wtorek, 30 września 2014

"Podróże duszy" - Douglas De Long

http://www.illuminatio.pl/ksiazki/podroze-duszy/

Reinkarnacja w pewnym sensie stała się czymś więcej niż tylko wiarą w życie po życiu. Teraz to kwestia wiedzy o poprzednich wcieleniach, odnoszenia wydarzeń z dawnych inkarnacji do teraźniejszości i rozwiązywanie problemów za pomocą regresingu. Wiele osób wciąż jednak podchodzi do tego sceptycznie, a jednak nie raz padają z ich ust słowa „W poprzednim wcieleniu to na pewno byłem…” – niby w żartach, ale może jednak jest w tym trochę prawdy? Może właśnie w takich chwilach nasz umysł i dusza przypominają sobie „dawne” czasy?

Książka Douglasa De Longa skupia się przede wszystkim na przekazaniu człowiekowi wiedzy na temat tego, w jaki sposób sami możemy zapoznać się z naszymi poprzednimi wcieleniami. Na pierwszy rzut oka wydaje się to być rzeczą prostą, wręcz banalną, ale gwarantuję Wam, że to tylko pozory. Wiadomo – znalezienie osoby, która wprowadzi nas w głęboką hipnozę byłoby dużo łatwiejsze, ale… satysfakcja zawsze jest większa, gdy osiągniemy coś sami. Rzeczywiście techniki przedstawiane przez autora są napisane prostym i w pełni zrozumiałym językiem, ale wiem z własnego doświadczenia, że odpowiednie wykonanie medytacji czy wyciszenie umysłu jest naprawdę nie lada sztuką. Nie należy się jednak zniechęcać – w tym przypadku, podobnie jak i w wielu innych, cierpliwość i spore zaangażowanie są kluczem do sukcesu. 

Ćwiczenia opisywane przez pana De Long niosą ze sobą również dodatkowe korzyści – aktywują nasze czakry, pobudzają umysł, rozwijają zdolności parapsychiczne i zwiększa się dzięki nim nasza zdolność kojarzenia i łączenia faktów. Czasami należy kierować się intuicją bądź też pozwolić myślom swobodnie przepływać – często pojawia się takie uczucie pewności, że szukaliśmy właśnie tego, do czego nasz umysł właśnie nas doprowadził. W początkowych rozdziałach można znaleźć najczęściej zadawane pytania odnośnie reinkarnacji i wyczerpujące odpowiedzi autora. Przyznam szczerze, że o niektórych metodach, jakie pan De Long tutaj przytaczał nie słyszałam, ale być może spróbuję z nich skorzystać, choć ciągle usilnie trzymam się swoich, które mam już wyrobione. 

Dodatkowym elementem wprowadzonym do tej pozycji jest kilka różnych opowieści o ludziach, którzy podali się hipnozie regresywnej. Dzięki nim łatwo zobaczyć wpływ poprzednich inkarnacji na nasze obecne życie – to niesamowite, że chociażby ból kręgosłupa może brać się ze wspomnień dawnego wcielenia, czy też niechęć do konkretnej rzeczy również związana jest z naszym poprzednim życiem. Dobrą rzeczą jest również kilka stron poświęconych wizycie u terapeuty regresywnego.  Autor opisuje, na co powinniśmy zwrócić uwagę przy wyborze odpowiedniego terapeuty, jak przygotować się do wizyty i z czego możemy się dzięki temu uwolnić. Z pewnością zaczniecie się głębiej zastanawiać nad prostymi rzeczami dnia codziennego i szukać ich podłoża. 

„Podróże duszy” to książka dobra, zwłaszcza dla osób początkujących. Cała wiedza przytoczona przez autora była mi znana, więc nie musiałam pozostać w skupieniu podczas lektury, ale dwie czy trzy techniki były mi nieznane. Osoby, które już siedzą dłużej w temacie reinkarnacji mogą się poczuć zawiedzone tą lekturą, ale Ci, którzy mają ochotę spróbować czegoś nowego, lub zaczynają powoli przekonywać się do takiego podejścia, powinny znaleźć tutaj to, czego szukają. Prosty język, konkretna wiedza, choć w wersji minimalistycznej – typowej dla „świeżaków” i dodatkowe elementy, które są tutaj niezbędne, aby całość wypadła dobrze. 

Dzięki regresingowi możemy znaleźć odpowiedzi na wiele nurtujących nas pytań, możemy zmienić swoje życie, a także, to co najważniejsze i najbardziej fascynujące – sprawdzić, kim kiedyś byliśmy… w jakich czasach przyszło nam żyć, czego tam doświadczyliśmy, zobaczyć na własne oczy przeszłość. Jeżeli macie więc na to ochotę, a na pewno Wasza podświadomość daje Wam do zrozumienia, że tak, to zacznijcie swoją przygodę z „Podróżami duszy”, a potem ruszcie dalej!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

illuminatio.pl


poniedziałek, 29 września 2014

"Hopeless" - Colleen Hoover

http://otwarte.eu/book/hopeless

Nie lubię książek o normalnym życiu. Dlaczego mam wchodzić do kolejnego normalnego świata i przeżywać coś, co może przytrafić mi się w każdej chwili, skoro równie dobrze mogę zapoznać się ze światem magii, smoków czy też wybrać się na poszukiwanie zaginionego skarbu? Cóż, książki takie jak „Hopeless” uświadamiają mi dlaczego. Dzięki takim książkom zmieniam swoje nastawienie, bowiem one też mają w sobie swego rodzaju magię…

Siedemnastoletnia Sky jest całkiem normalną dziewczyną, która nie przechodzi okresu buntu, żyje w zgodzie ze swoją matką i uwielbia spędzać czas ze swoją najlepszą przyjaciółką. Jednak są pewne istotne fakty, które na pierwszy rzut oka wydają się dziwne – dziewczyna nie ogląda telewizji, nie ma telefonu komórkowego i nie chodzi do szkoły – wszystko przez jej matkę, Karen, która uważa to za zbędne. Jednak jak każda nastolatka, Sky pragnie wyjść ze skorupy i otworzyć się na świat. Karen, choć niechętnie, pozwala jej rozpocząć naukę w szkole, ale już pierwszy dzień okazuje się być okropny… Wszystko zmienia się, gdy na drodze dziewczyny pojawia się Dean Holder – jedyny chłopak potrafiący wzbudzić w Sky emocje, których nigdy wcześniej nie zaznała.

Tak to się jakoś stało, że „Hopeless” przyciągnęło mnie do siebie. Być może była to tylko kobieca intuicja, ale miałam ochotę na tę pozycję, choć doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że nie należy ona do grona moich ulubionych gatunków literackich. Jednak już od pierwszej strony dałam się porwać historii Sky, która okazała się być lekko zadziorną i charakterną dziewczyną, przy której nie można się nudzić. Chwilami widziałam w niej siebie i to dzięki temu byłam w stanie się z nią zżyć. Bardzo ważny okazał się być fakt, że nie jest to kolejna sierotka, jakich nie brak w dzisiejszej literaturze tego typu, ale naprawdę silna dziewczyna, w której być może toczy się wewnętrzna walka, ale Sky daje radę. Właśnie z tego powodu chwila, w której cała wściekłość, nadzieja i złość wyszły z jej wnętrza, chwila, w której ta dziewczyna po prostu pękła, była tak bardzo emocjonalna i dała mi w kość.

Kolejna znakomita rzecz to uczucie pomiędzy Sky i Holderem. Nie znoszę, po prostu nienawidzę, gdy już po jednym dniu znajomości padają słowa „kocham Cię, będziemy razem na zawsze”. Jakie to było cudowne, że autorka postanowiła na spokojnie rozwijać znajomość tej dwójki, a także w znakomity sposób pokazała, co ich łączy, gdzie się zaczyna i w jaki sposób podąża do przodu. Taka na pozór nic nieznacząca różnica w słowach „Kocham Cię” a „Zakochuję się w tobie”, a potrafi wiele zmienić. Uczucie Sky i Holdera jest przepełnione namiętnością, oddaniem, nadzieją i wywołuje w czytelniku wiele skrajnych emocji, podobnie jak ich historia. A sam Holder to chłopak, o którym na pewno marzy nie jedna dziewczyna. Naprawdę nie sądziłam, że komuś uda się mnie zaskoczyć w powieściach tego typu, a jednak…

Autorka w tak umiejętny sposób poprowadziła rozwój fabuły, że jest ona nie tylko wciągająca, ale naprawdę intrygująca i zaskakująca. Prawda o Sky i jej przeszłości, która wychodzi na jaw krok po kroczku niezwykle mnie zadziwiła, ale pojawiło się także takie cudowne uczucie, że w typowym romansie pojawia się dodatkowa i równie ważna tematyka wzbogacająca całą historię i nadająca jej charakter. Wydarzenia z przeszłości i teraźniejszości są ze sobą niezwykle logicznie powiązane. Bohaterowie są bardzo realistyczni i zyskują sympatię czytelnika. Każdy z nich na swój własny sposób przeżywa każde wydarzenie, co daje nam dodatkowy obraz tego, jak dokładnie autorka postanowiła przedstawić tę historię. Piękny i barwny język, wciągająca fabuła i ogromna dawka emocji – wszystko to tworzy idealną całość. Dzięki tej książce można przeżyć niesamowite katharsis.

