poniedziałek, 29 lutego 2016

Podsumowanie lutego + stos


Luty to najkrótszy miesiąc w roku. Jednak i tak udało mi się w nim zaszaleć. Łącznie przeczytałam 17 książek, czyli o jedną mniej niż w styczniu!
1. "Porwana Pieśniarka" - Danielle L. Jensen - 470 stron - recenzja
2. "Stacja jedenaście" - Emily St. John Mandel - 400 stron - recenzja
3. "Osobliwe i cudowne przypadku Avy Lavender" - Leslye Walton - 304 stron - recenzja będzie ;)
4. "Tu i teraz" - Ann Brashares - 248 stron - recenzja
5. "Medycyna mitochondrialna" - dr Bodo Kukliński - 245 stron - recenzja
6. "Nie gaś światła" - Bernard Minier - 506 stron - recenzja
7. "Pogranicze" - Heather Terrell - 256 stron - recenzja
8. "W ramionach gwiazd" - Amie Kaufman & Meagan Spooner - 488 stron - recenzja
9. "Zdrowie na talerzu" - Maria Cross - 208 stron - recenzja
10. "206 kości" - Kathy Reichs - 408 stron
11. "Nigdziebądź" - Neil Gaiman - 368 stron
12. "Zła krew" - Sally Green - 352 stron
13. "Magia zabija" - Ilona Andrews - 432 stron - recenzja
14. "Panika" - Lauren Oliver - 360 stron - recenzja
15. "Zaginiona wyspa" - Douglas Preston & Lincoln Child - 440 stron - recenzja wkrótce
16. "Przebudzenie labiryntu" - Rianer Wekwerth - 352 stron - recenzja wkrótce
17. "Silmarillion" - J.R.R. Tolkien - 368 stron

Łącznie 6205 stron! Daje to jakieś 214 stron dziennie :)
Najlepsze książki: "Nie gaś światła", "Magia zabija" oraz "Silmarillion"
Najgorsze książki: "Tu i teraz" oraz "Pogranicze"

Miłe zaskoczenie: "W ramionach gwiazd"

A teraz to, co najlepsze! Ile książek przybyło mi w lutym? Sporo... Więcej niż dni liczy sobie ten miesiąc, bo 32!

1. "Magonia" - Maria Dahvana Headley, "Ginekolodzy" - Jurgen Thorwald oraz "Odwrócony świat" - Christopher Priest - książki otrzymane od księgarni taniaksiazka.pl do recenzji
2. Seria "Anielskie zastępy" - Maja Lidia Kossakowska - prezent od chłopaka :) W końcu mam *_* Polowałam na nią od jakiegoś czasu :)
3. "Pół wojny" - Joe Abercrombie - od wydawnictwa Rebis do recenzji - zakończenie doskonałej serii, na pewno będzie świetne!
4. "Odkrywanie Hobbita J.R.R. Tolkiena" - Olsen Corey - prezent od mamy! :) Kocha mnie :D
5. "Prawda o dziewczynie" - T.R. Richmond - do recenzji od wydawnictwa Otwarte. Książka zapowiada się naprawdę intrygująco!
6. "Szaleństwo" - Susan Vaught - do recenzji od Grupy Wydawniczej Foksal
7. "Bursztynowy dym" - Kristin Cast, "Rebelianci" - Kristen Simmons, "Żniwa zła" - Robert Galbraith oraz "Życie i śmierć" - Stephenie Meyer - do recenzji od wydawnictwa Publicat. Nie czepiać się, że "Zmierzch"! ;p




8. "Nauka wobec wiary" - Willem B. Drees, "Ostatnie trzy minuty. O ostatecznym losie wszechświata" - Paul Davies, "Liczby natury" - Ian Stewart oraz "Początek wszechświata" - John D. Barrow - dzięki uprzejmości pani Reginy z CCPress zakupiłam książki z rabatem 50% :)
9. "Jednakowo odmienni" - Tim Spector - kolejny prezent od chłopaka :) Epigenetyka *_*
10. "Zdrowe jelita, zdrowe życie" - Joachim Bernd Vollmer, "Związek ducha i materii" - Danuta Adamska-Rutkowska, "Przeprogramuj swoje geny" - Mark Sisson oraz "Medycyna ciała i ducha"  - Alberto Villoldo - do recenzji od wydawnictwa Studio Astropsychologii
11. "Zaginiony świat" - Michael Crichton, "Szklany miecz" - Victoria Aveyard oraz "Publiczne egzekucje" - Nigel Cawthorne - zakupione na promocji 3za2 w empiku, przyszło w dniu premiery "Szklanego miecza" :)
12. "Ebola" - David Quammen - od wydawnictwa MUZA do recenzji
13. "Sedinum" - Leszek Herman - od wydawnictwa MUZA do recenzji
14. "Królowie przeklęci"  - Maurice Druon - od wydawnictwa Otwarte do recenzji


Tyyyyyyle dobrego! *_* A marzec i kolejne miesiące raczej nie zapowiadają się zbyt optymistycznie jeżeli chodzi o czas na czytanie. Czas zacząć pisać magisterkę, robić analizy statystyczne otrzymanych wyników i inne pierdoły...

Jak Wam się udał luty? :)

PS. Wyprzedaż robię -> http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=35807655

sobota, 27 lutego 2016

Z życia książkoholika: Stylówa książkoholika - współpraca z dresslink

Jak dobrze pamiętacie, albo i nie, jakiś czas temu pisałam o podjęciu współpracy z dresslink.com. Zdziwiłam się otrzymaną propozycją, ale przystałam na nią, gdyż stwierdziłam, że nic nie tracę, a to zawsze jakieś nowe wyzwanie :) Przekonałam się już jak to wygląda no i... otrzymałam paczkę z wybranymi przez siebie produktami. Pozostałam przy ubraniach, bo jak każda kobieta lubię ciuchy, dodatki itd :) Przez styl lubię wyrażać siebie i uważam, że każdy w pewnym stopniu to robi.
Skorzystałam z pięknej pogody i wybrałam się na spacer, aby porobić kilka zdjęć i zaprezentować Wam nowe ubrania :) Jestem naprawdę zadowolona.

Tunika -> http://bit.ly/1SunPxd
Legginsy -> http://bit.ly/23JUNNJ

Leginsy mumia są świetne! Byłam trochę sceptycznie nastawiona, co do materiału i jakości, a także do rozmiaru. Zdążyłam się już przekonać, że "one size" to nie zawsze jeden rozmiar... Jednak te okazały się naprawdę pasować i idealnie się układają. Paskami można trochę manewrować i je układać na odpowiedniej wysokości. Z tyłu są gładkie, materiał cienki, więc nie nadają się moim zdaniem do noszenia zamiast spodni, ale do spódniczek czy tunik jak najbardziej! Idealne na lato. W pasie mają wszystką gumkę, więc dobrze się trzymają i nie spadają z ciała. Materiał jest elastyczny, rozciągliwy i przyjemny w dotyku, wygląda na porządny i nie wydaje mi się, żeby za chwilę miały się gdzieś same z siebie przerwać czy przedrzeć. Robią wrażenie!  


 Jeżeli chodzi o bluzkę to liczyłam na to, że będzie dłuższa. Na stronie wyglądała bardziej na tunikę, dla mnie jest jak bluzka - nieco dłuższa, ale jednak bluzka. Bądź co bądź do patyków nie należę i mam czym oddychać, więc może to dlatego :D Mimo wszystko naprawdę dobrze się prezentuje i jest bardzo wygodna. Porządny materiał, mimo że cienki. Z tyłu ma rozcięcie a pod nim delikatną siateczkę, wygląda to naprawdę super! Jednak najbardziej urzeczona jestem przodem i nadrukiem! Wiem, że wiele osób uzna go za kontrowersyjny albo coś, ale cóż poradzę - kocham taki klimat! Nadruk wygląda na porządny i mam nadzieję, że taki też się okaże i po pierwszym praniu nic się z nim nie stanie.






 Buzka - http://bit.ly/1PVB2i2

Lekko w stylu "nietoperza", chociaż zależy od budowy ciała. Wzięłam o rozmiar większą i dobrze się układa, chociaż mogłaby być jeszcze nieco bardziej nietoperzowata i rozłożysta. Mimo wszystko jestem zadowolona, bo będzie idealna i do spodni, i do spódniczki. Bez nadruków, bez dodatkowych udziwnień, nada się nawet do bardziej klasycznego stroju. Przyjemny i porządny materiał, dobre i mocne ściągacze u dołu i na końcu rękawów, dekolt nie za głęboki i nie za płytki. Jest naprawdę świetna!





Jestem naprawdę miło zaskoczona zarówno jakością, jak i ogólną prezencją ubrań. Z czystym sumieniem mogę polecić i czekam na lato, aby móc nie chować ich pod kurtką! :D

Dresslink:  http://bit.ly/1UMl340 
$0.01 Items:  http://bit.ly/20rRknU 
Free Shipping Items:  http://bit.ly/1Pj0V5N

środa, 24 lutego 2016

"Panika" - Lauren Oliver






Data wydania: 03.02.2016
Tytuł oryginału: Panic
Tłumacz:  Monika Bukowska
ISBN: 978-83-7515-385-9
Wymiary: 136 x 205 mm
Strony: 360
 Cena: 36,90 zł






„To, co budzi lęk, jest zazwyczaj najbardziej wartościowe.”

Wyobraźcie sobie małe miasteczko, w którym wszyscy się znają. Osiedle domków jednorodzinnych, pusty plac zabaw, puste boisko do koszykówki, a to wszystko na tle pomarańczowo-różowego nieba, któremu barwę nadaje zachodzące słońce. Lekki powiew wiatru, odrobina szarości spowijająca cały krajobraz, zapach letniego powietrza… Taka cisza przed burzą – piękna, a jednak nieprzewidywalna. Taki właśnie klimat charakteryzuje najnowszą powieść Lauren Oliver.

Panika to gra. Jeżeli wygrasz to zyskasz szansę na lepsze życie. Jeżeli przegrasz nie zyskasz nic. To gra pełna ryzyka – jeżeli złamiesz rękę, to i tak jesteś farciarzem. Niektórzy tracą życie. Nikt nie wie, kto nadzoruje Panikę. Nikt nie wie, kim są sędziowie, a to właśnie oni decydują o przebiegu poszczególnych zadań. Przebieg gry wiąże się nie tylko z przekroczeniem bariery bezpieczeństwa, to rywalizacja, podczas której uczestnicy muszą stawić czoła najgorszym lękom. Heather zawsze trzymała się z dala od Paniki, jednak gdy zobaczyła swojego chłopaka w objęciach innej dziewczyny, postanowiła podjąć ryzyko. Impuls pchnął ją do tego, aby wstąpić do gry. Tylko czy było warto?

Czytając tę powieść można odnieść wrażenie, że z jednej strony gra jest tylko pewnym jej elementem, punktem odniesienia czy dodatkiem do całej historii, ale z drugiej strony stanowi ona jednak podstawę tej opowieści. To historia pełna smutku, która prezentuje naprawdę poważne problemy, z jakimi ludzie muszą się zmierzyć w życiu. Smutek goni smutek, pojawia się motyw matki alkoholiczki czy siostry poruszającej się na wózku inwalidzkim. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co go czeka w życiu. To właśnie taki marny los i poczucie beznadziei popycha ludzi do rozpoczęcia gry. Wygrana jest w stanie zapewnić zwycięzcy nowe, lepsze życie. Kto by tego nie chciał?

Chwila, w której możemy odkreślić przeszłość grubą kreską jest czymś pięknym. Panika oferuje nowy początek, czystą kartę… a taka okazja potrafi uruchomić tę stronę ludzkiej natury, która wiąże się z pierwotnym instynktem przetrwania. Nadzieja to wszystko co mają bohaterowie tej książki, zwłaszcza Heather i Dough, bowiem to z ich punktu widzenia poznajemy całą historię. Oni starają się podejść do tego rozsądnie, ale wśród graczy są również tacy, którzy nie cofną się przed niczym, aby wygrać. Niebezpieczeństwo zadań to jedno, stawienie czoła najgorszym lękom to drugie. A do tego wszystkiego dochodzi bezwzględność przeciwników, które nie łapie się do żadnej z tych dwóch kategorii. 

Lauren Oliver doskonale przedstawiła świat, w którym rozgrywa się akcja tej powieści. Nie jest to żadna kraina fantasy, a zwykłe miasteczko, którego obraz snuje się przed naszymi oczami przez całą powieść. Wyżej opisany przeze mnie klimat udziela się czytelnikowi już od pierwszych stron i towarzyszy do samego końca. Tempo akcji uważam za całkiem odpowiednie i dopasowane do powagi sytuacji, chociaż ciężko tutaj mówić o nieprzewidywalności. W pewnej chwili wiele rzeczy staje się oczywistych, a brak tajemnicy czy poczucia niepewności raczej nie działa na korzyść powieści. Być może nie jest to tego typu pozycja, w której byłoby to nagminnie wymagane, ale z pewnością by nie zaszkodziło. 

Z pewnością jest to jednak książka bardzo realistyczna i nieszablonowa. Być może nie byłam w stanie zżyć się z bohaterami na tyle, aby trzymać za nich kciuki, ale doskonale rozumiałam motywy, które nimi kierowały. Przyznaję, że spodziewałam się czegoś innego, ale to, co otrzymałam, nie zawiodło mnie. Ogromnym plusem tej powieści jest jej klimat i dbałość o szczegóły, a także to, że skłania do refleksji i przemyśleń. Z jednej strony ukazuje podłość niektórych ludzi, ale z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i daje nam świadomość tego, że można w życiu natrafić na takie osoby, które zrobią wszystko, aby nam pomóc. Pięknie pokazuje motyw przyjaźni, chociaż w wielu chwilach jest pełna bólu, smutku i przygnębienia.

„Panika” to ciekawa książka, która ma w sobie coś interesującego. Nie urzekła mnie aż tak, jakbym tego chciała, ale warto zwrócić na nią uwagę. Czyta się ją szybko i z zaangażowaniem, chociaż uważny czytelnik prawdopodobnie dosyć szybko przewidzi bieg wydarzeń i mało co będzie w stanie go zaskoczyć. Najważniejsze jest to, że prezentuje ona naprawdę życiowe i mocne problemy, a jej bohaterowie, mimo młodego wieku, wydają się być dojrzali i w pełni świadomi swoich działań. Pozostaję oczarowana klimatem, zaintrygowana pomysłem, chociaż wiem, że nie jest to historia, która pozostanie ze mną na dłużej. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


poniedziałek, 22 lutego 2016

"Magia zabija" - Ilona Andrews




Data wydania: 03.02.2016
Tytuł oryginału: Magic Slays
Tłumacz:  Marek Najter
ISBN: 978-83-7964-103-1
Wymiary: 125 x 205 mm
Strony: 432
 Cena: 37,90 zł
Seria: Kate Daniels #5 








„Magia zabija” to długo wyczekiwany, piąty tom cyklu o Kate Daniels. Jestem wierną fanką twórczości Ilony Andrews, ze szczególnym uwzględnieniem tej serii. Pokochałam ją od pierwszej chwili, a z każdą kolejną częścią moja miłość rosła i rosła! Gdy zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach – jeszcze dosyć wczesnych – to ucieszyłam się jak małe dziecko! Z utęsknieniem wyczekiwałam dnia, w którym będę miała okazję powrócić do magicznej Atlanty…

Kate na dobre porzuciła Zakon Rycerzy Miłosiernej Pomocy i przeniosła się do siedziby Gromady. Oficjalnie została Małżonką Władcy Bestii, a tym samym jego towarzyszką, która ma prawo decydować o losie zmiennokształtnych. Mimo wszystko wciąż trzymają się jej paranormalne problemy… i to w jakich ilościach! Ma zamiar rozkręcić własną działalność, ale jest to trudniejsze niż myślała, zwłaszcza, że Zakon na każdym kroku szarga jej dobre imię. Mimo wszystko otrzymuje ciekawą ofertę zarobku, a zadanie nie wydaje się być skomplikowane. Jednak już po kilku dniach okazuje się, że jest to sprawa życia i śmierci – zwłaszcza dla obdarzonych magią. Jeżeli Kate nie podoła temu wyzwaniu, zginą wszyscy, na których jej zależy.

Po raz kolejny dałam się całkowicie porwać fabule wymyślonej przez Ilonę Andrews. Urban fantasy jest słabo rozpowszechnionym gatunkiem na polskim rynku wydawniczym, co wciąż uważam za ogromną niesprawiedliwość! „Magia zabija” to doskonała kontynuacja, która wciąga już od pierwszych stron. Wciąż mamy do czynienia z tymi samymi bohaterami, których poznaliśmy w poprzednich tomach, wiele problemów ciągnie się za Kate już od dawna, a na jej drodze wciąż pojawiają się nowe. Ilona Andrews w doskonały sposób operuje słowami, kreuje tajemnice i zapewnia ogromną dawkę rozrywki i ironicznego humoru, ale nie zapomina również o chwilach pełnych napięcia, w których serce czytelnika diametralnie przyspiesza.

