sobota, 30 maja 2015

Stosik majowy

Maj się kończy, juwenalia się kończą, sesja nadchodzi... ale o tyle dobrze, że w maju przybyło trochę książek ;)


1. Pierwsze cztery pozycje: "Heart of Venom", "Poison Promise", "The Spider", "Black Widow". Może pamiętacie jeszcze wydawnictwo Dwójka bez sternika? Wydali książkę "Ukąszenie pająka", która mi się bardzo spodobała, ale niestety wydawnictwa już nie ma... a smak na serię pozostał. Dlatego kolekcjonuję po angielsku ;) A Pani Estep wciąż tworzy... Zakupy własne :)

2. "Zakon mimów" - Samantha Shannon - o tak! Tego pragnęłam i pewnie nie tylko ja :) Od wydawnictwa SQN do recenzji.

3. "Między życiem a życiem" - Jessica Shirvington - zapowiedź majowa, która mnie zainteresowała i udało mi się zdobyć :) Od Wydawnictwa Dreams do recenzji.

4. "Malfetto. Mroczne piętno" - Marie Lu - od BookGeek.pl do recenzji. 

5. "Podstawy cytogenetyki roślin" - Stanisława Rogalska i inni - wiecie, te studia... co one robią z człowiekiem. Potem to się nawet chętnie to czyta :) Nie no, tak na serio to ja naprawdę lubię naukę, jestem genetykiem, a nie cytogenetykiem, ale wiedzy nigdy dosyć! Poza tym egzamin z cytogenetyki molekularnej coraz bliżej... - prezent od mamy :)

6. "Na surowo" - Judita Wignall - prezent na dzień dziecka od mamy :) Stwierdziła, że skoro już mam jeść "tę moją surowiznę" to lepiej żeby to miało sens. Książkę już przejrzałam i zapowiada się świetnie! 

7. Książki Keri Arthur - dokończenie cyklu o Riley, którego nie doczekamy się w Polsce... a mnie się mimo wszystko podobało :) Zakup własny.

8. No i dwie ostatnie części "Córki burzy" od Richelle Mead - też w Polsce się nie doczekamy, a ja kocham panią Mead i jej twórczość, więc w końcu mam całość! Zakup własny.


Widoczna przewaga książek anglojęzycznych, ale cóż zrobić :) Udało mi się zdobyć w maju część tego, co chciałam. Zdobyłam również e-booka "Siewcy strachu" od Gregga Olsena. Jeszcze muszę sobie sprawić sama prezent na dzień dziecka i kupić "Nadchodzi ogień". :)


Miłego weekendu!

czwartek, 28 maja 2015

"Mara Dyer. Przemiana" - Michelle Hodkin

 
 
 
 
 
Data wydania: 28.01.2015
Tytuł oryginału: The Evolution of Mara Dyer
Tłumacz: Małgorzata Fabianowska
ISBN: 978-83-280-1474-9
Wymiary: 135x202
Strony: 544
Cena:
39,99
Seria: Mara Dyer




Michelle Hodkin stworzyła serię, która stała się sławna w naszym kraju jeszcze przed polskim wydaniem. Szał na Marę Dyer był naprawdę spory i pamiętam, że mnóstwo czytelniczek chciało jak najszybciej zapoznać się z historią głównej bohaterki. Nie ukrywam, że podobnie było ze mną i pierwszy tom rzeczywiście nie był najgorszy. Był zapowiedzią całkiem dobrej serii, gdzie liczyłam na to, że pani Hodkin rozwinie potencjał owej historii. Niestety, zawiodła mnie prawie na całej linii.

Mara pragnie powrócić do normalnego życia – po tym wszystkim, co wydarzyło się w przeciągu ostatnich paru miesięcy, dziewczyna marzy o chwili spokoju. Jednak zarówno jej bliscy, nauczyciele, jak i lekarze są wręcz przekonani, że jej wizje i dziwne zachowania są skutkiem traumy i szoku pourazowego. Jedyną osobą, która jej wierzy jest Noah. Jednak z czasem Mara sama zaczyna podejrzewać, że po prostu cierpi na zaburzenia psychiczne. Tym bardziej, że zaczyna widzieć rzeczy i osoby, których widzieć nie powinna. Czy krwawe ostrzeżenia i paranoiczne wizje Mary są tylko wytworem jej wyobraźni? 

