Wymiary: 165 x 235 mm
Mówi się, że psy mają właścicieli, a koty służbę. A wiecie,
co jest w tym najśmieszniejsze? Że ta kocia służba jest zazwyczaj niesamowicie
dumna ze swojego stanowiska. Naprawdę nie mam pojęcia, co te puchate kulki w
sobie mają, ale po prostu ludzie potrafią całkowicie ogłupieć na ich punkcie.
Ja z kociakami wychowywałam się od małego, więc mam całożyciowe doświadczenie
jako kocia służba i jestem idealnym odzwierciedleniem pojęcia „crazy cat lady”.
I choć naprawdę posiadam sporą wiedzę na temat tego, jak zapewnić futrzakom
odpowiedni byt, to i tak chętnie sięgam do tej pory po różnego rodzaju
poradniki. Wiedzy nigdy dosyć, prawda? Dlatego właśnie skusiłam się na nowość wydawniczą zamówioną w księgarni Tania Książka - Jak zrozumieć kota.
Podstawowa opieka, problemy zdrowotne, zaburzenia behawioralne… Naprawdę jeśli chodzi o koty to jestem zaznajomiona z ogromem informacji na te wszystkie tematy. Zarówno jeśli chodzi o wiedzę czysto teoretyczną, jak i praktyczną. Pierwszy kot pojawił się w domu jak miałam dwa lata i choć nie do końca to ja byłam jego opiekunem, to jednak tworzyliśmy piękny duet i od małego obserwowałam koci sposób bycia. Kolejny kot pojawił się jak byłam już nastolatką i był od początku do końca mój – i to właśnie moja kocia bestia, Hinatka, nauczyła mnie najwięcej. Praktycznie wszystkiego, a przynajmniej tak myślałam. Teraz mam trzy małe potwory – i one również są nadal moimi nauczycielami.
Jestem typem człowieka, który totalnie kocha zwierzęta.
Potrafię sobie czegoś odmówić, byle to moje futerko było szczęśliwe i miało
zapewnione wszystko, czego potrzebuje. Dlatego stale jednak próbuję poszerzać
moją wiedzę, aczkolwiek nie ukrywam, że większość poradników pojawiających się
na rynku nie oferuje mi zbyt wiele. Zazwyczaj jest to już wszystko to, z czym
zostałam zaznajomiona. Nie inaczej jest w przypadku książki Jak zrozumieć kota. Nie dowiedziałam się
z niej niczego nowego, a z przykrością muszę stwierdzić, że powiela ona
chwilami bardzo szkodliwe schematy, których poważny koci opiekun powinien
naprawdę unikać.
Generalnie książka ma form pytań i odpowiedzi, wszystkie są
związane albo z kocimi zachowaniami, które działają nam na nerwy, albo z
problemami zdrowotnymi. O ile w przypadku tych drugich podobało mi się
podejście prezentowane przez autorki – nie leczymy na własną rękę, zawsze
najlepiej udać się do lekarza weterynarii – tak w przypadku typowego
behawioryzmu pojawiło się sporo zgrzytów. Właściwie każdy problem powinno się
udać rozwiązać poprzez… zabawę z wędką. Jasne, to ma ręce i nogi, o ile
dokładnie wiemy, jak odwzorować dzięki tej wędce cykl łowiecki. Można tutaj
było znaleźć kilka podstawowych, sensownych porad – typu czemu kuweta nie może
stać blisko misek, czemu warto odpowiednio ustawić w domu drapaki, dlaczego
zabawa laserem może być szkodliwa… Ale jednak zabolało mnie w tej pozycji sporo
rzeczy.
Tym, co mnie raziło najbardziej to fakt, że autorki na
porządku dziennym wychodzą z założenia, że kot jest wychodzący. Tyle się już
mówi i uświadamia wszystkich opiekunów, że kot powinien jednak pozostawać w
mieszkaniu, przemawia za tym naprawdę wiele aspektów, a przede wszystkim
bezpieczeństwo. Kot ma świadomość i mentalność trzyletniego dziecka, może wpaść
pod auto, ktoś może do postrzelić, poturbować, może zaatakować go inny kot albo
dzikie zwierzę, może złapać poważne choroby, a co więcej, jest gatunkiem
inwazyjnym. Co na to autorki? Załóżmy kotu obrożę, najlepiej z dzwoneczkiem, bo
wtedy ptaki usłyszą, że drapieżnik nadchodzi. Frustracja dla kota oraz
niebezpieczeństwo uduszenia się. Inną kwestią była informacja o tym, że koty po
kastracji trzeba karmić specjalną karmą dla kastratów. Nie, nie trzeba. To
tylko chwyt marketingowy. Kot ma jeść wysokomięsną karmę, tylko po prostu w
odpowiedniej ilości.
Choć chwilami książka miała sens, tak jednak te pewne
smaczki opisane powyżej, były naprawdę niesamowicie rażące i choć z początku
wszystko zapowiadało się ciekawie, to niestety okazało się, że nie jest to zbyt
dobry poradnik na temat opieki nad kotem. Jasne, pięknie wydany (choć szlag
mnie trafiał przy rysunkach czy zdjęciach kota w obroży), kolorowy, bardzo
przejrzysty i przyjazny dla oka, ale jednak merytorycznie wypada w sumie
kiepsko.