Pomyślcie sobie, że
wyjeżdżacie na parę dni ze znajomymi na wycieczkę, żeby się od wszystkiego
oderwać i zabawić, a gdy wracacie nie jesteście w stanie poznać własnego
miejsca zamieszkania. Wszystko wygląda niby tak samo a jednak inaczej, a Wy
czujecie, że coś jest nie tak. W waszym gardle pojawia się gula, którą z trudem
przełykacie… nerwy, stres, złe myśli, to oczywiste, że Was wtedy dopadną.
„Jutro” to książka o
grupie nastolatków, którą właśnie coś takiego spotkało. Wyjechali na parę dni w
góry, wrócili i wszystko było inaczej. Zaczęła się wojna. Ich rodzin nie było w
domach, miasto było zrujnowane, zwierzęta martwe. W końcu okazało się, że
wszyscy mieszkańcy są przetrzymywani na jednym terenie, a ich grupka jest
jedynymi ludźmi na wolności. Teoretycznie powinni uciec z dala od wojny i tego
miasta, ale nie mogli. Nie byli w stanie zostawić swoich rodzin na pastwę
żołnierzy, tak więc stali się zorganizowaną grupą młodych partyzantów.
Książka jest pisana
na podstawie opowiadania z punktu widzenia jednej osoby – Ellie. Jest to swego
rodzaju zapis historii tych młodych ludzi, ich przygody z najmniejszymi nawet
szczegółami. Już na samym początku możemy wywnioskować, że będzie to zapis
pozbawiony emocji, same fakty. Jednakże mimo wszystko te emocje są wyczuwalne.
Nie chodzi nawet o to, że są opisane, bo nie zawsze są, ale są w nas po prostu
wzbudzane. W wielu momentach żołądek podszedł mi do gardła, poczułam się po
prostu bohaterką tej opowieści i wszystko odczuwałam łącznie z bohaterami. Nie
wiem, co autor zrobił, że ta książka tak na mnie zadziałała, ale uwielbiam go
za to.
Pomysł w sumie dość
oklepany, bo wiele jest książek czy filmów katastroficznych, jednak rzadko
bohaterami są licealiści. Daje nam to możliwość zobaczenia, jak w takiej
sytuacji zachowują się młodzi ludzie, a nie tylko dorośli. Pewnie wielu
dorosłych myśli, że licealiści będą w takich momentach zastraszeni i nic nie
będą w stanie zrobić.. niech w takim razie przeczytają tą książkę i przekonają
się, że jest zupełnie inaczej! Tutaj każdy bohater zmienia się pod wpływem
przeżyć i wydarzeń, a dodatkowo te 8 osób potrafi się idealnie zorganizować,
wszystko zaplanować i podzielić się obowiązkami. Nie są oni może wybitnie
dobrze wykreowani, jednak mamy wystarczający obraz każdego z nich.
Napięcie raz rośnie,
raz maleje, wszystko w idealnym tempie. Przez jakiś czas mamy chwilę
wytchnienia, a już za parę sekund ciarki przechodzą nasze ciało. Naprawdę
piękne uczucie. Muszę także przyznać, że autor bardzo dobrze oddał punkt
widzenia i wysławiania się licealistki. Było widać, że Ci ludzie nie są ani
starsi, ani młodsi, po prostu są licealistami, których spotkało w życiu coś
okropnego. Opisy są bardzo dokładne i stanowią większość książki, jednakże
dialogi stanowią odpowiedniej długości przerywniki. Wszystko razem wzięte
sprawia, że mamy ten świat przed oczami, widzimy każdy najmniejszy fragment
lasu, pola czy innego miejsca.
Sama nie wiem jednak
czego mi tutaj brakowało, bo czegoś na pewno. Może czasami było za spokojnie i
za łatwo? Nie wiem sama. Coś było nie tak, ale nie jestem pewna, czy uda mi się
dojść do tego, co konkretnie.
W każdym bądź razie
książkę oceniam bardzo pozytywnie i cieszę się, że w końcu udało mi się ją
przeczytać. Oczywiście mam w planach kolejne części, a „Jutro 2” czeka już na
półce. I mam również nadzieję, że uda mi się zdobyć gdzieś adaptację filmową i
ją obejrzeć.
Zapewne cudownie by
było wyjechać z przyjaciółmi w góry. Stworzyć sobie mini obóz przetrwania. Nie
dość, że to piękne wakacje, spędzone aktywnie na świeżym powietrzu, to na
dodatek świetna zabawa. A poza tym, że zabawa, to także nauka. Nauka, która
uczy zaradności, samodzielności i odpowiedzialności. Jednak to schodzi na
dalszy plan prawda? Głównie liczy się dobra zabawa wśród przyjaciół.
Zadziwiające, jak wspaniale brzmi coś, co może okazać się koszmarem.
Ellie wraz z
przyjaciółmi wybrała się właśnie na taki mini kemping. Problem polega na tym,
że gdy wrócili nic nie było jak dawniej. Więc ich „kemping” trochę się
przedłużył. I zmieniło się jego znaczenie. Każdego dnia walczyli o przetrwanie,
o własną ziemię i rodziny. Stali się swego rodzaju oddziałem partyzantów, mimo
że byli dopiero licealistami. Jednak nie mogli się poddać. A może i mogli, ale
na pewno nie chcieli. Postanowili walczyć i jak na tak młodych ludzi świetnie
dawali sobie radę… ale każdy ma czasami chwile słabości.
