piątek, 24 kwietnia 2015

Kroniki Tempusu - K.A.S. Quinn




Data wydania: 10.01.2013
Tytuł oryginału: The Queen must die
Tłumacz: Anna Rojkowska
ISBN: 978-83-63579-07-4
Wymiary: 150 x 200 mm
Strony: 296
Cena: 34,00
Seria: Kroniki Tempusu #1
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Data wydania: 18.02.2015
Tytuł oryginału: The Queen at war
Tłumacz: Anna Rojkowska
ISBN: 978-83-63579-52-4
Wymiary: 150 x 200 mm
Strony: 320
Cena: 37,00
Seria: Kroniki Tempusu #2
 
 
 
 
 
 
Podróże w czasie są moim zdaniem naprawdę znakomitym pomysłem na powieść. Oczywiście autorzy, którzy się na to porywają, stają przed nie lada wyzwaniem, bowiem oddanie realiów dawnych czasów nie jest wcale takie proste, jak mogłoby się wydawać. Historię znamy tylko z podręczników, a w książkach fabuła musi sprawiać wrażenie nad wyraz rzeczywistej, abyśmy poczuli wszystko na własnej skórze. Czy pani Quinn sprostała temu wyzwaniu?

Życie Katie Berger-Jones-Burg nie jest do końca takim, jakie dziewczynka widziałaby w swoich marzeniach, ucieka więc do świata książek, historii i nauki. Najwięcej czasu spędza pod łóżkiem, gdzie urządziła sobie swój czytelniczy kącik. Jednak któregoś dnia dzieje się rzecz niesłychana: w jednej chwili Katie siedzi pod łóżkiem, a w następnej znajduje się pod kanapą w pałacu Buckingham w czasach panowania królowej Wiktorii. Okazuje się, że królowa i jej rodzina są w ogromnym niebezpieczeństwie, a Katie nie znalazła się tam przez przypadek. Co więcej, nie jest jedynym podróżnikiem w czasie, który ma do odegrania swoją rolę w historii…

Katie wiedzie normalne (przynajmniej w pewnym stopniu) życie w Nowym Jorku. Mieszka wraz ze swoją matką, Mimi, która jest osobą dosyć ciężką we współżyciu. Mimi to dawna gwiazda estrady, nie stroniąca od nałogów, dobrej zabawy i traktująca swoją córkę jak kumpelę z podwórka, a nie dorastającą dziewczynkę, której należy poświęcić czas. Natomiast sama Katie jest postacią sympatyczną, przyjacielską, ufną i oddaną. Wraz z księżniczką Alicją i synem królewskiego lekarza, Jamesem, stara się odkryć spisek i dorwać zamachowców czyhających na życie królowej. Motyw podróżników w czasie jest jasny i konkretny, rozwija się stopniowo, ale został dobrze dopracowany i widać, jakie ma znaczenie zarówno podczas tomu pierwszego, jak i drugiego. 

Kroniki Tempusu są serią skierowaną bardziej do młodszego czytelnika, mam za sobą oba tomy i przyznam szczerze, że trzymają one takie sam poziom. Bohaterowie są dobrze wykreowani, każdy z nich posiada charakterystyczne dla siebie cechy charakteru i odgrywa istotną rolę w całej opowieści. Widać, że autorka wszystko sobie na spokojnie przemyślała i każdy element tych książek jest na swoim miejscu. W obu częściach Katie przenosi się na dwór królowej Wiktorii, chociaż za każdym razem staje w obliczu innego wyzwania. Każde z nich jest niebezpieczne, ale to niesamowite trio potrafi sprostać każdemu zadaniu. Ciekawą rzeczą jest to, że autorka nie wspomina nic o wieku bohaterów, być może dlatego, aby każdy czytelnik – czy to młodszy czy to starszy – był w stanie się tutaj odnaleźć. Cóż, nie jest to do końca tak, bowiem pewne zachowania i sposób, w jaki zwracają się do tych dzieciaków dorośli, dają jasny obraz tego, że są to dopiero istotki wkraczające do grupy młodzieżowej.

W obu przypadkach mamy oczywiście do czynienia z życiem dworskim, normami panującymi w XIX wieku, a w drugim tomie pojawia się dodatkowo motyw wojny z Rosją. Czy pani Quinn w odpowiedni sposób potrafiła sprawić, że czytelnik na własne oczy zobaczył XIX-wieczny Londyn? W pewnym stopniu na pewno jej się to udało, chociaż ja osobiście czuję niedosyt. Chwilami zacierała się gdzieś granica zachowań między Katie a jej rówieśnikami z przeszłości. Historia jest tutaj obecna na każdej stronie, ale nie zawsze jest ona tak bardzo wyraźna, jak być powinna.

Jednak wydaje mi się, że celem tej serii jest coś zupełnie innego. Historia Katie i jej przyjaciół to przede wszystkim humorystyczna i magiczna przygoda, której aura otacza czytelnika przez cały czas. Niezwykła podróż, wciągająca fabuła, różnobarwni bohaterowie – to z pewnością są elementy, które zapamiętuje się najbardziej w związku z Kronikami Tempusu. Są one napisane lekkim, przyjaznym i w pełni zrozumiałym językiem, wątki są dopracowane i opowieść tę czyta się lekko i przyjemnie. Bardzo szybko przebrnęłam przez oba tomy, nie tylko z powodu stylu autorki, ale również dzięki temu, że w tej historii jest naprawdę coś urzekającego. Seria ta posiada swój unikalny urok porywający czytelnika. 

Muszę również napomknąć o tym, że książki są pięknie wydane i znakomicie prezentują się na półce. Wiem, że nie jest to seria, do której wrócę, bowiem jakiś czas temu wyrosłam z podobnych opowieści, ale gdybym tylko miała młodszą siostrę w wieku 11-15 lat, to na pewno zachęciłabym ją do zapoznania się z twórczością pani Quinn. Myślę, że właśnie czytelnicy w takim wieku powinny sięgnąć po Kroniki Tempusu, bowiem jest to dobra seria, pełna przygód, akcji i z sympatycznymi bohaterami, z którymi idzie się zaprzyjaźnić. Dzięki takim książkom młodzież jest w stanie wyrobić sobie dobry gust czytelniczy, a co najważniejsze – znakomicie się bawić i przeżywać niesamowite przygody! Książki te naprawdę potrafi porwać czytelnika i omamić swoją atmosferą – a to chyba najważniejsze.
 
Za egzemplarze serdecznie dziękuję wydawnictwu:
 
dreamswydawnictwo.pl
 
  

wtorek, 21 kwietnia 2015

"Odłamki" - Ismet Prcić

 
 
 
 
Data wydania: 18.03.2015
Tytuł oryginału: Shards
Tłumacz: Jarosław Rybski
ISBN: 978-83-63248-66-6
Wymiary: 140 x 205 mm
Strony: 432
Cena: 34,90
 
 
 
 
 
 
„Jak to jest, że jestem w stanie trwać jednocześnie w przeszłości i teraźniejszości, żyć zarówno w rzeczywistości, jak i w fantasmagorii? Jak to jest, że najdrobniejsze cząsteczki światła mogą być zarówno falą, jak i cząstkami, w zależności od tego, jak się na nie patrzy? Gdzie logika? Gdzie zdrowy rozsądek?”

„Odłamki” to powieść niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju. To nad wyraz osobista powieść, która wyszła spod pióra Ismet’a Prcić’a. Jest ona debiutem, ale nie takim zwyczajnym debiutem, z jakimi mamy do czynienia na co dzień. „Odłamki” były częścią terapii autora, są na swój sposób jego autobiografią i miały na celu pomóc mu w uporaniu się z przeszłością. Czy faktycznie jeżeli człowiek przeleje wszystkie złe wspomnienia na papier to się od nich odetnie? Czy rzeczywiście będzie to pewną formą uwolnienia się od traumatycznych przeżyć? Osobiście wierzę, że człowiekowi robi się wtedy trochę lżej, ale rys, które powstały na naszej duszy nie da się tak łatwo zasklepić – one już na zawsze tam pozostają, niczym lekcje głęboko wyryte w naszej pamięci.

