Chwała Szatanowi! A tak na serio – czy nowe wydanie Sabriny
faktycznie ma aż tyle wspólnego z Szatanem? Czy serial Chilling Adventures of Sabrina okazał się być strzałem w dziesiątkę
czy może totalną wtopą? Zastanówmy się…
Historia na pozór wszystkim znana – nastoletnia Sabrina uczy
się, jak być czarownicą. Opiekują się nią dwie ciotki, Zelda i Hilda, a także
jej kuzyn Ambrose. W swoje szesnaste urodziny dziewczyna musi zdecydować, czy
porzuci życie śmiertelniczki i zostanie w pełni czarownicą, czy może jednak
wybierze całkowitą normalność. Wydaje się właściwie, że nawet nie jest to
wybór, tylko obowiązek – skoro żyjesz w rodzinie czarownic, w twoich żyłach
płynie ich krew, to po prostu przechodzisz chrzest, wpisujesz się do Księgi
Besti i v’oila! Oto jesteś pełnoprawną czarownicą. Ale zbuntowana Sabrina nie
chce wybierać – chce mieć podwójne życie, bo w każdym świecie istnieje coś, na
czym bardzo jej zależy.
Otoczka tego serialu zdecydowanie jest bardzo mroczna, a co
więcej, dosyć kontrowersyjna. Sam Kościół Szatana (ten prawdziwy) pozwał
producentów serialu o zbyt mocne wykorzystywanie ich symboliki, a co więcej –
wygrał. Mimo wszystko ta produkcja wcale nie ma na celu kogokolwiek obrazić czy
siać błędne wizje na temat satanistów. Wbrew pozorom całe to nawiązanie do
kultu Szatana jest tutaj dosyć ciekawym zabiegiem, nawet dobrze współgrającym z
całością. Wątek tej czarowniczej religii został dobrze zaprezentowany, mocno
rozbudowany i naprawdę znakomicie poznajemy hierarchię tego świata, jego zasady
i przekonania. Choć nie ukrywam, że chwilami wypowiedzi bohaterów brzmiały
dosyć śmiesznie (wybaczcie, ale po prostu momentami to wieczne powtarzanie
„Książę Ciemności” i podobne hasła wypadały naprawdę śmiesznie), to mimo
wszystko dobrze się to ogląda – przynajmniej jeśli chodzi o ten motyw całego
kościoła. Nie ukrywam, że niektóre obrzędy były… dziwaczne. Ale mimo wszystko
każdy element tych wierzeń współgra z całą resztą.
Bardzo podoba mi się sceneria całego serialu – dom Spellmanów
jest obłędny, mogłabym się wprowadzać od razu! Te wszystkie lasy dookoła,
cmentarz, kopalnia, szkoła… Pięknie to wygląda. Lekko mroczne, ale i w takim
typowo halloweenowym klimacie. Każdy odcinek to nowa przygoda, jedne bardziej
wciągające, inne nieco mniej, ale nie brakuje tutaj takich stałych wątków,
które rozwijają się przez cały sezon. Dosyć ciekawym motywem jest kwestia
kobiecości jednej z przyjaciółek Sabriny, którą wszyscy wyzywają od lesbijek.
Fakt, wygląda bardziej jak chłopak, sama chyba jeszcze się nie określiła i nie
odnalazła, ale zauważyłam, że ostatnio tego typu motywy coraz częściej
pojawiają się w popkulturze. Nie mogło też zabraknąć nastoletniej miłości,
wrednych dziewuch w szkole czarownic i tym podobnych problemów, tak bardzo
charakterystycznych dla okresu dojrzewania. Widać, że te dzieciaki szybko
fascynują się tym, co nowe, i starają się odnaleźć swoje miejsce w życiu.
Kiernan Shipka, która wciela się w postać Sabriny, była
naprawdę niezłym wyborem. Pomijam kwestie wyglądu, ale naprawdę nieźle gra.
Sabrina wypada jako lekko zagubiona nastolatka, której jednak nie brak werwy i
odwagi. Działa impulsywnie i pod wpływem emocji, co niejednokrotnie wynika z
braku wiedzy i doświadczenia, a co gorsza, pakuje ją w kłopoty, ale ta jej
nastoletnia niewinność bywa urocza. Ma silne poczucie sprawiedliwości, chce
wszystkim pomagać, walczyć niemal ze złem, doszukuje się prawdy i walczy o to,
aby niewinni nie cierpieli. Jest skora do zdobywania wiedzy, ale zdecydowanie
jest bardzo emocjonalna i buntownicza. Znakomicie w swojej roli wypada Miranda
Otto – jako ta „zła” ciotka Zelda. Eowyno, gdzie zbłądziłaś? Mimo wszystko jest
bardzo charakterną postacią. Ta zła maska to tylko przykrywka, bo tak naprawdę
Zelda dba o dobre imię Spellmanów i bardzo kocha Sabrinę, a także resztę
rodziny. Dumna, dostojna, elegancka, z ogromnym doświadczeniem. A Hilda?
Cudowna, dobra ciocia, która piecze ciasteczka i najchętniej wszystkich by
wyprzytulała! Ale potrafi pokazać pazurki. Moim ulubieńcem z tej rodziny jest
chyba jednak Ambrose – kuzyn Sabriny, którego zwierzchnicy skazali na areszt
domowy za przeboje z jego młodości… Nie brakuje mu sarkazmu, ironia to jego
drugie imię, jest świetnym magiem, który stara się kierować rozsądkiem, ale
chwilami daje się ponieść emocjom. Zdecydowanie za mało w tym wszystkim Salema!
Znakomicie wypadł Richard Coyle jako Ojciec Blackwood oraz Michelle Gomez jako
Mary Wardell. Za to śmiertelny chłopak Sabriny, Harvey, osłabiał mnie na każdym
kroku. Ciepła klucha jakich mało. Za to Tati Gabrielle jako Prudence robi dobrą
robotę!
Serial mimo wszystko
jest wciągający… Moja siostra siedziała przy mnie jak oglądałam chyba czwarty
odcinek i zaczęła rzucać hasłami, że to jakiś badziew dla gimbazy. A potem
pytała, czy zaczekam na nią z oglądaniem dalszych odcinków… Można? Można! I o
ile momentami fabuła jest mocno przewidywalna, tak patrzy się na to naprawdę z
przyjemnością. Jednak jeżeli ktoś zna się trochę na motywach satanistycznych i
demonicznych, to szybko połapie się w ukrytych tożsamościach czy potencjalnych
intrygach, które mają tutaj miejsce. Jednak mimo wszystko to fajna historia,
pełna rodzinnego ciepła, przyjaźni i odwagi, osadzona w magicznym i mrocznym
klimacie. Czekam na drugi sezon! I równie genialną ścieżkę dźwiękową…