czwartek, 30 czerwca 2016

Podsumowanie czerwca + stosik czerwcowy



Czerwiec... Lato przyszło - tak na dobre. Dzień w dzień się praktycznie roztapiam, to zdecydowanie nie moje optimum termiczne. Nie ukrywam, że był to trochę szalony miesiąc - trzeba się było sprężyć z pracą magisterką, zaliczyć ostatnią w życiu sesję... Kończy się pewien etap, a to mnie przeraża. Naprawdę. Obrona w lipcu, przede mną jeszcze kilka poprawek pracy. I kto by się spodziewał, że uda mi się znaleźć czas na czytanie?

Łącznie przeczytałam... 15 książek! Yeah!
1. "Magia księżycowa" - D.J. Conway - 424 strony - recenzja
2. "Życie i śmierć. Zmierzch opowiedziany na nowo" - Stephenie Meyer - 792 stron - recenzja
3. "Ocalona" - Alexandra Duncan - 460 stron - recenzja
4. "Uzdrawianie komórkowe" - Barbara Wren - 235 stron - recenzja
5. "Big Red Tequila" - Rick Riordan - 464 stron - recenzja
6. "Purgatorium. Wyspa tajemnic" - Eva Pohler - 304 strony - recenzja
7. "Iluzja percepcji. Stek bzdur" - David Icke - 480 stron - recenzja wkrótce
8. "Iluzja percepcji. Demaskowanie bzdur" - David Icke - 624 stron - recenzja wkrótce
9. "Tytany" - Victoria Scott - 368 stron - recenzja
10. "Weź mnie za rękę" - Tove Alsterdal - 560 stron - recenzja
11. "Melanże z żyletką" - Łukasz Gołębiewski - 200 stron - recenzja
12. "Nevermore. Otchłań" - Kelly Creagh - 432 stron - recenzja wkrótce
13. "Alive. Żywi" - Scott Sigler - 404 stron - recenzja
14. "Adria" - Martin Coll - 442 stron - recenzja wkrótce
15. "Fobos" - Victor Dixen - 464 strony - recenzja wkrótce

Z książki "Życie i śmierć" trzeba trochę odjąć, ale nie do końca wiem ile, więc wezmę połowę... A to da łącznie 6257 stron w tym miesiącu, czyli ponad 208 stron dziennie :) Ładniutko, prawda? :)

Najlepsze książki: "Big Red Tequila" - Rick Riordan
Najgorsze książki: "Purgatorium. Wyspa tajemnic", "Życie i śmierć. Zmierzch opowiedziany na nowo" - Stephenie Meyer
Miłe zaskoczenie: "Fobos" - Victor Dixen 

Dodatkowo mam też kilka ciekawych zdobyczy, którymi mogę się pochwalić ;)

1. "Purgatorium", "Alive. Żywi", "Nevermore. Otchłań" oraz "Fobos" - do recenzji od taniaksiazka.pl - dwie pierwsze idą do nowych domków, właściwie to jedna już poszła
2. "Big Red Tequila" - do recenzji od Galerii Książki 
3. "A court of mist and fury" - aaaa, mam! Prezent od chłopaka - on nie wie co zrobił, chce chyba, żebym go porzuciła dla Rhysa :D
4. "Heaven. Miasto elfów" - do recenzji od wydawnictwa MUZA
5. "Wyklęta" - Joss Stirling - wygrana w konkursie
6. "Iluzja percepcji. Demaskowanie bzdur", "Dzika strona jedzenia", "La Santa Muerte" oraz "Alchemia snów" - do recenzji od wydawnictwa Illuminatio
7. "Valis", "Doktor Bluthgeld" oraz "Wbrew wskazówkom zegara" - trzy książki Philipa Dicka, upolowane na promocji 3 za 2 w empiku :)

 
 
 
 
