Wymiary: 140 x 210 mm
Seria: Kroniki Mroku #2
Powiernik mieczy
był całkiem przyjemnym wstępem do nowego cyklu fantasy, którego główny bohater
naprawdę dał się polubić. Dlatego też z chęcią sięgnęłam po kolejny tom przygód
Rezkina, a wierzcie mi, przygód to mu właśnie nie brakuje! Ten człowiek
praktycznie non stop napotyka na swojej drodze kolejne problemy do rozwiązania,
nowe zadania i konflikty, nowe postaci, z którymi trzeba się uporać. Razem z
głównym bohaterem wybierzemy się na wielki turniej w Skutton, aby odnaleźć
jedynego człowieka, który zna tajemnicę pochodzenia Rezkina oraz prawdę o jego
przeznaczeniu.
Nie da się ukryć, że Królestwo
obłędu to doskonały tytuł, idealnie odzwierciedlający to, co się tutaj
wyprawia. W tym tomie mamy jeszcze lepszą okazję na poznanie świata, w którym
rozgrywa się akcja, a jest on naprawdę nieźle napisany. Napotykamy nowych
bohaterów, którzy nadają tempa fabule, a zwłaszcza ich rozterki, które co
ciekawe, musi rozwiązywać główny bohater. Rezkin mimo młodego wieku wzbudza ich
zaufanie, emanuje mądrością, dlatego też wiele osób prosi go o radę. Wydaje mi
się, że w tym tomie poznajemy jego nieco inne oblicze, co jest jak najbardziej
zaletą charakterystyki postaci – widzimy, że autorka go rozwija, że chce ukazać
coś więcej.
I tak oto obserwujemy jak urodzona uzdrowicielka buntuje się
przeciwko swoim zdolnościom i chce zostać wojowniczką, a z kolei doskonały mag
bojowy pragnąłby zostać zwyczajnym uzdrowicielem… Pojawia się również
tajemniczy morderca, ale zdecydowanie największym zwrotem akcji i sednem tej
części jest chwila, w której na jaw wychodzi prawda o przeznaczeniu i
korzeniach Rezkina. Na niektóre pytania uzyskujemy wyczekiwane odpowiedzi, ale
z czasem pojawiają się nowe wątpliwości i motywy, które zapewne będą stanowić
siłę napędową kolejnych tomów. A jeśli weźmiemy pod uwagę to, co wydarzyło się
pod koniec tego, to z pewnością będzie się działo!
Nie ukrywam jednak, że niektórzy bohaterowie, a zwłaszcza płeć piękna, wypadają tutaj nieco irytująco. Chociażby owa uzdrowicielka, która zachowuje się jak rozkapryszone dziecko, które nie dostało cukierka. Wcale nie lepsza jest wybranka głównego bohatera, która emanuje obecnie typową, schematyczną kobiecą zazdrością. Nie ukrywam, że takie „babskie rozterki” nieco burzyły cały klimat tej powieści, która ma zadatki na naprawdę dobrą fantastykę. Historia jest wciągająca, na pewno nie można narzekać na brak akcji, więc nuda nikomu nie grozi, ale właśnie takie pewne drobne mankamenty potrafią czytelnika wytrącić z równowagi.
Widać jednak, że autorka stara się jak może rozwijać świat,
w którym rozgrywają się owe wydarzenia. Wprowadza pewną historię danego
miejsca, opisuje je w plastyczny i barwny sposób, wprowadza pewną hierarchię,
politykę czy dworskie intrygi. To wszystko nadaje tej opowieści głębi, daje nam
poczucie takie dopracowania, dbałości o szczegóły. Choć może pewne zagrywki
Kade nie wpasowują się w moje gusta, to jednak kreacja świata czy bohaterów
wychodzi jej nieźle, nawet jeżeli niektórzy z nich są po prostu irytujący –
tacy też są potrzebni, bo wzbudzają emocje.
Królestwo obłędu
to ciekawa i przyjemna kontynuacja, rozległa i rozbudowana, dająca zdecydowanie
zachętę do poznawania dalszych losów Rezkina. Ta cała historia zmierza w
naprawdę dobrym kierunku i jestem w stanie przymknąć oko na pewne drobnostki, z
którymi było mi nie po drodze.