czwartek, 30 lipca 2015

Recenzja przedpremierowa: "Co ze mnie zostało" - Kat Zhang

Podobno posiadanie bliźniaka jest naprawdę świetną sprawą. Zawsze masz obok siebie kogoś, komu możesz się wygadać; zawsze stoicie za sobą murem, zawsze się wspieracie… Że już nie wspomnę o wielu innych korzyściach z tego wynikających. Jednak najważniejsze jest to, że ma się swoją bratnią duszę, kogoś, na kogo zawsze można liczyć. I wszystko jest w porządku, dopóki Twoja bratnia dusza nie znajduje się w Twoim ciele, tuż obok Twojej własnej…

Eva i Addie urodziły się w jednym ciele, jednak nie jest to niczym dziwnym. Hybrydyzm jest genetyczny - każdy człowiek rodzi się z dwoma duszami: dominującą i recesywną. W wieku 5 lat dochodzi do ustalenia – dusza recesywna zanika, a dominująca przejmuje całkowitą kontrolę. I wtedy wszystko zaczyna być prawidłowe. O ile dusza recesywna faktycznie odejdzie… jeżeli nie, człowiek zostaje hybrydą. A hybrydy są ścigane i czeka je całkowita eksterminacja ze społeczeństwa. Są uznawane za zagrożenie, które trzeba wytępić. Addie i Eva doskonale o tym wiedzą, a więc ukrywają się jak mogą – tym bardziej, że Addie w sumie całkowicie przejęłam kontrolę nad ich ciałem, a Eva jest jedynie głosem w jej głowie… Ale jednak wciąż JEST.

„Co ze mnie zostało” to pierwszy tom otwierający trylogię „Kroniki Hybryd”. Debiut literacki młodej autorki Kat Zhang. Pomysł, jaki powstał w jej głowie i został przelany na papier, ma w sobie pewną nutkę świeżości, jednak nie udało się pannie Zhang całkowicie odbiec od doskonale nam znanych schematów dystopijnych. Wiem, że nie jest to łatwe zadanie – dystopie stały się popularne jakiś czas temu, spychając inne gatunki na dalszy tor, ale powoli same uchodzą w cień. Dlatego ciężko jest się wybić. Pomysł z hybrydami jest czymś w miarę oryginalnym i nie da się ukryć, że książka pewnymi rzeczami naprawdę sporo zyskuje, ale wiadomo jak to bywa z debiutami – rzadko kiedy są całkowicie idealne.

Zdecydowanie najbardziej znaczącym elementem jest to, że całą historię poznajemy z punktu widzenia Evy – duszy recesywnej. Nie spotkałam się jeszcze z książką, gdzie w sumie narratorem byłaby jedna osoba, a jednak odpowiadająca za dwie. Teoretycznie nie taka ciężka sprawa do napisania, ale myślę, że autorka sama chwilami potrafiła się zamieszać. Nieodłącznym elementem tej powieści jest wewnętrzna walka pomiędzy Addie i Evą – są dla siebie ważne, chcą się wspierać, ale jednak każda z nich ma swoje własne priorytety. Addie jest rozdarta pomiędzy chęcią bycia normalną a próbą pomocy Evie – w końcu są siostrami i Addie dobrze wie, że Evie należy się chociaż chwila szczęścia. Eva natomiast pragnie żyć zbyt bardzo – tak mocno, że nie zniknęła. Rozdarta pomiędzy niewyobrażalnym pragnieniem ponownego poruszania ich kończynami a ochroną Addie i całej rodziny… Ta książka sprawia, że w naszej głowie pojawia się zupełnie nowe spojrzenie na pojęcie wewnętrznego rozdarcia.

Doskonale widoczne jest to, że „Co ze mnie zostało” to pierwszy tom czegoś większego. Pierwsze dziesięć rozdziałów może lekko znudzić czytelnika, a nawet zniechęcić do dalszej lektury, ale osobiście uważam, że warto dać tej książce szansę. Mimo wszystko ma w sobie coś, co wciąga, a i przez większość czasu ciężko nam przewidzieć, jakie będzie zakończenie. Szkoda, że autorka utrzymała pewien schemat, ale być może w kolejnych tomach poszła bardziej swoją drogą? Wierzę, że niektóre zabiegi wynikały po prostu z inspiracji innymi dystopiami, więc jestem w stanie przymknąć na to oko. Bohaterowie są natomiast całkiem nieźle wykreowani, widać doskonale różnice pomiędzy Addie i Evą, a również jej przyjaciółmi: Hally i Lissą oraz jej braćmi Devonem i Ryanem. 

Akcja powieści przybiera nieco kształt sinusoidy – przez większość czasu toczy się umiarkowanym, spokojnym tempem, a czytelnik ma czas na zaznajomienie się ze światem wykreowanym przez panią Zhang oraz z jego bohaterami. Otrzymujemy nieco informacji historycznych, informacji o samych Hybrydach i ośrodkach, w których się je leczy… a wkrótce przenosimy się do jednego z nich. Czuć napiętą i ciężką atmosferę, która towarzyszy na co dzień pacjentom. Czuć strach i niepewność – kto będzie następny? A zaufajcie mi, że lekarze nie przejmują się młodym wiekiem i cierpieniem pacjentów. Po trupach dążą do celu, okłamują całe społeczeństwo, ale nawet czytelnik nie do końca odkrywa prawdę – a to z pewnością zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy. Ah, ta ludzka ciekawość.

„Co ze mnie zostało” to książka dobra, chociaż nie wyjątkowa. Napisana lekkim i przyjemnym językiem, z oryginalną i nieco przerażającą wizją świata, która potrafi skłonić do refleksji i postawienia się w sytuacji głównych bohaterek. Kat Zhang sprawnie sobie poradziła z przelaniem swojej wizji na papier, chociaż sądzę, że ciężko będzie jej się wzbić na sam szczyt powieści dystopijnych. Książkę czyta się szybko, chwilami potrafi wciągnąć, chociaż po pewnym czasie wiele elementów można po prostu przewidzieć – zwłaszcza, gdy ktoś jest już w dystopiach obeznany. Nie jest zła, ale nie jest też znakomita. Plasuje się gdzieś pomiędzy, ale nie żałuję czasu na nią poświęconego. Z pewnością zyska ona grono swoich fanów, a myślę, że idealnie sprawdzi się w przypadku fanów „Mrocznych umysłów” czy „Starter”. 


Za możliwość poznania owej historii serdecznie dziękuję:


PREMIERA: 26 sierpnia

wtorek, 28 lipca 2015

Zapowiedź: Porządek rzeczy - Paola Capriolo


Sabrina ma za sobą bolesną przeszłość, przed sobą ogromne chęci na sukces. Dziewczyna została sama na świecie, ale los, który odebrał jej w życiu prawie wszystko, zdaje się wreszcie odwracać. Właśnie została zatrudniona w wymarzonej firmie Desire, która obiecuje spełnić wszelkie pragnienia swoich klientów. Sabrinę rozpiera duma. W nowej pracy jest odpowiedzialna za pisanie bajek dla najmłodszych użytkowników sieci. Jednak pod fałszywie lśniącą fasadą tego doskonałego świata mnożą się sprzeczności. Bajki pisane przez dziewczynę to w rzeczywistości puste wypełniacze do reklam. Ofertę Desire przepełnia brutalna przemoc udająca rozrywkę, wreszcie zadziwia łatwość z jaką firma pozbywa się starszych pracowników nie do końca idących z duchem tych nowych, przerażających czasów. Prawdziwe życie, poza złotą wieżą Desire, jest trudniejsze niż się wydaje. Dopiero niespodziewane i niestety fatalne spotkanie pozwoli Sabrinie otworzyć oczy, które do tej pory z uporem zaciskała. M. pojawi się nagle, tak od niej inny, tak zagadkowy... 

