TOP5: Ulubione książki

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z pierwszą listą top na tym blogu ;) I stwierdziłam, że ponieważ jest to start z tego typu postami, to przedstawię Wam pięć moich ulubionych pozycji książkowych, które nie wliczają się do żadnych serii. Tym poświęcę osobny top :)


1. "Wichrowe wzgórza" - Emily Bronte

Wiem, że zazwyczaj zarzekam się, że nie lubię romansów i po nie nie sięgam. I przyznam bez bicia, że Wichrowych wzgórz nigdy nie miałam w planach. Właściwie to moja mama dała mi swój egzemplarz, taki już dosyć leciwy, książka z duszą, i powiedziała: "Przeczytaj, zobaczysz, że Ci się spodoba." A co ja na to? "Mamo, serio? Romans jakiś? Ja i romans?" Ale ponieważ moja mama wie o mnie rzeczy, o których inni nie wiedzą, to uśmiechnęła się tylko i powiedziała "Czytaj". I jejku, to był strzał w dziesiątkę! Ta książka jest dla mnie czymś cudownym, sentymentalnym i zawsze będę do niej wracać. Stała się dla mnie pewnym symbolem, a cytaty znam na pamięć. Poruszyła mnie do głębi i wystarczy, że tylko sobie przypomnę postać Heathcliffa i jego historię... od razu łzy napływają do oczu. Sama byłam w szoku, że dałam się tak porwać, ale pozycja ta utrzymuje się na pierwszym miejscu moich ulubionych książek już od lat.


2. "Ojciec chrzestny" - Mario Puzo

Cóż, klimat mafii - mój klimat. Od dzieciaka coś mnie do tego ciągnęło, a zaczęło się od gry komputerowe "Mafia: The City of Lost Heaven". A jak dorosłam i zaczynałam się uzależniać od książek, to trafiłam na książki pana Puzo. Długo nie czekałam - zabrałam się za "Ojca chrzestnego", a potem kolejne jego powieści i pozostaję wierną fanką tego autora. Książka ta jest dla mnie pięknym obrazem tego, jak ludzie rządzą innymi ludźmi, jak trzeba sobie radzić w pewnych sytuacjach, że życie to nie bajka i wiecznie musimy się z nim mierzyć. Jest w niej całe mnóstwo morałów: trzeba być silnym, żeby się wybić, trzeba być sprytnym i inteligentnym, kochać rodzinę i nie zdradzać przyjaciół.




3.  "Ubik" - Phillip K. Dick

Właściwie to uwielbiam praktycznie każdą książkę tego autora, ale "Ubik" wybitnie zapadł mi w pamięci. Dlaczego? Bo to, co ta książka ze mną zrobiła, jest wręcz nie do opisania. Wessała mnie i całkowicie porwała, ale to nawet nie o to chodzi. Stan mojego umysłu podczas czytania i po zakończeniu lektury... coś obłędnego. W ogóle nie wiedziałam, co się dzieje, gdzie jestem i dlaczego. Normalnie jakbym się czegoś naćpała - to jest właśnie dowód na to, że książki to narkotyki. "Ubik" zdecydowanie robi coś z człowiekiem, ale nie mam pojęcia co... to był totalny schiz i nigdy więcej żadna książka tak na mnie nie podziałała.







4. "Intruz" - Stephenie Meyer

Fanką "Zmierzchu" nigdy nie byłam, ale nie uważałam też tej serii za jakieś nieporozumienie. Osobiście uważam, że to ekranizacje trochę zniszczyły jej wizerunek. Jednak bardzo chętnie sięgnęłam po inny gatunek literacki, za który zabrała się pani Meyer i bardzo mi się spodobał! Pomysł był znakomity i dopracowany, fabuła wciągająca a bohaterowie zyskiwali sympatię. Było w tej książce coś oryginalnego i w sumie nadal jest. Cieszyłam się, że pani Meyer postanowiła napisać coś takiego, bo jej styl jest całkiem dobry. "Intruz" mnie pochłonął, stałam się częścią tej historii, zżyłam się z bohaterami i przyznam, że nie raz uroniłam łzę. Emocjonalna i poruszająca, dająca do myślenia i zdecydowanie warta przeczytania. Nie należy się kierować tym, że to ta sama autorka, co od święcących wampirów.




5. "Mistrz i Małgorzata" - Michaił Bułhakow

Ta okładka jest cudowna! Ale okej okej, my nie o tym...
Mimo że w liceum byłam na bio-chemie, to i tak mieliśmy polski nieco rozszerzony i jedną z naszych lektur był właśnie "Mistrz i Małgorzata". I całe szczęście, bo jak dla mnie to najlepsza lektura ever! Miałam tylko problem z przebrnięciem przez rozdział o Poncjuszu Piłacie, ale tak to książka jest znakomita. Może i trochę ciężka, nie czyta się jej tak lekko i przyjemnie jak współczesną beletrystykę, ale jednak jest warta uwagi. Można się zatracić, a postać Wolanda jest niezwykle intrygująca! Poza tym, cóż innego może urzec kociarę taką jak ja, jak nie cudowna postać kota Behemota? Zdecydowanie zapadająca w pamięć książka, do której z pewnością powrócę. Tym bardziej, że mam właśnie to magiczne wydanie z tą przepiękną okładką.





No i co Wy na to? :) Bo ja uważam, że rozbieżność gatunkowa jest ogromna i lekko absurdalna, ale cóż zrobić :)

I pytanko do Was: jakie inne posty tego typu, poza TOP, widzielibyście na tym blogu? :)


Etykiety

Pokaż więcej

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Do what you love!

Do what you love!