Wymiary: 139 x 209 mm
Fascynują was psychopaci i seryjni mordercy? Jeśli tak to
nie powinniście przechodzić obojętnie obok książek Christophera Berry’ego Dee.
To człowiek, który po prostu igra z ogniem i balansuje na krawędzi. Odwiedza
zakłady karne, cele śmierci, a wszystko po to, aby porozmawiać sobie z
najgorszymi zbrodniarzami chodzącymi po tym świecie. Niejednokrotnie prowadzi z
nimi korespondencję za pomocą listów – jak z dobrymi przyjaciółmi. Doskonale
jednak zdaje sobie sprawę z tego, z kim ma do czynienia. I być może dlatego
potrafi ich odpowiednio podejść.
Na swoim koncie mam już przeczytane wszystkie jego
publikacje, które pojawiły się w Polsce, łącznie z tą najnowszą, o której
dzisiaj piszę. Po raz kolejny otrzymujemy zaprezentowanie sylwetek seryjnych,
psychopatycznych morderców, aczkolwiek odniosłam dziwne wrażenie, że choć to
miała być najmocniejsza ze wszystkich książek tego autora, to wypadła dosyć
blado. Być może Berry-Dee już tak przyzwyczaił mnie do tych wszystkich zbrodni
i okropieństw, że specjalnie mnie to nawet nie ruszyło. Bo wiecie, zazwyczaj
wszystkie te morderstwa wyglądają podobnie – jest makabra, rozlew krwi, są
podteksty seksualne i dewiacje, gwałty czy znęcanie się nad zwierzętami. Więc w
sumie jeśli chodzi o coś, co naprawdę człowieka zaskoczy, to ja tutaj tego nie
znalazłam.
Wydaje mi się również, że w niektórych przypadkach autor
znacznie bardziej opisywał miejsca zbrodni czy popełniane przez oprawców czyny.
Fakt, to nigdy nie są przyjemne sceny i niektórzy potencjalni odbiorcy jego
książek mogą bardzo źle na nie zareagować, ale pamiętam, że to właśnie ta
dosadność urzekła mnie w jego pierwszych publikacjach. Tutaj jest tego jakoś
mniej – przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Autor obiecywał również, że
podejmie próbę zagłębienia się w umysły opisywanych psychopatów, aby pokazać,
co nimi kieruje, jak myślą i postrzegają otaczającą ich rzeczywistość, ale ten
element nie do końca mu się udał. Poza faktem, że większość z opisywanych tutaj
osób miała trudne dzieciństwo, nie odkryjemy nic bardziej frapującego. A
szkoda, bowiem ja naprawdę lubię te psychologiczne zagrywki i rozwikłania na
poruszony tutaj temat.
Chociaż oczywiście profilowanie kryminalistyczne pozwala
dostrzec w konkretnych oprawcach konkretne cechy charakteru, tak jednak
niejednokrotnie okazuje się, że złoczyńcą w danej historii może być ktoś, kogo
w ogóle by się o to nie podejrzewało. Jest oczywiście stworzona pewna definicja
psychopaty i seryjnego mordercy, są pewne powtarzalne cechy, które łączą ich
wszystkich ze sobą, ale jednak nie można wszystkich wrzucić do jednego wora.
Jedni są niesamowicie inteligentni i mają wszystko doskonale przemyślane, inni
mordują ot tak sobie, bez większego planu i pomyślunku. Berry-Dee daje swoim
czytelnikom jasno do zrozumienia – mordercą czy psychopatą może być każdy, po
prostu są tacy, którzy doskonale to ukrywają.
Choć spodziewałam się po tej pozycji czegoś znacznie więcej
i uważam ją chyba za najsłabszą do tej pory publikację tego autora, to mimo
wszystko cieszę się, że było mi dane ją przeczytać. Lubię tego typu historie,
choć tutaj zabrakło mi większych konkretów, większej dosadności, czegoś, co
całkowicie wbiłoby człowieka w fotel. Może autor miał jakiś spadek formy? Kto
wie. A może był już zbyt przytłoczony toczonymi rozmowami – choć dzięki jego twórczości
da się go odebrać jako człowieka odpornego i silnego, to jestem jednak
przekonana, że te wszystkie spotkania i wyznania odcisnęły na nim swoje piętno.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.