Na ścianie w siedzibie Desire wisiał ogromny napis MYŚLĘ POZYTYWNIE. Żaden z pracowników nigdy nie śmiał przeciwstawić się tej zasadzie. 


PORZĄDEK RZECZY – Sabrina po raz pierwszy w życiu zdała sobie sprawę, że nie zna znaczenia tych słów.



PAOLA CAPRIOLO - urodziła się w Mediolanie w 1962 roku. Jej miłość do pisarstwa obejmuje klasykę literatury niemieckiej, którą mistrzowsko tłumaczy, mity tradycji europejskiej, które trawestuje ze współczesną wrażliwością, aż po bajki, które z wdziękiem opowiada. Działa na stronach kulturalnych "Corrieredella Sera”.  Jej książki są wydawane w Europie, Japonii i Stanach Zjednoczonych. 


PREMIERA: 17 SIERPNIA
 

piątek, 17 lipca 2015

"Zakon mimów" - Samantha Shannon




Data wydania: 22.04.2015
Tytuł oryginału: The Mime Order
Tłumacz: Regina Kołek
ISBN: 978-83-7924-338-9
Wymiary: 140 x 205
Strony: 544
Cena: 34,90
Seria: The Bone Season






„Zakon mimów” to książka, na którą czekałam z niecierpliwością! Do tej pory mam w głowie ten dzień, gdy skończyłam czytać „Czas żniw”, a moje serce rozsypało się na kawałki. Historia Paige Mahoney pochłonęła mnie całkowicie i do tej pory nie jestem w stanie uwierzyć, że debiuty literackie mogą być tak dobre! Twórczość Samanthy Shannon to coś niesamowitego i z góry ostrzegam, że ta recenzja nie będzie recenzją, a raczej odą pochwalną.

Ucieczka z kolonii karnej Szeol I nie zakończyła się tak, jak Paige by oczekiwała. Zaledwie garstce uciekinierów udaje się ukryć na ulicach Londynu, reszta nie ma tyle szczęścia. Nikt nie może liczyć na chwilę wytchnienia, muszą pozostać czujni i mieć się na baczności. A zwłaszcza Paige Mahoney, gdyż staje się ona najbardziej poszukiwaną osobą w Sajonie – rozpoczyna się polowanie na Bladą Śniącą. Dodatkowo wie, że nie tylko Sajon będzie ją ścigał… Nashira nigdy nie wybaczy jej tego, co Paige zrobiła. A czy może liczyć na pomoc Jaxona i przyjaciół? Nikt nie wydaje się być skory do ujawnienia prawdy o Refaitach i Emmitach, a Naczelnik gdzieś zniknął. Śniący wędrowiec znajduje się w sytuacji kryzysowej, ale kimże byłaby Paige, gdyby się poddała?

I od czego ja mam zacząć moje pochwały? Ja kocham ten cykl całym swoim sercem, uwielbiam twórczość autorki, a z drugiej strony nienawidzę jej za to, że muszę tak długo czekać na kolejne tomy… Ale doskonale wiem, że Samantha Shannon robi to tylko i wyłącznie dla swoich fanów – nie odda w nasze ręce książki niedopracowanej i jestem przekonana, że naprawdę wkłada w pisanie całe swoje serce. To się widzi i czuje. Jej pomysł jest oryginalny i niepowtarzalny, a co więcej – idealnie przelała na papier swoją wizję, zachwycając nie tylko mnie, ale i całe mnóstwo innych czytelników. Jej powieść jest dopracowana, doszlifowana i nie można tutaj znaleźć żadnego błędu – czy to w chronologii, czy to w logice rozgrywających się wydarzeń. Pani Shannon nie pozwoliła sobie na ani jedno potknięcie!

Paige Mahoney jest bohaterką, z którą całkowicie się zżyłam. Myślałam to, co ona, czułam to, co ona, moje ciało reagowało tak samo, jak jej. To naprawdę niesamowite, że można aż tak bardzo wejść do świata jakiejś powieści. I mimo że zdarzyło mi się odłożyć książkę na półkę, aby zająć się czymś innym, to w momencie, gdy otwierałam ją na nowo, potrzebowałam ułamków sekund, aby ponownie całkowicie zagłębić się w tym świecie – jakbym miała w głowie przełącznik. A swoją drogą „Zakon mimów” nie leżał zbyt długo na tej półce, bowiem nie byłam w stanie skupić się na niczym innym – pragnęłam czytać i czytać, chociaż z drugiej strony obawiałam się tego, że szybko skończę – bo ja nie chciałam się ponownie żegnać z tym światem. A zakończenie ponownie rozdarło moje serce na kawałki, sprawiło, że przed dłuższą chwilę siedziałam z książką na kolanach, patrząc w jeden punkt i myśląc: „Co ja mam teraz ze sobą zrobić?”.

Rozwój wydarzeń jest po prostu niesamowity! Autorka wciąż potrafi zadziwić swoich czytelników i zasiać w ich sercach niepewność. Fabuła jest wciągająca i nieprzewidywalna, a ja zostałam całkowicie wchłonięta przez tę książkę. Zapomniałam o tym, co mnie otacza, żyłam w świecie wykreowanym przez panią Shannon. A jest on naprawdę niezwykły, a wszystkie dodatki wspomagają tylko zrozumienie go i zatracenie się w nim. Mapki, schematy, definicje – wyszlifowane do granic możliwości! Książka wzbudza również całe mnóstwo skrajnych emocji – żałuję, że nie nagrywałam się podczas czytania, bo jestem przekonana, że wyraz mojej twarzy ulegał niesamowitym zmianom. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak moje ciało reagowało w poszczególnych sytuacjach, bowiem chwilami nawet pozwoliłam sobie na krzyki, łzy i komentarze – nic dziwnego, skoro po prostu przez dobrych parę godzin żyłam życiem Paige.

„Zakon mimów” jest powieścią cudowną, wspaniała, nieprzewidywalną, wciągającą, zachwycającą, niepowtarzalną i jedyną w swoim rodzaju. To istna bomba, obok której nie można przejść obojętnie. To powieść, która wywołuje w duszy czytelnika obrażenia. To powieść, która na długo pozostaje w pamięci, wżera się w umysł, ciało i duszę. Nie pozwala myśleć o niczym innym, tylko całkowicie pochłania. Ekscytująca, trzymająca w napięciu i pełna zaskakujących zwrotów akcji – trzyma nas w swoich sidłach od początku do końca, a my nie chcemy, aby nas kiedykolwiek wypuściła. Czy książki idealne istnieją? Tak. I „Zakon mimów” jest tego najlepszym przykładem. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

http://www.wsqn.pl
 

środa, 15 lipca 2015

"Ludzka raso powstań z kolan. Część 2. Przebudzenie lwa" - David Icke





Data wydania: 30.01.2015
Tytuł oryginału:  Human Race Get Off Your Knees: The Lion Sleeps No More
Tłumacz: Jarmuż Adam, Dąbrowski Grzegorz, Rogala Łukasz
ISBN: 978-83-64645-78-5
Wymiary: 145 x 205
Strony: 456
Cena: 49,00





David Icke swoją kontrowersyjną twórczością zainteresował mnie już jakiś czas temu. Bardzo cieszyłam się z wydania w naszym kraju książek „Ludzka raso powstań z kolan”. Pierwsza część była naprawdę znakomita i dawała do myślenia, dlatego bez żadnych wątpliwości sięgnęłam po część drugą, „Przebudzenie lwa”. Czy pan Icke i tym razem mi przypadł do gustu?

„Przebudzenie lwa” różni się od poprzedniego tomu. Autor nie przytacza już żadnych historii ze swojego życia, a jasno i klarownie wyjaśnia po kolei każdy punkt planu mającego na celu wprowadzenie Nowego Porządku Świata. Rozwija tematy, które poruszył w części pierwszej i w ten oto sposób otrzymujemy niezwykle kontrowersyjne, chwilami absurdalne i nie do uwierzenia informacje. „Plan gry” przedstawiony przez autora składa się z ośmiu punktów. To one uświadamiają nam jak Illuminati i Reptilianie kontrolują całe nasze życie. Od niszczenia naszej odporności i stanu zdrowia, poprzez pranie mózgu dzieciom, aż do ogłupiania całego społeczeństwa.

Ponieważ Nowym Porządkiem Świata interesuję się od lat, nie była to dla mnie żadna wybitna nowość. Owszem, czytało się ciekawie i chwilami naprawdę ciężko uwierzyć, że to ma miejsce, ale każdy człowiek z otwartym umysłem przyzna Icke’owi racje. Jednak muszę zarzucić coś autorowi… niektóre tematy wydawały mi się wyssane z palca. Uważam pana Icke za osobę rozsądną, myślącą i przebudzoną. Ale chociażby strony poświęcone GMO to jakiś absurd – jakby ten inteligentny człowiek naczytał się opinii w mediach i skopiował ją do swojej książki. Jako genetyk nie zgadzam się z informacjami tutaj przedstawionymi, bowiem znam to od strony naukowej i uważam, że GMO stało się rzeczą, na którą można „zwalić” każdy problem – być może to jest element odwracający uwagę, a nie coś, co ma być szkodliwe? Na rynku nie ma dostępnych typowych produktów GMO spożywanych przez człowieka, poza soją, a po nią sięgają głównie wegetarianie i to nie w znaczącym stopniu. Brak istotnej wiedzy w tym temacie powoduje tę całą nagonkę.

Nie da się ukryć, że twórczość autora otwiera czytelnikowi oczy. Niektórzy to z pewnością wyśmieją i nic się na to nie poradzi, niestety. Jednak osoba, która potrafi logicznie kojarzyć fakty i przede wszystkim potrafi myśleć, z pewnością zda sobie sprawę z tego, dokąd zmierza ten świat. Wizja przedstawiana przez autora jest przerażająca, temu zaprzeczyć nie można. Właściwie sytuacja wygląda beznadziejnie – jesteśmy skazani na zagładę. W taki właśnie sposób wszystkie zebrane informacje zostały zaprezentowane. I nagle pojawia się światełko w tunelu – możemy to przezwyciężyć! Autor na sam koniec wyjaśnia, w jaki sposób i jak ku temu dążyć… Jednak czy naprawdę garstka społeczeństwa, która jest przebudzona, może tego dokonać? To takie trochę popadanie ze skrajności w skrajność, jest tragicznie, ale jak zmienimy myślenie to pokonamy tych wszystkich, którzy mają władzę nad światem od lat. Osobiście widzę tutaj pewne niedopowiedzenia… gdyby to naprawdę było takie proste, to świat z pewnością wyglądałby inaczej.

„Ludzka raso powstań z kolan” to na pewno książka kontrowersyjna, wzbudzająca skrajne emocje, poruszająca i skłaniająca do uaktywnienia tych obszarów mózgu, które zostały przez wielu ludzi zapomniane. Owszem, mam kilka zastrzeżeń, ale być może właśnie o to chodzi? Książka, która zmusza do myślenia, sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad naszym życiem i tym, co dzieje się dookoła, pobudza do działania i szukania nowych informacji… To na pewno jest rzeczą dobrą. Każdy ma prawo wyrobić sobie swoją opinię i dążyć do rozwoju, a ta książka na pewno to umożliwia. I co z tego, że chwilami miałam ochotę rzucić nią o ścianę i porozmawiać z autorem dogłębniej na pewne tematy? To oznacza tylko tyle, że naprawdę porusza umysł i duszę czytelnika. Za dużo nowego się nie dowiedziałam, ale miło było wiedzę ugruntować. Polecam.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

illuminatio.pl