Wymiary: 132 x 202 mm
Seria: Dziedzictwo krwi #1
Generalnie nie jestem fanką tych wszystkich porównań, które
mają na celu zachęcenie czytelnika do sięgnięcia po debiutancką powieść
jakiegoś autora. Te wszystkie nawiązywania, że jak się pokochało jakiś
bestseller to na pewno ta historia też urzeknie nasze serca zawsze są jak dla
mnie czymś przesadzonym. Dlaczego? Bo naprawdę rzadko kiedy cokolwiek jest w
stanie być choć w połowie tak dobre jak tytuł, do którego się to porównuje.
Jednak czy rozpoczęłam lekturę Dziedzictwa
krwi, które polecane jest fanom mojego ukochanego Szklanego tronu od Maas, to zaczęłam się zastanawiać, czy aby Aelin
nie rośnie godny następca…
Porównanie dzieła Amélie Wen Zhao do historii Celaeny
Sardothien ma silne podstawy przede wszystkim w głównym wątku fabularnym. Młoda
księżniczka ukrywa swoją tożsamość, aby oczyścić swoje imię i powrócić na
cesarski dwór. Czy Anie uda się odzyskać poparcie ludu? Czy będzie w stanie
przekonać wszystkich, że nie dopuściła się okrutnej zbrodni, o którą ją
posądzono? Tego nie wie nikt, nawet sama Ana, zwłaszcza że los stale rzuca jej
kłody pod nogi… To nieco zagubiona dziewczyna posiadająca śmiertelny dar, która
chwilami potrafiła pokazać pazur, ale zdecydowanie nie była jeszcze w pełni
oszlifowanym diamentem. Ale wszystko przed nami, prawda?
Motyw różnego rodzaju darów, którzy posiadają tak zwani
powinowaci, nieco przypomina motyw zdolności Grishów (twórczość Leigh Bardugo),
choć zdecydowanie są one dużo bardziej różnorodne i znajdują zastosowanie w
różnych dziedzinach życia. Dla jednych to dar, dla innych przekleństwo.
Powinowaci są traktowani jak wyrzutki społeczeństwa, sprzedawani na
niewolników, do cyrku, do ciężkich prac. Wmawia im się, że są przeklęci, a
nasza księżniczka włada naprawdę niepowtarzalnym, zabójczym darem – potrafi
kontrolować ludzką krew. A wiemy, że krew to życie… Więcej chyba pisać nie
muszę?
Wraz z Aną wybieramy się w podróż pełną niebezpieczeństw – jej cel jest jasno określony, dlatego wiemy, dokąd zmierza fabuła, ale nie mamy pojęcia, co czeka nas po drodze i z kim przyjdzie nam się zmierzyć. Sporo się tutaj dzieje, akcji nie brakuje, o ckliwych romansach możecie zapomnieć – tego tutaj nie doświadczycie, choć pojawia się pewien zawadiaka, istotny dla rozwoju wydarzeń, ale pomiędzy nim a Aną rozwija się jedynie pewien układ. Interes. Czysta umowa. Znajdziecie tutaj motyw przyjaźni, walki, rebelii, dworskich spisków i intryg – niby wszystko to, co niejednokrotnie już poznawaliśmy, a jednak nie do końca powielające schematy.
Kreacja bohaterów jest całkiem udana, a relacje między nimi odpowiednio
zaprezentowane… Z pewnością niektórzy dostrzegą tutaj inspirację czerpaną z
Igrzysk Śmierci, podobnie jak ja – choć może to moja nadinterpretacja?
Aczkolwiek więź pomiędzy Aną i jej młodszą przyjaciółką była niemal kopią tego,
co łączyło Katniss i Rue. Od początku do końca. I można by się zastanowić, czy
to wszystko faktycznie nie opiera się na schematach z bestsellerowych książek,
takich jak Szklany tron, Igrzyska czy trylogia Grisha… Jednak będzie to nieco mylne
spojrzenie na całość historii Any i powinowatych – fakt, są tutaj dostrzegalne
powtarzalne motywy, ale mimo wszystko bardziej odbiera się to jako inspirację.
A podobno czymś inspirować się trzeba.
Choć po pewnym czasie zrozumiałam, że ta powieść nie będzie
jednak godnym następcą Szklanego tronu
(wiecie, to nie tak, że jest zła, po prostu autorka musi chyba jeszcze sporo
popracować nad wieloma rzeczami, aby osiągnąć ten poziom, co Maas), to mimo
wszystko uważam tę lekturę za udaną. Nie obyło się bez lekkich upadków,
chwilami pewne rozwiązania czy zachowanie bohaterów wydawały mi się być
absurdalne i brakowało logiki, ale w ogólnym rozrachunku nie czuję, żebym
zmarnowała swój czas. Było przyjemnie i jestem ciekawa, jak dalej potoczą się
losy Any!
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.