Podobno każdy z Nas ma przy sobie Anioła Stróża. Jego
zadaniem jest pilnowanie nas, naprowadzanie na dobrą drogę i wspieranie. Jednak
nikt go nigdy nie widział, prawda? To dlatego, że ponoć nie mogą się nam
ujawnić. W sumie dziwna sprawa, skoro mają nam pomagać, to nie prościej by było
gdyby siadły z nami przy herbacie i powiedziały „słuchaj, to powinieneś zrobić
inaczej”? Widocznie nie… chociaż nie mam pojęcia dlaczego.
Zachariasz jest Aniołem Stróżem Mirandy. Problem polega na
tym, że ją kocha, a nie powinien. Dodatkowo łamie najważniejszą zasadę –
ukazuje jej się. Jednakże nie udaje mu się ochronić swojej podopiecznej,
Mirandę atakuje wampir, a ona sama trafia do mrocznego świata jako wampirza
księżniczka. Zachariasz został skazany na życie na ziemi, jednak ma do
wykonania nową misję – pozbycie się władcy ciemności. Dodatkowo nadal chce
ochronić Mirandę, której nie przestał kochać…
Sama nie wiem od czego zacząć… może od tego, że ta książka
jest po prostu beznadziejna? W ogóle nie rozumiem motywu jej powstania, nie
rozumiem pomysłu na fabułę, niczego nie rozumiem. I w ogóle co to ma być, że
występuje tu Drakula? Bram Stoker to się chyba w grobie przewraca przez coś
takiego. Nie wiem czy autorka chciała stworzyć współczesną wersję tej historii,
jeśli tak, to za nic w świecie jej to nie wyszło.
Dobra, ale teraz po kolei. Już od pierwszych stron mamy
mnóstwo akcji, wszystko dzieje się bardzo szybko, za szybko. Nie mamy nawet
chwili na to żeby się zaznajomić z tematem. Teoretycznie lubię, gdy już od
pierwszych stron coś się dzieje, ale nie przesadzajmy. W ogóle sam pomysł jest
oklepany. To też mi zazwyczaj nie przeszkadza, ale w tym przypadku jest on
zrobiony po prostu bardzo schematycznie i stereotypowo. Nic od siebie autorka
tutaj nie dodała. Nie mamy także pojęcia skąd się wzięły tutaj wampiry, anioły
itd. W ogóle nie poznajemy niczyjej historii, one po prostu są i tyle. Po co
się wysilać, żeby napisać o nich coś więcej, nie?
Bohaterowie są w ogóle tak niewyraźni, że ciężko mi
cokolwiek o nich napisać. Nie umiem wymienić nawet jednej cechy charakteru
kogoś z dwójki głównych bohaterów, może dlatego, że byli oni płytcy i
bezpłciowi. Poza tym niesamowicie zafascynował mnie fakt, że Miranda tuż po
przemianie zachowywała się tak jakby nic się nie stało. „Oh jestem wampirem? No
trudno, będzie fajnie” – dokładnie coś w ten deseń. To jest jakieś
nieporozumienie po prostu. Aaa i ponoć miała tu być jakaś potężna, wieczna
miłość, tak? No to chyba z tym też mamy problem, bo ja jej nie zauważyłam.
Zero emocji, zero szczegółów, wszystko jest niedopracowane.
Tak na dobrą sprawę można przeczytać początek, środek i koniec, bo wyjdzie na
to samo, jakbyśmy czytali całość. I tak nie wiadomo kto, gdzie, z kim, po co i
dlaczego. Sama sobie się dziwię, że dobrnęłam do końca tej książki. Było to
chyba spowodowane jedynie tym, że po prostu pewne elementy tylko przebiegałam
oczami, nawet się na nich nie skupiając. Ja nawet nie wiem czy można twierdzić,
że ta książka ma potencjał.
Nie polecam nikomu, bo to jest katorga po prostu. No chyba,
że macie kiepski dzień to poświęćcie godzinę, przekartkujcie ją i wyżyjcie się
pisząc negatywną opinię. Ależ mnie to oczyściło. Ale żeby nie było, że ja po
prostu swoją frustrację wyładowuję na tej książce. Ona po prostu jest żałosna i
beznadziejna i nie chciejcie się o tym przekonywać na własnej skórze. Amen.
_________________________________________________________________________
Ależ ja się ostatnio obkupiłam, jeny oO I nie kupiłam w tym wszystkim ani jednej książki. Dziwnie mi z tym... trzeba nadrobić :D Ale jakie ładne badziki kupiłam w empiku :D A weszłam tylko po Świat wiedzy :D No ale jak je zobaczyłam to nie mogłam się powstrzymać... wzięłam tylko 3, ale chyba wrócę po więcej :)