Kate jest jedyną w swoim rodzaju i niepowtarzalną bohaterką! Jest to taka postać, z którą identyfikuję się prawie na każdym roku, ale uważam ją również za przyjaciółkę, która mogłaby mnie obudzić nawet o trzeciej w nocy tylko po to, żeby iść razem skopać komuś tyłek. Jest pewna siebie, ceni sobie indywidualność, ale potrafi również zaryzykować własne życie, aby chronić tych, których kocha. To dojrzała kobieta, która wie, czego chce. Jest bardzo elastyczna i potrafi się dopasować do każdej sytuacji, a przy tym wszystkim nie zapomina o swoich wartościach i celach. Nie powiem, że zawsze kieruje się zdrowym rozsądkiem, bo często rządzi nią impuls, ale to jest właśnie jej urok! To prawdopodobnie najlepsza postać w całym świecie urban fantasy!


Akcja powieści charakteryzuje się doskonałym tempem i dynamiką. Ilona Andrews nie boi się rzucać swoim bohaterom kłód pod nogi, często stawia ich pod ścianą i zmusza do podejmowania trudnych decyzji, nie zawsze dając im czas do namysłu. Nie brak tutaj scen walki czy rozlewu krwi, a to wszystko otacza niesamowita i magiczna atmosfera. W świecie stworzonym przez autorkę panuje bogata różnorodność jeżeli chodzi o nadprzyrodzone rasy –od zmiennokształtnych przez wampiry aż po czarownice. W tym tomie mamy okazję lepiej poznać przeszłość Kate, która jest niezwykle ciekawa! Liczę na to, że w kolejnych tomach wątek ten został w dużej mierze rozwinięty. Uwielbiam również te chwile, w których Kate i Curran są sami – kocham ich romans, który jest pełen pasji i namiętności, ale również dojrzałości. Każdy z nich wie, czego oczekuje od życia i związku, idealnie się uzupełniają, potrafią ze sobą spokojnie rozmawiać i każde z nich poruszyłoby niebo i ziemię, aby drugiemu nie stała się żadna krzywda. To jedna z moich ulubionych par literackich! 

„Magia zabija” to doskonała książka, która trzyma w napięciu od początku do końca. Porywa nas do świata Atlanty, którego nie ma ochoty się opuszczać. Przedstawia piękno przyjaźni, miłości i oddania, ale jest to również powieść naszpikowana akcją. Przy tej lekturze nie ma czasu na nudę! Sporo się tutaj dzieje, autorka rozwija wiele interesujących wątków, dba o odpowiednią dynamikę wydarzeń i wprowadza nutkę niepewności, co do punktu kulminacyjnego. To iście wciągająca historia, pełna zaskakujących zwrotów akcji, której nie da się odłożyć na półkę ot tak. Doskonała kreacja bohaterów i książkowego świata, odpowiednia dawka sarkazmu pomieszanego z humorem, dbałość o szczegóły i wciągająca fabuła to tylko jedne z wielu zalet tej pozycji. Gorąco polecam całą serię o Kate Daniels, bo to aż grzech jej nie znać!

 Za egzemplarz serdecznie dziękuję:



sobota, 20 lutego 2016

Z życia książkoholika: Moj wolny czas #1

Nie samymi książkami człowiek żyje? No tak... brzmi trochę strasznie, ale taka prawda. Kocham książki i nie wyobrażam sobie dnia bez przeczytania kilku rozdziałów. Mając wolny dzień, moją pierwszą myślą po przebudzeniu jest to, że cały dzień mogę poświęcić na czytanie. Ale czy na pewno? 

Nie ukrywam, że książki wypełniają jakieś 75 % mojego wolnego czasu, jak nie więcej. Wiąże się to nie tylko z czytaniem, ale również z pisaniem recenzji, prowadzeniem kilku fanpage'y na FB czy też przeglądaniem blogosfery. Mam to szczęście, że bardzo szybko pochłaniam strony, więc mogę wyrobić dobrą normę dzienną. Jednak co z tymi pozostałymi 25%? Na co je poświęcam? Na wiele rzeczy, a jedną z nich jest... yoga!

Swoją przygodę z yogą rozpoczęłam w styczniu 2014 roku, a więc mam za sobą już ponad dwa lata praktyki. Uważam, że naprawdę daleko zaszłam, choć wiem, że jeszcze długa droga przede mną, aby osiągnąć to, czego pragnę.

Nie praktykuję po to, aby chwalić się przecudownymi zdjęciami, na których robię wygięcia i dziwne rzeczy, choć nie ukrywam, że są one piękne i sama lubię siebie na nich oglądać. Cel mojej praktyki jest jednak zupełnie inny...

Zaczęłam chodzić na zajęcia jogi po to, aby poradzić sobie ze stresem i nerwicą lękową. Nic nie było w stanie mi pomóc, łącznie z lekami. A joga okazała się być złotym środkiem na wszystko! Nie tylko na ukojenie nerwów, ale również na astmę czy bóle kręgosłupa. Nigdy nie zapomnę uczucia, które towarzyszyło mi w drodze powrotnej do domu po pierwszych wspólnych zajęciach! Dodatkowo trafiłam na naprawdę wspaniałych ludzi, z którymi jogiczne wyjazdy były czymś wspaniałym!

Joga uczy wsłuchiwania się w swoje ciało, wycisza umysł i sprawia, że stajemy się szczęśliwi. Podobnie jak każda aktywność fizyczna, bo wtedy organizm zaczyna wytwarzać endorfiny. Joga jest jednak dla mnie najlepszym wyborem i całkowicie się w niej odnajduję! Dzięki niej wzmocniłam ciało, chociaż dużo pracy jeszcze przede mną... zawsze wolę iść w rozciąganie i wygięcia, ponieważ jestem bardzo elastyczna i przychodzi mi to z łatwością - uwaga, elastyczność bywa przekleństwem!

Pomijając wszelkie wpływy na samo ciało, pozostaje jeszcze wpływ na umysł i osobowość. Dzięki jodze jestem w stanie kontrolować napady paniki - to niesamowite, ale naprawdę jestem spokojniejsza, rzadziej wybucham i mało co potrafi mnie porządnie wyprowadzić z równowagi. Potrafię słuchać potrzeb swojego ciała, potrafię się wyłączyć i skupić na chwili obecnej... Efekt są niesamowite, naprawdę! Człowiek staje się bardziej pewny siebie i rozkwita. Myślę, że u każdego zmiany zachodzą w innym tempie, ale zawsze łączy je sporo podobieństw.

Bardzo często słyszę mylne pojęcie, że jak się praktykuje jogę to właściwie tylko się siedzi albo leży i nic nie robi... Nic bardziej mylnego! Zaufajcie mi, że jest to ciężka praca, wymagająca dyscypliny, samozaparcia, czasu, cierpliwości i konsekwencji. Przez pierwsze 6-7 miesięcy praktykowania 3 razy w tygodniu nie byłam w stanie się pozbyć zakwasów... Poniedziałek - zajęcia. Wtorek zakwasy, środa rano zakwasy powoli zanikają, a wieczorem znowu zajęcia... i tak w kółko. Jednak było warto! Do tej pory - mimo dwóch lat stałej praktyki - miewam czasami zakwasy, zwłaszcza jak sobie trochę poszaleję na macie. 

Co jeszcze ulega zmianie? Sposób odżywiania - zawsze lubiłam prowadzić zdrową dietę, ale teraz jest mi po prostu słabo na samą myśl, że miałabym się zatruwać fast-foodem czy innym świństwem. Owszem, zjem czasami parę czipsów czy pizzę, ale wierzcie mi, potem pluję sobie w twarz przez kilka dni i sięgam po coś takiego coraz rzadziej. Inaczej zaczyna się również postrzegać swoje otoczenie.

A tak z zabawniejszych rzeczy... zmienia się szafa! Wiecie ile mam strojów do jogi? A to nowy top, a to nowe leginsy... O! A takiego wzoru jeszcze nie mam. A może jakieś skarpetki do jogi? A nowa mata? O koniecznie, przecież dwie to za mało... A jakaś koszulka z motywem jogi? A może kostki i pasek w nowym kolorze? Tak to już bywa, gdy człowiek się od czegoś uzależnia... ale akurat takie uzależnienie to samo zdrowie!
Coś jeszcze? Tak... chwilami budzę się rano w dziwacznych pozycjach - ostatnio w szpagacie, przytulałam się do własnej nogi. No i bywa, że znajomi często się ze mnie śmieją jak siedzimy w jakimś barze czy knajpie... coś na zasadzie: "Tak, jeszcze bardziej się na tym krześle poskładaj!". 

