Każdy z nas ma
czasami ochotę zwątpić i rzucić wszystko w kąt. Zwłaszcza wtedy, kiedy nic nie
idzie po naszej myśli. Rzeczy dzieją się zupełnie inaczej niż powinny i niż my
byśmy tego chcieli. Kiedy życie nam się wali i nie wiemy do kogo się zwrócić o pomoc
w końcu myślimy tylko o tym, że nie damy rady i się poddajemy. Ale kiedyś
usłyszałam gdzieś bardzo ciekawe słowa: „Kiedy życie daje ci cytrynę, zrób
lemoniadę”.
Ever Bloom dalej
próbuje zdobyć antidotum dla swojego ukochanego Damena. Coraz głębiej pochłania
ją czarna magia, opętują ją złe moce, które sprawiają, że ciągnie ją do tego,
do czego nie powinna iść. Jednak to jest silniejsze od niej. Dodatkowo jej
przyjaciółka Haven poznaje uroki życia będąc nową nieśmiertelną. Ever stara się
ją dobrze wprowadzić w to nowe życie, jednak Haven całkowicie traci głowę i nie
ma zamiaru słuchać przyjaciółki. Im obu zaczyna grozić poważne
niebezpieczeństwo, a Ever ryzykuje wszystko.
Akcja może nie pędzi
jakoś wybitnie szybko, ale prawdą jest, że sporo się dzieje. Czytelnik na pewno
się nie nudzi, a jakiegoś rodzaju napięcie powoli rośnie. Narratorką jest Ever,
co sprawia, że dużo lepiej jest nam wczuć się w jej sytuację. Przeżywamy wraz z
nią każdą porażkę czy sukces. Przyznam, że autorka świetnie przedstawiła jej
uzależnienie od czarnych mocy i odczucia, które jej wtedy towarzyszyły.
Idealnie odczułam to na własnej skórze i byłam w podobnej agonii, co główna
bohaterka. Także za to wielki plus. Poza tym lubię Ever za to, że nigdy się nie
poddaje i próbuje sobie radzić z każdą sytuacją.
Autorka ciekawie
rozwinęła fabułę, mimo że myślałam, że się naprawdę zawiodę i po tej części
zrezygnuję całkowicie. Jednak stało się zupełnie inaczej – mam ochotę sięgnąć
po kolejną część, a potem po jeszcze jedną – ostatnią. Jestem przekonana, że
zakończę ten cykl, ponieważ ta część wzbudziła we mnie niesamowitą ciekawość
jak to wszystko się skończy. Dobrym zabiegiem było także to, że autorka
wprowadziła inne wątki. Gdybyśmy trzymali się tylko tego jednego – poszukiwania
antidotum, aby Damen i Ever w końcu mogli być razem całkowicie – mogłoby być
nieco smętnie i nudno. Dzięki motywowi Romano, Haven a nawet Jude’a książka
zyskuje wiele dobrego.
Nie ma się co skupiać
na języku i stylu autorki, ponieważ jest on dokładnie taki sam jak w
poprzednich częściach – prosty, przyjemny, łatwy w odbiorze. Osobiście uważam,
że książkę czyta się bardzo szybko, w 3 godziny spokojnie można dać jej radę.
Mnie wciągnęła i to bardzo, bo gdy zaczęłam czytać to czytałam dopóki nie
skończyłam. Nie wiem czy chodzi o to, że moja ciekawość wzięła tutaj górę czy o
coś innego. Jednak cieszę się, że wzięłam ją z biblioteki i przeczytałam. Ta
część uratowała moje podejście do tej serii. Poza tym momentami jest
nieprzewidywalna i zaskakująca. Nie mamy pewności jak dalej potoczą się losy
bohaterów. A to bardzo lubię. Poza tym myślę, że wiele możemy się nauczyć
choćby od samej Ever – oddania czy poświęcenia. Musiała dokonywać ciężkich
wyborów, ale nigdy się nie poddała. A w zakończeniu widzimy, że miłość i
akceptacja potrafią działać cuda.
Tak myślę, że może
potrzebowałam tylko jakiejś dłuższej przerwy od tej historii i dlatego wtedy
zwątpiłam? Może było tego za dużo? W każdym bądź razie na pewno ten cykl
skończę, może nawet wypadałoby kupić pozostałe części, żeby ładnie stały na
półce. Kto wie, może kiedyś do tej serii powrócę, a Wam w sumie polecam, może
Wy nie będziecie potrzebować przerwy od tych powieści. Uważam, że naprawdę
warto je przeczytać, to naprawdę piękna historia o miłości, ale i nie tylko.
