czwartek, 31 lipca 2014

"Wina Gwen Frost" - Jennifer Estep

http://dreamswydawnictwo.pl/nowosci/akademia-mitu-iv-wina-gwen-frost,produkt117/

„Wina Gwen Frost” to czwarty tom przygód nastoletniej cyganki, która została wybrańcem Nike. Dzień, w którym Gwen przybyła do Akademii Mitu to dawne dzieje. Teraz wszystko wygląda inaczej. Tym razem nie tylko żniwiarze uwzięli się na Frostównę, ale również Protektorat. Gwen została oskarżona o pomoc żniwiarzom w uwolnieniu Lokiego z więzienia. Plotki te sprawiają, że cała szkoła zaczyna prześladować Gwen, ją czeka proces, zostaje jej przydzielony strażnik, który nie spuszcza jej z oka choćby na sekundę, a co najgorsze – rozprawę przeciwko niej przeprowadzi Linus Quinn, ojciec jej ukochanego Spartanina. I zaufajcie mi, żadne sentymenty nie wchodzą tutaj w grę.

Przyzwyczaiłam się do tego, że uczniów Akademii mitu prześladują żniwiarze i przychodzi im staczać wiele potyczek w obronie własnej, co po części stało się jednym z wiodących motywów tej serii. Tym razem wszystko wygląda nieco inaczej – motyw przewodni to proces Gwen, który okazuje się być bardzo ciekawym wydarzeniem, a dodatkowo – autorka potrafi zaskoczyć nas jego przebiegiem. Intryga goni intrygę, a Loki ma swoich szpiegów wszędzie. Z czasem czytelnikowi układa się wszystko w głowie niczym puzzle – zbieramy drobne fragmenty, aby w końcu ułożyć całość i odkryć prawdę. Przyznaję, że fabuła czwartego tomu bardzo mi się podobała, choć dla Gwen wiele momentów było po prostu beznadziejnych. Dziewczyna znalazła się w sytuacji bez wyjścia i wiedziała, że może stracić wszystko – łącznie z życiem.

Styl pani Estep nadal jest lekki i młodzieżowy. Przygody bohaterów śledzi się z zapartym tchem, a czytanie to istna przyjemność. W tej części chyba najbardziej widoczne było to, że autorka przemyślała całą historię od początku do końca i potrafi powiązać ze sobą wydarzenia z poprzednich tomów. Rozwinął się również wątek romantyczny z czego bardzo się cieszę. Zawsze kibicowałam głównej bohaterce i od początku połączyła nas jakaś więź. Nie ukrywam, że były tutaj momenty, które mnie wzruszyły i sprawiły, że serce podeszło do gardła, łzy spływały po policzkach, a w głowie pojawiały się różne wizje – nie zawsze te kolorowe. No i nie da się ukryć, że pojawia się tutaj również piękne uczucie jakim jest przyjaźń i oddanie. 

Członkowie Akademii mitu to osoby honorowe i odważne. Wiedzą, co ich czeka. Wiedzą, że nie da się uniknąć wojny, ale mimo młodego wieku nie poddają się. Wydawałoby się, że adrenalina ich napędza. Wielu z nich nie da się nie lubić, chociażby Daphne, która potrafi tak przygadać, że inni się zamykają, a czytelnikowi pojawia się na ustach uśmieszek. Wątek mitologiczny jest nadal bardzo dobrze poprowadzony i pojawia się kilka nowych artefaktów oraz informacji. Niesamowity okazał się motyw ze żmiją Maat, ale nie będę Wam zdradzać szczegółów – być może właśnie nawiązanie do mitologii przekona Was do sięgnięcia po tę serię. 

Książka jest naprawdę bardzo przyjemna w odbiorze, a ja cieszyłam się ogromnie z ponownego spotkania z bohaterami. Mimo pewnej schematyczności, która przejawia się w podobnym przebiegu każdego tomu – intryga, zdrada, walka, ucieczka – seria ta ma w sobie nieodparty urok i coś, co przyciąga. Autorka jednak potrafi wprowadzić nieco chaosu, zaskoczenia i napięcia, które pobudzają ciekawość czytelnika. Ciągle brakuje tutaj jednak takiego jednego wielkiego „wybuchu”, który pozostawiłby nas w niepewności, jednak mam nadzieję, że finał przygód Gwen Frost będzie fenomenalny i na długo pozostanie w mojej pamięci. Książka ta ma sporo zalet, które przykrywają drobne minusy. Pewne mankamenty nie były w stanie po prostu przykuć na dłużej mojej uwagi, bo naprawdę pokochałam historię Gwen i jej przyjaciół.

Jest tutaj nieco przewidywalności, ale także kilka elementów zaskoczenia – te dwa przeciwstawne zjawiska przeplatają się ze sobą, podobnie jak schematyczność i nowe wizje autorki. Powstaje swego rodzaju równowaga, a książkę czyta się przyjemnie i lekko. Historia wciąga, a gdy naprawdę mocno się w nią zagłębimy to poczujemy przypływ emocji i odczuć takich jak strach, miłość, oddanie, niepewność i zranienie. Seria Jennifer Estep ma w sobie niezaprzeczalny czar, który przykrywa wszystkie drobne mankamenty, bo nadal ma się ochotę sięgnąć po kolejne części. Pozostaję wierną fanką tego cyklu i czekam z niecierpliwością na tom piąty, a potem na wielki finał!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

dreamswydawnictwo.pl

wtorek, 29 lipca 2014

"Ziemia Szamanów" - Wojciech Grzelak

http://www.illuminatio.pl/ksiazki/ziemia-szamanow/

Syberia zawsze kojarzyła mi się tylko z dwoma rzeczami: z przejmującym zimnem i chłodem oraz z II wojną światową, podczas której Syberia była miejscem deportacji, między innymi Polaków. Nigdy bym nie podejrzewała, że ta kraina kryje w sobie tajemnice, które od lat stanowią nieodgadnione zagadki, a niewytłumaczalne zjawiska zdarzają się tam dosyć często. To kraina, która fascynuje nie tylko swoją historią i dziwnymi wydarzeniami, ale również urzeka urodą krajobrazu, a także dzikością przyrody, której człowiek nie zdołał całkowicie zmącić.

Wojciech Grzelak przez wiele lat mieszkał w tej krainie i zdołał zapoznać się z wieloma intrygującymi historiami, które jej dotyczą. „Ziemia Szamanów” to książka, w której zebrane zostały wszystkie te opowieści, a czytelnik dzięki niej może przenieść się na tereny Syberii i bliżej zapoznać się z tajemniczymi zjawiskami charakterystycznymi dla tego regionu. Jest to nie tylko źródło wiedzy paranormalnej na temat Syberii, ale także historie, które potrafią nas sobą zainteresować – oczywiście wedle gustu jedne mniej, inne bardziej.

Historii jest sporo i ciężko mi tutaj przytoczyć to, czego one dotyczą. Panuje tutaj bowiem różnorodność – od tajemniczych zjawisk pogodowych poprzez politykę, tajemnicze osoby, dzikie bestie aż do sprawy podziemnych labiryntów. Przykładowe historie dotyczą czarnej tęczy, która zwiastuje jedynie śmierć; wrót piekieł – czyli miejsca o dziwnym oddziaływaniu na otoczenie; tatzelwurma, czyli robaka śmierci; dosyć znanego jeziora Bajkał; niedźwiedzia, który wcale nie jest tak przyjazny jak w zabawie „Stary niedźwiedź mocno śpi” czy też starożytnych kurhanów i podziemnych labiryntów.

Historie z pewnością dają nam nowe spojrzenie na krainę Syberii. Przyznaję, że były one mi do tej pory nieznane i raczej za dużo nie obiło mi się nawet o uszy. Zjawiska paranormalne i niewyjaśnione zagadki zawsze były dla mnie czymś fascynującym i uwielbiam zapoznawać się z nowymi opowieściami, dlatego czytanie tej książki połączyło w sobie zdobywanie nowej wiedzy i przyjemność, jaka płynęła z możliwości przeniesienia się do tej magicznej krainy. Dodatkowo pan Grzelak potrafi wszystko pięknie ująć w słowa, nawet zwykłe fakty historyczne czy geograficzne. Jego język jest przyjemny w odbiorze, a książka dopracowana i szczegółowa.

„Ziemia Szamanów” to intrygująca pozycja, która przeznaczona jest dla każdego, nie tylko dla osób interesujących się tematem zjawisk nadprzyrodzonych, ale również dla tych, którzy mają podobne podejście do Syberii, jakie ja miałam przed zapoznaniem się z tą pozycją. To zupełnie nowe spojrzenie przedstawione przez Wojciecha Grzelaka zapewnia nam zdobycie nowej wiedzy i rozrywkę. Ten nieznany świat jest niezwykle interesujący, a różnorodność zawartych w tej książce historii sprawia, że staje się ona jeszcze bardziej wartościowa.

A na koniec przecudowny cytaty pochodzący z tej pozycji:

„Widzisz, tacy naprawdę jesteśmy. My, ludzie. Dotykamy najgłębszych otchłani planety, najdalszych zakątków wszechświata, najodleglejszych zdarzeń. Odczuwamy je tak, jak liście brzozy odczuwają śmierć w zimnym ostrzu topora przyłożonym do białego pnia. Ale nic z tego nie rozumiemy. Rzadko tylko, jak gwiazda w nieprzeniknionej kurtynie nieba, rozbłyśnie w naszym umyśle iskierka przeczucia – czasem tylko raz w życiu, czasem wcale – i zaraz zgaśnie…”

poniedziałek, 28 lipca 2014

A dzisiaj opowiem Wam o... Nocnej Szkole

Seria Nocna Szkoła autorstwa C.J. Daugherty zapowiedziana jest na 5 części. W naszym kraju pojawiło się ich póki co 3 i dzisiaj przed Wami moje zdanie na temat każdej z nich.

WYBRANI
Po debiutancką powieść C. J. Daugherty sięgnęłam jeszcze zanim pojawiła się ona w naszym kraju. Przeczytałam ją w oryginale jako „Night School”, natomiast teraz, gdy minęło już kilka dobrych miesięcy, gdy miałam z nią do czynienia, zabrałam się za wersję polskojęzyczną, czyli za „Wybranych”. Teoretycznie czytanie na nowo książki, którą się już zna i wie, co się za chwilę wydarzy, nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy (chyba, że jest to powieść, która całkowicie oczarowała nasze serce i duszę), jednak w przypadku czytania tłumaczeń ma to pewien sens – można się sprawdzić jeśli chodzi o nasz poziom językowy, a w moim przypadku stanowiło to też dobre przypomnienie historii przed sięgnięciem po kolejne tomy sagi.

