"Shatter me" - Tahereh Mafi



Każdy z nas nie raz czuł potrzebę izolacji. Każdy z nas nie raz czuł się odosobniony. Czasem są takie dni, gdy po prostu potrzebujemy być sami ze sobą. Pragniemy odgrodzić się od świata i na chwilę zapomnieć o wszystkim. Jednak po takiej chwili słabości wracamy do normalnego życia. Wszystko jest takie, jakie było przedtem… a co jeśli nie mamy możliwości takiego powrotu?

Juliette została zamknięta w odosobnieniu 264 dni temu. Tylko ona, 4 ściany i jej notes. Rodzice się jej wyrzekli. Rówieśnicy wyśmiewali. Juliette nie ma nikogo. Tak naprawdę nigdy nikogo nie miała. Ponieważ Juliette myśli, że jest potworem. Potworem, którego dotyk sprawia, iż ludzie umierają. Jednak niektórzy uważają to za dar, potężny dar, który chcą wykorzystać. Chcą zrobić z Juliette broń, ale ona jest temu przeciwna. Dziewczyna nie chce nikogo ranić, nie chce nieść ze sobą śmierci do każdego miejsca, w którym się pojawi. Po 264 dniach odosobnienia zostaje jej przydzielony współlokator, na dodatek chłopak. Jak Juliette poradzi sobie z nowym towarzyszem, a także z planami, jakie mają wobec niej inni? Na pewno nie będzie to łatwe.. nie dla niej.

Do przeczytania tej książki najbardziej zachęcił mnie trailer. Jest po prostu obłędny i wiedziałam odkąd tylko go zobaczyłam, że muszę tę książkę dorwać w swoje ręce. Naprawdę byłam niesamowicie nakręcona na tę historię. Dlaczego? Może dlatego, że wydała mi się bardzo oryginalna. 17letnia dziewczyna całkowicie odrzucona przez społeczeństwo, nie wiadomo czy ze strachu czy z nienawiści… A dodatkowo jej umiejętność – śmiertelność jej dotyku. Brzmiało naprawdę ciekawie i takie też się okazało.

Świat w tej książce jest pełen okrucieństwa, pełen złamanych zasad. Pokazuje jak ciężkie może być życie każdego człowieka, że trzbea dokonywać ciężkich wyborów, które nie raz niosą za sobą poważne konsekwencje. Akcja toczy się w umiarkowanym tempie, raz niesamowicie przyspiesza, aby już za moment zwolnić i uspokoić emocje czytelnika. Tak więc mamy tu sytuacje pełne napięcia, ale także pełne spokoju, które pozwalają nam odetchnąć. Myślę, że zdecydowanie najlepszy jest początek książki, a także zakończenie. Środkowa część momentami może nużyć, ale można to zlekceważyć. Narracja jest pierwszoosobowa, oczywiście z punktu widzenia głównej bohaterki. Umożliwia nam to dokładne poznanie jej uczuć i rozterek. Muszę przyznać, że świetnie jest przedstawione jej zagubienie, niepewność, strach.. każde uczucie, które towarzyszy Juliette, towarzyszy też czytelnikowi. Autorce znakomicie udało się odwzorować zachowanie osoby, która siedziała w zamknięciu długi okres czasu. Same myśli Juliette, jej zachowanie.. naprawdę świetna robota! Nawet późniejsza próba dostosowania się do nowej sytuacji i otoczenia jest stopniowa, widać, że Juliette nie do końca wszystko pojmuje. Także jej późniejsza radość jest opisana w sposób pasujący do osoby, która niedawno wyszła z azylu. Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów to o nich krótko: Adam jest całkiem przyjemnym chłopakiem, opiekuńczym i troskliwym. Z drugiej strony widzimy jego zawziętość i odwagę. Warner – mimo że to czarny charakter tej powieści, to przypadł mi do gustu, a to dlatego, że większość jego kwestii była świetna, taka życiowa. Myślę, że człowiek taki jak on okazałby się ciekawym charakterem, niekoniecznie dobrym, ale na pewno ciekawym i interesującym.
W sumie pomysł na fabułę ostatnimi czasy oklepany – świat po zagładzie, nowy podział społeczeństwa, walka rebeliantów z władzami. Jednak autorka dodała do tego sporo swoich pomysłów, co sprawia, że książka nabiera czegoś świeżego i nowego. Cieszę się, że cukierkowa miłość nie jest głównym wątkiem, tylko schodzi na dalszy plan. Stanowi dopełnienie historii, a nie motyw przewodni. Język jest prosty i naturalny, jednak czytałam to oczywiście w oryginale po angielsku, więc nie wiem jak będzie z polskim tłumaczeniem, ale myślę, że nie powinno być źle. Możemy tutaj znaleźć wiele wątków takich jak chęć władzy, walka z samym sobą, lojalność czy oddanie, a nawet odrzucenie i strach. Są takie momenty podczas czytania, gdy serce podchodzi do gardła i czytamy w dużym napięciu.

Ale znalazły się także rzeczy, które mnie denerwowały. Mianowicie trochę męczące były powtarzające się dialogi i wypowiedzi. Nie mam na myśli, że było słowo w słowo skopiowane, ale sens był ten sam. Naprawdę trochę ciężko mi się czytało po raz kolejny to jak Juliette kłóci się z Warnerem… Na szczęście potem czegoś takiego już nie było. Niektóre rzeczy były też zbyt proste, brakowało mi tu jakiejś większej intrygi, chociaż nie powiem, były chwile zaskoczenia.

Podsumowując, największym plusem tej książki jest zdecydowanie przedstawienie odczuć Juliette. Nie wiem skąd autorka potrafiła tak idealnie opisać zachowanie odizolowanej osoby, ale naprawdę chylę czoła. Historia jest na pewno w pewnym stopniu wciągająca i fascynująca, można się zatracić, albo też nieźle zeschizować, zwłaszcza na początku. Te drobne minusy, które wymieniłam nie wpływają na moją całkowitą ocenę książki, którą uważam za bardzo przyjemną i miłą lekturę.


A tutaj trailer tej książki, który przyciągnął moją uwagę:




A ogólnie to się rozchorowałam i strasznie mi się to niepodoba. Moje gardło umiera...

Etykiety

Pokaż więcej

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Do what you love!

Do what you love!