"Gen Atlantydzki" - A.G. Riddle

 
 
 
Data wydania: 13.04.2016
Tytuł oryginału: The Atlantis Gene
Tłumacz: Zuzanna Byczek
ISBN: 978-83-7686-323-8
Wymiary: 140 x 210 mm
Strony: 559
 Cena: 43,90zł
Seria: Zagadka pochodzenia #1









„Gen Atlantydzki” to książka, z którą mam pewien problem i bardzo mieszane odczucia. Chętnie po nią sięgnęłam, bowiem zafascynowała mnie już w momencie, gdy zobaczyłam jej zapowiedź. Nie da się ukryć, że sam tytuł brzmi niezwykle intrygująco, a dla mnie, genetyka kochającego Atlantydę, wydaje się być czymś niemal idealnym. Jakby tego było mało, naprawdę przepadam za dobrymi thrillerami, które nawiązują do nauki, starożytnych lądów i łączą ze sobą różne tajemnice, dzięki którym czytelnik cały czas pozostaje pobudzony i nie może się oderwać od lektury. Jednak czy „Gen Atlantydzki” spełnił moje oczekiwania?

Tylko częściowo. Nie chcę, żebyście myśleli, że jest to zła książka, bowiem ma kilka zasadniczych zalet, ale też nie brakuje jej pewnych niedociągnięć. Zacznę od samego pomysłu autora na fabułę – jest naprawdę interesujący i charakteryzuje się ogromnym potencjałem, który jednak nie zawsze jest łatwo wykorzystać. Motyw Atlantydy przewijał się już nie raz w literaturze, jest to coś bardzo tajemniczego i intrygującego, czym można pokierować na różne sposoby. A. G. Riddle połączył to z tajną organizacją, która chroni tajemnicę powstania rodzaju ludzkiego, z nazistami, z badaniami nad autyzmem oraz z mutacjami genetycznymi – czyli wybrał wszystko to, co lubię w książkach tego typu. Wszystkie elementy są ze sobą w taki czy inny sposób połączone i nie da się ukryć, że jest to mieszanka wybuchowa, jednak trzeba sobie z nią odpowiednio poradzić – i tutaj pojawiają się pewne zgrzyty.

Książka składa się z trzech części i przykro mi to pisać, ale dopiero trzecia była ciekawa, chociaż nieco zagmatwana. To jest mój pierwszy zarzut wobec autora: czasami ciężko się połapać w informacjach, które podaje. Panuje jeden wielki zamęt, z którego ciężko się wyplątać. Nie wiem, czy jest to kwestia zwiększenia uwagi ze strony czytelnika, bowiem naprawdę starałam się czytać tę lekturę w ogromnym skupieniu, ale do tej pory nie jestem całkowicie pewna, kto był kim i jaką rolę miał do odegrania w tej historii. Chwilami byłam całkowicie zagubiona, jeżeli chodzi o rozgrywające się wydarzenia – a to z pewnością nie ułatwiło mi zrozumienia całości, chociaż mój umysł sam starał się wszystko poskładać w logiczną opowieść. Czy mu to wyszło zgodnie z zamysłem autora? Tego nie wiem. 

Wracając do tego podziału na części… trzecia była ciekawa, naprawdę. Natomiast pierwsza i druga były nieco rozwleczone (bardzo nie lubię tego słowa, ale nie potrafię znaleźć lepszego, które odpowiednio by to opisywało) – brakowało tutaj dynamiki i odpowiedniego napięcia, bowiem nie raz myślałam o tym, aby odłożyć książkę na półkę i już do niej nie wracać. To, co można było z odpowiednim rozmachem opisać na kilka stron, autor rozbił na rozdziały, co po pewnym czasie stało się po prostu męczące. Uwielbiam mocne książki, w których bohaterowie muszą się zmierzyć z nie lada wyzwaniami, są zmuszani do szybkiego podejmowania trudnych decyzji, a tempo akcji nie pozwala na ani jedną chwilę znużenia. Niestety, tutaj to tempo było za wolne i nie jest to kwestia tego, że lekturą należało się delektować. Tutaj po prostu brakowało energii!

Ostatnie rozdziały, czyli właśnie ta słynna trzecia część, nieco podniosły moją opinię na temat tej książki. Gdyby nie one, moja recenzja byłaby raczej negatywna, ale mam nadzieję, że w kolejnym tomie otrzymam już konkretnie to, czego oczekuję. Do tej pory zapoznałam się ze świetnym pomysłem, którego elementy idealnie wpasowują się w moje gusta, teraz brakuje tylko perfekcyjnego wykonania – może nawet nie perfekcyjnego, ale zdecydowanie jest kilka rzeczy, które autor powinien dopracować – przede wszystkim dynamikę, tempo akcji i budowanie napięcia, ale również kreację bohaterów, bo byli po prostu niewyraźni. Natomiast chwała mu za wyobraźnię i pomysłowość. 

Chciałabym móc stwierdzić, że czuję się mocno zaintrygowana twórczością A. G. Riddle’a, ale tak nie jest. Mimo że zapowiadało się na to, że będzie to książka niemal idealna, to do takowej wiele jej brakuje. Owszem, tematyka wspaniała, ale czuję spory niedosyt, naprawdę spory… Nawet po zakończeniu spodziewałam się czegoś więcej, czegoś co rzuci mnie na kolana i sprawi, że już nie będę się mogła doczekać kolejnego tomu. Owszem, zapewne spróbuję się z nim zapoznać, z czystej ciekawości i sympatii do pomysłu, ale jeżeli mnie nie urzeknie i autor powtórzy błędy z pierwszego tomu, to nie sądzę, abym chciała go doczytać do końca. 


W SKRÓCIE:

"Gen Atlantydzki" to świetny pomysł, ale gorsze wykonanie. Brakuje tutaj energii i dynamiki, czasami łatwo się zaplątać w tym, co oferuje autor, a bohaterowie są mało wyraziści. Chwilami czytanie tej książki jest po prostu nużące, ale z kolei może stanowić ona zaledwie wstęp do głębszej i bardziej porywającej historii.

DLA KOGO?

Ciężko mi to stwierdzić. Jeżeli czujecie się zainteresowani fabułą, to powinniście spróbować. Być może Wy dostrzeżecie w niej coś więcej.

Etykiety

Pokaż więcej

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Do what you love!

Do what you love!