Allie Sheridan ma zaledwie 16 lat, a już zdążyła sobie narobić kłopotów. Policja zna ją doskonale przez kilkukrotne aresztowania, nauczyciele wiedzą, że nie ma co liczyć na to, że jej oceny ulegną poprawie, a rodzice powoli nie dają sobie z nią rady. Brzmi jak typowa zbuntowana nastolatka w stylu „wszyscy możecie mnie pocałować w cztery litery, jestem dorosła, będę robić, co mi się podoba i nic wam do tego!”. Jednak każdy bunt musi mieć gdzieś swoje źródło i tak jest również w przypadku tej młodej dziewczyny – diametralna zmiana pojawiła się po zniknięciu jej ukochanego brata, Christophera. To on był jej najlepszym przyjacielem i wspierał ją na każdym kroku, a potem ot tak – odszedł i zniknął. Jej rodzice decydują się posłać ją do elitarnej szkoły z internatem, z czego dziewczyna oczywiście nie jest zadowolona… jednak już po kilku dniach pobytu, okazuje się, że Akademia Cimmeria znacznie różni się od wszystkich innych placówek naukowych.
Saga „Wybrani” zyskała już sporo fanów – zarówno w naszym kraju, jak i za granicą. Czym sobie na to zasłużyła? Na to pytanie zapewne każdy czytelnik odpowie inaczej. Osobiście uważam, że historia ma w sobie całkiem spory potencjał i sporym plusem jest to, że nie pojawia się w niej wątek paranormalny. Przyznam szczerze, że biorąc pod uwagę wiele historii z podobnymi opisami i tytułami, gdzie mityczne istoty czy zjawiska były na porządku dziennym, nie spodziewałam się, że w tym przypadku tego nie będzie. Słowa „Nocna Szkoła” sprawiają, że w moim mózgu pojawia się wizja wampirów czy też wilkołaków, dla których Akademia Cimmeria jest domem i miejsce, gdzie uczą się panować nad swoimi zdolnościami. Dlatego miłym zaskoczeniem był fakt, że chodzi tutaj o coś zupełnie innego – tytuł „Wybrani” idealnie do tego pasuje.
Początkowe rozdziały nie są zbyt obiecujące i mogą zniechęcić do dalszego czytania, jednak mimo wszystko jest w tej pozycji coś, co powoduje, że czyta się dalej i dalej. Wkrótce akcja zaczyna się nieco rozkręcać, chociaż jej tempo jest moim zdaniem umiarkowane – nie szybkie, a punkt kulminacyjny nieco za słaby. Jednakże podczas czytania stopniowo rozbudza się nasza ciekawość, gdyż pojawia się wiele pytań i tajemnic, a nie wszystkie odpowiedzi otrzymujemy od razu. Wiele rzeczy pozostaje niewyjaśnionych i zapewne dopiero w kolejnych tomach będzie można odkryć, o co dokładnie chodziło. Czytelnik może snuć swoje domysły, ale nie będzie w stanie po przeczytaniu tylko tej części dojść do tego, czy miał rację. 

Pojawia się tutaj oczywiście sporo bohaterów, co w przypadku takiego miejsca akcji, jakim jest szkoła, nie jest rzeczą dziwną. Główna bohaterka, Allie, okazuje się wcale nie być taką ostrą i zadziorną dziewczyną, jak przedstawia to opis i pierwsze strony. Tak na dobrą sprawę jest to nieco zagubiona nastolatka, która potrzebuje wsparcia, przyjaciół i więcej radości z życia. W jej życiu powinien pojawić się ktoś, kto wskaże jej dobrą drogę i będzie ją nadzorował. Niestety – dla wielu czytelników – pojawia się tutaj trójkąt miłosny. Sylvain i Carter zabiegają o względy nowej uczennicy, co w pewnym stopniu jest urozmaiceniem całej historii, ale może nas też nieco podirytować. Tym bardziej, że ten wątek romantyczny jest bardzo stereotypowy. Przymykałam na niego po prostu oko, ale chwilami rozterki bohaterów w tym względzie były po prostu infantylne.
„Wybrani” to powieść, która ma w sobie coś przyciągającego naszą uwagę. Czytało mi się ją dobrze, ale nie porwała mnie całkowicie, bowiem chwilami nie działo się tutaj nic konkretnego. Zabrakło mi napięcia i emocji, bo mimo że teoretycznie są one obecne, to nie da się ich odczuć wystarczająco dobrze. Jednak lubię sięgać po takie książki, bowiem umożliwiają mi coś, z czym już nigdy do czynienia mieć nie będę – mogę wrócić do tego okresu w swoim życiu, gdy sama miałam 16 lat i szkolne życie było dla mnie równie istotne, co dla bohaterów „Wybranych”. Jednak pewne wypowiedzi i dialogi między nimi wydały mi się po prostu nieco denne i nie przekonały mnie do siebie. Tak więcej jednym zdaniem – książka ma swoje wady i zalety, ale stanowi w miarę dobry wstęp do całej sagi i ma w sobie coś, co wzbudza zainteresowanie i ciekawość czytelnika. Kolejne części już na mnie czekają, a „Wybrani” otrzymują ocenę 6,5/10.


