"Odnaleźć swą drogę" - Aleksandra Ruda


Znacie to uczucie, gdy ludzie czegoś od Was oczekują? Chociażby rodzice. Chcą żebyśmy wyrośli na mądre dzieci, które spełnią ich oczekiwania i marzenia. Teoretycznie chcą dla nas jak najlepiej, jednakże czasami zapominają, że my sami chcielibyśmy zdecydować, jak będzie wyglądać nasze życie. Nie ma w tym nic dziwnego, każdy sam wie, co jest dla niego najlepsze. I nie ma nic dziwnego także w tym, że chcemy być samodzielni i niezależni.

Olgierda Lacha jest najstarszą córką w rodzinie. Jej rodzice żądają od niej, że wkrótce wyjdzie za mąż i założy rodzinę. Widzą ją jako idealną panią domu… problem w tym, że Ola siebie w tym nie widzi. Ukończyła Liceum Magii i chce dalej podążać w tym kierunku, jednakże jej rodzice nie są temu przychylni. Z trudem wypuszczają swoje dziecko z rodzinnego domu na magiczny uniwersytet. A tam czeka Olę wiele niespodzianek, nowych przyjaźni i przygód, a może i nawet miłość…

Sięgnęłam po tą książkę chyba dlatego, że ostatnimi czasy bardzo lubię wydawnictwo Fabryka Słów. Nie zdarzyło mi się jeszcze trafić na złą książkę, która by była przez nich wydana. Poza tym znowu magia! A ja to kocham. Kocham, kocham, kocham i zawsze będę.

„Odnaleźć swą drogę” to książka o dojrzewaniu, poszukiwaniu siebie, samodzielności i problemach, które napotykamy na drodze do dorosłości i niezależności. Mamy tu także wątek pięknej przyjaźni. Wszystko to stanowi książkę niemal idealną. Jest to powieść pełna humoru, nie raz ironicznego, ale śmiać się można bez mała podczas czytania całej tej historii. Z tego wszystkiego przytoczę tutaj parę cytatów, które rozśmieszyły mnie do łez:

„Proszę wybaczyć, ale Irga jako obiekt moich erotycznych zapędów zupełnie mnie nie interesuje! Chcę go zabić!”

„Jeśli mnie by się trafił taki facet… - rozmarzyła się moja przyjaciółka. –Nigdy bym go nie wypuściła, za nic!
-Jaki „taki”? – wściekłam się. –Chce się ze mną żenić! Też mi wielkie szczęście.”

„-Jesteś najstarsza. Powinnaś mi pomagać przy wychowywaniu rodzeństwa.(…)
-Pomagam. – mruknęłam. –Wyjeżdżając, pozbawiłam ich złego przykładu.”

 Mimo tego, można znaleźć te początkowe, głębsze wątki, trzeba się tylko dobrze skupić i przyjrzeć temu. Całość należy poddać analizie i na pewno znajdzie się morał płynący z tej historii.

Pomysł ten jest mi już nieco znany, jednak nigdy on mi się nie znudzi. Uwielbiam czytać książki o młodych wiedźmach i czarownicach, które zaczynają naukę w szkole magii. Styl pisania jest bardzo prosty w odbiorze, nie ma skomplikowanych czy przydługich zdań. Opisy są wystarczające, aby móc sobie wszystko pięknie wyobrazić. Bohaterowie bardzo dobrze scharakteryzowani i ciężko ich nie lubić. Główna bohaterka zmienia się w przeciągu całej tej historii z rozkapryszonego, zagubionego dziecka w kobietę, która wie, czego chce. Fakt, ma jeszcze swoje „odloty”, ale w tym jej urok. Czasami jej zachowanie wydawało mi się jednak daremne i głupie, ale przy tym wszystkim zabawne. Otto był po prostu znakomity! Nie wiem co tu dużo mówić, świetny kumpel, jakiego każdemu życzę. A Irga… jeny, mamy kolejnego bohatera, który zdobył moje serce! Dajcie mi go!

Cała książka jest podzielona na 4 lata nauki Oli w szkole. Każdy rozdział ma swój tytuł, co jest według mnie ogromnym plusem. Może nie ma to jakiegoś szczególnego znaczenia, ale od razu książka lepiej wygląda, widać, że jest lepiej dopracowana i włożono w nią serce. Poza tym mamy tu 460 stron, czyli jest co czytać! Przynajmniej nie kończymy tak szybko chwil spędzonych z tą książką.

Podsumowując: jestem książką naprawdę mile zaskoczona, a wręcz zachwycona! Przyjemnie się czytało, morał wyciągnęłam i się pośmiałam. Czyli idealne połączenie wszystkiego, co powinna zawierać dobra książka.


A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...