Historia Mary i Noaha mogła rozwinąć się w naprawdę dobrym kierunku, ale niestety nie uważam, żeby droga obrana przez autorkę była trafna. Wiele momentów wydało mi się wręcz naciąganych, jakby pani Hodkin chciała wprowadzić coś nowego, pójść o krok dalej, ale poszła raczej krokiem węża i się pogubiła. Dodatkowe rozdziały z nieokreślonego przedziału czasowego, gdzie znamy jedynie miejsce akcji, wprowadziły w mojej głowie jedynie zamęt i do tej pory nie mam pojęcia, co miały na celu. Podejrzewam, że miały pełnić jakąś konkretną funkcję, jednak ja jej nie dostrzegłam. Być może dopiero w kolejnym tomie nadejdzie rozwiązanie owej tajemnicy, ale właściwie nie czuje się nią aż tak zainteresowana, żeby nad nią dumać.

Coraz słabiej wychodziło autorce budowanie napięcia. O ile początkowo faktycznie czułam zainteresowanie lekturą i chwilami dałam się porwać, tak z każdym kolejnym rozdziałem było coraz gorzej. Pewne sytuacje były zbędne, nie wnosiły żadnych konkretów do historii Mary, a moja ciekawość podupadała. Z czasem wszystko stało się do bólu przewidywalne i oczywiste, więc elementy zaskoczenia też legły w gruzach. Powieść może i ma dobry klimat, nieirytujących bohaterów (chociaż nie jestem zbyt wielką fanką Mary czy Noaha), jest napisana dobrym językiem i nie można zarzucić autorce braku zdolności pisarskich, ale wciąż czuję niedosyt, ciągle jest mi mało.

Jedyna nadzieja w tym, że wątek romantyczny nie jest ckliwy, przesłodzony i dziecinny. Widać, że Mara i Noah pragną się wspierać, zżyli się ze sobą i są dla siebie ważni. Sam pomysł zaburzeń czy zdolności, jakie posiadają bohaterowie nie jest zbyt oryginalny, ale podoba mi się sposób postrzegania tego przez ich otoczenie – motyw terapii, zamkniętych ośrodków i wprowadzenie do fabuły innych, młodych ludzi, którzy być może również są niepowtarzalni tak jak Mara, albo po prostu cierpią na pewne zaburzenia, było dobrym zabiegiem. Postać głównej bohaterki stała się w tej części nieco bardziej intrygująca, ale wciąż nie znamy żadnych konkretów.

Nie jestem pewna, czy „Mara Dyer. Przemiana” to dobra kontynuacja. Wiele niedopowiedzeń, zbędnych sytuacji, przewidywalność fabuły, a co za tym idzie brak zaskakujących zwrotów akcji słabo mnie przekonuje. Naprawdę spodziewałam się po tym cyklu czegoś znacznie więcej, jednak nie zawsze można wierzyć cudownej otoczce i etykietom przypiętym do książki. Trzeba się przekonać na własnej skórze, jak jest naprawdę, a ja w tym przypadku poczułam jedynie rozczarowanie. Nie czułam się ani trochę zafascynowana, jednak wciąż żyłam nadzieją, że to tylko chwilowy kryzys autorki, który trwać będzie zaledwie parę stron – jak dla mnie trwał do samego końca. Przyznaję, że zniechęciłam się do historii sławnej Mary Dyer i nie jestem pewna, czy sięgnę po trzeci tom. Wystawiam 4/10.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


wtorek, 26 maja 2015

"Deus Irae" - Philip K. Dick, Roger Zelazny

 
 
 
 
 
 
Data wydania: 16.09.2014
Tytuł oryginału: Deus Irae
Tłumacz: Paweł Kruk
ISBN: 978-83-7818-622-9
Wymiary: 150x225
Strony: 272
Cena: 47,90
 
 
 
 
 
 
 
 
„Podoba mi się koncepcja bycia kuszonym – powiedziała Lurine, zapalając fajkę, która zgasła. – Wszyscy ulegają pokusie. Ciebie kuszą te pigułki, wciąż je zażywasz. Ludzie – tacy jak ty – mają naturę pieska preriowego: są chorobliwie ciekawscy. Wystarczy, żeby pieski usłyszały dziwny odgłos, a już wyłażą z nory, żeby zobaczyć, co to takiego. Tak na wszelki wypadek.”

Zawsze mam problem, aby napisać chociaż parę sensownych słów na temat jakiejkolwiek książki Phillpa K. Dicka. Jego książki są jedyne w swoim rodzaju i niepowtarzalne – każda z nich to niesamowita, pełna metafor i ukrytych przesłań opowieść. Tak samo jest w przypadku „Deus Irae”, która powstała z udziałem Rogera Zelaznego – autora jeszcze mi nieznanego, jednak mam w planach nadrobienie tej zaległości. Myślę, że sam tytuł każdemu kojarzy się w pewnym stopniu z Bogiem i duchowością. Prawidłowo, bo właśnie tego tyczy się ta pozycja. Kwestia religii, poszukiwania swojej drogi, rozmyślania nad sensem duchowości i znalezienia odpowiedzi na jedno nurtujące ludzkość pytanie: Gdzie jest Bóg?

„-Spowiedź jest czymś dziwnym – powiedziała zamyślona Lurine. –Po niej wcale nie czujesz się wolny, tak by ponownie grzeszyć. (…)
-Spowiadając się, czujesz – mówił Pete Sands – że możesz wyartykułować swoje złe myśli i czyny. Nadać im kształt. Nie boisz się ich już tak bardzo, gdyż stają się tylko słowami.”

W książce „Deus Irae” otrzymujemy wizję świata zniszczonego przez wojnę jądrową, gdzie zaczęły się rozwijać różne dziwaczne formy życia. Co ciekawe, główny bohater jest również zdeformowany i porusza się na wózku ciągniętym przez krowę (nie żartuję!). Tibor McMasters jest jednak niezwykle zawziętą osobowością i jego niepełnosprawność nie przeszkadza mu w udaniu się na pielgrzymkę, aby poznać oblicze Boga Gniewu. Podczas tej podróży będzie miał czas na nostalgię i rozmyślanie, spotka niesamowite istoty, a czy przyjdzie mu ujrzeć samego Boga? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Lektura ta należy chyba do najnormalniejszych opowieści, jakie roiły się w głowie Philipa K. Dicka. Oczywiście wciąż łatwo wyczuć jego specyfikę, czy to w kreacji bohaterów czy samym stylu, ale jednak nie da się ukryć, że historia tutaj zawarta jest dużo mniej skomplikowana, niż bywa to zazwyczaj. Chociaż skomplikowanie w przypadku pana Dicka jest rzeczą nad wyraz pozytywną i chwytającą za serce. Książka ta z pewnością daje jednak do myślenia i czytelnik sam zaczyna zastanawiać się nad poruszanymi w niej kwestiami. A czy widać tutaj jakiś wpływ współautora? Ciężko mi określić nie znając jego twórczości i stylu, ale być może właśnie jego udział dodał tej „normalności”.

„Panie Gniewu. Przyjdź do mnie. Ubiczuj mnie i zabierz na łono Natury.(…)Panie, ty, który tak wiele uczyniłeś, który masz władzę nad całym cierpieniem, wybaw mnie od cierpienia, jakie mnie dopadło. Ty je sprowadziłeś, ty jesteś przyczyną mojej udręki. Wybaw mnie od niej, gdyż tylko ty potrafisz tego dokonać, Deus Irae.”