Powiem Wam szczerze, że nie wyobrażam już sobie życia bez praktykowania jogi. Ciało samo się domaga, aby wskoczyć na matę, umysł również. I wierzcie mi, wymówki w stylu "aaa ja nie jestem rozciągnięta, to nie dla mnie" są do bani! Nie trzeba być rozciągniętym, aby praktykować jogę. Trzeba po prostu chcieć! :)








piątek, 19 lutego 2016

"Zdrowie na talerzu" - Maria Cross

Data wydania: 23.03.2015
Tytuł oryginału: Food and How to Make a Meal of It
Tłumacz:  Ciecieląg Grzegorz
ISBN: 978-83-651-705-76
Wymiary: 147 x 206 mm
Strony: 208
 Cena: 32,90 zł








Odpowiednio zbilansowana dieta jest kluczem do zdrowia i dobrego samopoczucia. Wielu osobom wydaje się, że zdrowe odżywianie jest pełne wyrzeczeń i trudności, ciężko jest ułożyć dietę, która faktycznie by nam służyła, a już komponowanie posiłków do pracy czy szkoły to w ogóle czarna magia. Oczywiście pierwsze kroki ku dobrym nawykom zawsze są trudne, ale potem sami stajemy się coraz bardziej świadomi tego, co wrzucamy do naszego brzucha. Wystarczy tylko zrobić ten pierwszy krok, a potem nasze ciało zacznie samo „mówić” nam, czego potrzebuje, a na co nie ma ochoty.

Ale jak się przełamać i zrobić ten pierwszy krok? Być może odpowiednią pomoc znajdziecie w książce Marie Cross, „Zdrowie na talerzu”. Nie jest to książka kucharska, w której znajdziecie gotowe przepisy na zdrowe dania, a poradnik, który nauczy Was, jak odpowiednio bilansować posiłki i czego najlepiej podczas tego procesu unikać. Książka ta ma bardziej na celu uświadomienie czytelnikowi, jakie błędy popełnia w odżywianiu  i w jaki sposób może je z łatwością naprawić. Marie Cross przedstawia zamienniki niezdrowej żywności, chociażby białego cukru, rozwiewa wiele mitów dotyczących pożywienia i przedstawia grupy produktów, które pomagają w suplementacji odpowiednich witamin i składników odżywczych.

Książka jest napisana przystępnym językiem i ma świetną formę. Została podzielona na 5 następujących rozdziałów: „Co na śniadanie?”, „Co na obiad?”, „Co na kolację?”, „Co na przekąskę?” oraz „Co do picia?”. Doskonały zabieg zastosowany przez autorkę, który sprawił, że jej porady są przejrzyste i umożliwia to wprowadzanie zmian do każdego posiłku z osobna. No i nie zapomniała o przekąskach, które tak często są naszą zmorą! W każdym z rozdziałów znajdziemy jeden czy dwa proste przepisy, od których możemy zacząć naszą nową dietę, a co więcej, jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się, co wpakować do lunch boxa, to znajdziecie tutaj mnóstwo ciekawych, chwilami zaskakujących propozycji!

Okładka „Zdrowia na talerzu” wskazywałaby na to, że Marie Cross poleca dietę czysto roślinną, tym czasem jest zupełnie na odwrót. Jej porady są uniwersalne i odpowiednie dla każdego. Jeżeli akurat weganin czy wegetarianin sięgnie po tę książkę, to po prostu może z łatwością pominąć podrozdziały  związane z mięsem. Osobiście uważam jednak, że jest to książka, która będzie bardziej odpowiednia dla tak zwanych wszystkożerców, którzy po prostu chcą zacząć jeść zdrowiej i w bardziej rozsądny sposób. Marie Cross podchodzi do tego tematu w bardzo obiektywny sposób – nie neguje danej grupy produktów, tylko w klarowny sposób wyjaśnia, co jest w niej złe, a co dobre i na co powinniśmy zwrócić uwagę przy komponowaniu posiłków.

„Zdrowie na talerzu” to bardzo przyjemna pozycja, zwłaszcza dla osób, które nie do końca wiedzą, jak zmienić swoją dietę na lepsze. W poradniku stworzonym przez Marie Cross można znaleźć całe mnóstwo przydatnych informacji, wskazówek i  ciekawostek. Jest to książka, która umożliwi tworzenie posiłków w sposób zdrowy i przyjemny, ale bez mocnych restrykcji i zakazów. Autorka podchodzi do sprawy rozsądnie i jest to ogromna zaleta tego poradnika! Pamiętajmy o jednym – jesteśmy tym, co jemy, a nasze ciało z pewnością nam podziękuje, jeżeli zaczniemy dostarczać mu odpowiednie pożywienie.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

www.illuminatio.pl

środa, 17 lutego 2016

"Pogranicze" - Heather Terrell

 
 
 
 
Data wydania: 17.06.2015
Tytuł oryginału: Boundary
Tłumacz: Marta Fijał
ISBN: 978-83-280-2073-3
Wymiary: 123 x 194 mm
Strony: 256
 Cena: 34,99 zł
Seria: Księgi Ewy #2
 
 
 
 
 
 
„Pogranicze” to drugi tom serii Księgi Ewy, tworzonej przez Heather Terrell. Przyznaję, że autorka miała naprawdę bardzo dobry pomysł na stworzenie porywającego cyklu i pierwszy tom wspominam całkiem miło. Niestety, w przypadku „Pogranicza” sprawdza się chyba słynne fatum drugiej części…

O ile „Relikt” był na swój sposób urzekający, bowiem po części przypominał mi moje ukochane „Igrzyska Śmierci”, tak „Pogranicze” skupia się już na zupełnie odmiennych wydarzeniach. Ewa wygrała Próby i dołączyła do grona poważanych Archonów. Jako pierwsza kobieta od stu pięćdziesięciu lat. Jej Ojciec marzy o tym, aby Ewa dostosowała się do nowego życia i odpowiednio wypełniała swoje obowiązki. Jej Matka widzi ją w roli Panny i Narzeczonej. A sama Ewa? Pragnie godnie zastąpić swojego zmarłego brata, nie chce zawieść ojca, ale jest rozdarta pomiędzy byciem Archonem a szukaniem prawdy o świecie, w którym przyszło jej żyć. Tym bardziej, że tajemnica goni tajemnicę…

Nie da się ukryć, że intrygującą rzeczą był już sam pomysł autorki na przedstawienie świata po Uzdrowieniu. Symbol Apple (tak, to słynne jabłuszko) stał się symbolem Boga, a społeczeństwo sprawia wrażenie ogromnie zacofanego. Technologia została zatracona i stanowi rzecz zakazaną, Relikty są kolekcjonowane tylko po to, aby pamiętać o przeszłości, która zniszczyła ludzkość i przyniosła unicestwienie. Zastanawiałam się, w jakim kierunku pójdzie autorka, aby lepiej wyjaśnić czytelnikom przyczynę Uzdrowienia i sam motyw jego powstania, jednak na tym polu się zawiodłam. Heather Terrell zbyt mocno nawiązała do wielu innych powieści tego typu i w jej wyjaśnieniu nie było nic zaskakującego. 

Główna bohaterka jest dosyć dziwną postacią, do której nie poczułam ani sympatii ani nienawiści. Mimo że ma pewne przebłyski, w których prezentuje część swojego charakteru, tak nadal wydaje mi się być płytka i niewyraźna. Autorka wykreowała ją jako wybrańca, nadzieję na lepsze jutro, osobę, która odkryje prawdo i położy koniec obecnemu systemowi. Brzmi znajomo? No właśnie. Kolejny powtarzający się motyw, do którego dochodzi oczywiście pełnienie władzy przez tajemniczych Archonów, wśród których Ewa zyskuje wrogów i przyjaciół. Jakby tego było mało, pojawia się motyw trójkąta miłosnego, chociaż główna bohaterka nie ma żadnych oporów i z łatwością wypada z ramion jednego ukochanego i pędzi do drugiego. 

Pozytywną rzeczą jest jednak zaangażowanie, jakie autorka włożyła w tworzenie tej powieści. Być może powiela wiele wątków i motywów, a jej historia jest bardzo schematyczna, ale w dobry sposób opisuje swoją wizję przyszłości. Język, którym się posługuje też jest odpowiedni, a stylistyka nie pozostawia wiele do życzenia. Nie jest to też lektura skomplikowana, czyta się ją lekko i szybko. Mimo wszystko nie poczułam się aż tak pochłonięta tą opowieścią, aby odpowiednio się w niej zagłębić. Nie zżyłam się z główną bohaterką w żadnym stopniu, chwilami miałam wrażenie, że jest ona małą, zagubioną istotką, która robi to wszystko tylko po to, żeby godnie zastąpić brata. Brak tutaj emocji czy elementów zaskoczenia, a fabuła jest przewidywalna.

Nie ukrywam, że Księgi Ewy są historią, która miała w sobie spory potencjał, jednak autorka nie wykorzystała go w odpowiedni sposób. Tej serii brakuje zbyt wielu elementów, aby miała ona szansę wybić się na polskim rynku, zwłaszcza, że do tej pory pojawiło się już sporo doskonałych dystopii czy antyutopii. Przyznam szczerze, że „Pogranicze” mnie rozczarowało, bowiem liczyłam na to, że będzie to godna kontynuacja „Reliktu”, a być może okaże się nawet lepsza. Niestety, fatum drugiej części przylgnęło i do tej powieści, a ja jestem po prostu zawiedziona.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję: