Tak się czasami
zastanawiam, czy osoby prowadzące śledztwo w sprawie morderstwa zastanawiają
się nad sposobem jego popełnienia. Nie chodzi mi teraz o zbieranie dowodów
itd., raczej o same myśli dotyczące tego, dlaczego sprawca odciął komuś głowę,
oszpecił jego ciało, przeniósł zwłoki do innego miejsca. Czy miało to jakieś
głębsze znaczenie, czy ot tak, takie widzi-mi-się? Cóż, główny bohater „Morza
niegościnnego” chyba nie miał takich rozterek jak ja teraz.
Leochares w końcu
liczył na to, że będzie mógł prowadzić normalne i spokojne życie u boku żony i
synka. Bez wojen, bez spisków i bez polityki. Pech chciał, że w siedzibie
władcy Bosporu doszło do morderstwa ważnej osoby, mianowicie posła, który
przybył do tego miejsca w celu prowadzenia negocjacji. Sprawa jest więc bardzo
poważna, a władca Bosporu wie, że tylko Leochares będzie w stanie odnaleźć
sprawcę. Takim oto sposobem jego plany rozpadają się w drobny mak, zwłaszcza,
że archont jest w stanie posunąć się do wszystkiego, aby Leo wykonał każde jego
polecenie i nie zaprzestał dochodzenia…
„Morze niegościnne”
to moje pierwsze spotkanie z twórczością Jakuba Szamałka. Ponieważ opis
wyraźnie wskazuje na kryminał, to chętnie po nie sięgnęłam. Zupełnie nie
wiedziałam, czego się mam spodziewać, liczyłam na typową lekturę tego gatunku,
nawet przez myśl mi nie przeszło, że te dziwne imiona i nazwy w opisie mają
większe znaczenie. A jednak! Okazało się bowiem, że akcja tej książki toczy się
w starożytności! Było to dla mnie coś zupełnie nowego, jeśli chodzi o powieść
detektywistyczną i powiem szczerze, że nieco ciężko było mi się przyzwyczaić do
tego miejsca i czasu. Owszem, bardzo lubię dzieje starożytne, ale po prostu
nigdy nie spotkałam się z osadzeniem akcji powieści kryminalistycznej w tych
czasach, więc nie za bardzo potrafiłam się w tym odnaleźć.
Muszę jednak
przyznać, że autor naprawdę stworzył coś oryginalnego. Być może chciał przelać
swoje zainteresowania archeologią czy historią na karty powieści… wyszło mu
całkiem nieźle. Przedstawiony przez niego świat jest bardzo wyraźny i dokładnie
oddaje klimat tamtejszych czasów. Na duże uznanie zasługują przypisy, których
jest naprawdę całkiem sporo i znajdują się od razu na dole każdej strony, co
jest ułatwieniem podczas czytania. Nie tylko możemy dokładnie zrozumieć, co
autor miał na myśli, ale nie musimy co chwilę zaglądać na koniec książki, gdzie
zazwyczaj takie rzeczy są umieszczane. Również bohaterowie zostali znakomicie
wykreowani, bardzo łatwo jest ich sobie wyobrazić i ustawić w danym miejscu
książki.
Boli mnie tylko fakt,
że lektura ta charakteryzuje się prostym językiem. A może to tylko moje takie
fanaberie? Jednakże momentami odniosłam wrażenie, że był ten język zbyt prosty,
a pewne wypowiedzi po prostu działały mi na nerwy i budziły mój niesmak. Fakt,
że to sprawia, że książkę szybko się czyta, ale to nie zawsze wychodzi
czytelnikowi na dobre. Jest ona też nieco przewidywalna, może nie jeśli chodzi
o samo śledztwo, ale całą resztę wydarzeń. Natomiast, co się tyczy wątku
kryminalistycznego – w moim odczuciu był on trochę nielogiczny i nie byłam w
stanie sama prowadzić własnego śledztwa, a jest to coś, co naprawdę lubię
podczas czytania kryminałów.
Książka na swoje
plusy i minusy, ale jako całość prezentuje się całkiem nieźle. Na pewno jest to
coś niepowtarzalnego i oryginalnego, a przynajmniej było dla mnie. Dobry
pomysł, niezły potencjał, może minimalnie gorsze wykonanie, ale autor dopiero
rozpoczyna swoją przygodę z pisaniem, więc liczę na to, że będzie coraz lepiej.
Ogółem nie uważam, że czas poświęcony tej lekturze był stracony, bo czytało się
ją całkiem przyjemnie. Ciekawi bohaterowie i fabuła, momentami nawet się
wciągnęłam. Nie jest to pozycja górnych lotów, ale wypada dobrze.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu: