środa, 31 sierpnia 2016

Podsumowanie sierpnia + stosik


Witajcie Kochani! Wakacje dobiegły końca, choć osobiście nie robi mi to różnicy, gdyż teoretycznie przede mną jeszcze miesiąc... Jednak nie do końca. Były to teoretycznie moje ostatnie wakacje w życiu i w sumie bardzo krótkie, gdyż obronę magistra miałam dopiero na koniec lipca. Jednak cały sierpień postanowiłam wypoczywać i regenerować siły, nawet się lekko rozleniwiłam. Teraz wracam do formy, bowiem od września rozpoczynam staż w firmie biotechnologicznej, mam też rekrutację na studia doktoranckie - a jak dobrze pójdzie, to od października będę doktorantką :)

Pingwiny! :D
Sierpień był w sumie całkiem udany. Wybrałam się do Krakowa do ZOO, chociaż przyznaję, że szału nie ma. Ładne miejsce, zadbane, ale bardzo mało okazów. Numerem jeden pozostaje dla mnie ZOO w Gdańsku, a tuż po nim ZOO we Wrocławiu. Oba te miejsca serdecznie polecam. Następnie spędziłam ponad tydzień nad morzem, które osobiście uwielbiam. Pobyt tam zawsze dodaje mi sił i mówię Wam, jeszcze tam kiedyś zamieszkam! Jednak Ustronie Morskie to bardzo nieprzyjazne wegetarianom i weganom miejsce... Za to jeżeli będziecie kiedyś w Kołobrzegu to serdecznie polecam knajpę Vege Art Cafe! Pogoda była w kratkę, ale właściwie nie narzekam. Było miło i przyjemnie! I to właśnie w tej podróży nad morze oraz w trakcie pobytu tam udało mi się sporo przeczytać :D



Oto lista wszystkich przeczytanych w sierpniu pozycji:
1. Darth Maul. Łowca z mroku - Michael Raves - 232 strony
2. Tradycyjna medycyna chińska - Georg Weidinger - 560 stron - recenzja
3. Złodziejska gra - Roger Hobbs - 368 stron - recenzja
4. Wyśnione miejsca - Brenna Yovanoff - 360 stron - recenzja
5. Przyszła na Sarnath zagłada - H.P. Lovecraft - 632 strony - recenzja
6. To nie jest dieta - Anna Gruszczyńska - 240 stron - recenzja
7. Alchemia snów - Ted Andrews - 312 stron - recenzja
8. W obcej skórze - Sarah Hilary - 554 strony - recenzja
9. A Court Of Mist And Fury - Sarah J. Maas - 640 - recenzja wkrótce
10. Ognisty pocałunek - Jennifer L. Armentrout - 496 stron
11. Arktyczny dotyk - Jennifer L. Armentrout - 400 stron - recenzja
12. Rok szczura. Widząca - Olga Gromyko - 488 stron - recenzja wkrótce
13. Przeklęta - Iga Wiśniewska - 320 stron - recenzja wkrótce
14. Dziewczyny w ogniu - Robin Wasserman - 480 stron - recenzja wkrótce
15. Nobliwy proceder - Philippa Gregory - 392 stron - recenzja
16. Zielone kosmetyki - Gabriela Nedoma - 380 stron - recenzja
17. Kuchnia Raw Food - Tanya Maher - 276 stron - recenzja
18. Życie Pi - Yann Martel - 341 stron
19. Posłuszeństwo - William Lavender - 352 stron
20. Moje serce i inne czarne dziury - Jasmine Warga - 312 stron - recenzja wkrótce

Łącznie daje to 8135 stron, czyli dziennie około 262 stron :) Chyba pobiłam rekord w tym roku! :)

Najlepsze książki: Złodziejska gra, ACOTAR
Najgorsze książki: Trochę się zawiodłam na Łowcy z mroku...
Miłe zaskoczenie: Życie Pi, Przeklęta
 
Właściwie muszę przyznać, że czytelniczo ten miesiąc był naprawdę udany. Poza Łowcą z mroku, po której spodziewałam się po prostu czegoś innego, żadna książka mnie nie zawiodła, a jak widać, było też kilka miłych zaskoczeń. Dzisiaj zapewne rozpocznę lekturę Dobrej matki autorstwa Małgorzaty Rogali, ale pewnie zaliczy się to już na poczet września. 
A teraz pora na to, co wszyscy lubimy najbardziej! Stosisko! :D W tym miesiącu może nie takie wielkie, ale i tak piękne!


