„Sekta – niszczy, zniewala, izoluje i nigdy nie zapomina…”
Biorąc pod uwagę wszelkie artykuły w gazetach czy filmy
oparte na faktach, gdzie poznajemy zeznania świadków, którym udało się z sekty
uciec, coś w tych słowach jest. Są prawdziwe. Szczerze aż do bólu. Fanatycy,
którzy zarządzają takim stowarzyszeniem są skłonni posunąć się do wszystkiego,
a ucieczka jest niemal niemożliwa. Z czasem jednak nikt nawet nie myśli o
ucieczce, bo pranie mózgu wykonało swoje zadanie…
Vanessa „Michael” Munroe przyjmuje kolejne zadanie. Prośba
przyjaciela przekonuje ją do odbicia małej
dziewczynki z rąk Wybranych, która 8
lat temu została uprowadzona. Zadanie wymaga nie lada sprytu, inteligencji i
wytrwałości. Informacje to jedno, ale bez odpowiedniego przygotowania i
zaplanowania akcji, zadanie może zostać niewykonane. Munroe musi wniknąć do
świata sekty i w jakiś sposób wydostać dziewczynkę z ich rąk. Dodatkowo stale
prowadzi walkę sama ze sobą, ale nie może pozwolić, żeby cokolwiek przeszkodziło
jej w uratowaniu Hanny. Czy jej się to uda?
Książka wypadła faktycznie całkiem nieźle. Od pierwszych
stron wciąga czytelnika, mimo że potem wydaje się być trochę nużąca, gdyż etap
przygotowań nie obfituje raczej w za ciekawe zdarzenia, chociaż autorka i tak
sprytnie wplotła kilka scen, które podnoszą napięcie. Gdy przebrniemy już przez
ten mniej fascynujący etap powieści, to nie znajdzie się nic, co by nas od niej
oderwało. Są dwie rzeczy, które sprawiają, że czyta się ją jednym tchem –
przystępny i prosty język oraz wciągająca fabuła. Pani Stevens pokusiła się na
dosyć trudny i ciężki temat sekty, który mimo swego okrucieństwa jest ujmujący
i potrafi czytelnika zaciekawić. W miarę dobrze poznajemy świat, panuje w
środku Przystani, chociaż uważam, że było to do zrobienia w sposób jeszcze
lepszy. Łatwiej byłoby to przedstawić oczywiście z punktu widzenia Hanny, i
rzeczywiście, momentami właśnie tak się dzieje, ale to nie o to chodziło w książce.
Ich filozofia i hierarchia została przedstawiona w sposób wystarczający.
Domyślam się, że po prostu ciężko było opisać dokładnie, co tam się dzieje,
skoro w przeważającej części akcja powieści toczy się poza Przystanią.
Ogromnym plusem jest główna bohaterka. Zdecydowanie zalicza
się do kanonu tych postaci, które niezmiernie przypadają mi do gustu. To jedna
z tych kobiet, które potrafią śmiać się wrogowi w twarz i powiedzieć, że zaraz
go zabiją, mimo że to on ma je „na muszce”. Tajemnicza, odważna, nieustraszona,
uparta - silna kobieta, która nie pozwala
sobą pomiatać, a dodatkowo sprytna i inteligentna. Mimo wszystko można
zauważyć, że toczy wewnętrzną walkę z własnymi demonami, ale potraf je
zwalczyć. To właśnie dzięki tej postaci sięgnę po pierwszą książkę pani Taylor Stevenes
– „Informacjonistkę”, która również opowiada pewną historię Miki.
Bardzo przypadł mi do gustu styl autorki – na pozór lekki i
przyjemny, ale kryje się w nim znacznie więcej. Wartka i płynna akcja połączona
jest z elementami rosnącego napięcia, co wiele osób uwielbia w książkach. Nie
jest to pozycja emocjonalna, więc nie liczcie na ckliwe rozczulania się czy też
płacz i wzruszenia. To twarda i mocna książka, w której nie ma miejsca na coś
takiego. Boli mnie tylko trochę to, że zabrakło tutaj nieprzewidywalności, za
mało także było zaskakujący zwrotów akcji, dzięki którym książka zyskałaby w
moich oczach jeszcze więcej. Jednak te drobne minusy kompensowane są dobrymi
opisami, ciekawą osobowością Munroe i jej błyskotliwie analitycznym umysłem.
Po przeczytaniu „Niewinnej” czuję lekki niedosyt. Czegoś mi
tutaj zabrakło, ale mimo wszystko jestem zadowolona z lektury. Niesamowicie
mnie wciągnęła i w sumie ciężko było mi się oderwać od czytania. Jest to z
pewnością pozycja godna polecenia i uwagi, zwłaszcza dla kogoś, kogo ciekawi
tematyka sekty i dla kogoś, kto tak jak ja uwielbia silne i twarde bohaterki.
Faktycznie można ją przeczytać jednym tchem i spędzić z nią dobre chwile. Z
pewnością sięgnę po wcześniejszą książkę tej autorki, a i pewnie po następne,
które się pojawią. Polecam!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu: