Data wydania: 27.04.2016
Tytuł oryginału: A Court of Thorns and Roses
Tłumacz: Jakub Radzimiński
ISBN: 978-83-280-2141-9
Wymiary: 135 x 202 mm
Strony: 524
Cena: 39,99zł
Cykl: Dwór cierni i róż #1
Twórczość Sary J. Maas pokochałam już jakiś czas temu. Cykl
o Zabójczyni, Cealenie Sardothien, niezmiernie przypadł mi do gustu. Pierwszy
był „Szklany tron”, który całkowicie mnie oczarował, a kolejne tomy tej serii
nie dawały mi o sobie zapomnieć. Z resztą jest tak do tej pory – ta historia
wdarła się w moje serce i siedzi w nim do tej pory. Nie jestem nawet pewna, czy
kiedykolwiek z niego wyjdzie. Jednak jedno jest pewne – musi się trochę
przesunąć i zrobić miejsce dla jeszcze jednej powieści tej samej autorki,
bowiem „Dwór Cierni i Róż” całkowicie mnie pochłonął. Naprawdę, wierzcie mi, że
już dawno nie czułam się tak „wykończona i wycieńczona” czytaniem… Chociaż jak łatwo się domyślić, jest to
zmęczenie jak najbardziej pozytywne!
Dziewiętnastoletnia Feyra kiedyś prowadziła godne życie. Jej
rodzinie niczego nie brakowało, ale los z nich zakpił – nastąpił nagły przewrót
i stracili wszystko, co mieli. Matka Feyry umarła, a jej najmłodsza córka
obiecała opiekować się i chronić resztę rodziny za wszelką cenę. Obietnicy
złożonej na łożu śmierci nie można złamać. Dlatego dziewczyna poluje i daje z
siebie ile tylko może, aby jej ojciec i dwie starsze siostry nie umarli z
głodu. Któregoś dnia zapuszcza się zbyt blisko muru dzielącego jej świat od
Prythianu, magicznej krainy zamieszkałej przez istoty Fae. Zabija ogromnego
wilka, nie zdając sobie sprawy z tego, że zmieni to całe jej życie. Wkrótce w
jej domu pojawia się złowroga bestia pragnąca pomścić przyjaciela – życie za
życie. Bestia daje jej wybór – albo zginie albo do końca swoich dni zamieszka z
nim w Prythianie. Czy dziewczynie uda się pokonać swój własny strach i
uprzedzenia względem obcej rasy?
Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Nie mogę pisać tak
spokojnie, podczas gdy wewnątrz cała chodzę. Coś we mnie buzuje – żywy ogień.
Stado wściekłych os. Wszystko na raz! Z jednej strony czuję się tak bardzo
pobudzona, a z drugiej towarzyszy mi takie dziwne uczucie wycieńczenia, znajome
dla każdego człowieka, który przed chwilą był cały w emocjach… Jednak na pewno nie mogę być spokojna i
stonowana, skoro właśnie skończyłam czytać jedną z lepszych książek w moim
życiu. I niech mi ktoś powie, czemu do jasnej ciasnej to, co wyjątkowo dobre,
musi się też wyjątkowo szybko kończyć? „Dwór Cierni i Róż” nie jest dobrą
książką. Nie jest też książką, którą się pochłania. „Dwór Cierni i Róż” to
książka, która pochłonie Ciebie. Delikatnie i podstępnie zacznie owijać wokół
Ciebie swoje macki, a Ty się już nie uwolnisz. Nawet nie będziesz próbować!
Przepadniesz na dobre, tak jak ja. I nie pomoże Ci nawet to, że dotrzesz do
ostatniej strony i odłożysz ją na półkę… I tak Cię będzie prześladować.
„Spojrzałam na nasze złączone dłonie, obie pokryte krwią nienależącą do nas. On nie był jedynym, który przed chwilą rozlał krew. A krew, którą wciąż czułam na języku, nie należała tylko do mnie. Może to czyniło mnie bestią nie mniejszą od niego.”
Nie mam najmniejszego zamiaru porównywać tej powieści do
„Szklanego tronu”, bo przecież nie o to chodzi, prawda? Owszem, wspomnę tym, że
ta powieść również nawiązuje do rasy Fae – w wizji Maas bardzo rozległej,
różnorodnej i rozbudowanej, ale w dużo większym stopniu. Feyra trafia prosto do
świata Prythianu, podzielonego na siedem dworów, z których każdy znajduje się
pod rządami innego władcy. Razem z nią poznajemy zasady panujące w tym świecie,
jego historię oraz poszczególnych przedstawicieli różnych ras. Jest ich całe
mnóstwo, a wiele z nich pochodzi żywcem z sennych koszmarów. Są wstrętne,
przebiegłe i okrutne, a ludzi traktują jak swoje zabawki i pożywienie – nic
więcej. Nawet niektórzy z wysokiego rodu widzą w ludziach tylko niewolników.
Dlatego Feyra żywi do nich ogromną nienawiść, mimo że bestia, która ją uprowadziła,
okazuje się być całkiem przyjaznym i przystojnym mężczyzną - ale i również
bezwzględną istotą, zdolną do zabijania i nieoglądania się za siebie. Wspaniała
kreacja tego świata to tylko jedna z wielu zalet tej powieści – Sarah Maas jest
niesamowita, jeżeli chodzi o tworzenie niepowtarzalnego i niezwykle barwnego
środowiska.
Równie dobrze sprawy się mają, jeżeli przyjrzymy się
poszczególnym bohaterom. Feyra jest wspaniałą bohaterką, którą obdarzyłam
sympatią już od pierwszych stron! Z łatwością przyszło mi się zżyć z tą
postacią i towarzyszyć jej na każdym kroku. Doskonale rozumiałam wszystkie
pobudki, które nią kierowały, a moje myśli biegły w tym samym kierunku. Być
może sprawia czasami wrażenie małej i niepozornej istotki, ale ma w sobie tak
ogromną siłę, że jest to wręcz nie do uwierzenia. Siłę, odwagę i wytrzymałość –
to się ceni. Natomiast bestia, którą wolę jednak nazywać Tamlinem, jest na swój
sposób urzekająca. Tamlin sprawia wrażenie niedostępnego, ale to tylko
spowijająca go powłoka. Bardzo łatwo można ulec jego urokowi, a też ciężko go
nie lubić, podobnie jak jego towarzysza i przyjaciela, Luciena. A im dalej w
las, tym więcej drzew… Zawsze miałam słabość do nadprzyrodzonych istot, więc
nic dziwnego, że nie tylko Tamlin mnie oczarował, ale również jeszcze jeden
książę Fae… Rhysand to idealna mieszanka tego, co lubię najbardziej. Przystojny,
niebezpieczny, arogancki i przebiegły, ale również urzekający i na swój sposób
opiekuńczy. Jednak nie zdradzę Wam o nim więcej ani słowa! Maas doskonale
poradziła sobie również z wykreowaniem czarnego charakteru! Stworzenie
niezwykle zawistnej i brutalnej postaci przyszło jej z łatwością, ale również
bohaterowie drugoplanowi są świetnie przedstawieni.
„On był jedyną stałą, on jeden kotwiczył w rzeczywistości moje zmysły i moje ciało, które rozświetlało się i płonęło w każdym miejscu, którego dotknął.”
„Dwór Cierni i Róż” to niesamowita opowieść, o znakomitej
konstrukcji, z pięknymi związkami przyczynowo-skutkowymi i niezwykle mocno
wciągającą fabułą. Dynamika akcji jest jak najbardziej odpowiednia, idealnie
dopasowana do rozwoju wydarzeń. Jest to książka, w której nie brakuje elementów
zaskoczenia czy chwil pełnych grozy i niemożliwego poruszenia. Historia Feyry
jest wręcz naszpikowana emocjami i
rosnącym napięciem, które nie pozwala odłożyć jej choćby na moment. Obawiam
się, że świat wokół mnie mógłby się walić i palić, a ja i tak bym tego nie
zauważyła. Czytając najnowszą powieść Maas całkowicie przepadłam, przeniosłam
się do wykreowanego przez nią świata i serce mi pękło, kiedy dotarłam do
ostatniej strony i musiałam go opuścić. A swoją
drogą… w trakcie lektury moje serce też nie miało łatwo. Śmiało się i
płakało na zmianę, a ja nie mogłam go powstrzymać.
I tak nie jestem w stanie całkowicie oddać tego, co czuję po
przeczytaniu tej książki. Jest wspaniała. Cudowna. Idealna. Brak mi odpowiednich
słów, aby opisać wszystkie kotłujące się we mnie emocje. Czy historia Feyry i
Tamlina faktycznie przypomina historię Pięknej i Bestii? Tylko po części, tak
naprawdę jest milion razy lepsza, bardziej głęboka, poruszająca i przede
wszystkim nieprzewidywalna. Autorka z każdą kolejną stroną gwarantuję nam istną
burzę, a druga część powieści to po prostu mieszanka wybuchowa. W tej powieści
jest wszystko: miłość, przyjaźń, walka, brutalność, zemsta, intryga, odwaga,
oddanie oraz całe mnóstwo skrajnych emocji, które towarzyszyły mi od początku
do końca. Fae potrafią być okrutne i Maas wcale nie upiększa ich zachowania,
ale potrafi również stworzyć przepiękną i poruszającą do granic możliwości
opowieść, która wżera się w umysł i serce czytelnika. „Dwór Cierni i Róż”
zyskuje specjalne miejsce na półce i błagam, nawet mi nie wspominajcie o tym,
ile mam czekać na kolejny tom…
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:
W SKRÓCIE:
Czy w ogóle da się w skrócie? Ehh... to by była profanacja.
DLA KOGO?
Dla każdego, kto ma ochotę na idealną powieść!
Dla każdego, kto ma ochotę na idealną powieść!