszystkiego była babeczka czekoladowa, którą zjadłam. No i bardzo miła pani z wydawnictwa Dreams. Liczyłam jednak na coś większego i lepszego jeśli mam być szczera. Kupiłam w sumie tylko "Heretycką królową" i "Frankenstein'a".