DZIEDZICTWO
Po przeczytaniu „Wybranych” przyszła kolej na drugą część cyklu. Jak już wspominałam, ta seria właściwie nie do końca do mnie trafia, a jednak ma w sobie coś, co mnie przyciąga. Coś sprawia, że chcę dalej poznawać losy Allie i jestem ciekawa, co jej się przydarzy – no i oczywiście, jak to wszystko się skończy. 
W tej części akcja zdecydowanie się rozkręciła. Otrzymujemy przede wszystkich sporą dawkę emocji i napięcia, a co najważniejsze – Nocna Szkoła nie jest już dla nas tajemnicą. Wraz z Allie wkraczamy w jej szeregi i widzimy, o co tam naprawdę chodzi. Chociaż… może nie do końca, bowiem wciąż napotykamy się na osoby, które mają coś do ukrycia. Nadal nie ma pewności, komu można ufać, kto jest przyjacielem a kto wrogiem. Wszystko komplikuje się i pląta niczym słuchawki wsadzone do kieszeni spodni. No i co więcej – pani Daugherty nadal nie oszczędza swoich bohaterów. Nadal można tutaj dostrzec smutek, traumę, a nawet śmierć.
Historia Allie i Akademii Cimmeria staję się coraz bardziej klarowna, ale jeszcze nie wiemy wszystkiego. Muszę jednak przyznać, że pomysł autorki był naprawdę dobry i utwierdziła mnie w tym druga część. W dobie gdzie panują dystopie, wampiry, tajemnicze zdolności i inne tego typu motywy, tutaj otrzymujemy coś zupełnie innego. Zapewne to przekonało tak wielu czytelników do tej serii. Nadal miałam jednak pewne wątpliwości co do języka i stylu, chociaż w minimalnym stopniu te dwie rzeczy uległy poprawnie. Być może to faktycznie kwestia mojego wieku i już nie potrafię tak łatwo zżyć się z bohaterkami, które mają po 16,17 lat. Jednak powrót do czasów nastoletnich bywa swego rodzaju przyjemnością, którą można czerpać dzięki takim pozycjom.
„Dziedzictwo” czytało mi się lekko i przyjemnie, przyznam nawet, że mnie wciągnęło. Uważam tę serię za typową rozrywkę, która pozwala mi się oderwać od świata i przeżyć przygodę w Akademii Cimmeria. Poziom pierwszej części został utrzymany, a być może nawet lekko wzniósł się wyżej. Po trzecią część sięgnę na pewno, bowiem nadal trzyma mnie ciekawość. Właściwie jeśli chodzi o jakieś zastrzeżenia, to są praktycznie takie same jak w przypadku „Wybranych”. I to chyba kolejna rzecz, podsycająca moją ciekawość… czy podczas czytania trzeciej części zobaczę postępy i rozwój inwencji autorki? Zobaczymy!


ZAGROŻENI

Uwaga uwaga! C.J. Daugherty zrobiła postęp! Skoro już miałam za sobą dwie pierwsze części, to nie wypadało nie sięgnąć po trzecią, prawda? Tym bardziej, że nie miałam złych wspomnień z historią Allie. Od momentu, gdy Allie przekroczyła próg Akademii Cimmeria wiele się zmieniło. Dowiedziała się, czym jest Nocna Szkoła i jaki cel przyświeca akademii. Budynek ten stał się dla niej domem i schronieniem, ale teraz nikt nie jest tam bezpieczny. Nie wiadomo komu ufać, a komu nie. Wciąż nie złapano osoby współpracującej z Nathanielem. Zaczyna panować chaos, a Nathanielowi tylko o to chodzi – o odwrócenie uwagi, aby mógł spełnić swój cel.

Dlaczego twierdzę, że autorka zrobiła krok naprzód? Bo zauważyłam jedną istotną rzecz – główna bohaterka dorosła. Fakt, ciągle widać w niej tę buntowniczą nutkę, ale już zupełnie inaczej zaczyna postrzegać otaczający jej świat. Nie myśli tylko o sobie, ale troszczy się o innych – o tych, których obdarzyła przyjaźnią i zaufaniem. Jednak to, co dzieje się wewnątrz niej jest niczym szalejąca burza. Może nie zostało to przedstawione aż tak wyraźnie, ale każdy czytelnik zauważy, że wydarzenia ostatnich miesięcy sprawiły, że Allie dorosła, ale również stała się bardzo znerwicowana. Jej koszmary, chęć zemsty, próba odkrycia prawdy – to wszystko ma swój początek w strachu i lęku, które z jednej strony niszczą ją od środka, a z drugiej pobudzają do działania.

Ilość infantylnych wypowiedzi została zredukowana – widać, że nie tylko główna bohaterka się zmienia, ale i cała reszta w obliczu nadchodzących wydarzeń. Akcja pędzi, ale czytelnik nie ma możliwości się zagubić. Cieszy mnie fakt, że książka obfituje w porywające wydarzenia, dzięki którym niweluje możliwość znużenia. W wielu momentach może nam towarzyszyć strach i niepewność, podobnie jak i bohaterom, których poznajemy coraz lepiej. Dowiadujemy się również kilku istotnych informacji o Nocnej Szkole i Akademii Cimmeria. Autorka jednak stale trzyma nas w napięciu, nie ujawnia prawdy, o której stale mówi Nathaniel, a tajemnice nadal pozostają czymś na porządku dziennym. W ten sposób pani Daugherty zachęca do sięgania po kolejne części swojego cyklu – ciekawość to nieodzowna cecha ludzka. 

Punkt kolimacyjny podobny jak w poprzednich częściach, co mnie nieco zawiodło. Nie przepadam za „powtórką z rozrywki”. Jednak to znowu podobna sytuacja, co w przypadku niezdradzania tajemnic – autorka pobudza naszą wyobraźnię, stopniowo buduje napięcie, które osiąga maksimum w ostatnich rozdziałach, a potem... lekkie rozczarowanie, a w naszej głowie pojawia się myśl „No dobra, dowiem się w kolejne części, może coś się zmieni.”. Nie wiem czy uznać to za plus czy za minus, ale osobiście skłaniałbym się ku przeczytaniu nieco odmiennego zakończenia. One wszystkie były do siebie w pewnym stopniu podobne, ale jednak coś sprawiło, że sięgałam po każdą kolejną część, a przecież spokojnie mogłam odłożyć je na półkę.

„Zagrożeni” to mimo wszystko chyba najciekawsza i najlepsza część do tej pory. Podobnie jak poprzednie, czytało mi się ją lekko, przyjemnie i szybko. Książka, która pomaga zapomnieć o otaczającym nas świecie i przeżyć niebezpieczne przygodę wraz z Allie i jej przyjaciółmi. Ma swoje wady i zalety, które w zasadzie się równoważą, ale pomysł autorki zasługuje na uznanie – coś nowego w dobie literatury młodzieżowej. No i stała się rzecz niesłychana – zatęskniłam za szkołą! Odrabianie lekcji, nadrabianie zaległości, zdobywanie najlepszych ocen – ta książka pozwala osobom nieco starszym niż 16 czy 17 lat powrócić do czasów licealnych, do tego cudownego okresu, kiedy było się prawie dorosłym, a jednak jeszcze coś nas ograniczało. Całą sagę mogłabym ocenić póki co na ocenę 6+/10

Za egzemplarze serdecznie dziękuję wydawnictwu:
otwarte.eu


piątek, 25 lipca 2014

Zapowiedź: Saga Atlanci. Tom II. Wyspa Sześciu Pierścieni


POWRÓT ATLANTÓW

Dalema wreszcie dociera do Atlantydy, miejsca, o którym marzyła i w którym pragnęła się znaleźć od zawsze. Dla większości Atlantów jest tylko prymitywnym intruzem, przybyłym z najmniejszej kolonii ich Imperium, ale są też tacy, którzy okazują jej wyjątkowe względy i jawnie ją faworyzują. Dlaczego Odan, Namiestnik Supali, a nawet sam Chartros, Władca władców tak ją wyróżniają?

Początkowy zachwyt techniką i nauką szybko odchodzi na dalszy plan. Okazuje się, że Atlanci nie są wszechmocni, że też mają swoje sekrety, może nawet bardziej mroczne i tajemnicze niż te, z którymi się do tej pory zetknęła. Co zrobi Dalema, by w końcu uzyskać odpowiedzi na dręczące ją pytania? Jednego można być pewnym. Nikt nie będzie w stanie tego przewidzieć.

Druga część doskonałej sagi Atlanci, „Wyspa Sześciu Pierścieni”, to historical fiction w mistrzowskim wydaniu. Wprawdzie zagadka Kakrachana zostaje rozwiązana, ale rodzą się kolejne wątpliwości i pojawiają nowe tajemnice. Chociaż coraz więcej dowiadujemy się o Atlantach, zdumiewających przedmiotach i budowlach, to wciąż nie wiemy, co czeka nas na końcu tej drogi. Jak rozwinie się historia Dalemy i Zamira? Kim są Atlanci i dlaczego Podziemie z nimi walczy? Jaką rolę spełniają przepowiednie? A może nikt z bohaterów nie ma wpływu na to, co się zdarzy, ponieważ to już dawno zostało zaplanowane…

Niezwykła historia, wciągająca akcja, zadziwiająco realny świat Atlantydy – to sprawia, że „Wyspa Sześciu Pierścieni” pochłania bez reszty…


Autor

Olis Nari Lang to pseudonim Autora, który pragnie pozostać anonimowy. Przeczytana w dzieciństwie książka Ericha von Danikena "Oczy Sfinksa. Tajemnice Piramid" sprawiała, że na starożytne cywilizacje nigdy już nie był w stanie patrzeć tylko i wyłącznie oczami wykładanej w szkołach poprawnej archeologii. Ta fascynacja stopniowo prowadziła do niekontrolowanego gromadzenie nowej wiedzy, wypraw podróżniczych i do napisania tej książki...

Saga nawiązuje do historical fiction, odwołując się do artefaktów i monumentalnych budowli starożytnych cywilizacji. Historia losów głównych bohaterów rozgrywa się w scenerii mitycznej Atlantydy oraz podległych Atlantom kolonii. Powstała z pasji autora do poszukiwania początków...


Moją recenzję możecie przeczytać tutaj: Atlanci. Kakrachan

DATA PREMIERY: 1 sierpnia 2014

poniedziałek, 21 lipca 2014

"Czerwony hotel" - Graham Masterton


„Niektórzy mówią, że gdy opuszczamy ten świat, pozostawiamy po sobie tylko rzeczy osobiste i nasze cienie. Powstają one za każdym razem, gdy wędrujemy pomiędzy słońcem a ziemią, są jak negatywy, które po nas pozostaną, szczególnie jeżeli umieramy, nie zrealizowawszy wszystkich naszych ambicji, albo pozostawiamy nierozstrzygnięte problemy. Jeszcze długo po naszej śmierci cienie odgrywają drobne dramaty naszego życia – mimo że my sami od dawna leżymy pod ziemią, gdzie nie możemy już rzucać cieni, albo została z nas jedynie garstka popiołu.”

