Karma. Dość znane słowo. Co oznacza? W skrócie to, że to, co
robimy innym ludziom, wróci do nas. Czyli jeżeli sprawimy, że ktoś z naszej
winy będzie cierpiał, to nas także to czeka. Jednym słowem za złe czyny czeka
nas kara. Wierzycie w coś takiego? Może powinniście zacząć.. bo Furie mogą
odwiedzić i Was.

Sięgnęłam po „Furie” ponieważ bardzo lubię mitologię. Odkąd
pamiętam interesuję się tą tematyką, więc gdy zobaczyłam sam tytuł i opis to
wiedziałam, że będę chciała przeczytać tą powieść. Jednakże troszkę się
zawiodłam. Zdecydowanie za mało mitologii w tym wszystkim. Marna namiastka,
która w ogóle nie pozwoliła nam się dowiedzieć o furiach czegoś więcej. A
szkoda. Zero informacji o pochodzeniu, zadaniach, ani skąd się wzięły. Poza tym
ogólnie wcale nie było ich w książce za dużo jako samych postaci.
Język jest dość prymitywny. Niektóre wypowiedzi są po prostu
denne i płytkie. Po prostu czasami ręce mi opadły i już chciałam zwątpić i nie
czytać dalej, jednak przełamałam się. Wszystko w tej książce jest bardzo proste
i przewidywalne. Nawet nie chciało mi się zastanawiać nad tym, co się wydarzy,
jakoś szczególnie mnie to nie zainteresowało. Po prostu czytałam, żeby czytać. Narracja
jest trzecio osobowa, co nie pozwala nam lepiej poznać żadnego z bohaterów. Poza
tym sami bohaterowie są tak słabo wykreowani, że i tak ich za dobrze nie
poznajemy. Oni po prostu są i tyle. Żadnych ciekawych osobowości, nikt nie
przyciągnął mojej uwagi. Nawet tytułowe Furie nie były dobrze przedstawione.
Pomysł na fabułę może i dobry, a także ciekawy, ale naprawdę
kiepsko zrealizowany. Myślę, że autorka mogła się lepiej postarać i przyłożyć
do napisania tej książki. Zagłębić się bardziej w mitologię, lepiej przedstawić
bohaterów, ciekawiej wszystko opisać, żeby wzbudzić w czytelniku
zainteresowanie. Zabrakło mi tego. Tak samo jak i emocji – naprawdę nic nie
czułam, gdy czytałam tą książkę. Nic a nic.
Powiem tak – potencjał był, widać, że pani Miles dopiero
zaczyna pisać. Może będzie jej to szło coraz lepiej, tutaj jednak potencjał nie
został wykorzystany wystarczająco. W sumie nie chciałam aż tak bardzo
negatywnie ocenić tej książki, ale jakoś tak samo wyszło podczas pisania.
Widocznie takie są moje prawdziwe odczucia, skoro piszę na automacie. Czy warto
po nią sięgnąć? Jak się komuś wybitnie nudzi i nie ma już kompletnie co robić –
proszę bardzo. Zdarzały się i tak gorsze pozycje.