 
8. "Adria" Martina Colla - do recenzji od księgarni selkar.pl
9. "PSY" - do recenzji od wydawnictwa YA!
10. "Przekroczyć granice" - do recenzji od wydawnictwa MUZA
11. "Z Galileusza też się śmiali" - do recenzji od wydawnictwa MUZA
12. "Amazonia" Rollinsa, "Ugryziona " Kelley Armstrong, "Kości zdrady" Bassa Jeffersona, "Taniec Cieni" Yeleny Black oraz "Skarb Attyli" Roberta Low - nawiedziłam bibliotekę, a co! :D







Jak widać część z nich już udało mi się przeczytać, obecnie wzięłam się za "PSY". A jak Wam minął czerwiec? :)

środa, 29 czerwca 2016

KZT: "Melanże z żyletką" - Łukasz Gołębiewski

Czym jest KZT? To nowy cykl postów na blogu:  KZT – Krótko, Zwięźle i na Temat!   
Czyli kiedy nie jestem wstanie napisać pełnowymiarowej recenzji… A może po prostu to takie urozmaicenie ;)



 
 
 
 
 
Data wydania: 11.01.2008
ISBN: 978-83-8914-394-5
Wymiary: 125 x 195 mm
Strony: 200
 Cena: 24,00 zł
 
 
 
 
 
 
 
 
 
„Melanże z żyletką” Łukasza Gołębiewskiego to książka, która przyciągnęła mnie do siebie tytułem i widzianymi gdzieś w Internecie cytatami. Spodziewałam się książki o samookaleczaniu, bo sama przeżyłam to na własnej skórze (dawne dzieje, lepiej nie wnikać), ale okazuje się, że Żyletka to pseudonim głównej bohaterki. Owszem, dziewczyna nie stroni od tego, żeby się pociachać, ale też głównym motywem książki jest coś więcej. To opowieść o relacji wywiązującej się pomiędzy młodą, zdegenerowaną dziewczyną, a starszym od niej o kilka lat pisarzem, który nie stroni od alkoholu. To iście toksyczny związek – nie ma co ukrywać, oboje się staczają i żadne nie potrafi postawić drugiego do pionu. A może po prostu tego nie potrzebują? Po części ta opowieść to czysta patologia, a mimo wszystko naprawdę dobrze mi się ją czytało. Nie jest długa, ale zakończenie po prostu niszczy system. Miażdży! Gdy zamknęłam tę powieść to po prostu nie dowierzałam temu, co się wydarzyło. Napadł mnie atak histerycznego śmiechu i naprawdę nie wiedziałam, co się dzieje. I nie, nie było to wcale zabawne. Tylko niszczące psychikę czytelnika. Łukasz Gołębiewski w znakomity sposób wykreował swoich bohaterów, a jego opowieść bądź co bądź jest bardzo realistyczna i na swój sposób życiowa. Świetne oddał istotę toksycznego związku, ale również nieustannej pogoni za szczęściem, wolnością i próbą wyjścia na prostą. W żadnym wypadku nie żałuję, że sięgnęłam po tę powieść. Było to coś zupełnie innego niż czytam na co dzień. I uważam, że było warto się z nią zapoznać. W tej prostocie jest pewien niezaprzeczalny urok.

wtorek, 28 czerwca 2016

"Weź mnie za rękę" - Tove Alsterdal

 
 
 
Data wydania: 11.05.2016
Tytuł oryginału: Låt mig ta din hand
Tłumacz: Mariusz Kalinowski
ISBN: 978-83-7758-645-7
Wymiary: 130 x 205 mm
Strony:560
 Cena: 39,90 zł

 
 
 
 
 
 
 
 
 
„Weź mnie za rękę” autorstwa Tove Alsterdal otrzymała miano najlepszej szwedzkiej powieści kryminalnej 2014 roku. Bardzo lubię ten gatunek literacki, więc też chętnie sięgnęłam po tę powieść, chociaż na półce czeka na mnie jeszcze inne dzieło tej autorki, „Grobowiec z  ciszy”. Jednakże pierwszy wybór padł na „Weź mnie za rękę” – oto moje pierwsze spotkanie z  twórczością Alsterdal. Wybór był całkowicie przypadkowy, ale czy faktycznie ta książka zasługuje na miano najlepszego kryminału? 