Sissy Sawyer miała to szczęście, albo pecha – kwestia perspektywy, że urodziła się ze zdolnościami parapsychicznymi. Zajmuje się odczytywaniem kart DeVane, które mówią znacznie więcej niż zwykły Tarot. Któregoś dnia odwiedza ją jej bratanek wraz ze swoją dziewczyną T-Yon. Okazuje się, że przyszłość dziewczyny przybrała barwy krwistej czerwieni i wiąże się z nowym interesem jej brata – Everetta. W jego nowo odrestaurowanym hotelu zaczynają się dziać dziwne rzeczy – pojawia się mnóstwo krwi, znikają ludzie, a śladów nie ma żadnych… Czy ma to związek z koszmarami, które co noc nawiedzają T-Yon? I czy Sissy będzie w stanie poradzić sobie z mrocznymi mocami, które zagrażają rodzeństwu?

Sissy Sawyer nie jest nową bohaterką – pojawia się również w innych powieściach pana Mastertona, takich jak „Zła przepowiednia” czy „Czerwona maska”. Nie miałam jeszcze przyjemności się z nimi zapoznać, ale w moje ręce wpadł „Czerwony hotel”. Oczywiście nie trzeba się zastanawiać, co mnie w nim skusiło. Autora uwielbiam, a zjawiska i zdolności parapsychiczne to zdecydowanie moja bajka! Wydarzenia, jakie mają miejsce w hotelu Everetta są co najmniej dziwne – ilość krwi jaka pojawia się na teoretycznym miejscu zbrodni jest nie do uwierzenia. Dodatkowo policja nie jest w stanie znaleźć żadnych zwłok, a co dopiero sprawcy tych czynów. Dlatego T-Yon sprowadza na miejsce zdarzeń Sissy, chcąc pomóc bratu. Nie wie jeszcze jednak, że jest to krok ku spełnieniu się jej koszmarów…

 Cechą charakterystyczną książek Grahama Mastertona jest to, że nie szczędzi on swoim czytelnikom dokładnych i szczegółowych opisów makabry, jaka ma się wydarzyć. Krew jest na porządku dziennym, opisy masakrowania zwłok? Czemu nie! Na mnie takie rzeczy raczej nie robią wrażenia, chociaż psychopatyczna część mojego umysłu uwielbia ten element dreszczyku w literaturze, jednak nie jestem pewna, jak odnalazłyby się tutaj osoby wrażliwe. Niby to tylko książka, jednak każdy reaguje na swój własny sposób. Ja jednak cenię sobie pana Mastertona za te zabiegi, bowiem dodają one historii wyrazu. Podobnie jak i bohaterowie, których tworzy. Każdy z nich jest oryginalny – zarówno osoby stojące po jasnej stronie mocy, jak i te stojące po przeciwnej. Czarne charaktery zawsze mają jakieś ukryte pobudki, które nimi dyrygują – podobnie jest i w tym przypadku.

Wątek paranormalny jest poprowadzony ciekawie i rozwija się stopniowo. Dobry czytelnik zacznie się w pewnym momencie domyślać, co jest na rzeczy i poskłada większość faktów razem, ale nie wszystkie. Fabuła zdecydowanie wciąga i trzyma w napięciu, momentami potrafi nawet zaskoczyć. W dużej mierze istotną rolę odgrywa ciekawość czytelnika – czy dojdzie do śmierci kolejnego niewinnego człowieka? Co kieruje złymi mocami nawiedzającymi hotel? Czy sny T-Yon ujrzą światło dzienne i staną się rzeczywistością? Kolejny plus tej książki – potrafi pobudzić wyobraźnię i sprawić, że nie chcemy jej odkładać na półkę. Przeczytałam  ją bardzo szybko, ale z ogromnym zaangażowaniem. Graham Masterton po prostu bardzo dobrze potrafi stworzyć klimat swoich powieści i wpasować się w moje gusta.

Bardzo cenię sobie szczegółowość i oddanie, które autor wkłada w pisanie swoich powieści. Potrafi połączyć swoją wizję z elementami naukowymi, które traktują o istnieniu zjawisk paranormalnych czy światów równoległych. Widać, że jego głowa jest pełna pomysłów – niektóre wydają się być makabryczne, inne psychodeliczne, ale zdecydowanie potrafią pobudzić wyobraźnię. Zdołałam się przenieść do Czerwonego Hotelu w Luizjanie i stałam się biernym obserwatorem poczynań bohaterów. Dzięki temu byłam w stanie odczuwać pewne emocje, a w mojej głowie pojawiały się różnego typu wątpliwości oraz kolejne pytania, które umożliwiłyby mi zrozumienie tego, co się dzieje – czyli podobnie jak u bohaterów.

„Czerwony hotel” to bardzo dobra powieść, napisana przystępnym językiem i z ciekawą bohaterką, jaką jest Sissy. Może nie jest to historia, którą się długo pamięta, ale z pewnością warto ją przeczytać, podobnie jak i inne dzieła tego autora. Jedne są lepsze, inne nieco słabsze, ale tą zaliczyłabym do tych lepszych, które czytałam z przyjemnością i oddaniem. Warto zapoznać się z twórczością tego autora i wyrobić sobie o nim własne zdanie, a „Czerwony hotel” znakomicie nada się na rozpoczęcie tej przygody. Jest to bardzo realistyczne oddanie pomysłu na kolejny horror, którego zdecydowanie potrzebowałam – po raz kolejny przekonałam się, że książki Grahama Mastertona to coś dla mnie.

sobota, 19 lipca 2014

"Wszechświaty. Pamięć" - Leonardo Patrignani

http://dreamswydawnictwo.pl/zapowiedzi/wszechswiaty-pamiec,produkt118/

„Witajcie w Pamięci.
W miejscu, w którym jedynym możliwym scenariuszem jest wspomnienie. Niekończąca się cisza między  zakończeniem płyty i początkiem ukrytej ścieżki.”