Mumie, Poszukiwacze gatunków oraz Necronomicon to zakup własny, dokonany w Dedalusie w Krakowie. Kolejne trzy pozycje, czyli Super Zielone, Skóra Pełna Blasku oraz Chia to egzemplarze recenzenckie od wydawnictwa Illuminatio. Ogniem pisana to zakończenie znakomitej trylogii, które otrzymałam do recenzji od Domu Wydawniczego Rebis. Diabelska gra, Wstyd, Moje serce i inne czarne dziury - egzemplarze recenzenckie od Burda Książki. Przeklętą Igi Wiśniewskiej dostałam w ramach nowo nawiązanej współpracy z wydawnictwem Lucky. Dobra matka i Mechaniczny to książki od księgarni selkar.pl - w ramach pisania unikalnych recenzji dla nich. No i nowość od Anety Jadowskiej, od wydawnictwa SQN do recenzji. 

Ale to jeszcze nie koniec. Zrobiłam sobie powyższe zdjęcie, zrobiłam herbatę i zabrałam się za pisanie podsumowania... A tu słyszę pukanie do drzwi. Kurier! :D Przyniósł jeszcze jedną paczkę od Domu Wydawniczego Rebis, a w niej Furia ludzi Północy oraz Czerwień :)


Z ogłoszeń parafialnych: na fanpage'u na FB czeka na Was konkurs z niespodzianką! :)

A jak Wam minął sierpień? :)

wtorek, 30 sierpnia 2016

"Nobliwy proceder" - Philippa Gregory

https://publicat.pl/ksiaznica/oferta/beletrystyka-historyczna/nobliwy-proceder





Data wydania: 15.06.2016
Tytuł oryginału: A Respectable Trade
Tłumacz: Urszula Gardner
ISBN: 978-83-245-8220-4
Wymiary: 155 x 230 mm
Strony: 392
 Cena: 39,90 zł
 
 
 
 
 
 
 
 
Nobliwy proceder był moim drugim spotkaniem z twórczością Philippy Gregory. Swoją przygodę z tą autorką rozpoczęłam jakiś czas temu od powieści Czarownica, która bardzo przypadła mi do gustu. Dlatego chętnie zrobiłam kolejny krok i sięgnęłam po jej najnowszą powieść, która ukazała się na polskim rynku wydawniczym. Choć teoretycznie rzadko  sięgam po powieści tego typu, osadzone w takich realiach i w takim okresie czasu, to czasami po prostu coś mnie do nich ciągnie. A pokusie chyba najlepiej jest po prostu ulec!

Akcja powieści rozgrywa się w XVIII wieku w przeżywającym rozkwit Bristolu. Władza należy praktycznie do grupy najzamożniejszych kupców, dzięki którym Bristol może się rozwijać. Jednym z nich jest Jozjasz Cole, który zajmuje się handlem cukrowym, posiada kilka statków handlowych i jest gotowy wiele poświęcić, aby zapewnić sobie odpowiednią pozycję w społeczeństwie. Jednakże okazuje się, że pieniądze nie są jedynym elementem do tego potrzebnym. Każdy szanujący się mężczyzna powinien ożenić się z ustosunkowaną kobietą, którą w jego odczuciu jest Frances Scott. Dla niej wyjście za mąż jest najlepszym rozwiązaniem, gdyż na horyzoncie nie pojawiają się lepsze perspektywy przyszłości. Wkrótce okazuje się, że jej nowy mąż handluje nie tylko cukrem, ale również ludźmi. 