Gdy nasz najbliższy
przyjaciel nagle któregoś dnia odwraca się przeciwko nam i obwinia o wszystko,
co najgorsze, jest nam… przykro, źle? Na pewno. Czujemy się sfrustrowani,
zwłaszcza jeśli wiemy, że po części ma rację. Chcemy do niego dotrzeć na nowo,
wytłumaczyć wszystko, sprawić, żeby było jak dawniej… Ale to nie jest takie
proste. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.
Haven nadal jest
święcie przekonana, że to Ever jest winna śmierci jej chłopaka. Już samo to
wytrąca Ever z równowagi, a jakby tego było mało, okazuje się, że jej ukochany
Damen skrywa pewną tajemnicę. Przed Ever nadal ciężkie czasy, musi spróbować
wszystko naprawić, a to wcale nie jest takie łatwe. Chciałaby odzyskać
przyjaciółkę, ale z Haven jest coraz gorzej. Dodatkowo Miles ma do niej pretensje.
Jude mąci jej w głowie, a Damen coś ukrywa. Problemy z ciotką także robią
swoje, a Ever oczywiście chce zrobić wszystko sama…
„Nocna gwiazda” to
przedostatnia, czyli piąta część cyklu „Nieśmiertelni”. Ponieważ czwarta część
przywróciła mi wiarę w tę serię, po tą też postanowiłam sięgnąć. Jednak na
początku już myślałam, że znowu stracę odzyskaną wiarę i rzucę książkę w kąt.
Na szczęście tak się nie stało i dokończyłam czytanie, na dodatek bardzo
szybko.
Książka ma swoje
plusy i minusy. Plusem na pewno jest to, że mimo wszystko potrafi nas wciągnąć.
Niby nie ma tutaj nic specjalnego, a jednak w jakiś sposób rośnie napięcie,
która zmusza nas do dalszego czytania. Fabuła nie jest przecież wymyślna i
skomplikowana, momentami śmiałabym stwierdzić, że jest wręcz banalna i
prymitywna, a jednak coś w niej jest. A może to po prostu styl pisania autorki?
Nie wiem. A może po prostu jest coś między wierszami? W każdym bądź razie czyta
się bardzo szybko i jakoś nie ma się ochoty jej odkładać. Chociaż stop. Był jeden
taki moment, o którym wspomniałam wyżej – mianowicie rozmowa Haven z Ever…
przeciągała się w nieskończoność, czułam się normalnie jakbym oglądała „Modę na
sukces”, w której Amber przez tydzień skakała z klifu.
Momentami główna
bohaterka zaczęła mi działać na nerwy, ale miałam tak chyba podczas czytania
każdej części. Podobnie jak z tym, że potem się reflektowała i jakoś
odzyskiwałam nadzieję, że ta dziewczyna jednak coś znaczy. Za to Haven działała
mi wybitnie na nerwy. Jedyny,, kto w tym wszystkim zachował zdrowy rozum był
Miles. Co do Damena.. nie wiem dlaczego, ale nie rusza mnie on tak, jak kiedyś.
Powoli mam dość tego słodkiego i wyidealizowanego związku, momentami nie mam
siły na sceny Ever-Damen. Są po prostu mdłe i nudne, brakuje tutaj jakiejś iskry,
napięcia, czegokolwiek!
Ciekawa jestem jak
autorka postanowiła zakończyć ten cykl, dlatego na pewno sięgnę po ostatnią
część. Chyba faktycznie z czystej ciekawości. Mam tak sprzeczne odczucia co do
„Nocnej gwiazdy”, że nie wiem komu polecać, a komu nie. Jak widać nawet mnie,
która przeczytała wszystkie poprzednie części, nie do końca wszystko
przypasowało. Mam dziwne wrażenie, że autorka za bardzo tą całą historię
rozwlekła i nie wiedziała do końca, jak sobie z tym poradzić. No ale zobaczymy,
czekam na „Na zawsze”.
_____________________________________________________________
A teraz moi kochani... kto się wybiera 8 września na targi książki w Katowicach? :)