Wyobraźcie sobie taką
sytuację: żyjecie sobie spokojnym, szczęśliwym życiem, a w przeciągu paru dni
wszystko zmienia się o 180 stopni. Poznajecie zupełnie nowy świat, dowiadujecie
się nieznanej dotąd prawdy o sobie, a właściwie dopiero zaczynacie. Wszystko
jeszcze przed Wami, bo to, co dopiero poznajecie, jest zaledwie początkiem. I
nie wiecie, co czeka Was dalej…
MacKayla Lane ma 22
lata i prowadzi naprawdę spokojne i normalne życie. Pracuje jako kelnerka, ma
świetny kontakt z rodzicami i siostrą. Do czasu, aż jej siostra zostaje
zamordowana, a okoliczności jej śmierci nie są do końca znane. MacKayla udaje
się więc do Irlandii, a dokładniej do Dublinu, aby dowiedzieć się czegoś więcej
i pomścić swoją siostrę. Jednak jedyna wskazówka, jaką posiada, to tajemnicza
wiadomość od Aliny na poczcie głosowej. Czego siostra jej nie powiedziała i
przed czym chciała ją bronić? W wielkim skrócie – przed elfami. Ponieważ
MacKayla jest widzącą sidhe.
Co przyciągnęło moją
uwagę w tej książce? Na pewno okładka. Niby prosta i zwyczajna, jednak ma w
sobie coś głębszego. Dodatkowo tytuł – „Mroczne szaleństwo” – brzmi
intrygująco, nieprawdaż? Także opis brzmiał fascynująco, a poza tym mało
książek o elfach czytałam, więc pomyślałam, że warto spróbować. Dobrze
pomyślałam...
Książka jest pisana
bardzo prostym i przystępnym językiem. Nie ma żadnego owijania w bawełnę –
wszystko tyczy się danego tematu. Autorka nie przesadziła ani w jedną, ani w
drugą stronę z opisami czy dialogami. Potrafiła to wyważyć w taki sposób, że
treść nie jest męcząca ani nudna. Mamy
tu do czynienia z prostym, codziennym językiem i to właśnie sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko.
Akcja toczy się spokojnym, umiarkowanym
tempem. Ja osobiście nie zauważyłam żadnych zwolnień czy przyspieszeń. Każda
sytuacja miała swój czas i swoje miejsce, co złożyło się na logiczną całość.
Mimo, że nie ma tutaj za dużego napięcia, to książka potrafi wciągnąć. Możemy
tu także znaleźć pewne emocje – może nie w nadmiarze, ale zawsze coś.
Co do samych
bohaterów – MacKaylę na pewno można polubić, jednak momentami jej zachowanie
jest tak irytujące, że nie da się tego spokojnie znieść. Mimo tego uważam, że
jest dość silną osobowością, poza tym potrafi postawić na swoim. Jest również
trochę lekkomyślna i brak jej chwilami zdrowego rozsądku, ale każdemu może się to
zdarzyć. Co do Barronsa, jego najlepiej uwydatnioną cechą jest zdecydowanie
tajemniczość. Do tej pory nie mam pojęcia, kim on może tak naprawdę być!
Muszę przyznać, że
sama koncepcja elfów trochę mnie zdziwiła. Są one przedstawione w tak inny
sposób niż te, z którymi spotkałam się dotychczas, że ciężko było mi się z tym
oswoić. Jednak nie uważam tego za minus, wręcz przeciwnie – to świetnie, że
autorka stworzyła własną koncepcję i ją naprawdę ciekawie opisała. Dodatkowo uwydatniła
podział tych wszystkich istot, wymyśliła nowe nazwy, nowe artefakty – za to
należy się duże uznanie. Widać, że miała pomysł i potrafiła go zrealizować.
Momentami miałam
wrażenie, że to wszystko jest naciągane i trochę sztuczne. Wszystko działo się
tak łatwo, tak prosto… Mimo to nie uważam, że książka jest zła. Może to tylko
taka zmyłka, bo przede mną jeszcze 4 części przygód Mac? Może właśnie
specjalnie tutaj było łatwo, bo tak naprawdę potem okaże się, że historia wcale nie jest prosta i oczywista,
jak ja to odebrałam. Zobaczymy. Czuję pewien lekki niedosyt po przeczytaniu tej
historii, sama nie wiem, dlaczego…
Mimo tych drobnych uwag końcowych uważam, że książka jest naprawdę dobra i warto ją przeczytać. Z czystym sumieniem mogę polecić osobom, które lubią fantasy, a także elfy – nowa koncepcja może Was zaskoczyć! ;)
Mimo tych drobnych uwag końcowych uważam, że książka jest naprawdę dobra i warto ją przeczytać. Z czystym sumieniem mogę polecić osobom, które lubią fantasy, a także elfy – nowa koncepcja może Was zaskoczyć! ;)