Wszyscy ( no prawie wszyscy, bo zdarzają się wyjątki )
lubią, jak na niebie pojawia się słońce i temperatura wynosi 25 – 30 stopni.
Jest ciepło, jasno, przyjemnie… Od razu mamy przed oczami wizję wakacji,
wylegiwania się na plaży, opalonej skóry. Same plusy, prawda? Któż by pomyślał,
że piękne, jasne słońce może mieć swoją mroczną stronę…
„Słoneczny kataklizm” Lawrence’a E. Joseph’a to pierwsza
jego książka, z którą miałam styczność. Nie wiedziałam, czego mogę się
spodziewać – w jaki sposób autor pisze czy też jakiego języka używa. Jednak ze
wszystkim trzeba się czasem zapoznać, a tytuł wydał mi się niezmiernie
intrygujący. To książka, która przedstawia wpływ naszej wielkiej gwiazdy –
słońca – na naszą planetę i na nas samych. Pewnie zastanawiacie się, jak można
napisać ponad 200 stron o wpływie słońca na nasze życie… a może i się nie
zastanawiacie, ale ja byłam trochę zdezorientowana. Cała książka tylko o tym?
Nie byłam w stanie w to uwierzyć i myślałam, że przeważającą częścią tej
książki będzie zupełnie coś innego – wprowadzenie, odniesienia… a dopiero na
końcu jakaś krótka wzmianka, co do tego wszystkiego ma słońce. No to się
zdziwiłam, bo jest zupełnie na odwrót.
Można tę książkę podzielić na takie 3 zasadnicze części.
Pierwsza dotyczy przeszłości, poznajemy trochę historii ziemi i słońca oraz ich
związku. Druga część to teraźniejszość – czyli jaki wpływ ma na nas owa
gwiazda, co zmienia w naszym życiu, jej pozytywne i negatywne aspekty. No i
trzecia część, jak się zapewne domyślacie – przyszłość. Tutaj autor przedstawia
możliwości wynikające z aktywności słońca. Bardzo ładna i przyjemna konstrukcja
książki, która wprowadza pewną chronologię wydarzeń i logiczność. Brak tutaj
chaosu czy pogubienia się w tym, co pan Joseph chciał nam przekazać. Mimo wszystko
czytając jego dzieło powinniśmy pozostać skupieni, ponieważ nie ukrywam, że
każde zdanie jest tutaj ważne dla zrozumienia całości. Nie możemy sobie
pozwolić na myślenie o niebieskich migdałach, bo po prostu książka do nas
zupełnie nie trafi.
Czy można się dowiedzieć czegoś nowego z owej lektury?
Jestem przekonana, że tak. Całe mnóstwo informacji było mi zupełnie obcych,
dlatego cieszę się, że sięgnęłam po tę pozycję. Lubię poszerzać swoją wiedzę i
horyzonty, a to dzieło literackie nam to umożliwia. Plusem jest także to, że
autor odnosi się do wielu artykułów naukowych, nawet je cytując i analizując.
Widać, że przygotował się do pisania „Słonecznego kataklizmu”, a jego praca nie
poszła na marne. Lubię widzieć oddanie i dopracowanie w tym, co czytam. Te odniesienia
naukowe sprawiają, że książka sama podchodzi po literaturę popularno-naukową,
ale sprawia również, że staje się nieco cięższa i bardziej skomplikowana w
odbiorze. Po prostu ten specyficzny styl naukowy bywa nieco trudniejszy niż
zwykły, prosty język. Chociaż w moich oczach to zaleta takich pozycji, a nie
wada.
Nie chcę Wam przytaczać całkowicie wszystkiego, co zawiera w
sobie ten utwór, bo nie o to chodzi. Na pewno jest on warty uwagi, porusza
ważny temat dotyczący ludzkości i przyszłości naszej planety. Okazuje się, że
słońce odgrywa tutaj znaczącą rolę, a dzięki tej książce jesteście w stanie
przybliżyć sobie owy temat. Myślę, że wiele rzeczy Was zadziwi, zaskoczy, zmusi
do przemyśleń. Poszerzycie swoją wiedzę i poznacie słońce z zupełnie innej perspektywy
niż do tej pory. Warto poświęcić swój czas i skupić się na tej lekturze, żeby
ją w pełni zrozumieć. Ciekawa, odważna, wciągająca, więc polecam każdemu, kto
nie boi się prawdy i poszerzania swoich horyzontów.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu: