"Przegląd końca świata: Feed" - Mira Grant

http://www.wsqn.pl/ksiazki/przeglad-konca-swiata-feed/

Prawda może Cię zniszczyć. Prawda może Cię zranić. Prawda może Cię zabić. Tak… jakby na to nie patrzeć, tak to właśnie wygląda. Czasami życie w niewiedzy jest dużo lepsze. Bo nie raz autentyzm może całkowicie zmienić nasz pogląd na świat. Coś, w co od zawsze wierzyliśmy, coś, co zawsze nam wpajano jako jedyną ważną zasadę i prawidłowość, może okazać się jednym wielkim fałszem. I co wtedy? Wasz świat zaczyna się walić na łeb na szyję. Z drugiej jednak strony… może to być wyzwalające.

Hura! Udało nam się pokonać chorobę, która zabiera z naszego świata coraz więcej ludzi rocznie. Rak opanowany, mamy pewność, że nikt już nie zachoruje na żaden nowotwór. Piękna wizja… jednak wszystko ma swoje plusy i minusy. Minusem jest nowy wirus, który jest gorszy od transformacji nowotworowej. Rozprzestrzenia się w ludzkim organizmie w zawrotnym tempie, a człowiek zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością. Na czym polega problem? Na tym, że nie umiera – pozostaje żywy. No, przynajmniej w pewnym sensie. Georgia i Shaun Masonowie są dziennikarzami. Los dał im niezwykłą szansę – są na tropie konspiracji, która prawdopodobnie jest odpowiedzialna za wszystkie obecne wybuchy infekcji. A przecież „prawda musi wyjść na jaw, nawet jeśli jest śmiertelna”.

Zombie, zombie, zombie… dlaczego? Ja nie lubię zombie. Jakoś mało mnie kręcą książki z tym motywem. A tu na dodatek powieść polityczna, błagam! Ja i polityka? Porażka na całej linii. Zrobiłabym jednak ogromny błąd, gdybym w końcu się nie skusiła na książkę Miry Grant. Przyznaję – motyw nie w moim stylu, ale jednak ta powieść mnie całkowicie pochłonęła! Jakub Ćwiek bardzo ładnie to ujął – „Zainfekowała mnie!”. Zgadzam się z nim w 100 %. Ta książka jest jak wirus. Zaczniesz od pierwszej strony i nawet nie zauważysz kiedy znikniesz dla świata – będzie się liczyło tylko czytanie.

Właściwie nie ma się co dziwić – świetny pomysł na fabułę to jedno, ale jeszcze lepsza realizacja robią swoje. Historia jest przedstawiona niezwykle szczegółowo i dokładnie. Mira Grant włożyła w swoją pracę całe serce, co jest widoczne już na pierwszy rzut oka. Dopracowanie to coś, co wybitnie cenię w książkach. Tutaj nie mam się naprawdę do czego doczepić. Przedstawione zostało wszystko – skąd się wziął wirus, jak działa, technologia zabezpieczeń, hierarchia nowego społeczeństwa. Znakomity styl autorki też robi swoje – dojrzały język, który tak idealnie pasuje do klimatu i atmosfery, że aż ciężko w to uwierzyć. Akcja toczy się właściwie dosyć powolnie, a mamy tutaj aż 490 stron tekstu, jednak zaufajcie mi, jak już przyjdzie czas na ten moment, w którym adrenalina ma nam podskoczyć, to zdecydowanie wskoczy na najwyższy poziom. Nie brak tutaj scen, w których wydarzenia wbijają nas w fotel.

Bohaterowie są znakomicie wykreowani. Najlepiej poznajemy Georgię, ponieważ to ona jest narratorką całej historii. Bardzo oryginalna i ciekawa postać. Jej brat Shaun nieco się od niej różni, ale to właśnie jego słowa wywołują uśmiech na naszej twarzy. On wprowadza element humoru do historii pełnej tragizmu i intryg. W przypadku pozostałych charakterów jest równie dobrze – każdy z nich posiada widoczne tylko dla niego unikalne cechy. Ważnym elementem jest stała walka o prawdę, którą toczy rodzeństwo. Chcą poznać wszystkie fakty, są profesjonalistami, nie cofną się przed niczym, aby odkryć, kto jest odpowiedzialny za wybuchy epidemii. Georgia ma niezwykle analityczny umysł, to ona jest odpowiedzialna za planowanie i zawsze ma plan B, gdyby A nie wypalił. Shaun to raczej wykonawca, ale nie można mu zarzucić braku inteligencji.

A teraz najważniejsze… nieprzewidywalność! To, że autorka nie oszczędza swoich bohaterów to jedno, ale zrobiła coś, czego nigdy w życiu bym się nie spodziewała. Nie mogę Wam zdradzić, o co mi chodzi, bo wtedy już leżycie – cała przyjemność z czytania wybiera się na spacer i nie wraca, jednak jestem pewna, że Was to również zszokuje. Zrobiła coś, z czym nie spotkałam się jeszcze ani razu. Do tej pory nie wierzę, że tak wszystko się potoczyło… Po prostu to, co działo się już pod koniec książki wbiło mnie w stan niedowierzania i melancholii. Nie jestem w stanie opisać uczucia, które towarzyszyły mi podczas jednej sceny. To jest właśnie to coś, co sprawiło, że książka zyskała – szereg różnych emocji, które wzbudza w czytelniku. Miesza mu w głowie, porusza do głębi i nie daje o sobie zapomnieć.

Ogłaszam wszem i wobec, że „Feed” to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam. Świetny pomysł i wykonanie, autorka poradziła sobie ze zbudowaniem odpowiedniej atmosfery, stworzyła niesamowitych bohaterów, a przede wszystkim – napisała historię, która szokuje i wbija w fotel. Historię, która zapada w pamięci. Historię, która sprawia, że chcemy więcej, mimo tego, że po zamknięciu książki ogarnia nas dziwne uczucie i ciężko nam się pozbierać. Wielkie uznanie dla Miry Grant, że coś, czego nie lubię, stało się dla mnie wybitnie dobrą lekturą. Wystawiam 10/10.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

wsqn.pl

Etykiety

Pokaż więcej

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Do what you love!

Do what you love!