Jestem istotą, która wychowała się na bajkach starego
Cartoon Network czy Jetixa. Jednym z moich ulubionych seriali animowanych
tamtych czasów, a nawet i do tej pory, był i pozostaje serial Młodzi Tytani. Zdecydowanie preferuję
wersję, która pojawiła się jako pierwsza o właśnie tym wdzięcznym tytule, choć
edycja Młodzi Tytani: Akcja! też nie
jest zła. Nie ukrywam, że lubię tę bajkę głównie z jednego względu, a jest nim
jedna jedyna bohaterka – Raven. Pół człowiek, pół demon. Stanowi ona moje alter
ego. Dlatego czy była lepsza opcja rozpoczęcia swojej przygody z komiksami niż
sięgnięcie po Nastoletnich Tytanów?
Choć nie wiem, czemu tytuł brzmi „nastoletni”, a nie „młodzi”, jak to jest w
zwyczaju.
Jak to bywa w przypadku superbohaterów, mamy tutaj do
czynienia z walką ze złem, ale nie tylko. Zawsze postrzegałam Młodych Tytanów
jako osobowości, które wciąż szukają swojego miejsca na świecie, swojej drogi,
swojego własnego oblicza, które pozwoliłoby im się całkowicie odnaleźć tu i
teraz. Nie inaczej jest w tym przypadku, choć oczywiście nie mogło zabraknąć
walki ze złoczyńcami. Te dwa motywy przeplatają się ze sobą, pojawia się wątek
dziedzictwa rodzinnego, przyjaźni, honoru i odwagi. Historia rozwija się dosyć
szybko, bohaterowie w szybkim tempie podejmują znaczące decyzje, przystosowują
się do nowych sytuacji. Decydują, komu można zaufać, w którą stronę zmierzać,
na nowo kształtują swoje wartości. Tak naprawdę jest to początek do przygód
nowych Tytanów, bowiem tworzy się nowa grupa – dawni bohaterowie łączą siły z
nowymi, aby w ich mieście zaczął panować spokój i porządek.
BOHATEROWIE
Pojawia się nowy Robin. Trzynastoletni syn Batmana i Talii Al-Ghul, wnuk
nieśmiertelnego Ra'sa Al-Ghula. To on ma zamiar stworzyć nową grupę, choć podchodzi do tego od złej strony.
Zdecydowanie nie tak powinno się nawiązywać nowe znajomości… Chyba każdy Robin
miał w sobie przerost ego i wydaje mi się, że tutaj nie jest inaczej. Średnio
przekonuje mnie jego wiek, ale wiecie, samo pochodzenie robi swoje. Kolejnym
nowym bohaterem jest jeszcze Kid Flash, dzieciak próbujący poskromić swój dar
szybkości w taki sposób, aby nie stać się złoczyńcą, jak niegdyś inny Flash. No
i oczywiście stare trio: Gwiazdka, Raven i Beast Boy, ze swoimi typowymi
zachowaniami. Gwiazdka szuka sprawiedliwości i chciałaby zbawić cały świat,
Bestia nigdy nie zapomina o humorystycznej stronie życia, a Raven nadal
pozostaje najbardziej tajemniczą i zdystansowaną z Tytanów.
ILUSTRACJE
Jak najbardziej z porządku. Ze wszystkimi detalami, idealnie
dobrane kolorystycznie, choć czerwone kosmki we włosach Raven były dla mnie
ciężkie do przeżycia. Lubię jej podstawową, dobrze znaną wersję, bez żadnych
specjalnych modyfikacji. Gwiazdka natomiast wyglądała na baaaardzo dorosłą
kobietę, nie na nastoletnią tytankę, choć z tego, co kojarzę, jest to normalne
w komiksach, w których się pojawia – nie do końca to do mnie przemawia, choć
zdaję sobie sprawę z tego, że to stare trio ma prawo wyglądać inaczej. Jeżeli
weźmiemy pod uwagę iż czasy świetności dawnych Tytanów przeminęły, to minęło
kilka dobrych lat, w przeciągu których bohaterowie dorośli. Choć w przypadku
Bestii to chyba nigdy nie nastąpi…
OGÓLNE WRAŻENIE
Przyznaję, że sięgając po ten komiks spodziewałam się
spotkać bohaterów z serialu. Słynną piątkę, za którą przepadam. Nie mam
pojęcia, czemu mój mózg nie wziął pod uwagę samej nazwy serii: DC Odrodzenie. Można się było domyślić,
że to będzie coś nowego, w ogólnym rozrachunku całkiem udanego. Jestem
przekonana, że sięgnę po kolejne tomy, aby przekonać się, co czeka nowych
Młodych Tytanów – jakie starcia, jakie przygody, jakie przeżycia.