Wiecie, że z
Wiedźmami się nie zadziera? Zwłaszcza z tymi rudymi i wrednymi. A takich nie
brakuje. A ten kto narazi się Wiedźmie, może bardzo marnie skończyć. Tak więc
radzę Wam lepiej – nie ryzykujcie!
Po wielu
niesamowitych przygodach Wolha Redna nadal nie ma spokoju. Tym razem trafia do
warowni bogobojnego zakonu Białego Kruka (chociaż ten kruk ponoć bardziej
przypomina mizernego kurczaka). W miejscu tym panuje strach, ponieważ nocami
pojawia się upiór. I to nie w celach takich, żeby kogoś tylko zdenerwować albo
zrobić kawał. O nie, ta strzyga jest dużo bardziej poważna. Jakby tego było
mało, okazuje się, że na Wolhę ktoś poluje i grozi jej wielkie
niebezpieczeństwo. A poza tym wkrótce ma wyjść za mąż – i tu ją boli! Bo jak to
tak… zamężna wiedźma?
„Wiedźma naczelna” to
piąta i ostatnia część przygód wyżej wymienionej bohaterki. Pierwsze cztery
części były moim zdaniem naprawdę niesamowite, pokochałam tę serię od
pierwszych stron. Nie wyobrażam sobie więc, że miałabym nie sięgnąć po
rozstrzygającą część tego cyklu. Poza tym wiem, że cała seria znajdzie się
kiedyś u mnie na półce – i to obowiązkowo!
Cóż mogę powiedzieć,
styl pisarki się nie zmienił, byłoby to co najmniej dziwne. Nadal mamy swobodny
język, który jest bardzo łatwy i przyjemny w odbiorze. Czasami ciężko zrozumieć
pewne wypowiedzi, ale to ze względów kulturowych, którymi różnią się
poszczególni bohaterowie. W końcu nie można wymagać, żeby Orsana mówiła takim
samym językiem jak inni, skoro nie pochodzi z ich stron. Poza tym taki Walek –
czy widzieliście kiedyś trolla mówiącego pięknym i dostojnym językiem? No
właśnie. Ja też nie. Nadal mamy tutaj niesamowitą dawkę humoru, ciężko się nie
popłakać ze śmiechu w pewnych momentach.
Ogromnym plusem jest
różnobarwność bohaterów. W tej części występują wszyscy Ci, z którymi mieliśmy
wcześniej do czynienia – Welka, Orsana, Walek, Len czy Rolar. Pojawiają się
także inni, nowi, ale nie są aż tak ważni jak Ci wymienieni przeze mnie. Wolha
nadal pozostaje rudą, upartą złośnicą, która zawsze musi postawić na swoim. Za
to właśnie ją kocham! Ta postać jest po prostu niesamowita, bardzo często
zdarzało mi się z nią utożsamić. Jedna z moich ulubionych postaci literackich
jeśli chodzi o kobiety. Dalej uwielbiam Walka, mimo że jest trollem. Ale to on
zawsze potrafi mnie rozbawić do łez. A Len był tym razem wyjątkowo romantyczny,
co także mi się spodobało.
Mamy tutaj wiele
ciekawych i interesujących przygód, wiele się dzieje, akcja toczy się w miarę
szybko. Każda sytuacja potrafi nas pochłonąć, cała powieść zdecydowanie wzbudza
ciekawość i wciąga. Ja byłam ogromnie ciekawa jak pani Gromyko postanowi
zakończyć jedną z moich ulubionych serii, więc z jednej strony chciałam
przeczytać szybko, a z drugiej przedłużałam to, jak tylko mogłam. Nie chciałam
po prostu tak szybko żegnać się z tą historią i bohaterami. Ale niestety
przyszedł ten czas. Jeśli chodzi o zakończenie, to w sumie nie wyobrażam sobie
innego, chociaż czegoś mi minimalnie zabrakło. Czegoś mocniejszego i głębszego,
chociaż powiem szczerze, że końcowe sceny były naprawdę świetne!
Z czystym sumieniem
polecam gorąco całą serię! Na pewno spodoba się osobom, które lubią przeżywać
wiele przygód, a także tym, którzy lubią sporą dawkę dobrego humoru oraz uparte
i wredne bohaterki!