„Jutro 2: W pułapce
nocy” to już druga część fenomenalnej serii John’a Marsden’a. Seria stała się
bestsellerem i nie ma się co dziwić. Teoretycznie jest to literatura
młodzieżowa, a myślę, że nie jednemu dorosłemu mogłaby się ona spodobać.
Nie ma sensu pisać
tutaj o stylu i języku ani o bohaterach. Wszystko jest dokładnie takie samo jak
w pierwszej części, przynajmniej jeśli chodzi o te 3 punkty. Jedyne co mogę
powiedzieć to to, że faktycznie widzimy jakie zmiany zachodzą w tych młodych
ludziach, o których jest książka. Może nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale
po dokładniejszej analizie na pewno. Nadal bardzo podoba mi się pomysł w jaki
prowadzona jest narracja. Jakby faktycznie była to opowieść spisana przez samą
Ellie. Autor świetnie wczuł się w rolę nastolatki i sprawił, że my także możemy
to zrobić.
Czy coś mnie
zaskoczyło w tej książce? Myślę, że tak. Prawdę mówiąc sama nie wiedziałam
czego się mogę tutaj spodziewać, pierwsza część była dobra, jednak czasami
miałam dość tych opisów Piekła i całej reszty, trochę mnie to nudziło. Tutaj
natomiast otrzymałam większą dawkę akcji, napięcia i adrenaliny. Pierwszy
rozdział to drobne przypomnienie, a w kolejnych jest już akcja, akcja i jeszcze
raz akcja. Cały czas coś się dzieje, rzadko możemy znaleźć spokojny moment.
Nawet jeśli wszystko na chwilę zwolni, to ta chwila jest naprawdę krótka.
Uważam to za duży plus i cieszę się, że autor tyle potrafił wymyśleć, żeby nie
zanudzić czytelnika.
Książka jest pełna
emocji. Mam na myśli zarówno te, które są po prostu opisane w tekście, ale i
te, które odczuwa sam czytelnik. Czytając, czujemy to, co bohaterowie – strach,
czasem zawiść, czasem niemoc. Jednak sami czujemy też coś innego – przeraża nas
myśl, że coś takiego mogłoby się przytrafić nam samym. Zdajemy sobie z tego
sprawę, że jest to całkiem możliwe, a wtedy czujemy się faktycznie
przestraszeni.
Cieszy mnie to, że
autor postanowił napisać taką serię i jako głównych bohaterów obsadzić
licealistów. Pokazuje to, że ludzie w tym wieku także potrafią się bronić,
myśleć logicznie i racjonalnie i są silniejsi niż by się wydawało.
Druga część spokojnie
utrzymuje poziom pierwszej, a powiedziałabym nawet, że go przewyższa, a to
dlatego, że dzieje się tu więcej niż w poprzedniej części, a także towarzyszy
nam większa dawka emocji. Zarówno ostatnie słowa pierwszej części jak i tej
sprawiły, że ciarki przebiegły mi po plecach. Coś czuję, że z każdą kolejną
książką z tej serii będzie coraz lepiej, a ostatnia po prostu wbije mnie w
fotel. Polecam gorąco!
Muszę przyznać, że w film także już obejrzałam i bardzo mi się podobał. Szkoda, że nie nakręcili kolejnych części, to by było naprawdę coś. Dobra ekranizacja książki, dobra gra aktorska. Bardzo mile spędzony czas. :D
____________________________________________________________________________
Dobra.. leci 4 dzień diety sokowej, a ja już powoli mam dość oO nie na zasadzie, że jestem głodna czy coś. Po prostu mam dziwne wrażenie, że niedlugo nie będę mogła patrzeć na marchewkę oO A to już będzie coś nie tak, biorąc pod uwagę mój wegetarianizm.
Za to Hinata powróciła całkowicie do żywych, je nową karmę specjalną (spróbowałaby nie -_- ta karma kosztowała tyle, co dwie dobre ksiażki xD). No i oznacza to jeszcze tyle, że o 4 rano miałam pobudkę na zasadzie "No pogłaszcz mnie.. no przytul mnie..".. musiała nadrobić stracone 4 dni, więc pół godziny miałam z głowy. Ale się cieszę, że moja wredna bestia powróciła :D
Dobra.. leci 4 dzień diety sokowej, a ja już powoli mam dość oO nie na zasadzie, że jestem głodna czy coś. Po prostu mam dziwne wrażenie, że niedlugo nie będę mogła patrzeć na marchewkę oO A to już będzie coś nie tak, biorąc pod uwagę mój wegetarianizm.
Za to Hinata powróciła całkowicie do żywych, je nową karmę specjalną (spróbowałaby nie -_- ta karma kosztowała tyle, co dwie dobre ksiażki xD). No i oznacza to jeszcze tyle, że o 4 rano miałam pobudkę na zasadzie "No pogłaszcz mnie.. no przytul mnie..".. musiała nadrobić stracone 4 dni, więc pół godziny miałam z głowy. Ale się cieszę, że moja wredna bestia powróciła :D