Data wydania: 11.04.2017
Tytuł oryginału: Il cacciatore del buio
Tłumacz: Jan Jackowicz
ISBN: 978-83-7985-967-2
Wymiary: 135 x 205 mm
Strony: 416
Cena: 36,90 zł
Seria: Marcus #2
Seria: Marcus #2
Łowca cieni to
kontynuacja Trybunału dusz, a nawet
nie tyle co kontynuacja, jak po prostu kolejny tom przygód penitencjariusza
Marcusa. Są to dwie odrębne historie, które możemy czytać niezależnie od siebie
i nie będziemy mieć żadnego problemu ze zrozumieniem fabuły. Nowa sprawa, nowe
wątki, ci sami bohaterowie. To moje drugie spotkanie z twórczością Donato
Carrisi, które wypadło znacznie lepiej niż pierwsze. Trybunał dusz nie bardzo mnie do siebie przekonał, ale przyznaję
szczerze, że na jego tle Łowca cieni wypada
o niebo lepiej!
Rzymem wstrząsa seria brutalnych morderstw, których ktoś
dokonuje z zimną krwią. Co gorsze, nie pozostawia na miejscu żadnych śladów,
które mogłyby naprowadzić policję na dobry trop. Prowadząca śledztwo Sandra
Vega będzie musiała się skontaktować ze swoim dawnym znajomym, Marcusem. Być
może jest on jedyną osobą, która może pomóc w rozwikłaniu tej zagadki. Marcus
należy do pradawnego stowarzyszenia Penitenzeri i potrafi wykrywać prawdziwe
zło. Wkrótce okazuje się, że kolejne morderstwa są dokonywany zgodnie z
niepokojącym schematem. I gdy już Sandrze i Marcusowi wydaje się, że poskładali
razem pewne fragmenty tej skomplikowanej układanki, zawsze pojawia się coś, co
ponownie rozsypuje ją na kawałeczki. Czy uda im się uchwycić mordercę zanim ten
dorwie kolejną ofiarę?
Choć zazwyczaj staram się unikać porównań i odniesień, tak
tutaj chyba nie dam rady. Mam za sobą dwie powieści tego samego autora i jestem
lekko zdezorientowana. Podczas gdy Trybunał
dusz był w moim odczuciu totalnym chaosem, tak Łowca cieni jest powieścią niezwykle uporządkowaną. Wygląda to tak,
jakby dwie przeciwstawne strony osobowości Carrisiego działały przy ich
tworzeniu. Kto wie, może tak właśnie było. Może autor specjalnie stosuje
takiego rodzaju zabiegi? A może początek historii Marcusa po prostu nie wyszedł
za dobrze i autor borykał się wtedy ze spadkiem formy? Jeżeli tak, to Łowcą cieni zdecydowanie to nadrobił. Fabuła
może wydawać się schematyczna, bowiem siłą napędową jest oczywiście śledztwo w
sprawie tajemniczych zabójstw i walka z czasem związana ze zdemaskowaniem
mordercy, jednak styl Carrisiego jest dosyć specyficzny, co bywa mocno
odczuwalne i dodaje książce charakteru.
Marcus to dosyć tajemnicza, może nawet lekko mroczna postać,
ale zbyt wiele o nim napisać nie mogę. Choć sama fabuła przypadła mi do gustu,
tak nadal nie było mi dane zżyć się z bohaterami. Ani z Marcusem, ani z Sandrą.
Choć poznajemy również życie prywatne Vegi, to dla mnie pozostaje ona postacią
bardzo neutralną. A sam obraz mordercy? Jest całkiem nieźle, ale chwilami
odczuwałam znużenie i moja chęć do dalszej lektury gdzieś tam po drodze
zanikała. Na szczęście było to tylko kilka momentów i wydaje mi się, że to
lekkie zniechęcenie wiązało się w dużej mierze z nieudanym pierwszym podejściem
do twórczości tego autora. Muszę jednak przyznać, że Donato Carrisi potrafi
dobrze pisać – jego język jest bogaty, ale wydaje mi się, że chwilami nie do
końca radzi sobie z odpowiednim zaprezentowaniem konkretnych sytuacji. No i nie
jestem całkowicie zadowolona z tempa akcji oraz budowania napięcia, a jednak są
to istotne elementy każdego thrillera.
Motyw penitencjariuszy z pewnością zasługuje na uwagę i temu
nie mam zamiaru przeczyć. To ciekawa inicjatywa ze strony autora, aby w taki
sposób zaprezentować tajne stowarzyszenie i Watykan. Dlatego trochę żałuję, że
nie byłam w stanie się przenieść do Rzymu, w którym rozgrywa się akcja, i
doświadczyć tego samego, co bohaterowie. Fakt, byłam tutaj znacznie bliżej
osiągniecia tego celu niż w przypadku pierwszego tomu, ale wciąż czegoś mi
brakowało. Ciągle coś nie do końca mi pasowało, nie było takiej idealnej
harmonii, która by mnie porwała do tego świata. Nie znalazłam tam punktu
zaczepienia, który stałby się moją kotwicą.
Muszę jednak przyznać, że Łowca cieni to tak generalnie rzecz biorąc dobry i klimatyczny
thriller. Mam wobec niego kilka zarzutów, ale jest dużo lepszy od Trybunału dusz. Przemyślany, logiczny i uporządkowany.
Jeżeli jesteście ciekawi, kim jest Marcus i jaki ma dar, to oczywiście
powinniście sięgnąć po tę serię – nie będę Was zniechęcać. Mnie jest z nią
lekko nie po drodze, ale na pewno znajdą się tacy, których ona urzeknie.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: