„Czym skorupka za
młodu nasiąknie, tym na starość trąci” – bardzo prawdziwe przysłowie. Gdy
jesteśmy dziećmi wszystko łatwiej przyswajamy – nauki, zachowania, wiedzę. Nasz
umysł jest jeszcze czysty i niczym niezmącony, dlatego łatwo można do niego
włożyć nowe informacje. Część z nich będzie kształtowana w dalszym życiu, ale
część zalęgnie się w nas na dobre…
Rin ma jedenaście lat
i jest synem grabarza. Jego matka opuściła ich, gdy Rin był jeszcze małym
dzieckiem, miał około 5 lat. Z racji swojego pochodzenia przez wielu ludzi jest
uważany za gorszego i nieczystego, ludzie się go boją. Ojciec nie wykazuje
większego zainteresowania swoim wychowankiem, potrafi go bić, krzyczeć i
zmuszać do pracy. A Rin nie zna innego życia niż wykonywanie rozkazów. Gdy
tylko nadarza się okazja, ojciec pozbywa się syna, a on stale jest „przerzucany
z rąk do rąk”, aż w końcu trafia pod opiekę Wolnego Kruka – jednego z
najokrutniejszych żołnierzy, o którym krążą różne legendy.
Cóż mogę powiedzieć o
tej powieści… chyba pierwszy raz brakuje mi odpowiedniego słowa na określenie
książki. Niby zwykła powieść o dojrzewającym chłopaku i jego perypetiach, a
jednak jest zupełnie inna niż te, które do tej pory czytałam. A z jakiego
powodu? Do tej pory szukam odpowiedzi. Może dosyć specyficzny styl autorki?
Może po prostu większe skupienie się na przeżyciach i emocjach niż całej
reszcie? Nie wiem sama, wiem tylko, że ta książka jest nieco dziwna, co
oczywiście nie sprawia, że jest zła.
Autorka koncentruje
się przede wszystkim na odczuciach Rina, na tym, jak wszystkie przeżycia
oddziaływają na niego i zaczynają kształtować jego osobowość i charakter. Wraz
z upływającym czasem, Rin rozwija się i buduje się jego postrzeganie świata.
Jest on zdecydowanie skomplikowanym bohaterem, którego psychika i podejście
silnie na nas oddziałują. Wizja 11-letniego chłopca w takim stanie jest dosyć przerażająca. Jest przyzwyczajony do bólu i strachu, które stały
się dla niego codziennością. Nie potrafi okazać emocji takich jak radość czy
śmiech, ale co gorsza – on nawet nie potrafi uronić ani jednej łzy. Każdy bat
przyjmuje z pokorą, a w swoich zmieniających się właścicielach widzi panów
swojego życia i śmierci. Jest przyzwyczajony do bycia traktowanym jak nic
nieznaczący przedmiot, do czasu, gdy
trafia w ręce Wolnego Kruka. On pokazuje chłopcu inne spojrzenie na świat, co
nie znaczy, że Rin zapomni o wszystkim, co go to tej pory spotkało.
Akcja powieści toczy
się w fikcyjnym Królestwie Eskaflonu. Nie jestem z stanie za dużo Wam o nim
opowiedzieć, gdyż autorka nie skupiała się za bardzo na opisaniu go, podobnie
jak ma to miejsce w przypadku miejsc, do których trafia chłopiec. Oczywiście
mamy na ten temat blade pojęcie, ale nie jest to wizja wystarczająca. Dialogi
nie występują tutaj za często, dlatego mogłoby się wydawać, że każda strona
oddaje nam idealnie świat powieści, ale niestety nie jest tak do końca.
Jednakże znakomicie poznajemy każdą sytuację, która wpływa na Rina, idealnie
poznajemy jego odczucia i charakter, dzięki temu książka zyskuje pewną
unikalność. Chłopiec jest intrygującą postacią, która nie pozwala nam o sobie
łatwo zapomnieć, a Wolny Kruk mimo swojego okrucieństwa potrafimy w nim
dostrzec jego zalety.
Tempo akcji jest
umiarkowane, nie znalazłam momentów, w których by zwalniało czy
przyspieszało. W książce jednak można
znaleźć wiele przerażających scen, kilka zwrotów akcji, ale także można
wyciągnąć z niej kilka morałów. Historia młodego Rina z pewnością daje nam się
we znaki, ponieważ w pewnym stopniu zżywamy się z tym bohaterem i naprawdę robi
nam się go momentami żal i szczerze mu współczujemy. Nie jest to łatwa i lekka
powieść na jeden wieczór, porusza trudną tematykę i jest nieco ciężka w
odbiorze, ale myślę, że warto się z nią zapoznać ze względu na jej odmienność.
Ja nie żałuję, że po nią sięgnęłam, spędziłam z nią całkiem miłe chwile, mimo
że nie do końca trafiła w mój gust.
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu: