Data wydania: 25.03.2020
Tytuł oryginału: Satyricon
Tłumacz: Agata Teperek
ISBN: 978-83-665-0002-0
Wymiary: 135 x 210 mm
Wymiary: 135 x 210 mm
Strony: 304
Cena: 39,90
Powieść Gertrud Hellbrand miała być niesamowicie zmysłowa i
trzymająca w napięciu. Może i nawet lekko szokująca, prezentująca mroczne
sekrety i najskrytsze popędy ludzkiej natury. Czy faktycznie taka była? Czy Satyricon jest powieścią, która pobudza
zmysły, daje do myślenia, pokazuje pewne tematy w taki sposób, aby człowiek
zaczął się nad nimi głębiej zastanawiać? Czy porusza kwestię seksualności w
odmienny sposób niż dotychczas moglibyśmy do obserwować w literaturze? W moim
odczuciu nie do końca.
Chociaż książka już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie
emocjonującej, mocnej i konkretnej, to jednak nie wzbudziła we mnie żadnych
emocji. Mamy okazję poznać niespełna czterdziestoletnią kobietę, która sprawia
wrażenie niezwykle zagubionej. Jakby do tej pory nie znalazła swojego miejsca w
życiu, a to wszystko za sprawą brata swojej przyjaciółki. Dzięki jej opowieści
możemy cofnąć się do czasów, gdy Olivia chodziła na studia i to tam właśnie
poznała Renee i Rufusa. Ekscentryczne, niezwykle wyzwolone seksualnie
rodzeństwo. Stała się po części ich przyjaciółką, po części ofiarą. A teraz, po
tylu latach, wciąż nie potrafi się od nich uwolnić.
Zacznijmy zatem od tematu, który miał być tutaj myślą
przewodnią – eksperymenty seksualne. Szczerze? Nie było tutaj nic
makabrycznego, nic szokującego, nic, co by wcześniej nie znalazło się w
literaturze erotycznej czy innego typu. Lekkie elementy obsesji czy sadomaso,
ale nic poza tym. Fakt, jest tutaj jakaś chora obsesja, jakieś toksyczne relacje,
od których główna bohaterka nie umie się uwolnić, ale to wszystko nie wzbudziło
we mnie większych emocji. Było płytkie, przerysowane, jakby wymuszone. Olivia
to strasznie irytująca postać, robiąca chyba sama z siebie ofiarę – zupełnie
niepotrzebnie. Dorosła kobieta, która nie potrafi się kontrolować, nie wie,
czego chce od życia.
Teraźniejszość miesza się z przeszłością, ale chwilami
ciężko jest się w tym połapać. Nie ma żadnego rozgraniczenia i czytelnik sam
musi dojść do tego, w którym momencie opowieści się znajduje, a chwilami to
wszystko jest widziane jak przez mgłę. Styl autorki momentami jest nieco
toporny, a sama historia potrafi lekko znużyć. Jesteśmy świadkami tych
wszystkich przeżyć, w których Olivia uczestniczyła, ale nie dzieje się tam nic,
co by wywarło na czytelniku wrażenie. Dlatego po pewnym czasie robi się po
prostu nudno, a narzekania głównej bohaterki, jej snucie się i zagubienie,
zdecydowanie nie działają tutaj na plus.
Za zaletę można jednak uznać sam pomysł na zaprezentowanie
erotyki. W odczuciu bohaterów to coś w rodzaju sztuki, przeplatającej się z
zasadami moralności, odkrywaniem siebie. To zgłębianie ludzkiej natury, w
różnym stopniu, w różnych aspektach. Da się tutaj również zauważyć mocniejsze
nakreślenie toksycznych relacji czy chorej obsesji, chwilami przypominającej
traktowanie drugiego człowieka jako przedmiot, który można oznaczyć swoimi
inicjałami i wziąć tylko dla siebie. Pojawia się bezsilność, zazdrość, kłótnie,
rozkosz. I tak to się ze sobą przeplata, chociaż i tak nie wywarło to na mnie
większego wrażenia.
Osobiście uważam jednak, że wszystkie te tematy, które
pojawiają się w tej powieści, były już niejednokrotnie prezentowane w
literaturze. Fakt, może Hellbrand udało się to nieco inaczej ująć w słowa, ale
wciąż nie widzę tutaj wielkiej oryginalności, przynajmniej pod względem
poruszanych w niej motywów. Może samo wykonanie jest na swój sposób
niespotykane i ta wizja połączenia pewnych aspektów w jedną całość, ale i tak z
przykrością stwierdzam, że historia Olivii po prostu do mnie nie trafiła.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.