niedziela, 31 stycznia 2016

Podsumowanie stycznia + stos


Uwaga, uwaga... w styczniu udało mi się przeczytać 18 książek :) A prawdopodobnie jeszcze jedną dzisiaj skończę ;) Jestem z siebie dumna! W dużej mierze wynika to z tego, że miałam sporo czasu wolnego, ale zauważyłam też, że czytam jeszcze szybciej niż miałam w zwyczaju...

Lista przeczytanych książek:
1. "Angelfall. Penryn i Kres Dni" - Susan Ee - 368 stron - recenzja
2. "Kwantowy kod uzdrawiania" - Sandra Anne Taylor - 240 stron - recenzja
3. "Dziewczyna ognia i cierni" - Rae Carson - 416 stron - a recenzji nie pisałam ;p
4. "Nowa kuchnia wegetariańska" - Małgorzata i Norbert Duży - 312 stron - recenzja
5. "Kot Bob i jego podarunek" - James Bowen - 192 stron - recenzja 
6. "Płonąca korona" - Rae Casron - 416 stron - recenzja
7.  "Kod" - Kathy Reichs & Brendan Reichs - 408 stron - recenzja
8. "Biocentryzm" - Robert Lanza & Bob Berman - 264 stron -  recenzja
9. "Rozkaz zagłady" - James Dashner - 420 stron - recenzja
10. "Książę Lestat" - Anne Rice - 592 stron - recenzja
11. "Joga. Jak zmienić postrzeganie swojego ciała i życia" - 340 stron -  recenzja
12. "Po drugiej stronie" - Rafał Cuprjak - 350 stron - recenzja
13. "Pojedynek" - Marie Rutkoski - 384 stron - recenzja
14. "Kurs jasnowidzenia" - Alexandra Chauran - 192 stron - recenzja
15. "Plaga samobójców" - Suzanne Young - 456 stron - recenzja wkrótce
16. "Gwiezdny pył" - Neil Gaiman - 256 stron - nie pisałam recenzji
17. "Spalić wiedźmę" - Magdalena Kubasiewicz -  300 stron - recenzja
18. "Paragraf 5" - Kristen Simmons - 312 stron - recenzja wkrótce

Razem daje to 6218 stron :D czyli ok. 200 stron dziennie. Myślę, że całkiem ładnie poszło ;) Jakbym miała wymienić najlepsze z tych pozycji, to z pewnością znalazłby się tam "Książę Lestat" oraz "Kod". Bardzo podobało mi się również zakończenie trylogii "Angelfall", a miłym zaskoczeniem okazał się być debiut Magdaleny Kubasiewicz "Spalić wiedźmę". Największym rozczarowaniem była książka "Nowa kuchnia wegetariańska". Słabo wypadła również seria Rae Carson.

Udało mi się przeczytać 2 książki "z półki", chociaż to za wiele nie zmienia, biorąc pod uwagę, ile nieprzeczytanych tam jeszcze jest... Może jakieś wyzwanie? :)

A teraz pora na to, co najlepsze... czyli stos! W styczniu przybyło mi 21 książek!

1. "Milcząca dziewczyna" - Tess Gerritsen, "Władczyni snów" - Nina Blazon, "Anioł" - L.A. Weatherly oraz "Chłopak Nikt" - Allen Zadoff to książki z wymiany na lubimyczytac.pl. Bardzo się cieszę, że dorwałam "Chłopaka Nikt", bo polowałam na nią już od jakiegoś czasu.
2. "Medycyna mitochondrialna" - Bodo Kukliński i Anja Schemionek oraz "Medycyna ciała i ducha" - dr Alberto Villoldo dostałam od wydawnictwa Studio Astropsychologii do recenzji
3. "Dynamika astralna" - Robert Bruce, "Zdrowie na talerzu" - Maria Cross i "Iluzja percepcji" - David Icke - do recenzji od wydawnictwa Illuminatio
4. "Tu i teraz" - Ann Brashers, "Atlantyda odnaleziona" - Gavin Menzies i "Anatomia Jogi" - Abigail Ellsworth - dałam się skusić promocji na empik.com - za te trzy książki zapłaciłam zaledwie 40 zł!

5. "Ogień" - James Patterson, "Pompeje" - Robert Harris, "Opposition" - Jennifer L. Armentrout, "Buntownik" - Julie Kagawa, "Akademia Pennyroyal" - M. A. Larson, "Akademia dobra i zła" - Soman Chainani, "Kochani, dlaczego się poddaliście?" - Ava Dellaira - te książki otrzymałam od portalu kawerna.pl w ramach współpracy.
Ostatni tom serii Lux *_*
6. "Porwana pieśniarka" - Danielle E. Jensen - otrzymałam do recenzji od portalu BookGeek.pl,  jestem w trakcie czytania i do tej pory bardzo mi się podoba
7. "Spalić wiedźmę" - Magdalena Kubasiewicz - do recenzji od wydawnictwa Genius Creations, już zrecenzowana jak widać powyżej :) Miłe zaskoczenie!




Całość prezentuje się tak:


A jak tam Wasz styczeń? :)

PS. Robię małą wyprzedaż -> klik

piątek, 29 stycznia 2016

"Spalić wiedźmę" - Magdalena Kubasiewicz




 
Data wydania: styczeń 2016
ISBN: 978-83-7995-030-0
Wymiary: 125 x 195 mm
Strony: 300
 Cena: 34,99 zł








Po każdą książkę o czarownicach sięgam w ciemno. Mimo że ten motyw jest dosyć słabo rozpowszechniony w literaturze, uwielbiam go całą sobą. „Spalić wiedźmę” to debiut Magdaleny Kubasiewicz, którego akcja rozgrywa się w najbardziej magicznym mieście, jakie sobie można wyobrazić – w naszym cudownym Krakowie! Autorka czerpała inspirację nie tylko z krakowskich legend (chociażby o rycerzach zaklętych w gołębie), ale również z wielu innych źródeł i stworzyła dzięki temu porywającą opowieść o wrednej, bezczelnej czarownicy…

Rozpoczynając lekturę tej powieści poczułam się lekko zdezorientowana. Już od pierwszych stron trafiamy do alternatywnej rzeczywistości, w której magia oraz istnienie czarownic czy demonów jest na porządku dziennym. Otrzymujemy piękną wizję Wawelu, gdzie na tronie zasiada król a u swego boku ma Pierwszą Czarownicę, która odpowiedzialna jest za utrzymywanie porządku w mieście. W mojej wyobraźni od razu zaczął się układać pewien obraz, rodem ze świata fantasy, który chwilami przypomina typowe średniowiecze pod względem wyglądu czy zachowania bohaterów, aż tu nagle czytam, że nasza czarownica chodzi w podartych dżinsach i glanach. Jakby tego było mało, komunikuje się z królem za pomocą SMSów! Przyznaję, że początkowo nie byłam w stanie pogodzić jednego z drugim, ale po jakimś czasie granica między tymi dwoma światami samoistnie się zatarła.

Bardzo ucieszył mnie fakt, że Magdalena Kubasiewicz osadziła akcję swojej powieści w Krakowie. To zdecydowanie moje ulubione miasto w naszym kraju i bardzo często je odwiedzam. Alternatywna wizja tego miejsca przedstawiona przez autorkę niezmiernie przypadła mi do gustu! Magia, demony i stare legendy idealnie pasują do Krakowa i tworzą niesamowity klimat, który udziela się czytelnikowi już od pierwszych chwil spędzonych z główną bohaterką. Jej postać również zasługuje na uwagę! Uwielbiam pewne siebie i harde bohaterki, a Sara Sokolska zdecydowanie się do nich zalicza. Czarownicy okiełznać nie można i nikomu nie radzę próbować! Sanika sama podejmuje decyzje, chadza własnymi ścieżkami, jest sprytna i przebiegła. Owszem, bywa również zbuntowana i wręcz dzika, ale to wciąż działa tylko i wyłącznie na jej korzyść. Podobnie jak stosowane przez nią ironia i sarkazm, dzięki którym nie raz uśmiałam się do łez!

W tej powieści Kraków stał się istną areną, na której rozgrywa się walka pomiędzy siłami zła i dobra. Nad miastem spoczywają ciemne chmury – nie tylko w przenośni – i na powierzchni pojawiają się strzygi, inkuby i biesy. Do walki staje nie tylko Sanika, ale i cała Loża Czarodziejów, która niezbyt często pochwala jej działania. Autorka w niesamowity sposób wplotła do historii Sary legendy Krakowa. Pojawia się tutaj postać mistrza Twardowskiego, diabła krzysztoforskiego i oczywiście mojego ukochanego Smoka Wawelskiego, czym Kubasiewicz urzekła mnie jeszcze mocniej! Ciekawą rzeczą jest to, że świat magiczny i realny przenikają się, istnienie czarownic czy demonów nie jest tematem tabu, a te dwa środowiska wzajemnie się uzupełniają i dobrze ze sobą współgrają. 

„Spalić wiedźmę” to doskonały debiut, który przenosi nas do niepowtarzalnego świata, z jednej strony znajomego, a z drugiej zaskakującego pod wieloma względami. Akcja toczy się odpowiednim rytmem, nie brakuje jej dynamiki, a czytelnik z pewnością nie ma okazji, aby nudzić się u boku Sary Sokolskiej. Fabuła wciąga już od pierwszych stron, a w miarę jak Pierwsza Czarownica odkrywa kolejne sekrety i przyczyny kryjące się za rozwijającą się wojną, znajduje intrygujące artefakty takie jak chociażby lustro Twardowskiego czy Nóż Dwóch Braci, czytelnik zostaje całkowicie wchłonięty do tego znakomicie wykreowanego świata. Poszczególni bohaterowie mają w sobie spory potencjał, chociaż Sanika i tak pozostaje na czele.

Magdalena Kubasiewicz stworzyła powieść oryginalną, w której wiele elementów przypadło mi do gustu. Styl autorki nie pozostawia wiele do życzenia, a jej twórczość czyta się lekko i przyjemnie, ale również ze sporym zaangażowaniem. To historia pełna zaskakujących zwrotów akcji, charakteryzująca się niesamowitą atmosferą. Chętnie zapoznałabym się z kolejnymi przygodami Saniki i mam nadzieję, że autorka nas na tym polu nie zawiedzie. Być może warto byłoby również ujawnić nieco więcej faktów z przeszłości głównej bohaterki? Czekam z niecierpliwością na kolejne powieści Magdaleny Kubasiewicz i mam nadzieję, że nie przyjdzie mi czekać zbyt długo!



„-Nie czułem się tak źle od tej nieszczęsnej historii z Dratewką.
-On z pewnością czuł się gorzej. Jeśli dobrze pamiętam, to odgryzłeś mu głowę.
-Pewnie nawet nie zauważył, a mnie żołądek palił tygodniami po jego ekscesach! Poza tym jestem pewien, że zrobiłabyś dokładnie to samo na moim miejscu.”

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

geniuscreations.pl

wtorek, 26 stycznia 2016

"Pojedynek" - Marie Rutkoski

http://www.taniaksiazka.pl/pojedynek-tom-1-niezwyciezona-rutkoski-marie-p-605439.html 
 
 
 
Data wydania: 18.11.2015
Tytuł oryginału: The Winner's Curse
Tłumacz: Joanna Wasilewska
ISBN: 978-83-7229-532-3
Wymiary: 145 x 205 mm
Strony: 384
 Cena: 34,90 zł
Cykl: Niezwyciężona #1





Gdy tylko spojrzymy na okładkę „Pojedynku” autorstwa Marie Rutkoski, widzimy na niej pięknie ubraną młodą dziewczynę, odzianą w szałową suknię wyszywaną cekinami. Jednak cóż to? Czyżby owa dama trzymała w rękach broń? Mały, pojedynczy sztylet, a jednak tak wiele zmieniający w tym cudownym obrazku…

Kestrel jest córką generała i cieszy się wieloma przywilejami. Mimo że jest kobietą i powinna się zajmować debiutami w towarzystwie, pięknymi sukniami i balami, tak ona zdecydowanie bardziej woli pomagać ojcu w podejmowaniu strategicznych decyzji. Ten ma nadzieję, że Kestrel zaciągnie się do wojska, gdyż armia potrzebuje lojalnych żołnierzy. Jednak dziewczyna jest tylko dobrym teoretykiem, w walce jest beznadziejna. Dobrze czuje się tylko z igłami, małymi, poręcznymi sztyletami, ale to nie zdało by się na polu walki. Któregoś dnia Kestrel przypadkowo trafia na licytację młodego niewolnika i ją wygrywa. Sama nie wie, co ją podkusiło, aby go kupić i najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy z tego, ile może przez to stracić… albo zyskać. 

„Pojedynek” to już któraś z kolei powieść, która skupia się na dworskim życiu i intrygach. Jednakże w dużej mierze jest to również typowy romans, zakazana miłość i walka z przeciwnościami losu. Fakt, iż pomiędzy dwójką głównych bohaterów – Kestrel i Arinem – rozwinie się uczucie, nie jest niczym zadziwiającym. Już sam opis książki stawia przed nami jasny obraz sytuacji. Z jednej strony romans stanowi uzupełnienie, a być może tło całej historii, jednak jest też dosyć istotnym jej elementem. Co ciekawe, nie jest to uczucie przerysowane i rozwijające się z dnia na dzień, wręcz przeciwnie. Arin i Kestrel przez długi czas utrzymują dystans, oboje w dużej mierze kierują się rozsądkiem i nie poddają tak łatwo zwykłemu zauroczeniu.

W powieści tej mamy do czynienia z powtarzającym się motywem walki panów i niewolników. Valorianie niegdyś wygrali wojnę z Herrańczykami i uczynili z nich swoją służbę. Zajęli ich domy, powybijali rodziny i sprawują władzę. Herrańczycy jednak o tym nie zapomnieli, tym bardziej, że jest to stosunkowo świeże wydarzenie. Niestety, jest to dosyć często pojawiający się wątek, nie tylko w lekturach tego typu. Jednak nie mam autorce za złe, że go tutaj wykorzystała. Idealnie wpasował się w chronologię i logikę całej powieści. Żałuję tylko, że pani Rutkowski lepiej nie wykreowała swojego świata oraz bohaterów. Przy dobrej wyobraźni miejsca poszczególnych wydarzeń można sobie jeszcze łatwo wyobrazić, ale bohaterowie byli zbyt mało wyraźni. Brakowało mi w nich werwy i pasji, chociaż mieli chwilami podobne przebłyski. 

Mimo że fabuła jest dosyć przewidywalna, to autorce i tak udało się mnie kilka razy zaskoczyć. Akcja „Pojedynku” charakteryzuje się bardzo dobrym tempem i dynamiką. Chociaż Marie Rutkoski stawia nas czasami przed faktami dokonanymi – np. od razu dowiadujemy się, kto jest szpiegiem i jaki ma w tym cel – to i tak potrafi wzbudzić w czytelniku ciekawość i sprawić, że chce się czytać dalej. W samym środku historii stajemy się świadkami zaskakującego zwrotu akcji, który podsyca atmosferę kolejnych wydarzeń. Bardzo spodobało mi się również odwzorowanie „przekleństwa zwycięzcy”, które to zainspirowało autorkę do napisania tej powieści. Chodzi w nim o to, że zwycięzca mimo wygranej, tak naprawdę więcej traci niż zyskuje. Jest to tutaj doskonale widoczne – jeden krok Kestrel (wygranie aukcji) doprowadziło do wybuchu, który okazał się być przekleństwem dla niej i Valoriańczyków.

„Pojedynek” Marie Rutkoski to dobrze skonstruowana powieść, która ma sporo do zaoferowania. W pewnym stopniu są to już znane w literaturze motywy i tematyka, jednak spodobał mi się styl autorki. Być może nie jest to dzieło wybitnie, ale przyjemne w odbiorze, które zapewnia rozrywkę na jeden czy dwa wieczory. Nie jest to historia, która na długo pozostanie w mojej pamięci, nie zżyłam się również z bohaterami, ale nie żałuję również, że dałam się skusić na tę książkę. Jest to taka chwila wytchnienia od bardziej zaawansowanych powieści, przy których należy pozostać w pełnym skupieniu. Tutaj możemy popłynąć, mimo że jest to świat intryg i spisków, jednak fabuła nie należy do skomplikowanych. 

Książkę w okazyjnej cenie możecie zakupić tutaj:

http://www.taniaksiazka.pl/pojedynek-tom-1-niezwyciezona-rutkoski-marie-p-605439.html
 

niedziela, 24 stycznia 2016

"Po drugiej stronie" - Rafał Cuprjak





Data wydania: styczeń 2016
ISBN: 978-83-7995-036-2
Wymiary: 125 x 195 mm
Strony: 380
 Cena: 39,99 zł









Do twórczości polskich autorów podchodzę z pewną nutką sceptycyzmu. Nie mam pojęcia, z czego on wynika, ale praktycznie nigdy nie jestem w stanie odnaleźć się w polskiej literaturze. Jednak zgodnie z dewizą „Cudze chwalicie, swego nie znacie”, staram się od czasu do czasu zagłuszyć moje obawy – w takich chwilach sięgam po pozycje, które na pierwszy rzut oka wydają mi się być interesujące. Tym razem wybór padł na dzieło Rafała Cuprjaka.

Rafał Cuprjak to autor, który w swojej powieści połączył kilka gatunków. „Po drugiej stronie” to historia, która łączy w sobie romans, erotykę, kryminał oraz horror, a gdyby się uprzeć to pewnie znalazłoby się jeszcze kilka innych elementów z różnego zakresu. Już na wstępie można by mu zarzucić, że to zbyt wiele jak na jedną książkę. Ale czy aby na pewno? W końcu umiejętny autor potrafi w taki sposób skomponować fabułę, że z łatwością uda mu się połączyć kilka gatunków w logiczną i spójną całość. Panu Cuprjakowi się udało. 

Fabuła jest wielowątkowa i dotyczy kilku różnych bohaterów, z których każdy boryka się z własnymi życiowymi problemami. Pojawia się Cypis, zagubiony wegetarianin w skórzanych butach, który nie ma konkretnego planu na życie i pali trawkę, tuż obok niego kreuje się postać Antoniego, który jest pracoholikiem i karierowiczem, ale zawsze próbuje znaleźć chociaż chwile wytchnienia. Z damskich postaci poznajemy Monikę, znudzoną życiem dziewczynę oraz Natalię, która z jednej strony jest ambitną studentką, a z drugiej przebiegłą kobietą, która ma trzech sponsorów i nie widzi w tym nic złego. Na pierwszy rzut oka te postacie nie mają ze sobą nic wspólnego, a jednak autor zabawił się w Boga i w znakomity sposób połączył ze sobą ich losy.  Nie ukrywam, że chwilami – ale głównie na początku – miałam problem z połapaniem się, z czyją narracją mam aktualnie do czynienia, jednak stan ten po jakimś czasie przeminął.

Na uwagę zdecydowanie zasługuje styl autora, który bardzo przypadł mi do gustu. Nie chodzi tutaj już nawet o samo bogate słownictwo, ale o całokształt. Odpowiednie stosowanie stylistyki, doskonale dopasowane do danej sytuacji oraz brak płytkich czy pustych wypowiedzi ze strony bohaterów, które całkowicie zaburzyłyby klimat tej powieści. Nie jest to pozycja, przy której można myśleć o niebieskich migdałach, bowiem stale trzeba zachować czujność. Działania autora są nieprzewidywalne i nie raz wprowadza on do fabuły zaskakujące zwroty akcji. Odpowiednie może być tu powiedzenie, że „początki bywają trudne”, jednak wizja pana Cuprjaka naprawdę potrafi zainteresować. Znaczącą rolę odgrywa tutaj ciekawość, która zachęca czytelnika do dalszej lektury, nawet gdy pewne elementy mogą się wydawać czasami zniechęcające. Do gustu przypadła mi również odwaga autora, gdyż nie boi się on przedstawiać życia takim, jakie jest naprawdę. Nie raz używa mocnego, wręcz wulgarnego słownictwa, ale dodaje to jego książce pikanterii i charakteru.

„Po drugiej stronie” to bardzo osobliwa i oryginalna pozycja, a zarazem bardzo prawdziwa i życiowa. Wyobraźnia autora nie zna granic, a jego twórczość zapewnia czytelnikowi niezły trening umysłowy. Czy byłabym w stanie opisać ją jednym słowem? Nie. To powieść zbyt złożona i łączy w sobie wiele wątków, wiele tematów i charakterów. Rafał Cuprjak nie boi się łamać schematów i oferuje czytelnikom coś niepowtarzalnego. To opowieść o smutku, lęku i zagubieniu. Opowieść o człowieczeństwie, która przedstawia sytuacje, w których można je zatracić; historia pełna skomplikowanych relacji i ukazująca tę stronę natury człowieka, nad którą zastanawiamy się zbyt rzadko. Nie jestem pewna, czy całkowicie się tutaj odnalazłam, ale jedno jest pewne – Rafał Cuprjak stworzył coś niepowtarzalnego. Nie jestem w stanie określić, czy ta książka jest zła czy dobra. Nie umiem nawet stwierdzić, czy mi się podobała czy nie. Jest… na swój sposób specyficzna. I każdy sam powinien sprawdzić, w jaki sposób zostanie przez niego odebrana.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

geniuscreations.pl

czwartek, 21 stycznia 2016

"Książę Lestat" - Anne Rice

 
 
Data wydania: 06.10.2015
Tytuł oryginału: Prince Lestat
Tłumacz: Andrzej Jankowski
ISBN: 978-83-7818-750-9
Wymiary: 128 x 197 mm
Strony: 592
 Cena: 39,90 zł
Cykl: Kroniki Wampirów







Jedna z moich ulubionych autorek, Anne Rice, powróciła z nowym tomem Kronik Wampirów. Czy ucieszyłam się z wiadomości, że jeszcze raz będę miała okazję powrócić do tego świata? Czy poruszyła mnie informacja o powrocie Lestata? Oczywiście, że tak! Byłam jednak pełna obaw… Mimo że zawsze uwielbiałam twórczość pani Rice, to w momencie, gdy autorka nawróciła się na chrześcijaństwo, coś w jej książkach uległo zmianie,. Czy w przypadku „Księcia Lestata” również było to odczuwalne?

Słynne wampiry z całego świata zaczynają słyszeć w swoich głowach tajemniczy Głos. Głos, który namawia ich do dziwnych i bestialskich rzeczy. W tym samym czasie dochodzi do nagłego wzrostu liczby wampirów, a w wielu miejscach na świecie obserwuje się masakry podobne do tych, które zapoczątkowała niegdyś Królowa Akasha. Głos namawia stare wampiry, aby raz na zawsze ukróciły poczynania nowo powstałych. Ci postanawiają się zebrać w Nowym Jorku i zadecydować, jakie kroki najlepiej podjąć. Potrzebują silnego przywódcy i wszyscy zgadzają się, że książę wampirów jest tylko jeden. Lestat.

Autorka na samym początku przytacza krótki zarys historii wampirów oraz przedstawia zagadnienia związane z ich światem. Właściwie nie jestem pewna dlaczego, bowiem nigdy nie pokusiłabym się przeczytać „Księcia Lestata” bez znajomości chociaż kilku poprzednich tomów Kronik, ale być może miało to pomóc tym czytelnikom, którzy byli na tyle odważni, aby ten cykl zacząć właśnie od tej części. Osobiście uważam, że wyjaśnienie słownictwa, którego znaczenie chwilami wychodzi samo z siebie, nie ułatwiłoby zrozumienia tej historii w odpowiednim stopniu. Anne Rice w dużej mierze nawiązuje do wydarzeń z „Królowej Potępionych” i zbiera bohaterów nie tylko z tego tomu Kronik Wampirów, ale również z kilku innych.

Najbardziej cieszy mnie to, że wszelkie moje obawy zostały rozwiane! Doskonale pamiętam, jak bardzo byłam rozczarowana „Pokutą”, którą wręcz wymęczyłam, bo w ogóle nie przypominała mi tej Anne Rice, którą znałam. Mieszane odczucia miałam w przypadku „Daru wilka” i drugiego tomu, ale w tym przypadku autorka chociaż trochę trzymała się swoich starych nawyków. Na całe szczęście w „Księciu Lestacie” zrobiła to całkowicie! Mroczna atmosfera, bogate słownictwo, wspaniali bohaterowie… byłam naprawdę bardzo zadowolona, że autorka postanowiła darować sobie wszelkie nawiązania do religii czy Boga. Odczuwam wrażenie, że w przypadku Kronik Wampirów byłoby to po prostu absurdalne.

Stopniowo zostajemy wtajemniczeni w nową historię z punktu widzenia wielu bohaterów. Wiem, że styl pani Rice wielu osobom wydaje się być dosyć ciężki, a akcja jej powieści nudna i rozwleczona, jednak ja widzę to zupełnie inaczej.  Uwielbiam powoli zatracać się w tym świecie i stawać się jego częścią cal po calu. Tym razem miałam okazję odwiedzić każdego z bohaterów z osobna, aby potem spotkać się z nimi w Nowym Jorku, stać się świadkiem ich narady, której ostateczny efekt jest zaskakujący i nieprzewidywalny. Anne Rice stworzyła niesamowite uniwersum już dawno temu i nigdy nie zwątpię w jej umiejętność logicznego łączenia ze sobą poszczególnych wątków i historii różnych bohaterów. 

„Książę Lestat” to znakomity powrót do świata Kronik Wampirów, który sprawił mi nie lada przyjemność! Już od pierwszych stron dałam się porwać wciągającej fabule i z łatwością przeniknęłam do dobrze znanego mi środowiska, które oczarowuje czytelnika niesamowitą i niepowtarzalną atmosferą. Autorka powróciła w wielkim stylu i zagwarantowała czytelnikom to, co najlepsze w jej powieściach. Jestem jej niezmiernie wdzięczna za to, że mogłam powrócić do tego uniwersum. „Książę Lestat” to doskonale napisana powieść, pełna pasji i niepowtarzalności, przy której nie patrzy się na upływ czasu.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

rebis.com.pl