wtorek, 31 maja 2016

Podsumowanie maja + stosik



Maj dobiegł końca. W tym miesiącu udało mi się skończyć prace do magisterki na laboratorium, teraz pozostaje kwestia opracowania wyników i analiz - to będzie dużo gorsze... Już mi słabo na samą myśl, ale jak mus to mus ;p

A jak maj wyglądał pod względem czytelniczym? Udało mi się przeczytać 13 książek - czyli całkiem dobrze!

1. "Władcy dinozaurów" - Victor Milan - 552 strony - recenzja
2. "Dwór cierni i róż" - Sarah J. Maas - 524 strony - recenzja
3. "Niebezpieczne kłamstwa" - Becca Fitzpatrick - 424 strony - recenzja
4. "Yoga Girl" - Rachel Brathen - 176 stron - recenzja
5. "Przeprogramuj swoje geny" - Mark Sisson - 380 stron - recenzja 
6. "Spowiedź Hitlera" - Christopher Macht - 288 stron - recenzja
7. "Gen atlantydzki" - A.G. Riddle - 559 stron - recenzja 
8. "The Witch Hunter. Łowczyni" - Virginia Boecker - 350 stron - recenzja 
9. "Red Rising. Gwiazda zaranna" - Pierce Brown - 512 stron - recenzja 
10. "Malfetto. Drużyna Róży" - Marie Lu - 424 strony - recenzja 
11. "Dieta według pięciu przemian" - Katarzyna Maria Puchacz - 256 stron - recenzja 
12. "Jeździec pustynny" - David Hofmeyr - 256 stron - recenzja wkrótce
13. "Pandora" - M. R. Carey - 416 stron - recenzja wkrótce  

Łącznie 5117 stron, czyli średnio 165 stron dziennie - znacznie lepiej niż w kwietniu :)

Najlepsze książki: "Dwór cierni i róż" , "Red Rising. Gwiazda zaranna" , "Spowiedź Hitlera"
Najgorsze książki: "Przeprogramuj swoje geny" 

"Dwór cierni i róż" to był wręcz perełką, a "Gwiazda zaranna" to wspaniałe zakończenie trylogii! W sumie równie dobrze wypadli też "Władcy dinozaurów" - bardzo ciekawa wizja i świetnie przedstawiona! Rozczarowała mnie natomiast Virginia Boecker i Marie Lu - naprawdę oczekiwałam czegoś lepszego. Jednak cały miesiąc mogę uznać za naprawdę udany!

Myślałam, że stosik z tego miesiąca będzie mało okazały, ale dotarły do mnie dzisiaj dwie paczki! Jedna naprawdę spora i ile było radości! Podwójnej - ja się cieszyłam z książek, a mój kot z kartonu - idealny podział szczęścia! Druga była mniejsza, ale zaufajcie mi - zawartość to coś wspaniałego! Pusheen likes!


Tak prezentuje się część książek, które znalazłam w tym dużym pudle, ale niestety - nie do końca wpasowują się w moje gusta, bądź też mi się po prostu zdublowały. Ogółem przesyłkę otrzymałam od portalu kawerna.pl w ramach współpracy. No i co się tyczy tych oto pozycji... chętnie oddam w dobre ręce. W tym miejscu serdecznie zapraszam do blogowej zakładki "Sprzedam/wymienię", którą systematycznie aktualizuję - podobnie jak album "Sprzedaż" na fanpage'u na FB. 
W tym miesiącu przybyły do mnie również książki "Łowczyni" i "Drużyna Róży", wyżej już wymienione, ale poszły w dobre ręce :)




A tak prezentuje się oficjalny stosik!
1. Cała seria o Kate Daniels, poza 5 tomem, który mam - zakup własny, koleżanka się pozbywała z ciężkim sercem, ale w końcu mam! Ogromnie się cieszę, bo nie można ich już nigdzie dorwać!
2. "Inwazja na Tearling" - Erika Johansen - od BookGeek.pl w ramach współpracy
3. "Front Burzowy" - Jim Butcher - od kuzyna, prezent urodzinowy
4. "Ocalona" - Alexandra Duncan i "Jeździec pustynny" - David Hofmeyr - od Grupy Wydawniczej Foksal do recenzji
5. "Weź mnie za rękę" - Tove Alsterdal - od wydawnictwa MUZA do recenzji
6. Książki z uniwersum Metro, "Rybacy" - Chigozie Obioma, "Grim City" - Jakub Ćwiek, "Pożar" - Brandon Sanderson oraz książki Jamesa Rollinsa - od kawerna.pl w ramach współpracy
7. "Ciało" - Tess Gerritsen - zakup własny
8. "W poszukiwaniu Starożytnego Egiptu" - Jean Vercoutter oraz "Zagubione lądy" - Lucy Cavendish - zakup własny

Dodatkowo otrzymałam od wydawnictwa Otwartego e-book "Pandory", a od wydawnictwa Amber e-book "Magowie Bogów". Jednym słowem - cudownie! Naprawdę jestem bardzo zadowolona z tych zdobyczy :)

A jak Wam minął maj? :)





poniedziałek, 30 maja 2016

"Malfetto. Drużyna Róży" - Marie Lu



Data wydania: 27.04.2016
Tytuł oryginału: The Roe Society
Tłumacz: Marcin Mortka
ISBN: 978-83-7983-624-6
Wymiary: 145 x 205 mm
Strony: 424
 Cena: 29,90zł
Seria: Malfetto #2
 
 
 
 
 
 
 
 
Z twórczością Marie Lu spotkałam się jakiś czas temu, gdy miałam okazję przeczytać książkę „Malfetto. Mroczne Piętno”. Wiem, że nie była to jedyna powieść tej autorki, jaka ukazała się w naszym kraju, bowiem przed nią wyszła jeszcze seria „Legenda”, jednakże nie było mi dane się z nią jeszcze zapoznać. W moje ręce wpadł niedawno drugi tom „Mrocznego Piętna”, a mianowicie „Drużyna Róży” i mimo że pierwszy tom wypadał tylko dobrze i nic ponad to, a chciałoby się więcej, to dosyć chętnie sięgnęłam po kolejny, aby przekonać się, czy autorka zrobiła krok naprzód.

Adelina Amouteru została zdradzona przez rodzinę i przyjaciół, jedyne co jej pozostało to zemsta. Obecnie jest znana jako Biała Wilczyca, która sieje postrach i wzbudza w strach w tych, którzy o niej usłyszą. Wraz ze swoją siostrą wyrusza do Kenettry, aby odnaleźć podobnych sobie. Chce stworzyć własną grupę ludzi obdarzonych Mrocznym Piętnem, aby razem zniszczyć Inkwizycję, czyli ludzi, którzy niegdyś prawie pozbawili ją życia. Jednakże dziewczyna nie zdaje sobie sprawy z tego, że strach i nienawiść, które wzrastają w niej z dnia na dzień, mają negatywny wpływ na jej moce – te zaczynają jej się wymykać spod kontroli. Dawni towarzysze dążą do tego, aby ją powstrzymać. Główny Inkwizytor chce ją zabić. Co jej pozostało?

Historię rozgrywającą się w drugim tomie ponownie poznajmy z punktu widzenia Adeliny, chociaż pojawiają się rozdziały, gdzie narracje przejmują również inni bohaterowie: między innymi główny Inkwizytor Teren albo Raffaele z Bractwa Sztyletów. Jednakże to wciąż Adelina ma najwięcej do powiedzenia, chociaż nie jestem pewna, czy był to słuszny wybór. Już w pierwszej części ta dziewczyna nie wzbudziła mojej sympatii, a teraz niewiarygodnie mnie irytowała! Głupia, nierozsądna dziewucha wiedziona chęcią zemsty, o zbyt wielkim ego, która myśli, że może zawojować świat. Domyślam się, że Marie Lu starła się ją wykreować na silną, pozbawioną wad bohaterkę, ale chyba zbytnio się zagalopowała i Adelinie nie wyszło to na dobre. W pierwszej części czegoś mi brakowało w jej postaci, ale zdecydowanie nie tego, co otrzymałam w „Drużynie Róży”. A co z pozostałymi bohaterami? Dla mnie nadal pozostają niewyraźni i raczej słabo przedstawieni, chociaż minimalnie intrygujący wydał mi się Magiano.

Plusem powieści jest to, że rozwój wydarzeń jest dosyć logiczny, a cała akcja toczy się szybkim tempem, co z kolei zapewnia odpowiednią dynamikę – mimo że nie dałam się porwać tej powieści, to przeczytałam ją bardzo szybko. Nie jestem do końca pewna, dlaczego nie udało mi się wczuć w historię Adeliny, ale być może ma to związek z tym, że już pierwszy tom nie do końca do mnie przemawiał. Pomysł ludzi obdarzonych Mrocznym Piętnem jest ciekawy, a potencjał historii był spory – liczyłam na to, że autorka odpowiednio wykorzysta go w drugim tomie, ale tak się nie stało. Zarówno pierwsza, jak i druga część, znajdują się na tym samym poziomie i w obu przypadkach czuje się niedosyt i pewne niedociągnięcia czy niedopracowania – nie tylko jeśli chodzi o bohaterów. Ta fabuła mogłaby być wciągająca, ale trzeba by ją nieco urozmaicić, bowiem książek o ludziach obdarzonych różnymi darami, których akcja rozgrywa się w fikcyjnym świecie, a bohaterowie muszą się zmagać z dworskimi intrygami już się kilka pojawiło – dlatego trzeba stawiać na pewne innowacje, a tutaj ich brakuje. A szkoda, bowiem sama zapowiedź całej serii ukazywała coś naprawdę wspaniałego.

Czy „Drużyna Róży” jest dobrą kontynuacją serii? Ciężko powiedzieć, bowiem pod pewnymi względami w ogóle nie różni się od drugiego tomu – obydwie części utrzymują ten sam poziom, a ja nadal nie jestem do końca przekonana co do wartości tej historii. Główna bohaterka z pewnością nie mogłaby zostać moją przyjaciółką, ja sama nigdy nie byłabym w stanie się z nią identyfikować, a całość wydaje się być przewidywalna i pod kilkoma istotnymi względami niedopracowana – mam tutaj na myśli elementy takie jak napięcie, zwroty akcji czy wzbudzanie w czytelniku różnego rodzaju emocji. Mimo że starałam się całkowicie skupić na lekturze, to moje myśli wciąż gdzieś błądziły – po prostu nie byłam w stanie zaangażować się całkowicie w tę powieść, nie czułam odpowiedniej atmosfery, historia mnie nie porwała. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że znajdą się czytelnicy, którym ta seria naprawdę przypadnie do gustu – dlatego nie zrażajcie się i jeżeli tylko czujecie taką potrzebę, to dajcie Adelinie szansę!


Książkę w okazyjnej cenie możecie zakupić tutaj:

http://www.taniaksiazka.pl/malfetto-druzyna-rozy-tom-2-lu-marie-p-629601.html
 

W SKRÓCIE:

"Drużyna Róży" to drugi tom serii o ludziach obdarzonych Mrocznym Piętnem, gdzie sam pomysł jest naprawdę ciekawy, ale wykonanie nie najlepsze. Mimo że książkę czyta się szybko, to nie jest ona w niczym zaskakująca, a główna bohaterka jest po prostu irytująca. Brakuje tutaj pewnych elementów, które sprawiłyby, że dałabym się całkowicie porwać tej historii. Czuję niedosyt, moim zdaniem autorka nie wykorzystała całego potencjału tej opowieści.

DLA KOGO?

Z pewnością dla tych czytelników, którym pierwszy tom przypadł do gustu - oni nie powinni się czuć zawiedzeni. 
 

Recenzja pierwszego tomu: klik

sobota, 28 maja 2016

"The Witch Hunter. Łowczyni" - Virginia Boecker

 
 
 
 Data wydania: 02.03.2016
Tytuł oryginału: The Witch Hunter
Tłumacz: Grzegorz Komerski
ISBN: 978-83-7686-434-1
Wymiary: 130 x 240 mm
Strony: 350
 Cena: 37,90zł
Seria: Łowczyni #1
 
 
 
 
 
 
 
 
„The Witch Hunter. Łowczyni” to książka, na którą miałam wielką ochotę! Przede wszystkim ze względu na jej główny wątek – czarownice. Jest to prawdopodobnie jeden z moich ulubionych motywów w literaturze, jednak problem polega na tym, że mało któremu autorowi udaje się go odzwierciedlić w taki sposób, który zadowalałby mnie w stu procentach. Mimo że powieść Virginii Boecker jest całkiem przyjemna w odbiorze, to jednak nie jest to powieść idealna, która urzekłaby mnie na tyle, aby wspominać ją dłużej niż chwilę.

Elizabeth Grey jest bardzo niepozorną dziewczyną – niewysokiego wzrostu, drobna blondynka o słodkiej buźce. Jednak nie dajcie się zwieść i nie oceniajcie książki po okładce – Elizabeth służy w jednostce królewskich łowców czarownic i jest naprawdę świetna w swoim fachu. Mimo że doskonale służy swojemu władcy, tak któregoś dnia, przez przypadek, sama zostaje oskarżona o praktykowanie magii i skazana na śmierć. Jednak nie dochodzi do egzekucji, bo z opresji ratuje ją najpotężniejszy i najbardziej poszukiwany mag w całym królestwie. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że uratował i przygarnął pod swój dach łowczynię, jednak wszystko wskazuje na to, że Elizabeth jest mu potrzebna do wypełnienia konkretnej misji, która ma dla niego ogromne znaczenie. Czy dziewczyna porzuci znane jej do tej pory ideały i sprzymierzy się z potencjalnym wrogiem?

Zaczynając od dobrych stron tej powieści, należy zwrócić uwagę na styl autorki. Książkę można spokojnie zaliczyć do fantastyki młodzieżowej, bowiem główna bohaterka liczy sobie zaledwie 16 lat, ale mimo wszystko język pani Boecker nie pozostawia wiele do życzenia. Jest niebanalny, dopracowany i brak tutaj infantylnych zwrotów czy wypowiedzi, które mogłyby czytelnika lekko zirytować. O dziwo wiek bohaterki też nie powinien być rzeczą, która odstrasza i zniechęca do lektury, bowiem Elizabeth mimo wszystko nie sprawia wrażenia głupiej nastolatki. Dobrą rzeczą jest również sam pomysł – może nie jest wyjątkowo oryginalny, ale mimo wszystko nie powtarza też zbyt wielu schematów znanych mi z innych powieści związanych z czarownicami. Całkiem przyjemnie śledzi się losy bohaterów i muszę przyznać, że historię Elizabeth czyta się bardzo szybko, lekko i przyjemnie. 

Dosyć dobrze został przedstawiony świat powieści, w wystarczającym stopniu poznajemy prawa, jakie w nim panują, a przede wszystkim zasady obowiązujące łowców czarownic. Jednakże autorce nie udało się stworzyć odpowiedniego klimatu – jest on zdecydowanie za słabo wyczuwalny, przez co czytelnik nie może całkowicie zżyć się z tą powieścią – a przynajmniej mnie się to nie udało. Natomiast całkiem przyjemne jest tempo akcji – przypomina nieco sinusoidę, przyspiesza w odpowiednich momentach, czyli tam, gdzie zaczyna się dziać coś konkretnego i co ma wpływ na dalszy rozwój fabuły, a po chwili zwalnia, a czytelnik ma chwilę wytchnienia, w której może sobie wszystko poukładać – chociaż nie jest to powieść tego typu, w której można się zagubić. Rozgrywające się wydarzenia są przedstawione w sposób logiczny i chronologiczny, a więc nie ma ku temu możliwości.

Niestety, największym minusem tej powieści są jej bohaterowie. Są po prostu płascy, mało wyraziści – jakby ciągle okrywała ich gęsta mgła, przez którą nie idzie dostrzec cech ich charakteru i zobaczyć drzemiącego w nich potencjału. W moim odczuciu są całkowicie pozbawieni życia, chociaż najwięcej werwy wydawała się mieć uczennica Nicholasa (najpotężniejszego maga w królestwie), a nie główna bohaterka. Słabo widoczne są również relacje pomiędzy bohaterami, co w efekcie skutkuje tym, że książka nie wzbudza w czytelniku żadnych konkretnych emocji. Owszem, pojawiają się tutaj chwilami pewne zwroty akcji, a fabuła może się wydawać nieprzewidywalna, ale nie do końca kompensują one pozostałe braki tej powieści. 

„The Witch Hunter. Łowczyni” to książka, którą oceniłabym tak pół na pół. Ma w sobie godne uwagi elementy, historia przedstawiona przez autorkę potrafi wciągnąć, jednak ciężko nie zauważyć pewnych braków i niedociągnięć. Sama fabuła jest przyjemna, chociaż z pewnością dało się ją bardziej urozmaicić, ale słabo wykreowani bohaterowie to coś, czego po prostu nie znoszę! Zwłaszcza, jeżeli mam do czynienia z czarownicami czy łowcami – przecież to z  definicji są osoby pełne życia, werwy, z tak zwanym pazurem. W tym przypadku jest to w ogóle niewidoczne. Krótko mówiąc – książka ma swoje wady i zalety, ale jeżeli szukacie lekkiej lektury na dwa czy trzy wieczory, to w takiej roli powinna się sprawdzić.  
W SKRÓCIE:

Książka jest dosyć wciągająca i dobrze napisana, ale ma też pewne niedociągnięcia - przede wszystkim jeżeli chodzi o kreację bohaterów. Plusy i minusy częściowo się równoważą, ale mimo wszystko dzieło Virginii Boecker czyta się lekko, szybko i przyjemnie.

DLA KOGO?

Dla osób poszukujących nieskomplikowanej powieści, które po prostu chcą się na chwilę oderwać od rzeczywistości - chociaż też może się to do końca nie udać.
 

Książkę w okazyjnej cenie możecie zdobyć tutaj:

http://www.taniaksiazka.pl/the-witch-hunter-lowczyni-boecker-virginia-p-621792.html

czwartek, 26 maja 2016

"Red Rising. Gwiazda zaranna" - Pierce Brown


 


   
 
Data wydania: 20.04.2016

Tytuł oryginału: Morning Star
Tłumacz: Małgorzata Koczańska
ISBN: 978-83-640-3082-6
Wymiary: 135 x 205 mm
Strony: 512
 Cena: 39,90zł
Seria: Red Rising #3
 
 
 
 
 
 
„Gwiazda zaranna” to już ostatni, finałowy tom znakomitej serii „Red Rising”, która – co mnie bardzo dziwi – nie stała się jakoś wybitnie popularna w naszym kraju. Aż dziw bierze, bo przecież dystopie są nadal dosyć popularne – może nie tak, jak jeszcze rok czy dwa lata temu, ale jednak wciąż wiele osób bardzo chętnie po nie sięga i wyczekuje kolejnych pozycji z tego gatunku. Niestety, często się zdarza, że otrzymujemy powtórkę z rozrywki i czujemy się mocno rozczarowani – natomiast w przypadku serii Pierce’a Browna jest zupełnie na odwrót, to kawał doskonałej lektury, która na długo z Wami pozostanie!

Darrow au Andromedus stracił całą nadzieję na lepsze jutro, nadzieję na lepszy świat. Być może udało mu się doprowadzić do lekkiego rozłamu wśród Złotych, ale jednak ich potęga wydaje się nie do pobicia. Złoci mają każdą możliwą przewagę nad rebeliantami, a Synowie Aresa w większości zostali zabici. Jak może walczyć, skoro jego rodzina i przyjaciele są przekonani, że już nie żyje, Mustang go opuściła, a Szakal nie ma zamiaru puścić mu płazem wszystkiego, co zrobił? Ostatnia nadzieja w garstce buntowników, którzy starają się go uratować. Czas nie jest ich sprzymierzeńcem, bo w Układzie Słonecznym wybucha wojna, a Szakal przecież nie będzie wiecznie czekał, aby pozbawić swojego więźnia życia. Ale to właśnie Darrow jest jedyną osobą, za którą podąży tłum, aby w końcu zakończyć terror Złotych. To on jest nadzieją na wygranie wojny.

Ponieważ to już finał i definitywny koniec, mam okazję ocenić tę serię jako całość, jednakże w przeważającym stopniu chciałabym się skupić na „Gwieździe zarannej”. Pierwszy tom był wspaniały – całkowicie mnie urzekł i do dnia dzisiejszego pamiętam, że ciężko było się od niego oderwać i ot tak odłożyć go na półkę. Drugi tom czytało mi się nieco trudniej, choć nadal nie wiem, z czego to wynika, ale nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobał – był trudniejszy, bardziej złożony, a ja po prostu mogłam mieć gorszy dzień. A trzecia część? To jest majstersztyk! To, czego dokonał w swojej twórczości Pierce Brown jest po prostu niesamowite i nie będzie przesadą, jeżeli napiszę, że seria „Red Rising” to jedna z najlepszych dystopii, jakie miałam okazję czytać!

We wszystkich trzech tomach zachowana jest ciągłość historii Darrowa, ale podczas czytania „Gwiazdy zarannej” dopadła mnie jedna myśl – każdy tom wyróżnia się na swój własny sposób. Mimo że wątek przewodni wciąż pozostaje jeden i ten sam, tak jest to historia bardzo złożona i rozbudowana, a każda część posiada charakterystyczne dla siebie elementy, które w inny sposób oddziałują na czytelnika. Akcja i dynamika to dwie rzeczy, których nie można odmówić żadnej z nich, ale mimo wszystko da się je nieco inaczej odebrać – nie jestem pewna, czy do tej pory spotkałam się z taką serią, w której aż tak dogłębnej analizie poddawałabym wszystkie wydarzenia, ale naprawdę jestem w stanie dostrzec istotne różnice. „Złota krew” oferował coś na styl „Igrzysk Śmierci”, gdzie co chwila towarzyszył mi dreszczyk emocji. „Złoty syn” był już nieco inny, skupiał się na problematyce Złotych i misji Darrowa, pojawiały się zaskakujące zwroty akcji a autor trzymał mnie w napięciu aż do ostatniej strony. A „Gwiazda zaranna”? To istna bomba: zarówno jeżeli chodzi o akcję, jej zaskakujące zwroty, nieprzewidywalność, napięcie oraz towarzyszące czytelnikowi emocje.

Tutaj naprawdę nie możemy być pewni tego, co wydarzy się za chwilę. Nie wiemy, komu możemy ufać – podobnie jak Darrow. Zdrajcy? Ich jest całe mnóstwo. Walka ze Złotymi? Wygląda na to, że z góry jesteśmy skazani na porażkę – ale to właśnie w takich chwilach rozpaczy pojawia się mała iskierka nadziei, która wiąże się z przyjaźnią i odwagą. Darrow ma ludzi, na których może liczyć. A jego wrogowie są jedynie opętani chęcią zemsty. Autor doskonale poradził sobie z przedstawieniem myśli głównego bohatera i towarzyszących mu emocji, które z łatwością przechodzą na czytelnika. Świetnie wykreował świat, w którym rozgrywa się akcja, stworzył niepowtarzalnych i bardzo wyrazistych bohaterów, a co najważniejsze – w całości wykorzystał potencjał tej historii. Mimo że można by się doszukiwać podobieństw do innych lektur tego typu, to nadal uważam, że jego pomysł jest jedyny w swoim rodzaju – a co więcej, cała seria została napisana wspaniałym językiem, jest bardzo dobrze dopracowana, pełna szczegółów i nie sposób się od niej oderwać. Jest jeszcze jeden istotny element – nie jest to kolejna dystopia o zbuntowanych nastolatkach czy coś tym stylu. To historia pełna pasji, bardzo dojrzała i głęboka, w której autor połączył wszystko to, co najlepsze.

Nie jestem w stanie wskazać, który tom podobał mi się najbardziej. Każdy utrzymuje odpowiedni poziom, a Pierce Brown wykonał kawał naprawdę dobrej roboty. „Red Rising” to doskonała seria, która pozostanie ze mną na bardzo długo. Po skończeniu „Gwiazdy zarannej” poczułam niesamowitą ulgę – towarzyszyło mi uczucie takiej dziwnej lekkości, choć myślami wciąż byłam w świecie stworzonym przez Browna. Czy miałam pewność, że wszystko zakończy się dobrze? Nie. Czy zakończenie można uznać za typowy happy-end? Kwestia sporna – w końcu każda wojna wymaga ofiar. Czy wiedziałam, że coś może pójść nie tak? Oczywiście. Czarne myśli nie raz wchodziły do mojej głowy, ale gdzieś tam na dnie zawsze tliła się iskierka nadziei – podobnie jak u Darrowa i jego towarzyszy. Z całego serca polecam Wam tę serię, zwłaszcza jeżeli szukacie dojrzałej lektury, dzięki której przepadniecie na kilka dobrych godzin. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

drageus.com
 

czwartek, 19 maja 2016

Czytelnicze nawyki TAG

Każdy mól książkowy ma jakieś nawyki, o których czasem nawet nie myśli, bowiem wykonuje te czynności automatycznie. Ale na blogu secretofbooks znalazłam TAG związany właśnie z czytelniczymi nawykami i tak mi się spodobał, że sama postanowiłam umieścić go u siebie! :)

Czy masz w domu konkretne miejsce do czytania?
Pierwsza myśl – nie. Ale jednak tak. Mój pokój. Głównie łóżko albo ziemia przy łóżku. Rzadko kiedy czytam gdzie indziej.

Czy podczas czytania używasz zakładki, czy przypadkowych świstków papieru? 
Zakładki, zawsze zakładki! 

Czy możesz po prostu skończyć książkę? Czy musisz dojść do końca rozdziału, okrągłej liczby stron?
Zazwyczaj dochodzę do końca rozdziału, wtedy mam mniejsze problemy z połapaniem się w fabule, chociaż ogółem i tak nie przychodzi mi to z większym trudem. Jednak to jakoś tak bardziej estetycznie wygląda. Nagle przerywam tylko sporadycznie – jak np. czytam w autobusie i spotkam kogoś znajomego.

Czy pijesz albo jesz podczas czytania? 
Głównie piję, ale to dlatego, że ja zawsze dużo piję – bez herbaty ani rusz, potrafię wypić nawet 10 kubków w ciągu dnia. A czasami kieliszek wina albo Martini do książki, a co! Zwłaszcza do urban fantasy! A jeżeli chodzi o jedzenie – nie jestem fanką podjadania.

Jesteś wielozadaniowa? Słuchasz muzyki albo oglądasz telewizor podczas czytania?
Nie. O ile normalnie mam ogromną podzielność uwagi, tak na czytanie poświęcam całą siebie. Jedyne co umiem wtedy robić to ćwiczyć tak czy inaczej – hula hoop albo jakieś rozciąganie.

Czy czytasz jedną książkę, czy kilka na raz? 
Wolę jedną, chociaż mam tak, że na telefonie zawsze jest napoczęty jakiś e-book, a też często poza czytaniem powieści czytam jakąś książkę parapsychologiczną, o dietach itd. – one nie mają „fabuły”, więc nie idzie się pomieszać.

Czy czytasz w domu, czy gdziekolwiek? 
Gdziekolwiek – zawsze mam w torbie książkę (albo dwie czy trzy…), a na telefonie kilka e-booków. W aucie (oczywiście, gdy ktoś inny jest kierowcą), w autobusie, na uczelni – jak tylko mam wolną chwilę to wyciągam książkę.

Czytasz na głos, czy w myślach?
W myślach – na głos raczej nie lubię. I dłużej mi wtedy wychodzi. Poza tym w myślach bardziej się wczuwam.

Czy czytasz naprzód, poznając zakończenie? Pomijasz fragmenty książki? 
Nie. Przyznaję, że nie raz mnie korci, ale zdarzyło mi się może tylko raz czy dwa.

Czy zginasz grzbiety książek?
W życiu! Traktuję książki jak świętość! Wszystkie muszą wyglądać nieskazitelnie!

Zaznaczasz swoje ulubione fragmenty? Jak?
Oczywiście! Mam małe, kolorowe karteczki z biedronki – chyba nie ja jedna z nich korzystam J Kiedyś zaznaczałam ołówkiem, a na pierwszej stronie zapisywałam numery stron, na których były cytaty, ale jakoś z tego zrezygnowałam. Łatwiej z karteczkami. 

A czy mam jakieś inne nawyki związane z czytaniem? Tak! Namiętnie obserwuję w autobusie innych czytelników... a właściwie to po prostu konkretnie chcę się dowiedzieć, jaką książkę czytają. Muszę dostrzec okładkę! Dodatkowo nigdy nie ominę okazji wejścia do księgarni - nie muszę nic kupować, chociaż bywa trudno, ale po prostu lubię być w otoczeniu tylu książek :)

Do zabawy nominuję:


I każdego, kto ma ochotę ;)