Wymiary: 140 x 205 mm
Gdy jakiś czas temu w moje ręce trafiła powieść Kirke autorstwa Madeline Miller, miałam
dziwne wrażenie, że już gdzieś mi to nazwisko kiedyś mignęło. I oczywiście
intuicja mnie nie zawiodła! Dawno temu miałam okazję zapoznać się z jej
debiutem literackim, wydanym wtedy pod tytułem Achilles. W pułapce przeznaczenia, który obecnie został wznowiony
przez wydawnictwo Albatros jako Pieśń o
Achillesie. Kojarzyłam, że lata temu nie do końca ta opowieść przypadła mi
do gustu, aczkolwiek nie ukrywam, że Kirke
była niesamowicie urzekająca. I choć nie zdarza mi się to zbyt często, postanowiłam
po raz kolejny spróbować zapoznać się z opowieścią o najsłynniejszym greckim
wojowniku. Jesteście ciekawi jak tym razem odebrałam debiutancką powieść
Miller?
To naprawdę ciekawe, ale tym razem spodobała mi się znacznie bardziej niż za pierwszym razem. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Przecież to ta sama historia, dobrze znana, napisana dokładnie tak samo… A jednak coś sprawiło, że tym razem przymknęłam oko na pewne mankamenty, które wydawało mi się, że dostrzegałam kilka lat temu. Na spokojnie powróciłam sobie do mojej opinii, aby przekonać się, co mi wtedy nie pasowało – byłoby to chociażby słabe zarysowanie czasów, w których rozgrywa się akcja. Fakt, dalej wydaje mi się, że jest tutaj pewien niedosyt, aczkolwiek nie da się ukryć, że historia Achillesa i wojny trojańskiej jest tak rozpropagowana w literaturze, że właściwie wiele można sobie dopowiedzieć samemu, całkowicie z automatu.
Musicie wiedzieć, że to nie Achilles jest narratorem tej
powieści, a Patroklos, jego wierny towarzysz, przyjaciel i kochanek. Od dziecka
stali u swojego boku, wspierali się nawzajem, przeżywali wzloty i upadki.
Całkowicie odmienni, a jednak uzupełniali się wzajemnie. Achilles to syn króla
Peleusa i nereidy Tetydy. Świetny wojownik, pewny siebie, ambitny. Patroklos
również wywodził się z rodziny królewskiej, ale nigdy nie pragnął władać
mieczem, to wyjątkowo wrażliwy i subtelny młodzieniec. Stali się nierozłączni,
a dzięki temu, że to właśnie Patroklos opowiada nam tę historię, jesteśmy w
stanie doskonale poznać jego myśli i uczucia, które żywił względem Achillesa.
To naprawdę dzieciak o wielkim sercu, pełen wyrozumiałości, dobra i nadziei w
ludzi. Choć niejednokrotnie spotykał się z obelgami i hańbami, jawną
nienawiścią ze strony matki Achillesa, to nigdy nie opuścił swojego ukochanego.
Chociaż zaprezentowana tutaj historia jest mi dobrze znana i doskonale wiedziałam, dokąd to wszystko zmierza i jak będzie się rozwijać fabuła, to i tak czerpałam przyjemność z lektury. Nie ukrywam, że bardzo lubię czasy starożytnej Grecji i właściwie mogę o tym czytać tyle, ile tylko mi dadzą. I jestem przekonana, że wiele osób, które skuszą się na tę lekturę, również będą doskonale kojarzyć wydarzenia, z jakimi przyjdzie im się zmierzyć. Miller ma też całkiem przyjemny styl, chociaż wydaje mi się, że Kirke była powieścią znacznie lepiej napisaną i dużo bardziej rozbudowaną – ale świadczy to chociażby o tym, że autorka się rozwija. Debiuty praktycznie zawsze mają jakieś zgrzyty, ale jeżeli w kolejnych dziełach pisarza widzimy, że idzie w dobrym kierunku, to to naprawdę cieszy. Chce się coś takiego docenić.
To naprawdę ciekawe, jak czasami na przestrzeni lat zmienia
się nasza percepcja niektórych książek. Chociaż nadal uważam, że historia Kirke
była lepsza, to i tak jestem zdumiona, że nieco inaczej spojrzałam teraz na
opowieść o Achillesie. Może po prostu miałam w pamięci, że nie będzie to nic,
co wbije mnie w fotel i nastawiłam się na czystą rozrywkę i czerpanie radości z
czytania? Jedno jest pewne – powieści Madeline Miller to coś, co pokochają
wszyscy fanatycy starożytnej Grecji!
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.