„Hopeless” to książka, która była dla mnie po prostu emocjonalną bombą. Okazała się nie być typowym romansem, tylko poważną i poruszającą historią dziewczyny, której przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Pokazuje jak bardzo głęboko wydarzenia z dzieciństwa potrafią się w nas zakorzenić i ukształtować nasz charakter w tykającą bombę. Ta książka po prostu wżera się w nasz umysł i nasze serce, wywołując fale skrajnych emocji. „Hopeless” nie daje o sobie zapomnieć, potrafi rozwalić nas na drobne kawałki, a nam naprawdę ciężko się jest pozbierać. Nieprzesadzona i nieprzesłodzona opowieść o dwójce młodych ludzi, którzy muszą podejmować trudne decyzje i poradzić sobie z przeszłością, która zrobi wszystko, aby ich dopaść. Dzięki takim książkom wiem, że nawet powieści obyczajowe mają w sobie magię.

Za przeżycie tej cudownej historii serdecznie dziękuję:

http://otwarte.eu/
 

czwartek, 25 września 2014

"Tajniki magii świec" - Berenika Tern

http://www.illuminatio.pl/ksiazki/tajniki-magii-swiec/

Świeczki pali praktycznie każdy z nas. Nie znam osoby, która nie miałaby w domu tea-light’ów czy innych rodzajów świec –zapachowe, kolorowe, o różnych kształtach, w słoiczkach itd. Stały się one elementem dekoracyjnym, narzędziem do tworzenia nastroju, kojarzone są z relaksem i odpoczynkiem. Jednak przede wszystkim związane są one z żywiołem ognia, a każda paląca się świeca posiada potencjał magiczny i sporą dawkę energii, która odpowiednio ukierunkowana może pomóc nam w kreowaniu świata zgodnie z naszą wolą.

„Tajniki magii świec” to książka autorstwa Bereniki Tern, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła! Już samo wprowadzenie daje nam jasny obraz tego, co otrzymamy, ale to nie wszystko – pierwsze strony uświadamiają nam, że autorka nie jest laikiem, ma własne zdanie na dany temat i nie boi się go wyrażać, a co więcej, posiada konkretne argumenty na jego ochronę. Spodobało mi się, że autorka przytoczyła całe mnóstwo różnorakich definicji magii, aby uświadomić czytelnikom, czym ona tak naprawdę jest. Myślę, że pani Tern posiada ogromną wiedzę w dziedzinie ezoteryki, jednak w tym przypadku skupiła się na magii świec.

Podstawową rzeczą są kolory, dlatego właśnie na sam początek otrzymujemy całe mnóstwo informacji o świecach poszczególnych kolorów. Są one opisywane według stałego schematu, dzięki któremu wiedza jest uporządkowana i ułatwia to odnalezienie informacji, której w danej chwili potrzebujemy. To podstawa, którą musimy poznać, aby osiągnąć przyszłą perfekcję w naszych działaniach związanych z magią świec. Jest to wiedza obszerna do przyswojenia, ale każdy zauważy, że wiele rzeczy przychodzi nam intuicyjnie i łatwo wszystko ze sobą pokojarzyć. Autorka opisuje również wszystkie znane rodzaje świec i powiem szczerze, że o istnieniu niektórych nie miałam pojęcia, bądź nie wiedziałam, że tak się nazywają i mają takie zastosowanie.

Pomimo że książka ta dotyczy głównie magii związanej z żywiołem ognia i wykorzystywaniem energii płynącej ze świec, pani Tern nie zapomina o dodatkach takich jak zioła, kamienie i minerały czy olejki eteryczne. Przedstawia zastosowanie tych najpowszechniejszych i najważniejszych, które przy odpowiednim użyciu mogą zwiększyć siłę przeprowadzanego rytuału. Idealną pomocą jest tabelka ze strony 134, ponieważ stanowi podsumowanie podstawowych elementów do danego rodzaju rytuału. Znaleźć tu można również informacje o fazach księżyca, wskazówki jak oczyszczać świecę czy też jak interpretować płomień. 

Ostatnia część „Tajników magii świec” skupia się już na samych rytuałach, choć nie otrzymujemy gotowej recepty na przyciągnięcie miłości, pieniędzy czy powodzenia. Berenika Tern przekazuje nam wiedzę, w jaki sposób powinniśmy do tego podejść, ale zmusza nas do samodzielnego myślenia i tworzenia – za to ogromny plus, bowiem takie rytuały zazwyczaj działają z dużo większą siłą, gdyż płyną prosto z naszego wnętrza. Co mnie pozytywnie zaskoczyło? Autorka nie uważa czarnej magii za coś złego. W ogóle nie uznaje ona też podziału na magię białą, czarną czy szarą itd., bowiem magia to zawsze te same działania. Faktycznie przyjęło się określanie pewnych rytuałów danym kolorem, ale to tylko nazwa i nic więcej, dlatego „czarna” magia w oczach autorki nie jest niczym złym. Po części się z nią zgadzam i myślę, że każdy, kto ma w tej kwestii jakieś wątpliwości powinien po tę pozycję sięgnąć. 

„Tajniki magii świec” to naprawdę znakomita pozycja, która zawiera w sobie całe mnóstwo ważnych informacji. Napisana bardzo przystępnym językiem, jednak bez zbędnego owijania w bawełnę. Tutaj mamy konkrety, konkrety i jeszcze raz konkrety. Z pewnością będzie to jeden z moich ulubionych poradników do tworzenia własnych rytuałów. Na pewno każdy znajdzie tutaj coś dla siebie i jest to lektura obowiązkowa dla osób chcących rozpocząć swoją przygodę z magią świec. Gorąco polecam, jest naprawdę warta przeczytania! 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

illuminatio.pl
 

piątek, 19 września 2014

"Kod Templariuszy" - Chloe Palov

http://ksiegarnia.bellona.pl/index.php?c=fut&bid=6268&page=0

„Kod templariuszy” był moim pierwszy spotkaniem z autorką Chloe Palov. Określony jako thriller przygodowo-historyczny z elementami fantasy zapowiadał się bardzo ciekawie, choć po lekturze mogę stwierdzić, że elementów fantasy tutaj nie znalazłam, chyba, że to elementy ezoteryczne zostały do nich zakwalifikowane (co w moim odczuciu jest rzeczą nie na miejscu). Czy uważam to spotkanie za udane? Po części na pewno, ale niestety autorka nie zachwyciła mnie swoją twórczością tak, jak sobie wyobrażałam.

Dla Jasona Lovetta jako słynnego archeologa, sukcesem było trafienie na ślad skarbca templariuszy. Jednak gdy tylko ogłosił to światu, został zamordowany. Zdołał jednak dotrzeć do eksperta od zakonu templariuszy i dawnego agenta MI5 – Caedmona Aisquitha. Ponieważ Caedmon jest pasjonatem i kocha swoją pracę, postanawia skończyć to, co rozpoczął archeolog. Okazuje się, że w tej sprawie chodzi o coś znacznie ważniejszego niż skarby, złoto i diamenty. Trop prawdopodobnie prowadzi do miejsca, w którym znajduje się pradawny relikt – Szmaragdowa Tablica. Jednak droga do jej odkrycia nie jest usłana różami, a za Caedmonem i jego towarzyszką podąża człowiek, który czyha na ich życie. 

Styl autorki nie pozostawia nic do życzenia, bowiem obfituje w bogate słownictwo, epitety czy metafory. Wątek historyczny został przedstawiony w sposób wyczerpujący i bardzo realistyczny. Wszystkie informacje zdobywamy dzięki ogromnej wiedzy, jaką posiada główny bohater, choć przyznam szczerze, że chwilami miałam dosyć tego rodzaju zdobywania wiedzy. Przejawiał się tutaj taki schemat, że jego asystentka Edie (swoją drogą niezbyt rozgarnięta kobieta, która wiedzą też nie grzeszy – przynajmniej w moim odczuciu) stale zadawała mu pytania, a Aisquith udzielał jej wyczerpujących odpowiedzi. Momentami było to po prostu nieco sztuczne. Znawcą historii wielkim nie jestem, ale wydaje mi się, że autorka połączyła tutaj fakty historyczne z fikcją. 