Charlie Eriksson popełniła samobójstwo – a przynajmniej wszystko na to wskazuje, jednak jej siostra Helen nie jest w stanie w to uwierzyć. Policja też zaczyna mieć wątpliwości, zwłaszcza, że zeznanie jednego ze świadków wskazuje na możliwość popełnienia morderstwa. Pech chce, że świadkiem tym jest bezdomny pijaczyna, a kto by takiemu uwierzył? Helen i Charlie miały trudne dzieciństwo, dlatego nigdy nie były sobie bliskie, jednak śmierć jednej z nich wszystko zmienia. Helen rozpoczyna własne śledztwo, które nie tylko pozwoli jej odkryć, kto zabił jej siostrę i dlaczego, ale sprawi, że powrócą rodzinne sekrety i tajemnice, których rozwikłania nikt się nie spodziewał.

Nie ukrywam, że książka jest naprawdę doskonale napisania. Kunszt pisarski Tove Alsterdal jest widoczny już na pierwszy rzut oka. Autorka posługuje się wspaniałym, dojrzałym językiem, a swoją wizję przelewa na papier w niemal idealny sposób. To prawdopodobnie jedna z największych zalet tej powieści. W bardzo umiejętny sposób prowadzi rozwój fabuły, która owszem, potrafi czytelnika zaintrygować. Jednakże z pewnością wypadłoby to lepiej, gdyby dało się tutaj odczuć rosnące napięcie, a niestety, nie było mi to dane. Nie wiem, po czyjej stronie leży wina – czy jest to kwestia mojego subiektywnego odczucia, czy autorka nieco sobie z tym zadaniem nie poradziła, ale niestety chwilami powieść ta mnie nieco nużyła. I nie dlatego, że jest mało ciekawa czy zła – po prostu brakuje tutaj chwil, w których naprawdę dzieje się coś wielkiego. Brakuje mocnych emocji, brakuje takiego uczucia niepokoju czy niepewności. Mogłoby się wydawać, że do pewnego momentu jest to cisza przed burzą, ale moim zdaniem był to tylko lekki deszczyk.

Sama konstrukcja tej powieści nie pozostawia wiele do życzenia, podobnie jak jej wielowątkowość. Spodobało mi się, że Tove Alsterdal nie skupiła się tylko i wyłącznie na śmierci Charlie, ale również na wielu innych motywach. Dodatkowo umiejętnie połączyła je w jedną całość, chociaż początkowo nie wierzyłam, że się to uda, bowiem akcja powieści toczyła się w trzech różnych miejscach, a dodatkowo chwilami cofaliśmy się w czasie – jednak nie ma możliwości, aby się w tym pogubić, bowiem zawsze mamy jasno określony czas i miejsce akcji. Żałuję tyko, że nie było mi dane zżyć się z Helen – być może jest to kwestia tego, że kreacja bohaterów jest taka sobie, zdecydowanie mogłoby być lepiej. Być może nie pojawia się ich tutaj wyjątkowo dużo, ale chwilami miałam problem z połapaniem się w tym, kto jest kim i jaką rolę odgrywa w całej historii. No i nie da się ukryć, że wydarzenia są bardzo rozciągnięte, co jest kolejnym powodem, dla którego książka czasami wydaje się być nudna. Dla osób, które nie charakteryzują się zbyt dużą cierpliwością, może to być całkowicie zniechęcające. 
 
„Weź mnie za rękę” to książka dobra, chociaż ma kilka mankamentów. Zauważyłam, że nie byłam jedyną osobą, która momentami czuła się nią znużona czy wręcz zmęczona. Sama historia jest napisana zgrabnie, w sensowny i logiczny sposób, ale tempo akcji jest zbyt powolne. Autorka podąża w ciekawym kierunku i nie można jej zarzucić braku pomysłowości, ale zdecydowanie wypracowanie lepszego klimatu i odpowiednie budowanie napięcia sprawiłyby, że książka ta wiele by zyskała. Nie jestem w stanie określić, jak ta powieść wypada na tle innych dzieł tej autorki, ale mimo wszystko chętnie sięgnę po „Grobowiec z ciszy”, aby się przekonać, czy to, co otrzymałam tym razem jest znakiem rozpoznawczym Alsterdal, czy może jednak jest ona w stanie zaoferować mi coś mocniejszego.


Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

muza.com.pl

oraz firmie Business & Culture


W SKRÓCIE:

Moje pierwsze spotkanie z Tove Alsterdal wypadło nawet nieźle - owszem, książka chwilami nuży, a fabuła jest zbyt rozwleczona, ale mimo wszystko myślę, że twórczość tej autorki coś w sobie ma. Nie chcę się od razu zniechęcać - być może taki jest jej styl, a w innych jej powieściach dostanę to, czego zabrakło mi w tej.

DLA KOGO?

Dla osób lubiących długie, nieco rozciągnięte w czasie historie pełne tajemnicy i osobistego, czasami ciężkiego klimatu.

niedziela, 26 czerwca 2016

Letni Book Tag #1 + wyniki konkursu

Hej! Lato oficjalnie zagościło u nas na dobre. Żar leje się z nieba, ja się roztapiam, mój kot się roztapia... Zatem przyszła pora na letni Book Tag - pierwszy, bo w planach mam jeszcze kolejny :) Ten zrobiłam dzięki Zuzie z Kulturana Szafa oraz dzięki Mai K. :) No to lecimy!

1. Książka lub seria, którą chcesz przeczytać w wakacje.

Zdecydowanie "Królowa Tearlingu" i zapewne od razu drugi tom! W końcu udało mi się je zdobyć i mam nadzieję, że przypadną mi do gustu tak, jak wielu innym czytelnikom!








2. Książka z żółtą lub niebieską okładką.

"Pandora" - od razu ona przyszła mi do głowy. Powieść ciekawa, zaskakująca... I powstaje film na jej podstawie, wiecie? Ostatnio nawet pojawił się świetny zwiastun!

Tutaj recenzja :)






3. Twój plażowy must have.

Zdecydowanie "Ukryta łowczyni"! Pierwszy tom był wspaniały, już nie mogę się doczekać kontynuacji ;)

Recenzja pierwszego tomu






 4. Książka z okładką, która kojarzy ci się z wakacjami.

Pierwsza myśl zawsze najlepsza - zdecydowanie "Byliśmy łgarzami". Słoneczko, woda, wyspa... nic tylko pozazdrościć! Chociaż historia sama w sobie nie jest wyjątkowo kolorowa i wakacyjna.

Recenzja







5. Powieść, która wywołała u ciebie słoneczny uśmiech.

Bardzo dobrze ją wspominam, jak i wiele zabawnych cytatów, które z niej pochodzą ;)








6.  Książka, przez którą wylałeś może łez.

Było kilka takich, ale ostatnio zdecydowanie "Dwór Cierni i Róż", który mnie całkowicie oczarował. Uwielbiam całym sercem!

Recenzja






7. Najlepsza impreza w książce, czyli taka w której chciałbyś uczestniczyć.

Chyba nie przychodzi mi na myśl żadna inna,  jak ta u Magnusa Bane'a...

Recenzja







8. Powieść z historią łatwą jak jazda na rowerze.

To jako wada czy zaleta? Ja raczej nie lubię prostych historii... Ale wybór padł na "Bursztynowy dym", choć jest wiele innych książek, które mogłabym tu umieścić.

Recenzja






9. Powieść do której musiałeś dojrzeć jak kwiat.

Chyba powinna to być "Lalka". Z tym, że nadal dojrzewam.











Myślałam, że pójdzie mi z tym o wiele gorzej, a jednak szybko przypasowała do każdego "pytania" odpowiednią książkę :) Zapraszam wszystkich chętnych do zabawy! Jest tak gorąco, że nie mam siły wybierać osób do nominacji ;)

Ale, ale! To jeszcze nie koniec! Przyszła pora na rozwiązanie wyników konkursu! Nagroda wędruje do...