Ismet jest autorem bośniackiego pochodzenia i akurat w momencie najpiękniejszych lat jego życia – podczas okresu dorastania – jego kraj był całkowicie rozdarty i miały miejsca działania wojenne. Ismet jako młody chłopak ma zupełnie inną wizję świata, w którym powinno się żyć i nie można go za to winić. W tak młodym wieku człowiek wciąż szuka swojej drogi, chce się kształcić, w tym okresie formuje się całkowicie jego charakter a przeżyte doświadczenia wpływają nie tylko na podejście do życia, ale również na psychikę człowieka. Ismet opuszcza Bośnię i wyrusza do Ameryki, gdzie teoretycznie staje się kimś zupełnie innym, ale tam głęboko w środku jest uchodźcą, który wciąż przeżywa wojnę na nowo.

Realizm tej książki jest wręcz uderzający. Nie chodzi mi tutaj nawet o samo przedstawienie działań wojennych, ale o ukazanie uczuć i emocji, które targają człowiekiem w obliczu takich sytuacji. Właściwie nie ma się co dziwić, że autorowi udało się to oddać w sposób idealny – sam tego doświadczył, sam to przeżył, dlatego jego powieść jest niezwykle życiowa i prawdziwa. Szczera do bólu, pełna skrajnych emocji i czarnego humoru. I to jest chyba największą zaletą tej książki – trafia prosto do serca, jest przejmująca i skłania do refleksji.

Poza samą historią Ismeta, która daje nam obraz tego, co się działo w danym momencie jego życia i jak sobie z tym radził, otrzymujemy jeszcze jedną rzecz bardzo z nim związaną – wpisy z pamiętnika, które kierował do swojej matki. I to jest dopiero emocjonalna bomba! To właśnie w nich widzimy prawdziwą twarz autora i poznajemy jego najgłębiej skrywane myśli. Dodatkowym elementem wprowadzonym przez autora jest jeszcze historia Mustafy Nalića, żołnierza, który początkowo jest dowcipnym i radosnym człowiekiem, ale jak dobrze wiemy, wojna zmienia każdego. Wkrótce losy tych dwóch bohaterów niebezpiecznie się ze sobą splatają i wychodzi na jaw prawda o tym, kim są. 

„Odłamki” na pewno nie są książką lekką i przyjemną. Poruszają trudną tematyką i wymagają od nas skupienia. Mimo że jest to debiut autora, to posługuje się on jednak naprawdę pięknym językiem, pełnym metafor, epitetów i porównań. Jest to powieść bardzo osobista i emocjonalna, dająca do myślenia i jak się okazuje – całkiem wciągająca. Jak już wspominałam, jej największą zaletą jest to, że jest prawdziwa. Wszystko, o czym pisze autor, jest odczuwalne w ogromnym stopniu przez czytelnika – jakby sam stał się na chwilę Ismetem i przeżył te kilka lat jego życia. Być może nie jest to do końca typ literatury, w którym gustuję, ale nawet ja potrafiłam w niej dostrzec niepowtarzalność i szczerość. Panu Ismetowi pozostaje tylko pogratulować takiego debiutu i mieć nadzieję, że terapia się zadziałała.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


sobota, 18 kwietnia 2015

"Relikt" - Heather Terrell

 
 
 
 
Data wydania: 18.02.2015
Tytuł oryginału: The Relic
Tłumacz: Andrzej Sawicki
ISBN: 978-83-280-1536-4
Wymiary: 123 x 194 mm
Strony: 256
Cena: 34,99
Seria: Księgi Ewy





Czy szał na „Igrzyska śmierci” i książki w podobnym stylu już przeminął? Cóż, ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ wciąż spotykam się z coraz to nowszymi książkami poruszającymi tematykę dystopijną czy postapokaliptyczną. „Relikt”, czyli pierwszy tom serii „Księgi Ewy” jest również powieścią tego typu, a na odwrocie możemy znaleźć informację, że „Fani Igrzysk Śmierci rzucą się na tę książkę.”. Czy rzeczywiście jest ona tak dobra, że czytelnicy to zrobią?

Eamon, syn Wielkiego Archona miał podejść do Prób, zwyciężyć i godnie przejąć stanowisko ojca. Niestety Eamon nie miał ku temu okazji, bowiem zginął podczas lodowej wspinaczki. Wbrew wszystkiemu rodzina obecnego Archona ma jeszcze szanse na to, że jego potomek zostanie kolejnym Wielkim Archonem. Siostra Eamona, Ewa, postanawia go zastąpić i wziąć udział w Próbach. Budzi to wielkie kontrowersje wśród społeczeństwa i oburzenie u ich rodziców, bowiem od setek lat żadna kobieta nie została Kandydatem, nie mówiąc już o odniesieniu zwycięstwa. 

Nie mogę obronić tej książki, jeżeli chodzi o podobieństwo do „Igrzysk śmierci” Suzanne Collins, czy niedawno wydanych „Testów” Joelle Charbonneau. Ale czy podobieństwo jest naprawdę czymś całkowicie złym? Jeżeli autor czy autorka postanawia się trzymać konkretnego nurtu, ciężko nie znaleźć analogii do innych serii. Są tacy, których to zniechęca. Są tacy, którzy uwielbiają dany gatunek i zawsze sięgają po każdą tego typu powieść. Najważniejsze jednak pozostaje to, czy autor faktycznie powiela schematy i utarcie trzyma się znanych nam już stereotypów, czy może jednak puszcza wodze fantazji i wprowadza nowe elementy, takie prosto od siebie. Cóż, jeżeli chodzi o Heather Terrell, to zdecydowanie dodała ona coś od siebie.

Właściwie to chwilami miałam ochotę się śmiać do rozpuku z pomysłowości autorki. Dlaczego? „Relikt” to powieść, której akcja rozgrywa się  „po Uzdrowieniu” i przedstawiony jej świat znacznie różni się od tego, który dziś znamy. Przedstawienie Apple czy MasterCard jako bogów jest czymś absurdalnym i na pierwszy rzut oka zabawnym, ale zawsze to nowość wprowadzona przez autorkę – nowe podejście do przedstawienia przeszłości.  Tytułowe relikty stanowią wspomnienie czasów sprzed Uzdrowienia, które mają pokazać ówczesnemu społeczeństwu, jak bardzo Ziemia i jej mieszkańcy byli kiedyś zepsuci, uzależnieni od techniki i zachłanni. Dla Ewy i wielu innych, jest to jasny obraz tego, co doprowadziło ich przodków do upadku. Jednak wciąż poszukiwanie reliktów jest stałym elementem Prób, którym poddawani są kandydaci – jednak są takie relikty, które mogą obrócić znany Ewie świat do góry nogami.

Pewne elementy tej powieści są przewidywalne i niewiele sytuacji mnie zaskoczyło, ale jednak nie odbiera to aż tak przyjemności czerpanej z lektury. Język autorki jest lekki i przyjemny, a fabuła wciągająca. Główna bohaterka ma w sobie coś z dobrze nam znanej Katniss, ale mimo wszystko są to dwie różne postacie. Zdecydowanie dąży do celu, kieruje się rozsądkiem i jest ciekawa świata, nie można jej również odmówić odwagi i konsekwencji. Książkę czyta się naprawdę dobrze i w miarę szybko, można się na chwilę oderwać od rzeczywistości, tym bardziej, że pani Terrell całkiem dobrze radzi sobie w przekazywaniu czytelnikom swojej wizji. Dobre opisy, jasne przedstawienie porządku panującego w stworzonym przez nią świecie, sympatyczna bohaterka, dobre tempo akcji – z tymi elementami na pewno ma się tutaj do czynienia.

„Relikt” jest książką ciekawą, zwiastującą zapowiedź intrygującej i być może porywającej serii. Konspiracja, spisek i tajemnica wiszą w powietrzu, w głowie czytelnika pozostaje kilka pytań bez odpowiedzi, a to na pewno zachęca do zapoznania się z kolejnymi tomami i zdecydowanie podsyca nasz apetyt na więcej. Być może uznacie, że to kolejna dystopia, jaka pojawiła się na naszym rynku, i nie zaprzeczę – po części tak właśnie jest. Nie zapomnijcie jednak o tym, że autorka dodała tutaj swoje pięć groszy, a jej pomysły nie są złe. Przede wszystkim polecam fanom gatunku, ale nie tylko – uważam, że książka jest na tyle dobra, że warto jej chwilę poświęcić. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

 

środa, 15 kwietnia 2015

Przedpremierowo: "Nieludzie" - Kat Falls




Data wydania: 22.04.2015
Tytuł oryginału: Inhuman
Tłumacz: Małgorzata Koczańska
ISBN: 978-83-280-2003-0
Strony: 364
Cena: 39,99
Seria: Fetch








Motyw postapokalipsy nadal jest dosyć chwytliwym tematem w literaturze. Kat Falls również poszła tym śladem i stworzyła powieść, gdzie świat został opanowany przez groźnego wirusa. Pod jego wpływem dochodzi do zmian w ludzkim DNA, i mimo że choroba rozwija się stopniowo, to zainfekowany człowiek może w każdej chwili stracić panowanie nad sobą i stać się zagrożeniem dla innych. Delaney McEvoy żyje w uprzywilejowanej, zamkniętej strefie i nie ma pojęcia, co znajduje się poza murem. Wkrótce jednak okazuje się, że jej ojciec znajduje się w tej feralnej strefie, a ona, aby go ocalić, musi również przekroczyć mur i udać się do Chicago. Wyrusza w śmiertelnie niebezpieczną podróż, do której nie jest przygotowana i nie ma nawet pojęcia, co może ją tam spotkać. 

Wizja przedstawiona przez Kat Falls skupia się na świecie, w którym rozpowszechnił się niebezpieczny wirus zagrażający całemu społeczeństwu. Niezainfekowani ludzie, którzy pozostali przy życiu, robią wszystko, aby wynaleźć lekarstwo. Co ciekawe i dosyć oryginalne, wirus ten nie zamienia nikogo w bezmyślnego zombie poszukującego mózgów, ale wywołuje takie mutacje w DNA, że dochodzi do pewnych deformacji i anomalii – więcej nie zdradzę, bo byłoby to po części spoilerowanie, ale cieszy mnie fakt, że autorka pomyślała nad czymś nowym i przedstawiła to w konkretny sposób – jasno określiła, w jaki sposób dochodzi do zarażenia, jak rozwija się choroba i do czego może doprowadzić.

Konsekwencja w dokładnym i szczegółowym opisywaniu postapokaliptycznego świata idzie jeszcze dalej. Każdy bohater to inne cechy charakteru, inne zachowania i podejście do życia. Na pierwszy plan wychodzi oczywiście główna bohaterka, Lane. Początkowo sprawia wrażenie bezmyślnej księżniczki, ale to tylko złudzenie. W czasie całej podróży możemy zobaczyć ją w różnych sytuacjach i okazuje się, że jest to dziewczyna rezolutna, bystra, sprytna i odważna. Jej towarzysze, Everson i Rafe są dwiema skrajnościami. Everson jest ułożony, dzielny, działa zgodnie z wyższymi celami, najpierw myśli potem robi. Rafe to jego przeciwieństwo – spontaniczny, żyjący chwilą, sprytny i podstępny. Różnice te wynikają oczywiście z ich pochodzenia, ale łączy ich jedno – chęć przetrwania, ratowania rasy ludzkiej oraz odwaga. Osobiście jednak uważam, że Rafe jest postacią bardziej interesującą.

No tak, wychodzi teraz na to, że mamy do czynienia z trójkątem miłosnym. Nie da się ukryć, że faktycznie tak jest, ale nie ma obaw – autorka nie podchodzi do niego zbyt poważnie, a właściwie jest on czymś nieuniknionym, gdy przychodzi do spotkania atrakcyjnej dziewczyny i dwóch osobników, w których buzuje testosteron. Jednak na pewno nie jest to wątek dominujący i nie o to chodzi w tej powieści. Pojawia się tutaj kwestia wyższego dobra i podejmowania trudnych decyzji – gdybyście mieli do wyboru ratować przyjaciela, człowieka, któremu zawdzięczacie życie, a całą ludzkość – co byście wybrali? Ja nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie i mam nadzieję, że nigdy nie znajdę się w podobnej sytuacji.

Jest wiele elementów, które mi się spodobały w tej powieści. Jedno to wciągająca fabuła z powiewem świeżości – cieszmy się, że autorka nie powielała tego, co już było, a drugie to zaskakujące zwroty akcji, nieprzewidywalność i ciekawy rozwój wydarzeń. Z przyjemnością śledziłam losy Lane i chociaż autorka jej nie oszczędza i chwilami wydaje się, że znalazła się ona w całkowicie beznadziejnej sytuacji bez wyjścia, pojawia się zawsze światełko nadziei, choć niepewne. Świat, do którego wkracza główna bohaterka, a my wraz z nią, nie jest usłany różami i pani Falls nie owija w bawełnę – pojawia się brutalność, niesmak i niedowierzanie, a od strony naukowej również fascynacja. Natomiast styl Kat Falls nie wyróżnia się niczym wyjątkowym, przynajmniej jak dla mnie. Lekki i przyjemny, ale nic poza tym.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że powieść ta przypominała mi chwilami serię Susan Ee o Penryn, bowiem w obu przypadkach mamy do czynienia z postapokalipsą i wyruszającą w niebezpieczną podróż główną bohaterką, która pragnie uratować kogoś sobie bliskiego, ale nie obawiajcie się, nie jest to w żadnym wypadku kopia. Autorka ratuje się głównie tym, że jej wizja „świata po” jest odmienna od tych, które znamy. Wirus wirusem, to jedna z opcji, ale osobiście do tej pory nie spotkałam się z takimi przemianami. „Nieludzie” nie są powieścią idealną, ale z pewnością godną uwagi. Przymyka się oko na wszelkie, mogące się pojawić drobne minusy, bowiem fabuła jest naprawdę wciągająca – czyta się i czyta, nie patrząc na upływ czasu. To bardzo dobrze skonstruowana powieść, w której widać, że autorka miała pomysł i potrafiła go w dosyć umiejętny sposób przelać na papier. 

„Nieludzie” to powieść, którą z pewnością będę mile wspominać i chętnie sięgnę po dalsze losy Delaney. Przyznaję bez bicia, że książkę czytało mi się dobrze, ale chyba czuję lekki niedosyt – wiem, że można tutaj było pójść o krok dalej, wycisnąć z tego pomysłu jeszcze więcej, dodać kilka innych elementów odpowiadających za oryginalność i niepowtarzalność. Myślę jednak, że pani Falls się jeszcze rozwinie, a lektura ta okaże się zaczątkiem czegoś wielkiego. Książka zdecydowanie warta przeczytania, zwłaszcza dla fanów postapokalipsy, którzy uwielbiają poczuć ten klimat i atmosferę opustoszałej ziemi, dziczy i pragną tego dreszczyku emocji odnośnie tego, jakie jeszcze wyzwania czekają na bohaterów. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję: