Wymiary: 135 x 210 mm
Seria Wojny wikingów
już dawno stała się jednym z moich ulubionych cykli wydawniczych i
niejednokrotnie powtarzałam, że twórczość Bernarda Cornwella to coś
wspaniałego. Podobnie zachwalałam postać uwielbianego przeze mnie Uhtreda z
Bebbanburga, który jest głównym bohaterem tej historii. Pan Wojny, zamówiony z księgarni Tania Książka, to trzynasty i zarazem ostatni tom serii, na który
naprawdę długo czekałam, ale byłam też pewna obaw. Nie były one oczywiście
związane z tym, czy będzie to dobra książka, ale raczej z tym, co spotka Uhtreda
i jak zakończy się jego historia… Jednak to jedna z tych nowości wydawniczych,
których pojawienie się wywołało we mnie nie lada ekscytację.
Śmiało muszę stwierdzić, że to jedna z tych historii, którymi
po prostu się żyje. Śledziłam losy głównego bohatera od samego początku, stałam
się jakby częścią jego drużyny i przeżywałam wszystko wspólnie z nimi. Gdy w
taki sposób podchodzimy do oferowanej przez autora opowieści, nie sposób nie ulec
szeregowi różnorodnych emocji. Cały czas towarzyszyły mi pewne obawy, ale
czułam tę zawziętość bohaterów, wsparcie Uhtreda, który jest doskonałym liderem
i strategiem. Jego postać jest wspaniale wykreowana, to człowiek pewny swoich
wartości i celów, do których zaciekle dąży. Doskonały wojownik, honorowy i
odważny.
Choć główny bohater odzyskał należące do niego rodzime
ziemie, to mimo wszystko nie może się nimi cieszyć i żyć w spokoju. Każdy rości
sobie do nich prawa i chce, aby Uhtred złożył przysięgę posłuszeństwa lub
płacił daninę. Jednak chyba każdy, kto zna tego wojownika doskonale wie, jakie
podejście prezentował względem tych zbyt pewnych siebie ludzi. Dodatkowo młody
król Aethalstan, którego Uhtred częściowo wychował i zapewnił mu tron, całkowicie
zmienił swoje nastawienie wobec dawnego przyjaciela. Główny bohater obecnie ma
w nim wroga, choć wnuk Alfreda przecież tyle mu zawdzięcza…
Zdecydowanie nie można tutaj narzekać na nudę – jest mnóstwo
akcji, a punktem kulminacyjnym staje się historyczna bitwa pod Brunanburhem,
która miała miejsce w 937 roku i była jedną z najważniejszych w historii
Królestwa Brytyjskiego. Gdy człowiek zna co nieco tej prawdziwej historii, to
wie mniej więcej, czego spodziewać się po fikcji literackiej (choć akurat ten
cykl ma w sobie co nieco faktów historycznych, a sam autor zawsze wyjaśnia
wszystko w notach historycznych)… Wiedziałam więc, że nie otrzymam mojego
wymarzonego zakończenia, ale i tak poczułam pewną satysfakcję – głównie dlatego,
że Uhtred (którego uwielbiam jak już wiele razy wspominałam!) do samego końca
pozostał sobą. Widać to w jego działaniach, wypowiedziach, podejmowanych
decyzjach.
Wszystkie niewyjaśnione sprawy – czy to związane z podbojem
nowych ziem, władaniem nimi i konfliktami, w pewien sposób zostają tutaj
zakończone i znajdują wyjaśnienie. Podobnie jak i pewne relacje pomiędzy
bohaterami. Cornwell naprawdę zadbał o to, aby wszystko potoczyło się
odpowiednio, było dobrze opisane, a sceny pojedynków są wspaniałe. Uwielbiam również
klimat tych powieści. Stylu autora nie trzeba już zachwalać – to fachowiec.
Cornwell od wielu lat oferuje czytelnikom powieści historyczne, które zyskują
statusy bestsellerów nie bez przyczyny.
Zgodnie z powiedzeniem, że wszystko, co dobre, musi się
kiedyś skończyć, tak i niestety ta seria znalazła swoje zakończenie. Z jednej
strony nieco żałuję, ale z drugiej doskonale rozumiem, że pewnych rzeczy nie
można ciągnąć w nieskończoność. Z czystym sercem napiszę jednak, że była to
jedna z najlepszych przygód literackich, jakie przeżyłam w swoim czytelniczym
życiu. Dodatkowo bardzo miło ze strony Cornwella, że zadedykował tę powieść
Alexandrowi Dreymonowi, który w adaptacji wciela się w postać głównego bohatera
– świadczy to chociażby o tym, że doskonale odegrał swoją rolę.