Dzisiaj wiara w
demony jest uznawana, po części, za chorobę psychiczną. Gdy ktoś powie „Ej słuchaj,
widziałem demona” to zapewne usłyszy odpowiedź w stylu „idź się leczyć”, „nie
pij więcej”, „zmień dilera albo bierz połówki”. Jednak kiedyś wiara w demony i
inne istoty nadprzyrodzone była czymś normalnym. Z czasem jednak stało się to
tylko fikcją…
Tak naprawdę nie wiemy kiedy i gdzie dokładnie toczy się akcja książki „Dzieci demonów”. Możemy się domyślić, że są to czasy najprawdopodobniej średniowieczne, może trochę późniejsze. Wśród normalnych ludzi żyje potomstwo demonów – pół ludzie, pół demony. Wszystko, co trafi w ich ręce zostaje skażone. Wędrowcy Erin Błogosławionej robią wszystko, aby usunąć to zło z powierzchni ziemi. Ich celem jest pozbycie się każdego półdemona i demona jaki stanie na ich drodze… i nie spoczną póki nie wykonają zadania.
Akcja toczy się w umiarkowanym tempie, nie przyspiesza, nie zwalnia. Język autora jest przystępny i prosty, co sprawia, że książkę czyta się naprawdę bardzo szybko - nawet się nie zauważa, kiedy lecą kolejne strony. Mamy tutaj dwa rodzaje narracji: pierwszoosobową z punktu widzenia Wędrowczyni Erin Błogosławionej oraz trzecioosobową – narratora, jako obserwatora poszczególnych wydarzeń. Fabuła jest wielowątkowa i rozdziały są podzielone na mniejsza fragmenty – z jednej strony to dobre posunięcie, ale z drugiej można się w tym, niestety, bardzo pomieszać i pogubić. Bohaterowie są moim zdaniem trochę nijacy, jakoś ciężko było mi się z kimkolwiek zżyć, czy utożsamić. Może „nijacy” to trochę za mocne określenie, bowiem można w sumie wyróżnić kilka cech poszczególnych bohaterów, jednak ja nie odczułam ich, aż tak mocno.
Na pewno dobrze wyraźna jest tutaj walka wewnętrzna natury ludzkiej i demonicznej u półdemonów. Wiedzą, że są z góry skazani na potępienie i ludzką nienawiść. Wiedzą, że jakaś część ich natury jest zła, a jednak starają się ją odrzucić i normalnie żyć. Muszę także przyznać, że autor miał bardzo ciekawy pomysł i świetnie wykreował cały świat powieści, spokojnie można się w nim zatracić i zobaczyć wszystko na własne oczy. Wystarczy tylko uruchomić wyobraźnię. Jednak jak dla mnie było niestety za mało demonów w książce o demonach – niestety. Chociaż może przesadzam, nie wiem.. takie moje odczucie. I nie chodzi tu o demony jako bohaterów, tylko w znaczeniu ogólnym. Brakowało mi po prostu tego demonicznego zła, intryg, krwi… Za to opisy wioski czy pomieszczeń były bardzo dobre, idealnie oddawały klimat jaki tam panował i łatwo było sobie wszystko wyobrazić. Na szczęście nie występują one w nadmiernej ilości, nie przyćmiewają dialogów. W przeciwnym razie można by się chyba trochę zanudzić.
Tak naprawdę nie wiemy kiedy i gdzie dokładnie toczy się akcja książki „Dzieci demonów”. Możemy się domyślić, że są to czasy najprawdopodobniej średniowieczne, może trochę późniejsze. Wśród normalnych ludzi żyje potomstwo demonów – pół ludzie, pół demony. Wszystko, co trafi w ich ręce zostaje skażone. Wędrowcy Erin Błogosławionej robią wszystko, aby usunąć to zło z powierzchni ziemi. Ich celem jest pozbycie się każdego półdemona i demona jaki stanie na ich drodze… i nie spoczną póki nie wykonają zadania.
Akcja toczy się w umiarkowanym tempie, nie przyspiesza, nie zwalnia. Język autora jest przystępny i prosty, co sprawia, że książkę czyta się naprawdę bardzo szybko - nawet się nie zauważa, kiedy lecą kolejne strony. Mamy tutaj dwa rodzaje narracji: pierwszoosobową z punktu widzenia Wędrowczyni Erin Błogosławionej oraz trzecioosobową – narratora, jako obserwatora poszczególnych wydarzeń. Fabuła jest wielowątkowa i rozdziały są podzielone na mniejsza fragmenty – z jednej strony to dobre posunięcie, ale z drugiej można się w tym, niestety, bardzo pomieszać i pogubić. Bohaterowie są moim zdaniem trochę nijacy, jakoś ciężko było mi się z kimkolwiek zżyć, czy utożsamić. Może „nijacy” to trochę za mocne określenie, bowiem można w sumie wyróżnić kilka cech poszczególnych bohaterów, jednak ja nie odczułam ich, aż tak mocno.
Na pewno dobrze wyraźna jest tutaj walka wewnętrzna natury ludzkiej i demonicznej u półdemonów. Wiedzą, że są z góry skazani na potępienie i ludzką nienawiść. Wiedzą, że jakaś część ich natury jest zła, a jednak starają się ją odrzucić i normalnie żyć. Muszę także przyznać, że autor miał bardzo ciekawy pomysł i świetnie wykreował cały świat powieści, spokojnie można się w nim zatracić i zobaczyć wszystko na własne oczy. Wystarczy tylko uruchomić wyobraźnię. Jednak jak dla mnie było niestety za mało demonów w książce o demonach – niestety. Chociaż może przesadzam, nie wiem.. takie moje odczucie. I nie chodzi tu o demony jako bohaterów, tylko w znaczeniu ogólnym. Brakowało mi po prostu tego demonicznego zła, intryg, krwi… Za to opisy wioski czy pomieszczeń były bardzo dobre, idealnie oddawały klimat jaki tam panował i łatwo było sobie wszystko wyobrazić. Na szczęście nie występują one w nadmiernej ilości, nie przyćmiewają dialogów. W przeciwnym razie można by się chyba trochę zanudzić.
Muszę też wspomnieć o
szacie graficznej – okładka jest po prostu przepiękna! Przyciąga wzrok
czytelnika już od pierwszej chwili, nie ma się co dziwić – naprawdę
mistrzostwo.
Początkowo byłam
trochę zawiedziona, bo spodziewałam się czegoś innego po tej książce, jednak im
dalej czytałam, tym bardziej mi się podobało. Ogólnie książkę oceniam na
całkiem pozytywną, oczywiście są jakieś minusy, jednak całość jest całkiem
niezła. Na pewno mogę polecić ją fanom fantastyki. W sumie można ją spokojnie
przeczytać w jeden wieczór, aby się na chwilę zapomnieć i zatracić w innym
świecie – nie jest to bowiem historia ciężka i skomplikowana.