Podziwiam Philippę Gregory za ta wierne odwzorowanie realiów dawnych lat. To naprawdę niesamowite, w jak barwny i plastyczny sposób ta autorka tworzy miejsca, w których rozgrywają się opisywane przez nią wydarzenia. Dzięki jej twórczości można się przenieść nie tylko do innego miejsca, ale również do innego czasu, a to zdecydowanie jedna z mocniejszych stron tej powieści! Prawidłowe przedstawienie klimatu tamtych czasów, zachowania ludzi, praw w nich obowiązujących – to wszystko jest niezbędne do tego, aby odpowiednio zrozumieć zaprezentowaną historię, wczuć się w nią i dać się porwać historii Frances, bo w moim odczuciu to ona jest tutaj główną bohaterką. 

Już sam tytuł częściowo wskazuje na to, czego możemy się spodziewać po fabule. Proceder definiowany jest jako działanie niosące korzyści jednej stronie, jednak odbywające się niezgodnie z zasadami moralnymi czy obowiązującym prawem. W tym przypadku sprawa dotyczy niewolnictwa i traktowania ludzi jako towar, nic więcej. Autorka naprawdę doskonale przedstawiła tę problematykę. To niesamowite, że dawniej ludzie traktowali innych ludzi jako przedmioty, rzeczy na sprzedaż, coś, czego można się pozbyć ot tak. Jozjasz Cole i jego siostra, która razem z nim prowadzi firmę handlową, nie widzą w przybyszach z Afryki ludzi. Widzą tylko zysk, ale pech chce, że trzeba ich odpowiednio wyszkolić na niewolników. Oczywiście jak najmniejszym kosztem. Są trzymani w nieludzkich warunkach i traktowani w okrutny sposób. Dopiero Frances dostrzega drugą stronę medalu i pragnie to zmienić. 

Dopełnieniem tej historii o niewolnictwie jest zakazany romans, jaki wywiązuje się pomiędzy Angielką i Afrykańczykiem. Frances dostrzega w jednym z niewolników, w Mehuru, dobrego człowieka. Widzi, że to nie są towary, tylko ludzie tacy jak ona. Wierzy, że każdy z nich zasługuje na lepszy los. Wierzy, że można to zmienić, choć trzeba przyznać, że otaczający ją świat temu zaprzecza. W pewnym sensie sama stała się więźniem, gdy tylko wyszła za mąż. Sama kreacja bohaterów jest moim zdaniem wystarczająca, aby wyrobić sobie opinię o każdym z nich. Mehuru jest wierny swojemu pochodzeniu, to oddany i honorowy człowiek oraz przyjaciel. Frances to nieco zagubiona kobieta, o dobrym sercu i duszy, której nieco brak odwagi, aby sięgnąć po to, czego pragnie. Jej mąż, Jozjasz, dąży tylko do tego, aby odpowiednio ustawić się w społeczeństwie. Mimo że w moim odczuciu jest po prostu tchórzem, który boi się tego, co mogą powiedzieć o nim ludzie. Dlatego płynie z prądem, czasami nawet nie zastanawiając się nad tym, co robi i dlaczego. Jego siostra, Sara, jest kimś w rodzaju „wrednej francy” tamtych czasów.

Nobliwy proceder jest dobrze skonstruowaną książką, która potrafi poruszyć czytelnika. Skupia się na naprawdę istotnym w tamtym okresie problemie i prezentuje go w bardzo dosadny, wręcz dobitny sposób. Autorka w znakomity sposób zaprezentowała realia osiemnastowiecznego Bristolu, dzięki czemu czytelnik może z łatwością zobaczyć oczyma wyobraźni wszystkie rozgrywające się w tej powieści wydarzenia. Philippa Gregory jest już bardzo zaawansowaną pisarką, a jej styl jest niezwykle barwny i plastyczny. Książkę tę czyta się bardzo lekko, potrafi wciągnąć i zmusić do refleksji. Być może fabuła sama w sobie do skomplikowanych nie należy, ale została przedstawiona w sposób idealny. To istna gratka dla fanów tego typu literatury!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

www.publicat.pl

Ogólna ocena: 7/10

niedziela, 28 sierpnia 2016

"Arktyczny dotyk" - Jennifer L. Armentrout

http://www.taniaksiazka.pl/dark-elements-tom-2-arktyczny-dotyk-jennifer-l-armentrout-p-639903.html 



Data wydania: 06.06.2016
Tytuł oryginału: Stone Cold Touch
Tłumacz: Katarzyna Agnieszka Dyrek
ISBN: 978-83-8075-113-2
Wymiary: 130 x 197 mm
Strony: 400
 Cena: 39,90 zł
Seria: Dark Elements #2







Jennifer L. Armentrout zdobyła moje serce serią LUX oraz stworzeniem postaci Daemona Blacka. Bardzo chętnie sięgnęłam po jej kolejny cykl, który tym razem nie jest o przybyszach z innej planety, ale o innych paranormalnych istotach – demonach. Pierwszy tom serii Dark Elements, czyli Ognisty pocałunek, był na swój sposób urzekający – przeczytałam go w mgnieniu oka, spodobał mi się klimat i przedstawiona w nim historia, chociaż nie jestem pewna, czy było to coś nowego. Jednakże na pewno odpowiadało moim gustom czytelniczym, dlatego chętnie sięgnęłam po Arktyczny dotyk. Czy dorównał pierwszej części?

Layla Shaw, pół demon, pół strażnik, próbuje pozbierać się po ostatnich wydarzeniach, które rozbiły jej serce na kawałki. Mimo że jest przy niej Zayne, przystojny, ale nieosiągalny przyjaciel od dziecka, dziewczyna wciąż tęskni za Rothem, następcą diabelskiego tronu. Dodatkowo Ci, których zawsze uważała za rodzinę, czyli strażnicy, zaczynają oskarżać ją o każde zło, które pojawia się w mieście. Abbot, jej przyszywany ojciec, zaczyna widzieć w niej bardziej demona niż strażnika. Zaczynają skrywać przed nią wszystkie sekrety, co wcale nie ułatwia dziewczynie życia – zwłaszcza, że jej moce ulegają zmianie. Niespodziewanie pojawia się Roth, którego słowa mogą odmienić losy Layli. Mimo że dziewczyna w końcu dostaje zakazany owoc, którego pragnęła od lat, cena za jego otrzymanie może się okazać za wysoka…

Książki z tej serii mają piękne, bardzo klimatyczne okładki! Ciężko oderwać od nich wzrok, a to, co dostajemy w środku, jest równie przyjemne. Owszem, jest to kolejna paranormalna historia z nastoletnim romansem w tle, ale chyba każdy z nas lubi czasami zapomnieć o problemach dnia codziennie i zatracić się w takiej przygodzie? No dobrze, może nie każdy, bowiem nie wyobrażam sobie dorosłych ludzi sięgających po tę serię, ale przecież i tak skierowana jest ona głównie do nastoletnich odbiorców. A ja, mimo że nastolatką już nie jestem, i tak chętnie się z nią zapoznałam. Nie urzekła mnie tak bardzo, jak seria LUX, ale z pewnością była to doskonała rozrywka. Nie oczekiwałam niczego więcej. 

Styl Jennifer Armentrout jest mi już dobrze znany, podobnie jak stosowane przez nią triki, co sprawia, że chwilami doskonale wiem, czego mogę się spodziewać – zwłaszcza jeżeli chodzi o romans, to i tak autorce udało się mnie zaskoczyć na sam koniec drugiego tomu. Takie zakończenie z pewnością zachęca do sięgnięcia po trzecią część, która już jest w przygotowaniu. Właściwie muszę przyznać, że historia Layli naprawdę przypadła mi do gustu – chociaż sama jej postać jest dla mnie nieco dziecinna i infantylna, to sama fabuła mi nawet odpowiada. Nie oczekiwałam od tej serii, że zmusi mnie do rozważań czy analizy rozgrywających się wydarzeń – sięgnęłam po nie głównie po to, aby się zrelaksować. Zarówno Ognisty pocałunek, jak i Arktyczny dotyk idealnie sprawdzają się w tej roli. Obie części są utrzymane na tym samym poziomie, a czyta się je lekko i przyjemnie. Ciężko mi ocenić, czy drugi tom jest pod jakimś względem ciekawszy czy bardziej zaskakujący – moim zdaniem jest na równi z pierwszym.

Niestety obawiam się, że książka zupełnie nie przypadnie do gustu osobom, które nie znoszą trójkątów miłosnych. Tutaj jest on właściwie wątkiem równoległym do całej walki, jaką toczą strażnicy z demonami. Demoniczna strona tej serii bardzo mi się podoba, bowiem paranormalny świat stworzony przez Armentrout jest naprawdę dopracowany i konkretny, jest walka, nawiązania do Biblii, Lilith, władca piekieł, rozlew krwi i tajemnica, natomiast romans jest taki, jakich wiele. Layla biega od Zayne’a do Rotha, nie wie, czego chce, a jej rozterki bywają nieco irytujące. Właściwie cała jej osobowość bywa niezwykle irytująca, chociaż pamiętam, że jak pojawiła się zapowiedź tej serii, to miałam nadzieję na silną bohaterkę z pazurem. Layla jest raczej jej przeciwieństwem, co w drugim tomie jest chyba jeszcze bardziej uwydatnione. Natomiast co się tyczy dwóch przystojniaków… zdecydowaniem jestem team Roth.

Arktyczny dotyk to lekka, przyjazna i typowo rozrywkowa powieść, utrzymująca poziom i klimat pierwszej części. Bardzo szybko uporałam się z tymi ponad 500 stronami, dobrze się przy tym bawiłam i nawet nie mam ochoty dokładnie analizować tego, czy pojawiły się tutaj jakieś nieścisłości. Lubię styl Jennifer Armentrout i wiem, że sięgając po jej książki będę się dobrze bawić. Autorka ta w bardzo płynny, barwny i plastyczny sposób przedstawia swoje historie, nie można jej odmówić pomysłowości i dobrego, lekkiego pióra. Myślę, że ta seria z pewnością znajdzie swoich zwolenników i jakoś tak przychodzi mi na myśl, że powinni się z nią zapoznać fani twórczości Cassandry Clare i  Darów Anioła.

 Książkę w okazyjnej cenie możecie dostać tutaj:

http://www.taniaksiazka.pl/dark-elements-tom-2-arktyczny-dotyk-jennifer-l-armentrout-p-639903.html


Ogólna ocena: 7/10

piątek, 26 sierpnia 2016

"W obcej skórze" - Sarah Hilary

http://www.taniaksiazka.pl/w-obcej-skorze-hillary-sarah-p-632791.html




Data wydania: 26.04.2016
Tytuł oryginału: Someone Else’s Skin
Tłumacz: Agnieszka Brodzik
ISBN: 978-83-7976-365-8
Wymiary: 135 x 205 mm
Strony: 554
 Cena: 39,90 zł
Seria: Inspektor Marnie Rome #1







W obcej skórze to kryminał, który chodził za mną już od jakiegoś czasu. Nie wiedząc, co mnie tak mocno przyciąga do tej powieści, wyczekiwałam chwili, kiedy nadarzy się okazja sięgnięcia po nią. I w końcu takowa nastąpiła! Książka okrzyknięta najlepszym kryminałem 2015 roku w Wielkiej Brytanii trafiła w moje ręce, a ja korzystając z urlopu postanowiłam się zagłębić w lekturze – przyszło mi to z ogromną łatwością, bowiem jest to naprawdę dobrze napisany kryminał, który potrafi porwać czytelnika.

Akcja powieści rozgrywa się w ponurym i deszczowym Londynie – idealnym miejscu do popełnienia zbrodni. Marnie Rome i jej partner Noah Jake zostają wezwani do ośrodka pomocy dla ofiar przemocy domowej. Tam ich oczom ukazuje się niecodzienny widok - mężczyzna z nożem wbitym w plecy, a jest nim mąż jednej z pensjonariuszek. Wszystko wskazuje na to, że postanowił odwiedzić swoją żonę w ośrodku, chociaż zdecydowanie nie jest tam mile widziany, dodatkowo nikt nie jest pewien, dlaczego się tam tak naprawdę zjawił. Skoro to kobieta znajduje się w tym ośrodku, logicznym skojarzeniem jest to, że Leo się nad nią znęca i być może postanowił to robić dalej – nawet w miejscu, w którym nie powinno go być. A nóż wbity w plecy? Czyżby obrona własna Hope Proctor? W trakcie śledztwa pojawia się coraz więcej pytań, a nagłe zginięcie kobiety nie ułatwia sprawy. 