„Wszechświaty. Pamięć” to druga część cyklu tworzonego przez autora o imieniu Leonardo Patrignani. Pierwszy tom pozostawił po sobie niedosyt i chęć posmakowania czegoś więcej. Drobne niedociągnięcia sprawiły, że książka wypadła średnio, ale z ogromną nadzieją, że autor poszedł o krok dalej, sięgnęłam po „Pamięć”. Przeczytałam ją w tempie niemal ekspresowym, bowiem tak jakoś z łatwością mi to przyszło. Jednak zastanawiacie się pewnie, jaka jest moja opinia… już do tego przechodzę.

Alex, Jenny i Marco – trójka młodych ludzi, która doświadczyła tego, czym są Wszechświaty. Teraz przyszło im przebywać w Pamięci – jednej wielkiej klatce, w której możliwe jest tylko i wyłącznie życie za pomocą wspomnień. To tam odkrywają istotne fakty z ich życia, które pomagają zrozumieć im to, co się dzieje dookoła, choć i tak nie są w stanie całkowicie się odnaleźć. Dochodzi jednak do przełomu – trafiają do nowej ery w dziejach ludzkości. Jak? Dlaczego? Kto jest za to odpowiedzialny? Nie wiedzą. Wszystko stanowi zagadkę. 

Jednego autorowi nie można zarzucić – braku pomysłowości czy oryginalności, chociaż w drugiej części „Wszechswiatów” poszedł nieco w znaną mi stronę. Nie ukrywam jednak, że rozwój wydarzeń mnie zaskoczył i w sumie przypadł do gustu. Pojawia się tutaj motyw nauki i manipulacji genetycznej, a to zawsze działa na mnie pobudzająco. Właściwie odczułam podział tej książki na dwie zasadnicze części i w ten sposób warto by było ją przedstawić. Miejsce zwane Pamięcią bardzo ładnie wizualizowało się w mojej głowie – eteryczne miejsce, pełne barw, kolorów i wspomnień – zarówno tych radosnych, jak i tych gorszych. Wydawałoby się, że bohaterowie unoszą się w nieskończonej przestrzeni i powoli zatracają siebie – podobnie czytelnik. Gdy faktycznie skupimy się na czytaniu, a uważam, że jest to konieczne, bowiem teoria wieloświatów i wspólnej pamięci tego wymaga, to z łatwością zatracimy się w historii bohaterów.

Potem dochodzi do przełomu – nowa era, a Jenny i Alex nie są sobie w stanie przypomnieć kim są i jak się tutaj znaleźli. To właśnie teraz autor wprowadza potajemne badania i eksperymenty i stara się coraz bardziej wyjaśniać swoją wizję. Nie ukrywam, że jego historia ma w sobie potencjał i pewną oryginalność. Sieje zamęt w głowie czytelnika i porusza wyobraźnię. Wielu osobom może wydawać się, że jest to tylko i wyłącznie romans, dlatego chciałabym puścić w niepamięć takie wnioski. Tak na dobrą sprawę wątek romantyczny zszedł tutaj na bardzo odległy plan, gdyż pierwsze skrzypce grają jednak wieloświaty, Pamięć, różne teorie na ich temat oraz wprowadzony dodatkowo eksperyment badawczy. 

Nie da się ukryć, że autor posiada lekkie pióro. Jego styl jest momentami naprawdę wyniosły i widać polot – jakby on sam unosił się w przestrzeni i z wybitną lekkością przelewał na papier swoje myśli. Jednakże nadal mam pewne zarzuty, podobne do tych z pierwszej części. Brak mi wyrazistości u bohaterów. Oni po prostu są, ale nie jestem w stanie powiedzieć o nich nic więcej. Jedynie co, to Marco sprawia wrażenie najbardziej stąpającego po ziemi, natomiast Jenny i Alex są dla mnie odlegli. Być może autor po prostu nie skupia się na nich tak, jak na swojej wizji książkowego świata. 

Czy Leonardo Patrignani zrobił krok naprzód? I tak, i nie. Z jednej strony rozwinął swoją opowieść w umiejętny i intrygujący sposób, z drugiej chyba nieco powielił pewien schemat, ale to całkowicie wyjaśni się dopiero w kolejnym tomie. Mimo wszystko ta książka ma w sobie coś, co ją wyróżnia spośród innych powieści. Nie jestem chyba w stanie jednoznacznie określić mojej opinii na temat twórczości tego autora. Jednak epilog jest napisany w sposób intrygujący i zachęcający do sięgnięcia po trzeci tom cyklu. No i ta okładka! Nie można od niej oderwać oczu. Decyzję o sięgnięciu po tę lekturę pozostawiam Wam, ale polecam jednak rozpoczęcie tej przygody od tomu pierwszego. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

www.dreamswydawnictwo.pl

poniedziałek, 14 lipca 2014

"Tajemnice Gwen Frost" - Jennifer Estep

http://dreamswydawnictwo.pl/zapowiedzi/tajemnice-gwen-frost-akademia-mitu-iii,produkt68/

Zawsze kochałam mitologię. W każdym calu, pod każdym względem. Moją ulubioną pozostaje mitologia egipska, o której raczej nie słyszy się za często, ale mam do niej pewien sentyment. Oczywiście nie oznacza to, że pozostałe jej rodzaje traktuję gorzej, o nie! Ostatnimi czasy bardzo często spotykam się z mitologią nordycką czy grecką. Akademia mitu łączy w sobie oba te rodzaje, a główną bohaterką tego cyklu jest Cyganka o imieniu Gwen Frost, a trzeci tom tej sagi brzmi „Tajemnice Gwen Frost”. Czyżbyśmy mieli poznać mroczne sekrety, które skrywa Cyganka?

Ferie zimowe dobiegły końca i uczniowie powoli wracają do codziennego życia w Akademii mitu. A powrót ten jest zdecydowanie widowiskowy, bowiem żniwiarze postanowili zaatakować nic nie podejrzewających studentów akademii. Atak swoje podłoże ma w poszukiwaniu sztyletu z Helheimu, który jest narzędziem potrzebnym do uwolnienia Lokiego z więzienia. Gwen jako wybranka Nike musi zadbać o to, aby do tego nie doszło. Nie może zawieść swojej bogini ani przyjaciół i pragnie pomścić śmierć matki. Obiecuje sobie odnaleźć żniwiarkę, która zabiła najbliższą jej osobę. Jednak czy jest możliwe odnalezienie artefaktu, po którym ślad zaginął? I jak Gwen ma cokolwiek zrobić, skoro nawet w jej szkole znajdują się szpiedzy żniwiarzy?

Cenię sobie Jennifer Estep za jej cykl Elemental Assassin, ale przygody Gwen Frost również przypadły mi do gustu. Zawsze z wielkim zaangażowaniem czytam każdy tom i tak też było tym razem. Gwen jest bardzo realistyczną i życiową postacią, na której barkach spoczywa wielka odpowiedzialność – nic więc dziwnego, że dziewczyna chwilami popada w zwątpienie, ale zawsze potrafi się podnieść  i stanąć na nogi. Oczywiście nie jest w tym wszystkim sama, wspierają ją nie tylko przyjaciele, ale i nauczyciele Akademii Mitu. W końcu jak można przejść obojętnie obok wybranki Nike? Niestety, są też osoby, które nie życzą jej za dobrze i ukrywają się wśród zwyczajnych uczniów akademii – żniwiarze tylko czekają na jeden jej błąd, który będą mogli wykorzystać do wypełnienia swojej misji – uwolnienia boga chaosu z więzienia. Dar psychometrii, jaki posiada Gwen rozwija się coraz bardziej – dziewczyna odkryje, że dzięki niemu może nie tylko odszukiwać zaginione przedmioty czy poznawać cudze wspomnienia, ale też za jego pomocą może dokonać czegoś znacznie większego i bardziej niebezpiecznego.

Zachowanie głównej bohaterki może chwilami wydawać się infantylne i irytujące, ale jakoś zupełnie tego nie odbierałam w ten sposób. W tej dziewczynie jest po prostu coś, co skłania mnie do kibicowania jej i trzymania mocno kciuków za jej wygraną – w każdej kwestii. Myślę, że po części udało mi się zżyć z Gwen i to jest wytłumaczenie tej sytuacji. Trzeba przyznać, że autorka zadbała o to, aby w trzecim tomie nie zabrakło mocnej akcji i napięcia. Już sam początek jest wystrzałowy, co uruchamia w nas ciekawość związaną z dalszymi wydarzeniami. No bo skoro otrzymaliśmy taki mocny start, to przecież dalej na pewno nie będzie gorzej, prawda? I nie było. Czytelnik ma minimalne chwile wytchnienia, bowiem zwroty akcji nie pozwalają na więcej.

W tej części dowiadujemy się też nieco więcej o matce Gwen, która głęboko wierzyła w swoją córkę. Nadal kontynuowany jest motyw przyjaźni z Daphne, która ma też swoje osobiste problemy, jednak żaden z uczniów nie bagatelizuje zbliżającej się wojny ze żniwiarzami i kto wie – być może samym Lokim. O ile uda się go uwolnić, prawda? I uwaga! Pojawiają się zwierzątka domowe… no, prawie domowe. Nie jestem pewna czy fenrira można za takie zwierzątko uznać, jednakże Gwen właśnie zyskała nową przyjaciółkę, która  ma zamiar ochraniać ją za wszelką cenę – wzruszający wątek, który bardzo mi się spodobał. Ah, i zapomniałabym o moim ulubieńcu! Nie, nie o Loganie, jednakże jego temat też za chwilę poruszę. Wiktor, czyli cudowny miecz Cyganki… nikt w tej książce nie rozbraja mnie tak jak on! Potrafi znakomicie rozładować atmosferę, nawet w obliczu największej tragedii. A Logan… no tak, czarujący, przystojny, powalający Spartanin. Właściwie… czegoś mi w nim tym razem zabrakło. Chociaż plusem jest to, że autorka ujawniła przed nami pewne istotne fakty z jego przeszłości.

„Tajemnice Gwen Frost” czytało mi się lekko i przyjemnie, jednak w wielu momentach nie byłam do końca przekonana, co mnie jeszcze czeka. Bądź co bądź doszłam sama do rozwiązania kilku rzeczy, ale to dzięki logice, która jest cechą charakterystyczną dla pióra pani Estep. Chwilami dałam się ponieść emocjom, a historia Gwen ma w sobie coś wciągającego. Trzeba przyznać, że zakończenie zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy, bowiem robi się coraz ciekawiej i zdecydowanie będę się zastanawiać nad tym, co jeszcze stanie na drodze głównej bohaterce i jak poradzi sobie ona z tak odpowiedzialnym zadaniem. Wystawiam ocenę 8/10 i sięgam po tom czwarty!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

http://dreamswydawnictwo.pl