Ciężko o dobrą książkę obyczajową, która potrafiłaby się
wpasować w moje gusta. Mam jednak zasadę, żeby zawsze dawać autorom drugą
szansę i nie negować wszystkich książek z gatunku, który nie należy do moich
ulubionych. Raz na jakiś czas daję szansę obyczajówkom i sięgam po pozycje,
które wydają mi się odpowiednie, choć nie nastawiam się na nic szczególnego.
Tym razem w moje ręce wpadła książka Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak – autorki
całkowicie mi nieznanej – o jakże niepasującym do mnie tytule „Nie lubię kotów”.
Książka ta zawiera w sobie sześć powiązanych ze sobą
historii sześciu różnych bohaterów. Nie jest to antologia, bowiem bohaterowie
Ci są ze sobą w bliższy czy dalszy sposób powiązani, a ich opowieści nawiązują
do siebie wzajemnie. Autorka stworzyła konstrukcję, w której każdy kolejny
rozdział pisany jest z perspektywy innego bohatera. Trzy kobiety i trzej
mężczyźni, o różnym stopniu pokrewieństwa czy też znajomości. Każda postać to
indywidualność, osobne cechy charakteru, osobna historia i problemy. To daje
nam jasny obraz tego, jak różni mogą być ludzie w otaczającym nas świecie –
zapewne odnajdziemy po części siebie w każdej z tych osób, a być może
znajdziemy pasujące do nich odpowiedniki w gronie naszych znajomych.
I tak oto możemy zapoznać się z następującymi historiami:
-Wojtka, który wyjechał do Niemiec za pracą pozostawiając w Polsce swoją rodzinę i wdając się w niespodziewany romans z koleżanką z pracy
-Maliny – żony Wojtka, której życie kręci się wokół domu i dbania o syna, jednak po wyjeździe męża stała się kobietą zaniedbaną
-Karoliny – przyjaźni się z Maliną, pracuje w dużym wydawnictwie i nie spieszy jej się do zakładania rodziny i ustatkowania się – no, może wyglądałoby to inaczej, gdyby trafiła w końcu na odpowiedniego mężczyznę
-Daniela – brat Karoliny, ambitny prawnik, który jednak zabawia się dziewczynami
-Dagmary – debiutująca pisarka, która jeszcze nie odnalazła całkowicie swojego sposobu na życie
-Konrada – na pozór facet idealny, ale wiemy, że pozory mylą…
-Wojtka, który wyjechał do Niemiec za pracą pozostawiając w Polsce swoją rodzinę i wdając się w niespodziewany romans z koleżanką z pracy
-Maliny – żony Wojtka, której życie kręci się wokół domu i dbania o syna, jednak po wyjeździe męża stała się kobietą zaniedbaną
-Karoliny – przyjaźni się z Maliną, pracuje w dużym wydawnictwie i nie spieszy jej się do zakładania rodziny i ustatkowania się – no, może wyglądałoby to inaczej, gdyby trafiła w końcu na odpowiedniego mężczyznę
-Daniela – brat Karoliny, ambitny prawnik, który jednak zabawia się dziewczynami
-Dagmary – debiutująca pisarka, która jeszcze nie odnalazła całkowicie swojego sposobu na życie
-Konrada – na pozór facet idealny, ale wiemy, że pozory mylą…
Z jednej strony ukazanie poszczególnych historii w sposób,
jaki uczyniła to autorka okazuje się być strzałem w dziesiątkę – różnorodność
charakterów i problemów daje wrażenie tego, że książka jest bardzo życiowa i
realistyczna. Niestety, zawsze miałam problem w odnalezieniu się w tego typu
zabiegach… Gdy już nieco zapoznam się z
daną postacią i być może chciałabym jej towarzyszyć dalej, następuje przeskok
do nowej narracji, w której na nowo muszę się odnaleźć. Dla mnie jest to
niestety problematyczne i nieco kłopotliwe, osobiście wolę książki, które
stanowią jednolity ciąg – nie przeszkadza mi duża liczba bohaterów, ale uważam,
że na kilkudziesięciu stronach ciężko oddać wszystko to, co by się chciało.
Autorka faktycznie opisuje przeszłość i teraźniejszość bohaterów, ale nie byłam
w stanie na dłużej zatrzymać się przy którejś z historii.
Język pani Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak jest dojrzały i
jeżeli chodzi o lekkość pióra i styl w granicach smaku, to tutaj nie można
faktycznie napisać niczego złego. Bogate słownictwo, piękne metafory i
szczegółowe opisy dają jasny obraz całej sytuacji. Książka ta niesie ze sobą
nie jedno przesłanie, ale na pewno kilka. Każdy z pewnością odnajdzie w niej
życiowe prawdy i mądrości, a i na pewno znajdą się osoby, które poczują się
poruszone emocjonalnie – tutaj po raz kolejny przejawia się moje indywidualne i
nieco odbiegające od rzeczywistości podejście do życia, które nie zawsze
umożliwia mnie odczuwanie wszystkiego tak, jak się powinno. Jednak w tej
książce poruszone zostały naprawdę poważne tematy – ciężka choroba, śmierć,
nadzieja, aborcja, poszukiwanie swojej ścieżki życiowej, trudności dnia
codziennego…
„Nie lubię kotów” to powieść, która nie do końca do mnie
przemówiła, głównie ze względu na konstrukcję, ale jednak posiada ona swój
specyficzny klimat oddający smutek i beznadzieję sytuacji, w jakich znaleźli
się bohaterowie. Znawcą tego gatunku nie jestem, ale mogę snuć podejrzenia, że
osoby, które częściej sięgają po tego typu pozycje powinny być naprawdę
zadowolone – być może to moja kobieca intuicja mi to podpowiada. Do mnie
książka nie przemówiła i nie mogłam się w niej odnaleźć, a także zaangażować
mocno w lekturę, ale to nie oznacza, że będzie tak z każdym. Jeżeli tylko coś
wewnątrz Was podpowiada Wam, że powinniście spróbować – śmiało, zróbcie to!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:
Książka nawet ma swój trailer :) dosyć klimatyczny :)
A ja ciekawa jestem, czy kiedyś całkowicie "dojrzeję" do książek obyczajowych...
A ja ciekawa jestem, czy kiedyś całkowicie "dojrzeję" do książek obyczajowych...