Data wydania: 07.04.2017
Tytuł oryginału: Il tribunale delle anime
Tłumacz: Jan Jackowicz
ISBN: 978-83-7985-968-9
Wymiary: 135 x 205 mm
Strony: 496
Cena: 36,90 zł
Donato Carrisi to włoski pisarz i twórca uznawanych na całym
świecie bestsellerowych thrillerów. Sławę przyniosła mu jego debiutancka
powieść, Zaklinacz, a kolejne tylko
ugruntowały jego pozycję wśród kanonu twórców tego typu literatury. Do tej pory
nie miałam zbyt często do czynienia z włoskimi pisarzami, ale czy narodowość
może określać czyjeś umiejętności jako pisarza? Nie wydaje mi się. Może jedynie
książki z danego kraju niosą ze sobą pewną specyfikę, ale pewności ku temu nie
mam. O ile przepadam za thrillerami, tak jednak z dziełem Donato Carrisiniego
mam pewien problem… Nie wiem, czy duży, czy mały, ale pewnością kłopotliwy.
Jakie mam problem z tą powieścią? Jest ona niezwykle
chaotyczna. Nie powiem, że to zła książka, bowiem sam zamysł jest naprawdę
pomysłowy i oryginalny, jednak nie do końca spodobało mi się wykonanie i styl
autora. Panuje tutaj naprawdę spory chaos i chwilami nawet pełne skupienie nie
pomaga połapać się w danej sytuacji. Mamy również do czynienia z przeskokami w
czasie, ale to nie jest aż tak problematyczne. Jednak nie będzie to
niedopowiedzeniem, kiedy napiszę, że chwilami zupełnie nie miałam pojęcia, co
czytam i o czym jest ta książka. Dopiero gdzieś po 300 stronach udało mi się w
miarę wbić w ten klimat, ale i tak nie na tyle, na ile bym chciała. O ile w fabule
się nawet nieco połapałam, tak wiele nazwisk stale mi się mieszało. Kreacja bohaterów
nie należy do najlepszych, właściwie pewna byłam tylko tego, kim są Marcus i
Sandra. Pozostałe postacie? Z tym do tej pory mam problem. Coś kojarzę, ale
bardzo mało.
Podoba mi się jednak sam pomysł na postać penitencjariuszy,
ale też nie do końca wyczułam, na czym ich zdolności polegają i w jaki sposób
oni funkcjonują. Odnoszę wrażenie, że w tej książce jest wiele niedopowiedzeń
albo informacji zawartych między wierszami, które naprawdę ciężko wyłapać. A
może po sukcesie Zaklinacza autor
trochę osiadł na laurach i po prostu się przeliczył? Może nie sprostał
potencjałowi tej historii? Nie wiem i w sumie trochę ciężko mi to stwierdzić,
gdyż Trybunał dusz to moje pierwsze
spotkanie z jego twórczością. W pewnym momencie lepiej zrozumiałam, o co
chodziło w śledztwie Marcusa i Sandry, spodobało mi się, że w końcu wiele
wątków znalazło wspólny motyw, ale nie jestem w stanie z czystym sumieniem
napisać, że czuję się w pełni usatysfakcjonowana tą powieścią. Chwilami nie
miałam nawet pewności, czy ją doczytam do końca, ale mimo wszystko byłam
ciekawa zakończenia. Nie wbiło mnie ono w fotel, ale podoba mi się, że autor
pozostawił je otwarte.
Lubię thrillery, w których dużo się dzieje i towarzyszy temu
dobre tempo akcji oraz odpowiednie stopniowanie napięcia. Lubię czuć dreszczyk
emocji, trochę adrenaliny też nigdy nie zaszkodzi. Tutaj faktycznie sporo się
dzieje, jest wiele wątków i motywów, ale tempo akcji określiłabym mianem
przeciętnego. Dreszczyk emocji? Zabrakło, przynajmniej w moim odczuciu, ale podejrzewam,
że w dużej mierze wynika to z tego, że od samego początku nie byłam w stanie
poczuć tej książki. Byłam cały czas gdzieś obok tej historii, a przecież
powinna ona się rozgrywać przed moimi oczami, powinnam stać się jej częścią.
Niestety, nie było mi to dane.
Ciężko jest mi jednoznacznie ocenić tę pozycję, bowiem
Donato Carrisi z pewnością jest utalentowanym pisarzem i posiada dobre pióro,
ale z tą książką było mi po prostu jakoś nie po drodze. Mimo wszystko czuję się
zaciekawiona samym pomysłem, dlatego sięgnę po kontynuację przygód Marcusa, aby
przekonać się, czy to tylko jednorazowy wypadek, czy jednak nie jest to autor
dla mnie. Myślę jednak, że znajdzie się sporo czytelników, którym ta powieść
przypadnie do gustu. Może jest po prostu dość specyficzna i nie każdy będzie w
stanie się tutaj odnaleźć? Różne są gusta, a o gustach się nie dyskutuje!
Podobno.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: