Data wydania: 28.02.2019
Tytuł oryginału: Rejoice
Tłumaczenie: Dariusz Kopociński
Tłumaczenie: Dariusz Kopociński
ISBN: 978-83-8116-503-7
Wymiary: 140 x 205 mm
Strony: 554
Cena: 45,00 zł
Motyw inwazji obcych na naszą planetę jest bardzo
powszechnym elementem poruszanym między innymi w literaturze science-fiction,
ale również w filmach z tego gatunku. Ostatnio jednak coś uległo zmianie – obcy
przybysze przestali być przedstawiani jako zła siła, która pragnie unicestwić,
ewentualnie podbić, rasę ludzką. Teraz stanowią wizję mądrości i wsparcia,
która niesie ze sobą istotne przesłanie i pomoc… Kilkukrotnie już spotkałam się
właśnie z takim zaprezentowaniem „ataku” obcych i przyznaję, że to naprawdę
ciekawe rozwiązanie, a w przypadku powieści Stevena Eriksona zdecydowanie daje
do myślenia!
Uwielbiam takie książki, które niosą ze sobą istotne
przesłanie. Przepadam za tymi chwilami, kiedy czytam dobrą lekturę, a ta
faktycznie prezentuje sobą coś więcej niż tylko rozrywkę. Cena szczęścia należy właśnie do takich powieści, bowiem chociaż to tylko fikcja i na pozór
czyste science-fiction, to ukazuje brutalną prawdę o tym, jak gatunek ludzki
zaczął traktować Ziemię, swój własny dom. Akcja rozgrywa się w Stanach
Zjednoczonych, podczas zwyczajnego, na pozór niczym niewyróżniającego się dnia.
Ludzie stale się gdzieś spieszą, na ulicach panuje ruch i gwar, aż nagle na
ziemię spada promień jasnego światła, który porywa Samanthę August, znaną
pisarkę powieści science-fiction. Nagrania tego wydarzenia szybko trafiają do
Internetu, a na Ziemi zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Coś blokuje w ludziach
agresję, uniemożliwia im pewne działania, skłania do myślenia… Nadchodzą
zmiany. I to wielkie.
Okazuje się, że tajemnicze UFO ma jedno zadanie – chce
uświadomić ludziom, że ich planeta umiera, że pora zmienić postępowanie, bowiem
zbyt mocno pozwoliliśmy sobie na eksploatację jej zasobów, które – nie
okłamujmy się – są ograniczone. Samantha August ma być pośrednikiem pomiędzy
obcymi, a dokładniej Delegacją Interwencyjną, a mieszkańcami Ziemi. Przebywa na
czymś w rodzaju statku kosmicznego, gdzie komunikuje się ze sztuczną
inteligencją, rzecznikiem triumwiratu obcych cywlizacji, których celem jest
ochrona i ewolucja ziemskich ekosystemów. Cywilizacje te są znacznie bardziej
zaawansowane niż my, dlatego posiadają takie technologie i możliwości, o
których ludziom się nawet nie śniło! Stopniowo zaczynają wprowadzać pewne
zmiany, a nasz gatunek stawia opór, buntuje się. Zaledwie garstka zdaje sobie
sprawę z powagi sytuacji i kryzysu ekologicznego, który osiągnął ogromny
poziom. Trzeba podjąć nie tylko jakieś decyzje, tutaj po prostu trzeba zacząć
działać!
Gdy spojrzymy na tę powieść jak na zwyczajną fikcję
literacką, to zauważymy, że mamy do czynienia z naprawdę porządnie napisaną i
skonstruowaną historią. Wydaje mi się tylko dziwny sam motyw tego, że UFO
wybrało akurat taką zwyczajną Samanthę na swojego przedstawiciela… Nie ukrywam,
to interesująca kobieta, aczkolwiek na świecie żyje ponad 7 miliardów ludzi,
więc może dało się to rozegrać nieco inaczej? Chociaż dobrze wiemy, że w
przypadku tego typu opowieści zawsze jest ten jeden wybraniec, ewentualnie
gruba wybrańców, którzy mają nieść informacje dalej. Tak jest w przypadku
Samanthy, aczkolwiek swoją misję wykonuje ona dopiero pod koniec powieści.
Wcześniej zaczyna działać triumwirat, wprowadzając ludzi w niezłe zakłopotanie.
Całość jest naprawdę świetnie opisana, w bardzo dojrzały sposób, autor na
każdym kroku daje nam odczuć powagę sytuacji, w jakiej znaleźli się mieszkańcy
ziemi. I dlatego właśnie nie można na tę książkę patrzeć tylko i wyłącznie jak
na fikcję, bo ona naprawdę niesie ze sobą mocne przesłanie, daje do myślenia.
Wszystkie problemy ekologiczne, o których tutaj mowa, nie są wymysłem autora –
to fakty. Smutne fakty. Może faktycznie przydałaby się nam taka inwazja obcych?
Bardzo przypadła mi do gustu interakcja pomiędzy Samanthą a
Adamem, czyli sztuczną inteligencją, która przekazuje jej informacje Delegacji.
Tak naprawdę oboje się czegoś od siebie uczą, choć wydawałoby się, że sztuczna
inteligencja wie wszystko, prawda? Wydaje mi się też, że nadanie tej SI imienia
Adam nie było przypadkowe ze strony autora. Biblijne imię pierwszego człowieka
na pewno miało swoją rolę do odegrania – w końcu wychodzi na to, że świat
należy stworzyć na nowo, a ludzie muszą otworzyć oczy na to, co najważniejsze.
Muszą dostrzec prawdę i zrozumieć ją, co dla wielu nie będzie łatwym zadaniem.
Choć to Samanthę poznajemy najlepiej, a pozostali bohaterowie przewijają się
gdzieś w mniejszym bądź większym stopniu, to mimo wszystko da się wśród nich
zaobserwować różnego rodzaju postawy względem zaistniałej sytuacji.