Madeline Miller to młoda pisarka, debiutująca powieścią
„Achilles. W pułapce przeznaczenia”. Ukończyła na uniwersytecie filologię
klasyczną i obecnie wykłada grekę i łacinę – stąd też pomysł na książkę, której
akcja osadzona jest w dziejach starożytnych. Historię wojny trojańskiej chyba
zna każdy, a przynajmniej jej zarys, chociażby dzięki filmowi Wolfganga
Petersena „Troja”. Oczywiście nie wolno całej swojej wiedzy opierać na filmie,
ale nie da się ukryć, że ta historia jest bardzo często inspiracją dla wielu reżyserów
i pisarzy.
Achilles – syn legendarnego króla Peleusa i bogini morskiej
Tetydy. Patroklos – młody książę, poniżany przez swoich rówieśników,
niedoceniany przez ojca. Losy dwójki młodych chłopaków splatają się ze sobą,
gdy Patroklos zostaje wygnany ze swojego miejsca zamieszkania i trafia na dwór
Peleusa. Pomiędzy tą dwójką rodzi się nierozerwalna więź, której nawet bogowie
nie są w stanie przerwać. Wkrótce wyruszają pod Troję, aby podobnie jak wszyscy
wielcy bohaterowie Grecji, odbić Helenę – żonę Menelaosa uprowadzoną przez
księcia Troi – Parysa. Achilles liczy na to, że dzięki tej wojnie spełni się
jego przeznaczenie i zyska wieczną chwałę. Jednak Patroklos i Achilles nie
zdają sobie tak naprawdę sprawy z tego, co tam na nich czeka.
Kłamstwem byłoby powiedzenie, że nie znam tej historii –
znam i to doskonale. Lubię dzieje starożytne toteż tematyka tej książki
wpasowuje się w moje gusta i chociaż doskonale zdawałam sobie sprawę z
zakończenia tej powieści, to i tak czytało mi się ją z przyjemnością. Zastanawiałam
się jeszcze, czy autorka może postanowi nieco zmienić fakty historyczne, ale
trzymała się ich do samego końca. Nie można tutaj więc mówić o
nieprzewidywalnej fabule (chyba, że ktoś faktycznie nic nie wie o słynnym
Achillesie i jego przygodach), ale z pewnością jest to spojrzenie z nieco innej
strony, z punktu widzenia Patroklosa. To on jest narratorem tej powieści, z nim
czytelnik może się zżyć i zrozumieć, co siedzi w jego głowie i sercu.
Pojawia się tutaj sporo bohaterów, chociaż to przepowiednia
dotycząca Achillesa i Patroklosa gra pierwsze skrzypce, a także więź, jaka się
między nimi rozwija. Co do kreacji postaci – jest ona wystarczająca i umożliwia
wyłapanie charakterystycznych cech każdego z nich. Może to dziwne, ale
najbardziej do gustu przypadła mi Tetyda i centaur szkolący chłopców – Chiron.
Sam Achilles ma swoje zasady i stara się ich trzymać, natomiast Patroklosa
odebrałam jako wiecznie zagubionego i niepewnego siebie chłopca, co stanowi
swego rodzaju przeciwieństwo Achillesa. Być może dlatego wywiązała się między
nimi nić porozumienia – potrzebowali siebie nawzajem i dochodziło do
uzupełnienia osobowości.
Niestety, gorzej moim zdaniem było z wizją starożytnego
świata – trochę za mało dokładnych opisów i szczegółów, których wymagam w książkach
historycznych. W tym przypadku wiele ułatwiło mi to, że doskonale pamiętam film
„Troja” i sceny z niego towarzyszyły mi praktycznie przez całą lekturę – a to
przecież nie o to chodzi. Autorka jednak posługuje się bardzo lekkim i
przyjemnym językiem, dzięki któremu książkę czyta się naprawdę wyjątkowo
szybko. Fabuła mimo wszystko wciąga, a w moim przypadku pojawiła się jeszcze
ciekawość – czy pani Miller coś zmieni czy będzie się jednak uparcie trzymać
pierwowzoru. W sumie chyba dobrze, że nie postanowiła wprowadzać jakiś
wariacji, bowiem są takie opowieści, których zmieniać się nie powinno.
„Achilles. W pułapce przeznaczenia” to pozycja dobra, ale
nie ukrywam, że mogło być znacznie lepiej. Madeline Miller pokusiła się na
historię z ogromnym potencjałem, ale jako debiutująca pisarka nie była w stanie
wykorzystać go całkowicie. Książka jest lekka i przyjemna, ale uważam, że pewne
rzeczy wymagają doszlifowania. Choć nie ukrywam, że sprawy emocjonalne i więź
głównych bohaterów była oddana w sposób dobrze widoczny i ciekawy. Mimo
wszystko lekturę oceniam pozytywnie i przymykam oko – w końcu każdy kiedyś
debiutował, a najważniejsze to znaleźć swoją drogę i robić postępy. Wystawiam
ocenę 6/10.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: