"Złoczyńcy znad Nilu" - Steven Saylor

Data wydania: 10.03.2015
Tytuł oryginału: Raiders of the Nile
Tłumacz: Janusz Szczepański
ISBN: 978-83-7818-579-6
Wymiary: 150 x 225
Strony: 352
Cena: 34,90

Do tej pory nie miałam okazji zapoznać się z twórczością Stevena Taylora, ale fabuła książki „Złoczyńcy znad Nilu” zainteresowała mnie. Akcja powieści rozgrywa się w 88 roku przed naszą erą, a narratorem historii jest młody obywatel rzymski, Gordianus. Wraz ze swoją niewolnicą, która jest dla niego kimś znacznie więcej, mieszka w legendarnej Aleksandrii w Egipcie. Jego życie ulega zachwianiu, gdy w dniu dwudziestych drugich urodzin gang rozbójników porywa Bethesdę, jego niewolnicę – oczywiście nikt nie miał na celu porwania niewolnicy, wzięto ją przez pomyłkę za kochankę miejscowego bogacza. Gordianus musi jak najszybciej odzyskać ukochaną, zanim porywacze zorientują się, że porwali nie tę kobietę, inaczej może to zagrozić życiu nie tylko jego, ale przede wszystkim Bethesdy.

Gordianus nie mógł przewidzieć takiego obrotu spraw, ale z pewnością mógł im zapobiec. Jednak co się stało to się nie odstanie i młody Rzymianin musi wyruszyć w podróż pełną przygód, aby odnaleźć Kukułcze Gniazdo – siedzibę rozbójników. Tam sprawy przybiegają jego ciekawy obrót, ale tego zdradzać Wam nie będę. Skupmy się na samej konstrukcji powieści. 

Steven Saylor nie jest początkującym autorem – jestem przekonana, że ma już wyrobiony swój własny charakterystyczny styl i język. Dla mnie było to pierwsze spotkanie z panem Saylorem, raczej udane, chociaż mam kilka drobnych uwag. Młody Gordianus jest postacią dobrze wykreowaną, chociaż osobiście nie zapałałam do niego wyjątkową sympatią. Być może jest cierpliwy, rozsądny i sprytny, ale brakuje mi w nim wewnętrznej iskry i pazura – a z pewnością te cechy by mu się przydały i ułatwiły wyjście z sytuacji, w których obliczu przychodzi mi stanąć. A jak wygląda kwestia pozostałych bohaterów? Właściwie całkiem dobrze, są dosyć charakterystyczni i łatwo szybko się rozeznać w tym, kto jest kim.

Książkę czyta się lekko i przyjemnie, a styl autora jest dojrzały i dopracowany – nie ma się co dziwić, bowiem pan Saylor ma na swoim koncie już kilka powieści. W tej kwestii zdecydowanie ciężko doszukiwać się wad, ale osobiście uważam, że warto popracować nad budowaniem napięcia i podkręceniem tempa akcji. Fabuła wskazywała na to, że będzie tutaj nieco sensacji, nieco kryminału… i właściwie elementy tych dwóch gatunków można tutaj dostrzec, ale nieco flegmatyczne tempo akcji skutecznie obniża ich poziom. Na pewno czytelnik ma możliwość spokojnego zaznajomienia się z głównym bohaterem, jego sytuacją, autor nawet pozwala na dłuższą analizę rozgrywających się w danej chwili wydarzeń, ale zdecydowanie odczułam braki w dynamice tej powieści.

Rozczarowujące było też to, że fabuła w pewnym momencie stała się do bólu przewidywalna. Autor zdecydowanie ma jeszcze problemy z mąceniem czytelnikowi w głowie – przynajmniej w przypadku tej książki, nie wiem jak wypadają inne pozycje. Towarzyszy temu brak odpowiedniego stopniowania napięcia, a to wszystko skutkuje jednym – brakiem ciekawości i zainteresowania. Fabuła sama w sobie jest wciągająca, ale z powodu tych braków czytelniczy entuzjazm trochę opada. Nie mogę zaprzeczyć, że autor nie włożył w tę lekturę swojego serca i nie poświęcił jej czasu, bowiem z pewnością to zrobił – książka pod wieloma względami jest dopracowana, zawiera nawet kalendarium, a fikcja przeplata się z rzeczywistością. Autor na koniec wyjaśnia nawet skąd czerpał inspiracje, widać więc, że nie był to jego czysty wymysł i chętka na napisanie kolejnej powieści – wszystko było przemyślane.

„Złoczyńcy znad Nilu” to powieść dobra, ale zdecydowanie mogłaby być lepsza. Z pewnością zasługuje na uwagę ze względu na fabułę i wkład pracy autora, ale posiada kilka niedopracowanych elementów, które zdecydowanie pobudowałyby jej jakość. Oczywiście nie skreślam całkowicie twórczości autora, na pewno dam mu jeszcze jedną szansę, bowiem nie można wyrabiać sobie opinii tylko po pierwszym wrażeniu – zawsze warto spojrzeć drugi raz. Być może był to tylko chwilowy spadek formy? Kto wie, to się dopiero okaże.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

rebis.com.pl

Etykiety

Pokaż więcej

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Do what you love!

Do what you love!