Mama nie raz
powtarzała mi, że mam uważać na to, czego sobie życzę, bo mogę to otrzymać.
Myślę, ze tak samo jest z obietnicami i zawieraniem umów. Czasem pod wpływem
emocji czy impulsu zgadzamy się na coś, a dopiero potem zdajemy sobie sprawę z
tego, co zrobiliśmy i jakie to będzie miało konsekwencje. Niby możemy udawać,
że coś takiego wcale nie miało miejsca, że niczego nie obiecywaliśmy. Jednak
czasami umowy są za bardzo wiążące i nie da się tego zrobić.
Meghan Chase od
jakiegoś czasu przebywa w pałacu zimowych elfów, mimo że należy na dobrą sprawę
do Lata. Jednakże zawarła z księciem mrocznych elfów umowę i utknęła w nie
swoim świecie. Nie wie co się dzieje w świecie realnym, czas tam biegnie
inaczej, nie wie, co się dzieje z jej rodziną, szkołą, przyjaciółmi. Tak więc
Meghan spędza kolejne dni u królowej Mab, która nie darzy jej zbytnią sympatią.
W sumie to nikt tam nie darzy jej za dużą sympatią, poza jedną osobą. Jednakże
jeżeli wyjdzie to na jaw, to zarówno dla Meghan jak i dla niego będzie wszystko
stracone.
Pamiętam, że pierwsza
część tej serii – „Żelazny król” – oczarowała mnie. Byłam naprawdę pod
wrażeniem tej książki i wiedziałam, że po kolejną część sięgnę bezapelacyjnie.
Tak też się stało, mimo że trochę tym zwlekałam. Czy druga część spełniła moje
oczekiwania? Ba! Co najmniej. Zachwyciła mnie jeszcze bardziej niż jej
poprzedniczka, jest przecudowna!
Uwielbiam krainę
Nigdynigdy! W każdym calu. Podoba mi się to, że Julie Kagawa stworzyła tak
piękny, cudowny, tajemniczy, pełen magii i dziwnych stworów świat. Poza samym
stworzeniem, potrafiła się tym z nami podzielić, przelewając wszystko na
papier. Gdy czytamy, to automatycznie się tam przenosimy. I żal wracać… od tej
książki nie da się oderwać, a dodatkowo żałuje się, że tak szybko się kończy…
myślałam nawet jak sobie wydłużyć tą przyjemność, która płynęła z czytania jej,
jednak nie udało mi się. Nie dałam rady jej odłożyć, żeby móc czytać
fragmentami po trochu, no po prostu było to nie do zrobienia!
Świetne jest to, że
tutaj ciągle się coś dzieje! Akcja i napięcie są ciągle, a to się rzadko
zdarza. Nie ma takiej strony, na której nie działo by się coś ciekawego.
Czasami serce podchodzi nam do gardła, czasami ciarki przebiegają nam po
plecach, czasami czujemy ból. Wszystko to, co towarzyszy bohaterom, towarzyszy
także nam. Poza tym nie ma tutaj nudy! No i sam fakt, że wszystko, co się dzieje nie jest za proste
sprawia, że książka dużo zyskuje. Są spiski, zdrady, tajemnice. Poza wartką i
niesamowitą akcją jest tu także wiele niespodziewanych zwrotów akcji i
zaskoczeń. Cudowna sprawa.
Nie wiem, co jeszcze
mogę napisać dobrego o tej książce, i tak wyszła mi tutaj niemal oda pochwalna.
Ale prawda taka, że ta książka naprawdę mnie zachwyciła! Świat, pomysł, fabuła,
bohaterowie (dalej jestem ogromną fanką Grimalkina a i nowa bohaterka –
Leanansidhe ma we mnie sprzymierzeńca) – te elementy są tutaj połączone w jedną
idealną całość. Poza tym jak ktoś uważnie czyta to zauważy, że wiele rzeczy
zostanie rozwiązanych w kolejnych częściach, których już nie mogę się doczekać.
Wiem jednak, że ta
książka nie spodoba się wszystkim, więc głównie polecam ją fankom romansów paranormalnych,
myślę, że ta seria stanie się jedną z Waszych ulubionych, tak jak miało to
miejsce w moim przypadku! Jednak pamiętajcie, żeby nie oddawać serca elfiemu
księciu… to nigdy nie kończy się dobrze… chociaż?