Cóż mogę rzecz? „Deus Irae” mnie porwało, jak każda książka Dicka. Czy znajdzie się kiedyś w ogóle jakaś jego powieść, która nie wywoła we mnie żadnych emocji, nie zapadnie mi w pamięć, nie omami mnie? Wątpię. Jestem wręcz w 100 % pewna, że taka sytuacja jest czystym absurdem. „Deus Irae” jest świetną pozycją, idealną na pierwsze spotkanie z tym autorem – nieco lżejsza niż inne lektury tego pana, które mam już na swoim koncie, ale zdecydowanie nie gorsza. Inna, ale wciąż specyficzna i oryginalna z ciekawą wizją świata po apokalipsie. Zdecydowanie polecam! (Jakby to mogło kogoś zdziwić…)

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

rebis.com.pl

 
 
 
 
 
 
 
 
 

środa, 20 maja 2015

"Krew z krwi" - Gabrielle Zevin

 
 
 
Data wydania: 18.03.2015
Tytuł oryginału: Because It Is My Blood
Tłumacz: Anna Gren
ISBN: 978-83-280-1488-6
Wymiary: 135x205
Strony: 352
Cena:
39,99
Seria: Birthright/Trylogia czekoladowa
 
 
 
 
 
 
„Krew z krwi”, drugi tom czekoladowej trylogii pisanej przez Gabrielle Zevin. „Moja mroczna strona”, czyli tom pierwszy, zapadła mi w pamięci i naprawdę z ogromną przyjemnością przeniosłam się ponownie do świata, w którym przyszło żyć Ani i jej bliskim. Chociaż wizja życia bez czekolady… Brr! Depresja gwarantowana. Albo kryminał… tak, zdecydowanie kryminał. A główna bohaterka coś o tym wie. W końcu bycie córką czekoladowego bossa ma swoje „uroki”.

Wyobraźcie sobie sytuację, że zaczynacie nienawidzić czekoladę. Nie chcecie jej więcej dotykać, smakować, widzieć. Absurdalne? Nie dla Ani Balanchine. Ta dziewczyna doskonale wie, że to właśnie czekolada jest przyczyną wszystkich jej problemów. Czy chęć skończenia z kryminalnym życiem, zapewnienia bezpieczeństwa rodzinie i ukończenie szkoły to naprawdę tak dużo? Czy los nie może jej dopomóc i przestać rzucać kłody pod nogi? Oczywiście, że nie! Wręcz przeciwnie, problemy gonią problemy, ale przecież Ania się nie podda… Bo się nie podda, prawda?

Stworzenie postaci Corleone w spódnicy, a co więcej, nastoletniej Corleone w spódnicy, wydaje się być pomysłem absurdalnym. Nastoletnia dziewczyna szefem mafii? No błagam… bez takich żartów. A jednak pani Zevin stworzyła coś niepowtarzalnego, świeżego i oryginalnego. Anię Balanchine nie można nazwać typowym szefem mafii, bo do tego statusu jeszcze jej daleko, ale z pewnością jest to niezwykle zaradna dziewczyna. Przez całe 350 stron można śledzić, w jaki sposób się rozwija, co wpływa na podejmowane przez nią decyzję i jak wydarzenia ostatnich miesięcy całkowicie zmieniły jej postrzeganie świata. Właściwie do tej pory ta dziewczyna pozostaje dla mnie zagadką i wiem, że nie ujawnia przede mną wszystkich zakamarków swojego umysłu. Wiem jednak jedno – nie jeden człowiek poddałby się już dawno, gdyby spotkało go wszystko to, co naszą Anię.

Dalej nieco irytuje mnie imię tej bohaterki, które zupełnie mi do niej nie pasuje, ale tego już nie zmienimy. Ciężko na to przymknąć oko, ale dzięki temu, że pani Zevin potrafi całkowicie przykuć moją uwagę wciągającą fabułą i zaskakującymi zwrotami akcji, jestem w stanie jej to wybaczyć. Poszczególne sytuacje rozgrywają się w różnorodnych miejscach, więc jeszcze lepiej poznajemy świat stworzony przez autorkę – okazuje się, że nie wszędzie czekolada została zakazana, a wszystko to, co Ania wiedziała do tej pory, okazuje się być kłamstwem. I cóż ona z tym poczyni? Zaufajcie mi, warto się przekonać na własnej skórze. Zwłaszcza, że pierwszoosobowa narracja umożliwia zżycie się z główną bohaterką, a język pani Zevin nie pozostawia wiele do życzenia – lekki i przyjemny, ale niebanalny.

Zniechęcający dla wielu osób może się okazać wątek miłosny i przyznam szczerze, że mnie chwilami również denerwował, ale właściwie nie jest on niczym złym – jednak niezbędnym też nie. Myślę, że w tym przypadku nieco łagodzi to wizerunek Ani, a osobiście uważam, że można by go jeszcze wzmocnić. Cieszę się, że autorka potrafi mnie zaskoczyć i ma w głowie sporo pomysłów, co jest widoczne na pierwszy rzut oka. Jednak co jest najważniejsze w tej serii? To, że rzeczywiście możemy odczuć presję ciążącą na głównej bohaterce, ujrzeć motywy kryminalne, poczuć ten dreszczyk emocji i adrenalinę oraz ciarki przebiegające po plecach w scenach wziętych rodem z „Ojca chrzestnego”. 

„Jesteś tego pewna Aniu? Masz jeszcze czas, żeby zmienić zdanie. Powinnaś pomyśleć o swoim bracie i swojej siostrze. Wiem, że masz wielu wrogów. Chcesz mieć jeszcze jednego?”

„Krew z krwi” to godna i warta uznania kontynuacja, którą czytałam z przyjemnością. Wciągająca i zapadająca w pamięć, zwłaszcza dla osób lubujących się w podobnych klimatach. Wiem, że autorka porwała się trochę z motyką na słońce i wciąż stoi przed nie lada trudnym zadaniem, aby stworzyć dobrą trylogię nastoletnio-mafijną, ale póki co wychodzi jej to nieźle. Oczywiście widoczne są pewne niedociągnięcia i drobne mankamenty, ale mój krytycyzm nieco się tutaj schował – naprawdę czerpałam przyjemność z owej lektury i potrafiłam się wyłączyć na minimalne niedopracowania, a nie zawsze mi się to zdarza. Uważam, że całość wypada bardzo dobrze, pozwala przeżyć niesamowitą i niebezpieczną przygodę, a co najważniejsze – jest to coś świeżego, oryginalnego. Zachęcam Was do zapoznania się z twórczością pani Zevin, najlepiej przy tabliczce czekolady.

 Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


wtorek, 12 maja 2015

"Al Capone. Gangster wszech czasów" - Johnathan Eig

 
 
 
 Data wydania: 30.04.2014
Tytuł oryginału: Get Capone: The Secret Plot That Captured America's Most Wanted Gangster
Tłumacz: Tomasz Szlagor
ISBN: 978-83-245-9315-6
Wymiary: 165 x 240 mm
Strony: 420
Cena: 49,90
 
 
 
 
 
 
„Z uśmiechem i spluwą można zajść dużo dalej niż z samym uśmiechem.”

Klimaty mafijne i sprawy gangsterskie zawsze miały w sobie coś, co mnie fascynowało. Uwielbiałam zanurzać się w podobnej atmosferze, czy to oglądając filmy, grając w gry czy czytając książki. Nie zdziwi więc nikogo fakt, że jak tylko zobaczyłam książkę Jonathana Eig’a „Al Capone. Gangster wszech czasów” to musiałam ją dorwać! Nie mam w zwyczaju sięgania po biografię, bo zwyczajnie ich nie lubię, ale tej nie mogłam sobie odpuścić.

Postaci Ala Capone chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Najsłynniejszy gangster Ameryki, przyszedł na świat w roku 1899 w Nowym Jorku. Jego rodzice byli emigrantami z Neapolu, posiadał więc włoskie korzenie, ale nie można tutaj zarzucić wpływu mafii sycylijskiej na to, kim się stał. W roku 1920, za czasów prohibicji, Al. Przebywał w Chicago i to właśnie w tym mieście zaczął coraz intensywniej wchodzić w gangsterski świat. Miał sporo rodzeństwa, a jego bracia pomagali mu w interesach. Z czasem, jak wiadomo, osiągnęły one nie małą skalę.

Książka ta dzieli się na trzy zasadnicze części odpowiadające etapom w życiu Ala Capone. Droga na szczyt, Król Capone, Upadek. Faktycznie w każdej z nich widać, jak kariera Ala się rozwijała, jak on sam ulegał zmianom, jak sytuacja polityczno-społeczna miała na to wszystko wpływ. Upadek jest w moich oczach częścią najbardziej rozwiniętą i autor położył naprawdę ogromny nacisk na ukazanie czytelnikowi tego, jak wiele osób starało się Alowi zaszkodzić – szukanie jakiejkolwiek drobnostki, za którą można by go aresztować, zamknąć, pozbyć się go. Prawda taka, że nie udowodniono mu żadnej wielkiej zbrodni, a każdy, kto choć trochę zna jego historie, wie, co Capone pogrążyło. Wydaje się to rzeczą wręcz absurdalną i śmieszną, ale jak widać władze dały radę. Choć czy aby na pewno wygrały?

Johnathan Eig nie skupiał się tylko na samej postaci Ala Capone. Dzięki jego publikacji otrzymujemy bardzo wyrazisty obraz czasów prohibicji w Ameryce. Skupia się bardziej na polityce niż na społeczeństwie, ale na pierwszy rzut oka widać, że każdy z tych elementów miał pośredni wpływ na karierę Ala. Pojawia się tutaj kilka ważnych postaci historycznych, chociażby prezydent Hoover. Pojawiają się również informacje o życiu rodzinnym Ala – widzimy, w jaki sposób gangster traktował rodzinę i w jakich stosunkach z nimi pozostawał przez całe swoje życie. Doskonale pamiętam powieść Maria Puzo „Ojciec chrzestny” i czytając tę biografię miałam wrażenie, że widzę, czym Puzo się inspirował (mam na myśli samą postać Capone i jego historię, nie samą książkę Eig’a).

Najbardziej cieszy mnie to, że dzięki tej powieści mogłam bez mała na własne oczy zobaczyć całą historię Ala Capone. Nigdy nie sądziłam, że biografia może tak poruszyć moją wyobraźnię. Zazwyczaj to tylko powieści mają w moim przypadku zdolność przeniesienia mnie do swojego świata, ale panu Eig’owi też się to udało. Stałam się biernym obserwatorem czasów, w których przyszło żyć Alowi Capone, towarzyszyłam mu podczas wzlotów i upadków, podczas pobytu w więzieniu i nawet na łożu śmierci. Nie mnie oceniać, jakim był człowiekiem, ale jak dla mnie jest osobą niesamowitą pod kilkoma względami: zachowywał spokój ducha, kochał rodzinę, miał łeb do interesów, dążył do swoich celów, był sprytny i przebiegły. Jest postacią, którą historia zapamiętała i na pewno nie jeden człowiek widzi w nim w pewnym stopniu wzór do naśladowania, a pisarze szukają inspiracji w jego historii.

„Al Capone. Gangster wszech czasów” to znakomita biografia, która przedstawia życie najsłynniejszego gangstera Ameryki, a może i świata. Zawiera w sobie wiele wątków, jednak są one ze sobą logicznie i chronologicznie połączone. Urozmaicona archiwalnymi zdjęciami, pięknie wydana i zdecydowanie warta przeczytania. Nigdy nie podejrzewałabym, że jakakolwiek biografia tak bardzo zapadnie mi w pamięci, a w tym przypadku jestem pewna, że tak właśnie będzie. Żadna biografia nie wywarła na mnie takiego efektu jak ta – nie wiem, czy jest to tylko kwestia tego, kogo dotyczy czy zdolności autora, ale zdecydowanie polecam ją każdemu!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję: