"Kołysanka na śmierć" - Carin Gerhardsen


„Kołysanka na śmierć” już od pierwszej chwili wzbudziła moje zainteresowanie. Sam tytuł jest dosyć intrygujący: kołysankę śpiewamy zazwyczaj małym dzieciom, żeby zasnęły. Śmierć to jednak zaśnięcie już na zawsze… Okładka – myśliwski nóż, mnóstwo krwi, obok materiał jednoznacznie kojarzący się z maluchami. Dochodzi do tego jeszcze sam opis, który naprawdę brzmi nieźle. Dlatego z chęcią sięgnęłam po twórczość Carin Gerhardsen.

W Sztokholmie doszło do brutalnego morderstwa. Ktoś z zimną krwią zamordował młodą kobietę i dwójkę jej małoletnich dzieci. Policjanci z posterunku Hammarby rozpoczynają prowadzenie śledztwa, ale pytań jest znacznie więcej niż odpowiedzi. Nawet zgromadzone ślady i analiza w laboratorium kryminalistycznym nie ułatwiają całej sprawy. Brak świadków, brak motywów, brak konkretnych podejrzanych. Rodzi się z tego nie lada zagadka do rozwiązania, bowiem problematycznych pytań nie brak. A morderca musi ponieść konsekwencje swojego brutalnego czynu.

Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, a co więcej, „Kołysanka na śmierć” to trzecia część przygód policjantów z posterunku Hammarby. Nie miałam jednak żadnego problemu w odnalezieniu się w akcji, myślę, że każda książka stanowi odrębną historię, dlatego można je czytać osobno. A przeczytać całkiem warto, ponieważ jest to bardzo przyjemna lektura. Język, którym posługuje się pani Gerhardsen jest lekki i płynny. Widać, że autorka bardzo dobrze czuje się w takiej tematyce i nie ma problemów z pisaniem powieści tego typu. W umiejętny sposób połączyła nieprzewidywalne śledztwo z codziennymi problemami bohaterów. Dopiero w odpowiednim momencie wprowadziła elementy, które pozwalają czytelnikowi odkryć sedno sprawy.

Często miewam tak, że w przypadku powieści tego typu – śledztwo, morderstwo, zabójca – nie przepadam za umieszczaniem w nich rozterek osób, które to śledztwo prowadzą. Odczuwam wtedy wrażenie, że wątek główny schodzi na dalszy plan i powstaje z tego bardziej powieść obyczajowa. Na szczęście pani Carin Gerhardsen potrafiła to naprawdę ładnie ze sobą zgrać. Przyznam, że nawet z lekką przyjemnością poznawałam policjantów i ich życie codzienne. Ważne jest to, że dochodzenie nadal było motywem głównym i nie zeszło na dalszy plan. Akcja toczy się tempem umiarkowanym, ale z pewnością nie jest rozwleczona. Powieść czyta się szybko, zapewne dlatego, że fabuła potrafi nas wciągnąć a styl autorki jest bardzo przyjemny.

Dużym plusem jest nieprzewidywalność i sposób prowadzenia dochodzenia. Tutaj miałam niezłą zagwozdkę, żeby dojść do tego, kto jest winny. Bardzo lubię prowadzić śledztwo wraz z bohaterami i cieszę się, gdy nie idzie mi to zbyt łatwo. Autorka dopiero w odpowiednim czasie ujawnia dodatkowe fakty, dzięki którym wszystko układa się w logiczną całość. Bohaterowie wydali mi się bardzo sympatyczni, dzięki czemu jeszcze milej czytało mi się tę książkę. W tym przypadku wielowątkowość jest zaletą, która w ciekawy i harmonijny sposób urozmaica fabułę. Świetny rozwój akcji, chwile lekkiego napięcia, intrygujące śledztwo, przyjaźni bohaterowie – zdecydowanie są to elementy charakteryzujące „Kołysankę na śmierć”.

Jest to z pewnością książka warta przeczytania. Potrafi nas wciągnąć i wzbudzić nasze zainteresowanie oraz ciekawość. Do mocnych i głębokich kryminałów jej daleko, ale to też nie ten gatunek, więc nie ma co porównywać. Ważne jest to, że powieść pani Gerhardsen zapewnia czytelnikowi rozrywkę i pozwala mu na oderwanie się od realnego świata. Daje nam chwilę wytchnienia i relaksu, mimo że dochodzi w niej do brutalnego morderstwa i ważnym wątkiem jest śledztwo w tej sprawie. Spotkanie z tą autorką uważam za udane i z przyjemnością sięgnę po inne jej książki. Wystawiam 7/10.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...