Anny Paw!

Na osłodę życia, skoro za często koleżanka nie może jeść słodyczy! No i za to, że przypomniała mi moje ulubione smakołyki z dzieciństwa, czyli kocie języczki :) Gratuluję :)

piątek, 24 czerwca 2016

"Alive. Żywi" - Scott Sigler

 
 
Data wydania: 02.06.2016
Tytuł oryginału: Alive
Tłumacz: Justyna Formańska
ISBN: 978-83-7229-564-4
Wymiary: 143 x 204 mm
Strony: 404
 Cena: 37,90 zł
  Seria: Generacje #1








„Alive. Żywi” to pierwszy tom trylogii Generacji autorstwa Scotta Siglera. Okładka nie ujawnia nam zbyt wiele, bowiem nie ma w niej żadnego punktu zaczepienia, na którym można by się skupić. Jednakże już sam zarys fabuły i króciutki fragment, które znajdziemy na odwrocie, dają nam lekki obraz tego, czego możemy się spodziewać po tej pozycji. Niestety, sprawiają one wrażenie bardzo schematycznych i zwiastują coś, z czym można było się już spotkać w kilku innych młodzieżowych dystopiach. No i jak to teraz ugryźć? Podejść do tego z lekkim dystansem? To prawdopodobnie najlepsza opcja.

Dwunastoletnia Em budzi się w trumnie – jest ciasno, całkowicie ciemno, a dziewczyna jest przerażona i nie pamięta, kim jest. Nie wie, gdzie jest. Nie ma pojęcia, jak się tam znalazła. Okazuje się jednak, że nie jest sama. W jej otoczeniu jest kilka innych trumien, w których również znajdują się ludzie. Okazuje się jednak, że Em nie ma już dwunastu lat… podobnie jak Ci, którzy przebudzili się obok niej. Nie pamiętają nic ze swojego życia, jedynie pewne przebłyski. Czy to jakaś gra? Spisek? Konspiracja? Gdzie podziali się wszyscy dorośli? I co to za dziwne, pozbawione światła i jakiegokolwiek życia miejsce? Przed nimi mnóstwo korytarzy, ale czy uda im się znaleźć wyjście?

Zapewne nie będę jedyną osobą, która ta książka będzie do złudzenia przypominać znakomitą powieść Jamesa Dashnera, „Więzień labiryntu” czy też „Przebudzenie labiryntu” Rainera Wekwertha. To był główny powód, dla którego podchodziłam do tej lektury sceptycznie, chociaż nie z niechęcią. Lubię takie klimaty, ale nie przepadam za powielaniem schematów – zapewne jak większość czytelników. Okazało się jednak, że „Alive. Żywi” jest powieścią, która potrafi zaskoczyć. Mimo dosyć powtarzalnego początku, rozwój wydarzeń sprawia, że otrzymujemy całkiem ciekawą i interesującą historię. Nie jest to nawet kwestia jakiegoś konkretnego zwrotu akcji, tylko samego kierunku, w którym podążył autor. Dlatego warto przebrnąć przez początek historii Em i jej towarzyszy, bowiem dalsza część znacznie się od niego różni.

Sprawa jest prosta – grupa młodych ludzi znajduje się w obcym miejscu i nikt nie pamięta, kim jest. Korzystając z takiego wątku można rozwinąć fabułę na różne sposoby, a ten, który wybrał Scott Sigler jest naprawdę przyjemny – było to naprawdę miłe zaskoczenie. Jednak w pewnym stopniu nie dawał mi spokoju fakt, że żaden z bohaterów nie zastanawia się nad tym, dlaczego znaleźli się w tym miejscu – skąd u nich taki brak ciekawości przeszłością? W końcu być może tam mogliby znaleźć informacje na nurtujące ich pytania. Jednak myślę, że moje wątpliwości zostały rozwiane przez ostatnie rozdziały – dzięki nim stało się dla mnie jasne, czemu to wyglądało tak, a nie inaczej. Oczywiście podczas czytania pojawia się w naszej głowie mnóstwo pytań, a stopniowo poznajemy odpowiedzi na część z nich. A co z pozostałymi? Muszą poczekać na kolejny tom!

Akcja toczy się bardzo umiarkowanym tempem, ale nie można jej zarzucić braku dynamiki. Mimo że chętnie doświadczyłabym tutaj czegoś więcej – np. wzrastającego napięcia czy chwil, w których serce podchodzi do gardła, to mimo wszystko jest to książka, którą czyta się bardzo przyjemnie. Fabuła potrafi wciągnąć – mimo pewnej schematyczności – a lekka nieprzewidywalność sprawia, że czytelnik czerpie z lektury większą przyjemność. Cieszy mnie to, że autor nie okazał się być osobą, która kopiuje to, co można znaleźć w innych tego typu powieściach, a jedynie czerpie inspirację, którą przekształca na swój własny sposób. Jednakże z łatwością da się odczuć fakt, że jest to pierwszy tom trylogii, stanowiący wprowadzenie do całej historii, którą autor chce zaprezentować. Jeżeli Scott Sigler odpowiednio wykorzysta potencjał tej historii i nie podąży w złym kierunku, to ma szansę stworzyć naprawdę porywający cykl.

„Alive. Żywi” to książka dobra, chociaż po zamknięciu jej można poczuć pewien niedosyt. Nie jest to książka wzbudzająca w czytelniku lawinę emocji, ale z pewnością zapewniająca zajęcie na kilka godzin. Singler ma bardzo dobry styl i myślę, że w jego głowie siedzi jeszcze wiele ciekawych pomysłów, które postanowi wykorzystać do rozwinięcia swojej wizji. Myślę, że warto byłoby popracować nad kreacją bohaterów, chociaż nie jest ona najgorsza. Nie jestem pewna, czy ta historia zostanie ze mną na dłużej, ale chętnie sięgnę po drugi tom, aby przekonać się, czy Scott Singler nie zaprzepaścił swojej szansy.

Książkę w okazyjnej cenie możecie dostać tutaj:
 
http://www.taniaksiazka.pl/alive-zywi-p-743186.html


W SKRÓCIE:

"Alive. Żywi" początkowo przypominała mi "Więźnia labiryntu" i temu podobieństwu nie można zaprzeczyć nawet po przeczytaniu całości, jednak nie jest to kopia historii Jamesa Dashnera. Rozwija się w nieco innym kierunku, co było miłym zaskoczeniem. Problemem jest kreacja bohaterów, bo jakoś nie byłam w stanie ich sobie dobrze wyobrazić oraz tempo akcji, ale ogółem nie jest źle, wręcz przeciwnie - mimo wszystko książka potrafi wciągnąć.

DLA KOGO?

Na pewno dla tych, którzy lubią pozytywne zaskoczenia. Oraz dla fanów trylogii "Więzień labiryntu" - coś czuję, że im się spodoba!

czwartek, 23 czerwca 2016

Nowość: "Zawód: Wiedźma" - Olga Gromyko - PIERWSZY PATRONAT

 
 
 
Data wydania: 22.06.2016
Tytuł oryginału: Профессия: ведьма
Tłumacz:  Makarevskaya Marina
ISBN: 978-83-65568-00-7
Wymiary: 140 x 205 mm
Strony: 546
 Cena: 46,90 zł
Seria: Kroniki Belorskie #1 









Kochani, przedstawiam Wam jedną z najcudowniejszych książek, jakie istnieją! Dawniej cała serie o W. Rednej była wydana przez Fabrykę Słów, a potem ślad po niej zaginął... Na szczęście Papierowy Księżyc jest taki wspaniały, że wydaje Kroniki Belorskie na nowo!
A mnie się udało zdobyć mój pierwszy patronat - właśnie tę powieść, z czego ogromnie się cieszę!

"Zawód wiedźma" to pierwsza powieść Olgi Gromyko, a zarazem otwarcie cyklu Kroniki Belorskie, na który składa się kilka tomów opowieści osadzonych w magicznym świecie Belorii.
Ta seria to znak firmowy tej autorki – połączenie niezwykle wartkiej, pełnej fantastycznych przygód akcji z dużą dozą humoru i iskrzących relacji między bohaterami.

Wolha Redna to jedyna kobieta na typowo męskim wydziale magii Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Rudowłosa, wścibska, ciekawska... Posiadaczka wyjątkowego talentu do praktyk magicznych, nieprzeciętnej intuicji i inteligencji. Zapewne właśnie dlatego została wybrana przez mistrza do rozwiązania zagadki, która do tej pory pochłonęła już życie 13 osób, o wiele bardziej od niej doświadczonych.

W Dogewie, krainie zamieszkiwanej przez wampiry i inne stwory źle się dzieje. Umiera coraz więcej istot, a magicy wysyłani na ratunek nie powracają. Czy młodej wiedźmie uda się odkryć co, lub kto zabija, jeśli starsi i bardziej doświadczeni magowie polegli na polu bitwy?

Czy tak naprawdę Wolha Redna okaże się królikiem doświadczalnym, ofiarą czy wybawicielką?
 
 
 
"Zawód: Wiedźma" to klasa sama w sobie. Doskonałe fantasy rosyjskiej autorki zapewni Wam wspaniałą rozrywkę i dużą dawkę humoru, a fabuła całkowicie Was pochłonie. W.Redna skradnie Wasze serca!
 
Macie zamiar po nią sięgnąć? Ja polecam z całego serca, niebawem pojawi się recenzja :)

środa, 22 czerwca 2016

"Tytany" - Victoria Scott

 
 
 
Data wydania: 02.06.2016
Tytuł oryginału: Titans
Tłumacz: Matylda Biernacka
ISBN: 978-83-7966-023-0
Wymiary: 136 x 204 mm
Strony: 368
 Cena: 34,90 zł
 
 
 
 
 
 


 
„Tytany” to najnowsza powieść Victorii Scott, autorki serii „Ogień i woda”, z którą jednak nie miałam okazji się zapoznać. Wiele osób ją poleca, więc istnieje spora szansa na to, że kiedyś ten brak nadrobię, ale na chwilę obecną chciałabym się z Wami podzielić moimi odczuciami na temat „Tytanów”. Okładka już częściowo zdradza, o czym będzie mowa w książce i trzeba przyznać, że doskonale odzwierciedla jej główny wątek – łącznie ze znakomitą czcionką i sposobem wyeksponowania tytułu.

Astrid po raz pierwszy widziała wyścigi Tytantów mając zaledwie 12 lat, mimo że nie jest to widowisko dostosowane do tak młodego wieku. Mając 5 lat więcej, czyli będąc już prawie dorosła, choć z tym akurat można polemizować – ale o tym za chwilę – otrzymuje szansę wystartowania w zawodach i nie zastanawia się długo nad przyjęciem tej oferty. Wie, że jeśli wygra, to zapewni odpowiednią przyszłość swoim bliskim, nie tylko rodzinie, ale i najdroższej przyjaciółce. Jednak dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę z ryzyka, które podejmuje – może stracić zaufanie swoich bliskich, szacunek ojca i własne życie. 

Skoro już nieco nawiązałam do postaci głównej bohaterki, to zacznę właśnie od tego. Astrid to siedemnastoletnia dziewczyna, nieco wycofana ze świata i zamknięta w sobie, ale w żadnym wypadku nie jest życiową niedorajdą. Doskonale zdaje sobie sprawę trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się jej rodzina i za to, co postanawia dla nich zrobić, należą jej się brawa. Bohaterska i odważna postawa głównej bohaterki sprawiają, że wiele ona zyskuje w oczach czytelnika i z łatwością zyskuje naszą sympatię. Podobnie jak i jej wierna przyjaciółka, Magnolia. Znakomitą postacią jest również mentor i opiekun Astrid w wyścigach, Gałgan. Pozostali bohaterowie schodzą na nieco dalszy plan i nie są aż tak dobrze wykreowani, ale nie jest to element, na którym aż tak bym się skupiała.

Nie da się ukryć, że „Tytany” w pewnym stopniu przypominają inne dystopie – tym razem mamy do czynienia z wyścigiem, który ostatnio zaczyna się pojawiać w tego typu literaturze coraz częściej. Można by do jednak odnieść do Głodowych Igrzysk, w których udział brała Katniss Everdeen. „Igrzyska śmierci” chyba zna każdy czytelnik, który ceni sobie gatunek dystopii. Rzeczywiście nie da się ukryć podobieństw pomiędzy tymi dwiema historiami, chociaż rzucają się one w oczy dopiero po głębszym zastanowieniu. Astrid, podobnie jak Katniss, bierze udział w ryzykownym wyścigu, aby ratować rodzinę. Gałgan nieco przypomina Haymitcha, a sponsorka Astrid to taka młodsza siostra Effie. Obie bohaterki mają na pozór nikłe szanse na zwycięstwo, ale każda z nich ma głowę na karku i potrafi sobie poradzić w trudnej sytuacji. To się chwali! O dziwo sytuacja, w której się znalazłam, wcale mnie nie zirytowała. Być może Victoria Scott czerpała inspirację z twórczości Suzanne Collins, ale potrafiła stworzyć z tego własną, osobliwą historię.

Bardzo podobała mi się więź pomiędzy Astrid i jej Tytanem. Dziewczyna miała okazję zmierzyć się z przeciwnikami na pierwszym prototypie, który jest już istnym przeżytkiem. Połączenie konia i maszyny to dosyć odważna i  ciekawa wizja, a Scott całkiem dobrze ją opisała. Okazuje się, że Skobel, bo takie imię nadała Tytanowi Astrid, ma swój własny rozum, a także uczucia. Pomiędzy jeźdźcem a Tytanem wywiązała się piękna więź oparta na przyjaźni i wzajemnym zaufaniu, a zakończenie ich historii może się okazać bolesne dla bardziej wrażliwych czytelników. Czy można tu mówić o szczęśliwym zakończeniu? I tak, i nie.  Z pewnością jednak nie można zarzucić autorce braku talentu, bowiem styl, którym się posługuje, jest naprawdę przyjemny w odbiorze. Książkę czyta się lekko i przyjemnie, chociaż nie jest to kolejna banalna lektura dla nastolatek. Zostały w niej przedstawione ważne wartości, takie jak odwaga, honor, przyjaźń i rodzina. 

„Tytany” to naprawdę ciekawa i wciągająca opowieść, która wzbudza w czytelniku zarówno radość i śmiech, jak i smutek oraz wzruszenie. Są tutaj pewne elementy, które moim zdaniem można by dopracować – przede wszystkim same zawody i opisy wyścigów, ale mimo wszystko spędziłam z twórczością Victorii Scott miłe chwile. Powieść ta spodobała mi się na tyle, że poczułam się przekonana o tym, żeby spróbować zapoznać się z serią „Ogień i woda”. Na chwilę obecną nie mogę porównać tych dwóch historii, ale jestem przekonana, że „Tytany” znajdą wielu swoich zwolenników.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

www.iuvi.pl


W SKRÓCIE:

"Tytany" to książka dobra, ale nie wyjątkowa. Ma w sobie wiele dobrych elementów, ale część z nich wymagałaby doszlifowania. Mimo to pięknie prezentuje wartość rodziny, odwagi i przyjaźni. Czytelnik doznaje różnego rodzaju emocji, od wzruszenia, przez radość, aż po głęboki smutek i uczucie pustki. Wiele zarzucić jej nie można, ale też nie poczułam się całkowicie urzeczona tą pozycją.

DLA KOGO?

Właściwie dla wszystkich czytelników, którzy lubią emocjonalne podejście do pewnych wartości. Powinna się spodobać fanom dystopii, o ile nieco przymkną oni oko na podobieństwa do innych książek z tego gatunku.