Przede wszystkim muszę przyznać, że bardzo podoba mi się ta klimatyczna okładka! Jest wspaniała, choć nie ujawnia zbyt wiele. Być może to ona w pierwszej kolejności przyciągnęła mnie do twórczości Sary Hilary. Chociaż podczas czytania nie odczuwałam tak ponurego klimatu, jaki obiecywałaby okładka i zarys fabuły, to i tak była to znakomita i porywająca lektura. Częściowo nieprzewidywalna, częściowo bardzo logicznie ułożona, być może z pewnymi niedopowiedzeniami, ale jednak napisana w naprawdę dobry sposób. Czyta się ją wyśmienicie, lekko i przyjemnie, chociaż nie brakuje tutaj mocniejszych, pełnych akcji i napięcia scen. Jest to dosyć dziwne połączenie, ale naprawdę nie miałam żadnej trudności w tym, żeby dać się tej książce całkowicie porwać. Określenie „lekki kryminał” nie będzie tutaj odpowiednie, ale styl autorki jest naprawdę bardzo przystępny!

Sam fakt, że książka w dużej mierze skupia się na ofiarach przemocy domowej nadaje jej pewnego charakteru. Osobiście nie spotkałam się do tej pory zbyt często z tym wątkiem w literaturze i przyznam, że była to dla mnie miła odmiana. Mogłoby się wydawać, że perypetie dręczonych kobiet będą lekko nudne, ale autorka zadbała o to, aby czytelnik nie narzekał na brak dynamicznych zwrotów akcji. Nie doświadczycie tutaj nużących scen, a raczej krótkie chwile wytchnienia, pozwalające na analizę sytuacji, która wydaje się być na pozór prosta, ale potrafi zaskoczyć i nieco się skomplikować. Urozmaiceniem jest również osobista trauma głównej bohaterki, czyli inspektor Marnie Rome, która boryka się ze śmiercią swoich rodziców. Ich odejście z tego świata było tragicznym wydarzeniem, które ciągnie się za Marnie już bardzo długi okres czasu. 

Skoro już wiemy, że sama fabuła jest naprawdę ciekawa i wciągająca oraz, że nie brakuje tutaj odpowiedniej dynamiki dopasowanej do rozgrywających się wydarzeń, należałoby się dowiedzieć czegoś o kreacji bohaterów. Trzeba przyznać, że i na tym polu Sarah Hilary dobrze sobie poradziła. Marnie Rome jest postacią silną i odporną psychicznie, która potrafi sobie poradzić z ciężkimi sytuacjami. Bierze na swoje barki spory ciężar, ale śmiało goni do celu. To naprawdę silna kobieta, która idealnie sprawdza się w swojej roli. Każdy z bohaterów jest w miarę wyraźnie zarysowany, a więc czytelnik z pewnością nie pogubi się w tym, kto jest kim i jaką rolę odgrywa w zaprezentowanej historii. Spodobała mi się postać przestępcy, którego tożsamość teoretycznie znamy już od początku, ale prawda wychodzi na jaw dopiero po jakimś czasie. Jest to osobowość z zaburzeniami psychicznymi, a to zawsze dodaje książce mocy.

W obcej skórze to dobrze napisany kryminał, zwłaszcza jak na debiut literacki. Czyta się go z ogromnym zaangażowaniem, jest to powieść wartościowa, złożona i ukazująca ciekawe realia życia codziennego. Ukazuje wpływ przeszłości i wielu wydarzeń na rozwój osobowości człowieka, potrafi zaintrygować, a czytelnik sam chętnie prowadzi swoje własne, małe śledztwo. Nie ukrywam, że nieco żałuję, że atmosfera i klimat nie były zbyt mocno wyczuwalne, co z pewnością jeszcze mocniej zwiększyłoby moje odczucia względem tej powieści, ale wierzę, że Sarah Hilary zreflektuje się za pomocą drugiego tomu, po który sięgnę z ogromną przyjemnością.

Książkę w okazyjnej cenie możecie kupić tutaj:

http://www.taniaksiazka.pl/w-obcej-skorze-hillary-sarah-p-632791.html

Ogólna ocena: 7/10

środa, 24 sierpnia 2016

Kolejny letni book tag! :)

Lato dobiega końca, dlatego postanowiłam zrobić jeszcze jeden letni book tag, który gdzieś tam miałam zaplanowany... Tytuły wybierałam tak, aby nie pokrywały się z poprzednim tagiem -> klik

1. Słońce, czyli książka która zawsze poprawia Ci humor.
"Zawód Wiedźma" Olgi Gromyko - jest po prostu świetna, bardzo humorystyczna i uwielbiam głównmą bohaterkę!

2. Morze, czyli książka idealna na plażę.
Żeby mi się piasek nasypał? A tak serio to może "Park Jurajski" Michaela Crichtona...

3. Pocztówka, czyli książka którą najlepiej wspominasz.
Wiele, ale "FEED" Miry Grant. A to głównie dlatego, że normalnie nie przepadam za zombie, a co dopiero powieściami politycznymi. Ta powieść ma w sobie te dwa elementy, a po prostu całkowicie mnie porwała! Uwielbiam tę serię.

4. Podróże, czyli książka którą polecił mi przyjaciel. 
"Pocałunek Kier" Lynn Raven - pamiętam, że poleciła mi go Tirindeth i pobiegłam do księgarni. To było coś! Mile wspominam, na pewno jeszcze kiedyś przeczytam po raz kolejny.

5. Opalanie się, czyli książka na której się sparzyłeś.
"Purgatorium" Evy Pohler - to było straaaaaaaaaaaaaaszne!

6. Japonki, czyli książka, którą każdy zna.
"Dwór cierni i róż" Sary J. Maas - no na chwilę obecną chyba nie ma nikogo, kto by o niej nie słyszał ;)


7. Wycieczki rowerowe, czyli książka, która nigdy Ci się nie znudzi.
Tutaj pozwolę sobie podać dwie pozycje, chociaż zapewne mogłoby być ich więcej... "Wichrowe wzgórza" Emily Bronte oraz "Szklany tron" Sary J. Maas. Obie powieści uwielbiam, zajmują specjalne miejsce w moim sercu i siedzą w mojej pamięci.

8. Letnie miłości, czyli książka, z dobrym wątkiem romantycznym. 
"Kroniki Krwi" Richelle Mead - Sydney i Adrian to doskonała para i ich romans pięknie się rozwija od samego początku.

9. Pływanie, czyli książka, którą musisz przeczytać tego lata. 
"W obcej skórze" - Sarah Hilary.

10. Przyjaciele, czyli książka,  która zawsze jest przy Tobie.
Cała seria Pośredniczka autorstwa Meg Cabot. Ile ja się jej naszukałam! Ile ja się natrudziłam parę lat temu, aby mieć ją całą na półce! a niedawno dołączyły do niej dwie kolejne - jedna nowelka i część siódma w wersji oryginalnej.


poniedziałek, 22 sierpnia 2016

"Alchemia snów" - Ted Andrews

http://www.illuminatio.pl/?s=alchemia+sn%C3%B3w&post_type=product&orderby=date
 
 
 
 
 
Data wydania: 19.05.2016
Tytuł oryginału: Dream alchemy. Shaping our dreams to transform our lives
Tłumacz: Klaudia Bochenek
ISBN: 978-83-65442-04-8
Wymiary: 145 x 205 mm
Strony: 312
 Cena: 34,90 zł
 
 
 
 
 
 
 
 
Świat snów to rzecz niesamowita, choć nie do końca zrozumiała. Jedne sny bywają bardzo radosne, pozytywne, pełne śmiechu i zabawy, inne natomiast sprawiają nam wiele bólu i smutku, co bardzo często ma również wpływ na nasz stan po przebudzeniu. Ile razy zdarzyło Wam się obudzić z krzykiem? Ile razy mieliście nad ranem oczy mokre od łez? Ile razy wybudzacie się w ciągu nocy? A czy w ogóle jesteście w stanie odpowiednio zapamiętać swoje sny? Jeżeli chcielibyście poznać tajniki śnienia, to Ted Andrews przychodzi z pomocą. 

Widząc jeszcze samą zapowiedź tej książki, poczułam się nią zafascynowana – tym bardziej, że świat snów od zawsze był dla mnie niemal drugim życiem, podobnie jak projekcie astralne czy inne tego rodzaju wędrówki. Jednakże nie ukrywam, że bardzo często mam problem z odpowiednim dostrojeniem i o dziwo, czasami również z konsekwencją w pewnych działaniach – to aż do mnie niepodobne. Kojarzyłam nazwisko autora, ale nie byłam pewna skąd. Wkrótce okazało się, że to ten sam człowiek, który napisał znakomitą „Mowę zwierząt”. To jeszcze bardziej zachęciło mnie do lektury i ponownie się nie zawiodłam! „Alchemia snów” to wspaniała pozycja, która nie jest typowym podręcznikiem na temat tego, jak zapamiętywać sny.

Pierwsza część tej książki nie była dla mnie niczym nowym, bowiem o sposobach wywoływania odpowiednich snów czy sposobie prowadzenia dziennika czytałam już nie raz. Z pewnością jednak było to miłe przypomnienie, a początkującym na pewno się przyda. Sama na sobie sprawdziłam, że dziennik snów naprawdę czyni cuda! Autor pięknie opisuje również rytuał przejścia do krainy snów. Kolejna część skupia się nieco na mitologii, nieco na ćwiczeniach, które pomagają nam zastosować wiedzę mityczną w krainie snu. Oczywiście nieodzownym elementem śnienia są cykle słońca i księżyca – o nich również znajdziemy sporo ciekawych informacji, podobnie jak o totemach i symbolach – autor nieco nawiązuje do swojej książki „Mowa zwierząt”, którą serdecznie polecam. 

Cała książka jest doskonale napisana i ma wspaniałą konstrukcję – zawarta w niej wiedza jest ułożona w rozsądny i logiczny sposób, a autor przekazuje wszystkie informacje w bardzo przystępny, choć nieco mistyczny sposób. W książce nie brakuje klarownych i wyjaśniających wszelkie ewentualne niedopowiedzenia schematów – muszę przyznać, że są naprawdę ładnie wkomponowane w całość i to dosyć oczywiste, że są niezwykle przydatne w odpowiednim zrozumieniu jednolitego tekstu. Dzięki tej książce nauczycie się wywoływać sny, odpowiednio je kształtować i wpływać na to, co się w nich dzieje, ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że wiedza zawarta w tej publikacji pozwoli Wam na głębsze zrozumienie własnego ja. Cała reszta, taka jak wykorzystywanie snów do uzdrawiania czy otwierania się na nowe energie jest po prostu przyjemnym „skutkiem ubocznym”. 

„Alchemia snów” to kolejna, doskonała książka Teda Andrewsa. Nie jest to typowy przewodnik po krainie snów, ale coś znacznie więcej. Warto poświęcić dla niech chwilę w ciszy i w skupieniu, dokładnie przeanalizować wszystkie informacje, wracać do niej i czerpać wiedzę – tak długo, jak czujemy taką potrzebę. Oczywiście wszelkie ćwiczenia i praktyki można od razu wprowadzać w życie i tylko je doskonalić – być może z czasem dodacie również coś od siebie, mnie często się to zdarza. Uwielbiam styl Teda Andrewsa, ogrom informacji, jaki w umiejętny sposób przekazuje czytelnikom oraz całą oprawę graficzną tej pozycji – nie mam na myśli tylko okładki, która jest bajeczna, ale również całe jej wnętrze. Gorąco polecam!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

www.illuminatio.pl