Przeznaczenie czy
wolna wola? W co bardziej wierzycie? Ponoć każdy człowiek ma do spełnienia
jakąś misję na tym świecie. Każdy ma swój los zapisany w gwiazdach – mówiąc
wprost – co ma się stać, to i tak się stanie. Jednak każdy z nas ma także wolną
wolę, prawda? Przynajmniej teoretycznie. Każdy z nas ma prawo decydować o swoim
życiu i podejmować własne decyzje. Więc, jak to w końcu jest? A może nasza
wolna wola tak naprawdę jest skorelowana z naszym przeznaczeniem?
Jak dobrze
pamiętacie, albo i nie, Madison Avery została strażniczką aniołów mroku. Jest
zawieszona między światem umarłych i światem żywych. Dokładnie rzecz ujmując –
tak naprawdę Madison jest martwa, jej ciało się zgubiło, a jego iluzję daje jej
tylko amulet strażnika. Madison nie je, nie pije, nie śpi, czyli ogólnie rzecz
biorąc nie funkcjonuje normalnie. Jednak jak każda 17-latka, Madison chciałaby
żyć normalnie – szkoła, dom, rodzina, chłopak, wypady z przyjaciółmi. Jaką
decyzję podejmie odnośnie swojego losu? Przekonajcie się sami.
„Nadejście aniołów
mroku” to już 3 część przygód Madison Avery. Nie zauważyłam żeby ta seria
spotkała się z ogromnym zainteresowaniem, czy też pochlebnymi recenzjami. Ja
natomiast tą serię całkiem lubię, mimo że są w niej pewne niedociągnięcia. Ta
część spokojnie utrzymuje poziom dwóch pozostałych, język i styl dokładnie
takie same – proste, łatwe do zrozumienia wypowiedzi, zrównoważone opisy,
zdarzają się kolokwializmy, przez co książka jest dużo bardziej przystępna dla
młodzieży. Rozdziały są dość długie, jednak książka ma jakieś 265 stron, więc
czyta się naprawdę bardzo szybko. Spokojnie może to być lektura do przeczytania
na jeden wieczór.
Bohaterowie pozostają
niezmienni, poznajemy także nową osobowość – Tammy, która jest jednak postacią
drugoplanową. Główną bohaterkę bardzo lubię, mimo że ma czasami kiepskie
wejścia. Jednak ogólnie podziwiam ją za to, że trzyma się swoich wartości i
realizuje swoje cele. Pragnie coś zmienić i żadne drobne potknięcia, a nawet
porażki, nie są w stanie jej od tego odwieść. Nakita dalej zalicza się do
jednych z moich ulubionych postaci żeńskich w literaturze. Barnaba - to taki
kochany przyjaciel, niczym starszy brat. Josh - to znowu zwyczajny nastoletni
chłopak. Natomiast Tammy, czasem miałam wrażenie, że zachowuje się jakby była
pępkiem świata. Nie mogę także zapomnieć o kochanej, przyjaznej Grace, która
zawsze mnie rozweselała.
Akcja raczej jest
jednowątkowa, nie występują tutaj wątki poboczne, skupiamy się na jednej
głębszej sprawie, która po prostu ma kilka aspektów. Tempo w miarę szybkie,
książka nie jest nudna, śmiem nawet twierdzić, że może wzbudzić w czytelniku
ciekawość. Poza tym czyta się ją tak lekko, że strony same lecą jedna za drugą.
Faktem jest to, że wszystko, co dzieje się w tej powieści jest dosyć proste i
nieskomplikowane. Jednak powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie, że mogłoby
tutaj być inaczej. Ta seria po prostu taka jest i nie uważam tego za jej minus.
Takie książki też są potrzebne – nie trzeba przy nich myśleć, można się
zrelaksować. Oczywiście nie mam na myśli tego, że świat wykreowany w powieści
jest kiepski i słabo przedstawiony. Wręcz przeciwnie – jest całkiem wyraźny i
można wiele rzeczy zobaczyć oczyma wyobraźni, i wejść do tego świata, przeżywać
wszystko wraz z bohaterami.
Podsumowując –
książka zalicza się do tych lekkich, prostych opowiastek, które są dobre na
jeden wieczór, podczas którego chcemy się odprężyć i zapomnieć o wszystkim. Nie
wiem czy każdemu przypadnie do gustu. Ja mogę polecić nie tylko tą część, ale i
całą serię. Poza tym nie są to znowu jakieś wampiry, wilkołaki, istoty zmiennokształtne
albo upadłe anioły (nie żebym coś do nich miała i ich nie lubiła). Jeśli chodzi o ocenę to daję 7,5/10.
A tutaj trailer książki :D Dobra nuta, swoją drogą xD