Przygoda bohaterów jest naprawdę ciekawa, bowiem przychodzi im podróżować do wielu miejsc i rozszyfrowywać ukryte kody czy znaki. Niestety – przychodzi im to z wybitną łatwością, a za tym nie przepadam. Lubię, gdy w takich książkach pojawiają się pewne problemy, które utrudniają rozwikłanie zagadki. Tutaj wszystko szło sprawnie i płynnie, ale było za prosto. O ile wątek przygodowo-historyczny jest wykonany w miarę dobrze (poza wspomnianymi mankamentami) tak kreacja bohaterów leży. W ogóle nie byłam w stanie sobie wyobrazić ani Caedmona ani Edie. Wydali mi się mało wyraźni i bezpłciowy. Po prostu byli, a autorka większy nacisk położyła na informacje i fabułę. Dobrą rzeczą są również rozdziały pisane z perspektywy śledzącego ich mordercy, ba, powiem więcej – człowieka o skłonnościach psychopatycznych, co nikogo nie dziwi, gdy dochodzi do poznania jego dzieciństwa i reszty życia.

Nie mogę zaprzeczyć, że „Kod templariuszy” czyta się szybko i lekko, ale nie byłam w stanie się zbyt mocno zaangażować w tę historię. Nie porwała mnie na tyle, żebym nie mogła oderwać się od czytania. Zabrakło mi w niej lepiej zorganizowanej intrygi i wyrazistych bohaterów, którym mogłabym kibicować na każdym kroku. Nie jest to lektura zła, bowiem ma swoje plusy, ale przyznaję szczerze, że po pewnym czasie zaczęłam się z nią męczyć. Tematyka poruszana w tej książce trafia w moje gusta, więc pozostaje tutaj taki sentyment do historii w tym stylu, ale twórczość pani Palov nie jest do końca tym, czego oczekuję w przypadku takich powieści. Zakończenie nie poruszyło mnie aż tak, jak powinno, choć nie ukrywam, że było nieco zaskakujące. Brak mojej ekscytacji wiązał się zapewne z tym, że po prostu nieco zawiodłam się całością.

„Kod templariuszy” uznałabym za pozycję przeciętną, choć nie chciałabym, żebyście od razu rezygnowali z zapoznania się z nią. Każdy posiada własne gusta i myślę, że znajdą się osoby, którym ta lektura przypadnie do gustu bardziej niż mnie. Ma swoje plusy i minusy, które być może się równoważą, ale ponownie przejawia się tutaj moje pozytywne nastawienie, które gdy zostanie ugaszone, to książka traci w moich oczach bardzo dużo. Wniosek z tego prosty – nie należy się na nic nastawiać (łatwo się mówi, prawda?). To chyba ten rodzaj powieści, o której zdanie każdy powinien wyrobić sobie sam. Moje zdanie już znacie, czekam na Wasze!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

bellona.pl



A może ktoś czytał poprzednią książkę tej autorki - "Arkę ognia"? :)

wtorek, 16 września 2014

Przedpremierowo: "Wzorzec zbrodni" - Warren Ellis

http://www.wsqn.pl/ksiazki/wzorzec-zbrodni/#dialog

Puszka Pandory, mityczyna beczka, która została otwarta przez Epimeteusza i jej właścicielkę Pandorę z czystej ciekawości. A powszechnie wiadomo, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła! Ta na pozór nic nieznacząca rzecz była karą zesłaną przez bogów, a powszechne porzekadło sprawdziło się -  otwarta puszka stała się źródłem wszelakich nieszczęść i trudności. Dla detektywa Johna Tallowa puszką Pandory okazał się być pokój A3 w starej kamienicy przy Pearl Street…

Zwykła policyjna akcja – tak wszyscy myśleli. Nikt nie spodziewałby się, że podczas codziennej rutyny zginie policjant, a detektyw Tallow natknie się na ślad niezwykle skomplikowanej intrygi trwającej od lat. W pokoju A3 znajduje pokaźną kolekcję broni, w której żaden egzemplarz się nie powtarza. Z każdego pistoletu czy karabinu zabito jedną osobę, co stanowi swego rodzaju modus operandi mordercy. Każdą swoją ofiarę traktuje w sposób wyjątkowy i dobiera broń specjalnie do niej. Dlaczego jednak sprawca ponad 200 zabójstw zbiera – nie okłamujmy się – narzędzia zbrodni, które mogą naprowadzić policję na jego ślad? Na pewno liczył na to, że jego kolekcja nigdy nie ujrzy światła dziennego, ale John Tallow rozpętuje chaos, którego rozwiązania nie spodziewałby się nikt… Przyjdzie mu uganiać się za niezrównoważonym szaleńcem, a pogoń ta będzie pełna niespodzianek i trudności.

„Wzorzec zbrodni” to tytuł idealnie oddający fabułę tej powieści. Dochodzenie prowadzone przez detektywa Tallowa skupia się nie tylko na odnalezieniu sprawcy i odkryciu, dlaczego mordował dane osoby, ale chodzi tutaj o coś więcej – znalezienie wzorca, zgodnie z którym oprawca postępował. John doskonale zdaje sobie sprawę z ukrytego kodu, który tworzył morderca. Detektyw jest oddany swojej pracy i mimo rozsypki po stracie partnera potrafi się pozbierać i wie, że musi doprowadzić tę sprawę do końca. Potrafi znakomicie kojarzyć ze sobą fakty i posiada analityczny umysł, który jest nieodzownym elementem pomagającym mu w prowadzeniu śledztwa. Nie da się ukryć, że ma też odrobinę szczęścia, bowiem kilka zbiegów okoliczności ułatwia mu znalezienie kolejnych tropów. A może nie są to zwykłe zbiegi okoliczności, tylko płynąca z wieloletniego doświadczenia zdolność bycia w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie?

Fabuła jest wciągająca, jednak polecam odłożyć wszystko inne i skupić się tylko na czytaniu. Cisza i spokój są tuta konieczne, bo tylko wtedy będziecie mogli wczuć się w atmosferę tworzoną przez Warrena Ellisa. Jeżeli już rozpoczniecie lekturę, to po prostu się tego trzymajcie – poświęćcie te kilka godzin na wejście do świata zbrodni i śledztwa, które wydaje się być całkowicie beznadziejną sprawą – ale nie dla detektywa Tallowa! On nie zamierza się poddawać. Styl pana Ellisa jest niezwykle przyjemny, choć odpowiednio dobrany do powagi sytuacji. Nie brak tutaj mocnych słów, które wyrażają frustrację bohaterów. Autor zadbał o dokładne opisy, dzięki którym podczas czytania w naszej głowie wyświetla się znakomity film detektywistyczno-kryminalny. 

Część rozdziałów pisana jest z perspektywy łowcy, czyli sprawcy wszystkich zabójstw. Jest on intrygującą postacią, jak to zazwyczaj bywa z seryjnymi mordercami. Cieszę się, że pan Ellis wprowadził taki element do swojej powieści, bowiem to umożliwia czytelnikowi poznanie umysłu czarnego charakteru. Teoretycznie w pewnym momencie wszystko staje się jasne – wiemy, kto stoi za każdą zbrodnią, ale trzeba jeszcze odkryć i zrozumieć wzorzec, którym się kierował. John Tallow pragnie również dojść do osób powiązanych z łowcą, bowiem nie wierzy, że pracował on na własną rękę. Aż do ostatniej strony jesteśmy trzymani w napięciu, niby wszystko staje się jasne, ale jednak trzymają się nas wątpliwości. 

„Wzorzec zbrodni” to świetna powieść detektywistyczna z bardzo ciekawą fabułą i doskonale wykreowanymi bohaterami. Autor popisał się swoim kunsztem również w kreowaniu książkowego świata i w pomyśle na intrygę. John Tallow jest detektywem przebiegłym i zawziętym, a czytelnik wraz z nim może wejść do kryminalnego świata, aby prowadzić dochodzenie. Kto wie, może odkryjecie w sobie ukryte zdolności do sprawnego analizowania sytuacji i łączenia faktów w jedną logiczną całość? Uważajcie tylko, żeby nie oberwać kulką, bo morderca, którego będziecie ścigać jest nieobliczalnym szaleńcem. Dajcie się porwać tej historii, a jestem przekonana, że będziecie się świetnie bawić, napięcie Was nie wypuści ze swoich objęć, a dawka czarnego humoru dopełni całości. Pan Warren Ellis napisał książkę, która na pewno trafi w gusta wielu amatorów powieści detektywistycznych. 

 Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję:

www.wsqn.pl


PREMIERA 4 PAŹDZIERNIKA!

Zainteresowani? :)