Data wydania: 20.06.2018
Tytuł oryginału: Atheists Who Kneel And Pray
Tłumacz: Agnieszka Brodzik
ISBN: 978-83-8129-136-1
Wymiary: 135 x 210 mm
Strony: 352
Cena: 36,90 zł
Coraz częściej wydaje mi się, że niepotrzebnie rozpoczynałam
swoją przygodę z książkami Tarryn Fisher od Margo.
Ta książka tak mocno uświadomiła mnie w przekonaniu, że Fisher pisze tylko i
wyłącznie psychodeliczne i nienormalne historie, że sięgając po każdą kolejną
liczę na coś w tym stylu. Niestety, żadna inna powieść tej autorki nie wywarła
na mnie aż takiego wrażenia, aczkolwiek nie oznacza to, że są one złe i należy
je z góry odrzucić. Mimo wszystko pojawia się w nich pewna degeneracja
bohaterów i nie inaczej jest w przypadku Boginii
niewiary.
Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że ta historia
będzie w ogromnym stopniu romansem, czyli gatunkiem, po który sięgam raczej
niechętnie i naprawdę rzadko. Jednak romans w wykonaniu Fisher? To mogło być
niszczycielskie i po części na to liczyłam, dlatego właśnie postanowiłam się
jednak skusić i zapoznać się z historią Yary i Davida. Jednak już z początku
zostałam nieco zbita z pantałyku i odniosłam wrażenie, że się z tą książką nie
polubimy… Sposób, w jaki David i Yara się poznali może nie jest czymś wybitnie
niemożliwym, bo takie rzeczy są na porządku dziennym, jednak wymiana zdań, jaka między nimi miała miejsce
wydała mi się być wymuszona, napisana na siłę, jakby autorka nie miała pomysłu,
jak zacząć. Choć można na to również spojrzeć z innej perspektywy… może właśnie
miało to być takie nagłe i chaotyczne?
David jest utalentowanym muzykiem, który wszędzie poszukuje
inspiracji. Jest nieco zakręcony, ale żyje pełnią życia, zawsze dostrzega w
ludziach dobro, stara się nieść zbawienie każdemu, nawet najbardziej
potrzebującej i smutnej istocie. W jednej sekundzie potrafi być naprawdę
poważny i dojrzały, a w drugiej sypie żartami z rękawa. Choć odbieram go jako
lekkoducha, to mimo wszystko facet ma poukładane w głowie i wie, czego chce od
życia. Wie, czego szuka. To bardzo dobrze wykreowana postać, podobnie jak Yara,
choć jej zachowanie dla wielu osób może być nie do przyjęcia. Yara staje się
muzą Davida, podobnie jak i każdego innego artysty, z którym się spotykała. To
dziewczyna, która nigdzie nie może zagrzać miejsca, stale się przeprowadza,
próbuje zapomnieć o swojej przeszłości, ta jedna stale ją w pewien sposób
prześladuje, co znajduje odbicie w jej postępowaniu. Yara rozkochuje w sobie
mężczyzn, sama nawet zaczyna czuć się do nich bardziej przywiązana, ale boi się
zobowiązań. Gdy okazuje się, że między nią a danym mężczyzną zaczyna się robić
poważnie, dziewczyna odchodzi bez słowa wyjaśnienia. Z Davidem miało być
inaczej… No właśnie, miało.
Choć początek tej książki nie do końca mnie przekonywał, to
jednak bardzo szybko wczułam się w to, co zaoferowała nam tym razem Fisher. Nie
da się ukryć, że jest tutaj sporo romansu i to on jest siłą napędową tej
powieści, ale mocno widoczne stają się również inne aspekty. Yara walczy tak
naprawdę sama ze sobą – to nie w tych facetach tkwi problem, tylko w niej. Musi
zrozumieć, że nie warto jest cały czas uciekać, choć ma to w sobie głęboko
zakorzenione. Ta młoda kobieta ma wiele do przerobienia, aby zrozumieć, czego
tak naprawdę pragnie w życiu i odnaleźć swoje miejsce. Czasem trzeba powrócić
do przeszłości, czasami trzeba przestać uciekać. David z kolei to typowy
przykład tego, żeby dążyć do celu. Żeby podążać za głosem serca, żeby się nie
poddawać i nie rezygnować. Myślę, że z ich historii można się wiele nauczyć –
nawet nie tej wspólnej, choć oczywiście niesie ona z sobą równie istotny morał,
ale przede wszystkim z tej drogi, którą musieli pokonać sami, bez nikogo.
Muszę przyznać, że ogółem przepadam za stylem Tarryn Fisher.
Z jednej strony jest bardzo lekki, ale nie brakuje mu głębi – panuje tutaj
takie idealne wyważenie powagi i humoru. Autorka dobrze buduje i rozwija
relacje pomiędzy bohaterami, a przede wszystkim genialnie tworzy ich samych.
Historia przez nią opowiedziana jest logiczna, Fisher konsekwentnie trzyma się
swoich postanowień, choć tak naprawdę nie wiadomo, jak potoczą się dalej losy
głównych bohaterów. To nie jest ta pisarka, przy której zawsze można liczyć na
szczęśliwe zakończenie, ale mimo wszystko potrafi ona wzbudzić w czytelniku
różnego rodzaju emocje.
Powoli przyzwyczajam się do tego, że Tarryn Fisher nie tworzy
tylko i wyłącznie psychodelicznych książek, choć i tym razem nie zabrakło tutaj
pewnych zaburzeń, jednak były one zaprezentowane zupełnie inaczej niż w Margo. Miłość Yary i Davida jest na swój
sposób piękna i urzekająca, a jestem przekonana, że Ci, którzy zaczytują się w
romansach, będą zachwyceni sposobem, w jaki Fisher opowiedziała ich historię.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: